Numerologia mówi, że liczby mają znaczenie. Że każda z nich niesie określoną energię i w subtelny sposób wpływa na nasze życie, charakter, a nawet wybory, których dokonujemy.
Podobno w dacie urodzenia zapisany jest pewien kod — coś, co może nam pomóc lepiej zrozumieć samych siebie i odnaleźć w życiu harmonię.
Przyznam szczerze — nigdy specjalnie się tym nie interesowałam. Ale wygląda na to, że numerologia… zainteresowała się mną. Brzmi dziwnie? Być może. Ale kiedy spojrzę na pewne wydarzenia w moim życiu, trudno mi przejść obok nich obojętnie.
Zaczęło się zupełnie niewinnie. Ktoś kiedyś opowiadał, że „prześladują” go konkretne liczby. Ja, pół żartem, pół serio, odpowiedziałam, że też mam swoje — chociaż mnie nie prześladują, tylko po prostu… towarzyszą. I są dla mnie ważne.
To liczby 1 i 7.
Urodziłam się 1 lipca. Później, już jako dorosła kobieta, urodziłam córkę — 17 stycznia (i to jeszcze miesiąc wcześniej, niż planowano).
Dwa i pół roku później przyszedł na świat mój syn… dokładnie w dniu moich urodzin i imienin — 1 lipca.
Myślisz, że to przypadek? To posłuchaj dalej.
Moja córka urodziła swoją córkę 7 lipca, a cztery lata później syna — 1 stycznia.
Z biegiem lat zaczęłam zauważać te liczby wszędzie. W szkole każde z nas miało numer 7 w dzienniku, mimo różnych nazwisk. Dziś nasze „rodzinne” cyfry pojawiają się nawet w numerach rejestracyjnych samochodów czy motocykli.
A najbardziej intrygujące jest coś jeszcze…
Od zawsze mam wrażenie, że coś każe mi spojrzeć na zegar dokładnie w tych momentach, kiedy pojawiają się „moje” liczby: 1:17, 7:11, 11:07, 17:11…
Przypadek? Intuicja? A może jednak coś więcej?
Nie próbuję tego na siłę tłumaczyć. Ale jedno wiem na pewno — te liczby są częścią mojej historii.
Nawet to, że dziś jest 1 lipca, a ja właśnie napisałam ten tekst… chyba też nie jest przypadkiem.


