INNE MOJE BLOGI TO: 1. "Szczęśliwa Kobieta" - Blog na tematy z życia wzięte; 2. "Na cętce źrenicy i w obiektywie" - Blog fotograficzny
sobota, 1 marca 2025
czwartek, 28 grudnia 2023
Niebo coś nam przepowiada?
Na to wygląda, bo takie zjawisko gdzieś tak od trzech lat widzimy coraz częściej. Wygląda pięknie, spektakularnie, to fakt, ale dlaczego jego częstotliwość ostatnio się wzmaga?
Jesteśmy przyzwyczajeni do płomiennego zachodu Słońca. Wielu z nas pewnie nieraz je podziwiało. Natomiast podziwianiem jego ognistego wschodu, chyba niewielu może się pochwalić, bo też występuje o bardzo wczesnej porze.
Skąd to płonące niebo o wschodzie Słońca? Ano stąd, że Matka Natura, malując, pewnie chce nas zachwycić swoimi pięknymi obrazkami. A tak na poważnie, jak czytałam w Internecie, wynika ono z dużej wilgotności i dużej ilości pyłów zawieszonych w powietrzu. W połączeniu tworzą one grubą warstwę atmosfery, przez którą przebijają jedynie czerwone fale światła.
Ponoć zjawisko to zwiastuje gwałtowne załamanie pogody. Wzrost zachmurzenia, silne wiatry i opady. Żeby się o tym przekonać, czy tak rzeczywiście jest, sprawdziłam prognozę pogody na najbliższe dni. No niestety, mają być porywiste wiatry, opady deszczu i śniegu.
Trudno! Jakoś trzeba będzie to przeżyć. Oby tylko niczego gorszego niebo nam nie zwiastowało... Bo jakoś te "pyły" nie dają mi spokoju, zważywszy na trwające obecnie dwie potworne wojny, na których do atmosfery emitowana jest cała tablica Mendelejewa.
Z cyklu: „A niebo nad nami”
piątek, 15 grudnia 2023
Niebo nad nami, a na niebie?
A na niebie ciągle coś się dzieje. Pomijając zjawiska przyrodnicze, widzimy nieustanny ruch statków powietrznych, czasem też i innych atrakcyjnych urządzeń latających.
Od kiedy w 1903 roku bracia Orville i Wibur Wright dokonali pierwszej udanej próby lotu, ludzkość zafascynowała się pojawiającą się nagle możliwością wzbicia się w przestworza.
Od tego też momentu na niebie zaczęło się pojawiać coraz więcej stalowych ptaków. Początki były trudne... Ale dzisiaj? Dzisiaj to już nieraz człowiek ma trudności z wybraniem odpowiedniej dla siebie latającej maszyny.
Z cyklu: „A niebo nad nami”
piątek, 29 września 2023
Dzisiaj mamy pełnię Księżyca
Pełnia Księżyca występuje zazwyczaj raz w miesiącu, podczas której to Księżyc znajduje się po przeciwnej stronie Ziemi niż Słońce.
Księżyc jest naturalnym satelitą Ziemi i drugim pod względem jasności, po Słońcu oczywiście, obiektem na naszym niebie.
W przestrzeni kosmicznej jest najbliższym sąsiadem naszej Planety. Jego minimalna odległość od Ziemi wynosi 364. 400 km (odległość w perygeum), a maksymalna 406. 700 km (odległość w apogeum), zaś jego średnica wynosi 3.476 km. Okres jego obiegu wokół Ziemi wynosi ca. 27 dni.
Księżyc obraca się wokół własnej osi, a także obiega Ziemię i wraz z nią krąży dookoła Słońca. Dlatego też z Ziemi widoczna jest zawsze tylko jedna jego strona. Druga pozostaje w wiecznym cieniu. I my, Ziemianie niestety nie możemy go całego dookoła zobaczyć.
Według niektórych badań naukowców zjawisko pełni Księżyca oddziaływa na nasze samopoczucie. Ludzie stają się wtedy bardziej nerwowi i nadpobudliwi. Mają też trudności z koncentracją i z zasypianiem... To tak tylko ogólnie rzecz ujmując.
No nie wiem, czy tak rzeczywiście jest, bo ja takowych problemów w sobie nie zauważam. Może to zależy od wielu innych czynników? Na przykład od wieku? Możliwe, bo obserwacja Księżyca w każdej jego fazie sprawia mi wielką przyjemność. Z wiekiem też coraz bardziej lubię układać się do spania w taki sposób, aby usypiał mnie, świecąc mi przez okno prosto w twarz. A że wstaję bardzo wcześnie mam też okazję jego piękno fotografować.
Oczywiście przy dobrej pogodzie. A taka właśnie od kilku dni jest. W dzień niebo tonie w błękicie i w blasku Słońca, a w nocy w świetle Księżyca... A kiedy on panuje na sferze niebieskiej, nawet gwiazdy bledną przed jego pięknem.
Z cyklu: „A niebo nad nami”
niedziela, 19 lutego 2023
Kiedy niebo tonie w odcieniach purpury
Cudowny był u nas wczoraj zachód słońca. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek w aż tak intensywnych kolorach niebo widziałam.
Czytałam niedawno, że nad Europą już od jakiegoś czasu obserwuje się nietypowe zachody słońca — w różnych odcieniach purpury. I że przyczyną tego zjawiska są wulkany, które w czasie erupcji wystrzeliwują w atmosferę setki tysięcy ton dwutlenku siarki, a także drobne pyły. A że aerozole mają zdolność do rozpraszania niebieskiego światła w atmosferze i kiedy wymieszają się z tradycyjną czerwienią zachodu słońca, wtedy właśnie możemy podziwiać tak bajecznie kolorowe niebo.
Miejmy nadzieję, że to tylko wulkany, straszliwie niebezpieczne skądinąd, są tego zjawiska przyczyną.
Niebo nad
moim ogrodem — wczoraj.
Niebo nad
moim ogrodem - cztery lata temu pewnego zimowego wieczora.
A to piękne niebo uwiecznił mój syn dwa lata temu w czasie urlopu we Włoszech. No cóż, do Etny było niedaleko.
Z cyklu: „A niebo nad nami”
sobota, 22 maja 2021
Co widzimy w chmurach?
Chmury są niezwykle malowniczym zjawiskiem atmosferycznym. Tworzą je zagęszczone i zawieszone w atmosferze kropelki wody lub kryształki lodu albo też ich mieszanina powstała w wyniku kondensacji pary wodnej. Tak się dzieje, kiedy ciepłe powietrze unosi się do góry i jednocześnie ulega ochłodzeniu. Wtedy to tworzą się różnego kształtu i wielkości obłoki, kłębowiska, chmury, chmurzyska, z których spadają nam na głowy opady atmosferyczne... Albo i nie.
Jest wiele rodzajów chmur. Nazwy niektórych pamiętamy jeszcze ze szkoły, o innych możemy sobie przypomnieć, zaglądając do Wikipedii:
Cirrus (Ci) – pierzasta
Cirrocumulus (Cc) – kłębiasto – pierzasta
Cirrostratus (Cs) – warstwowo – pierzasta
Altocumulus (Ac) – średnia kłębiasta
Altostratus (As) – średnia warstwowa
Nimbostratus (Ns) – warstwowa deszczowa
Stratocumulus (Sc) – kłębiasto – warstwowa
Stratus (St) – niska warstwowa
Cumulus (Cu) – kłębiasta
Cumulonimbus (Cb) – kłębiasta deszczowa
Można je podzielić na wiele innych jeszcze sposobów, np. ze względu na: wysokość występowania; kształt; budowę wewnętrzną; sposób powstania.
Ale ta wiedza o nich bardziej jest potrzebna meteorologom niż nam, zwykłym obserwatorom nieba.
Z pewnością wielu z nas lubi namiętnie spoglądać na chmury. A już szczególnie romantycy. Ja też do nich należę. I co wtedy widzimy? Widzimy chmury jasne lub ciemne, deszczowe lub burzowe, zwiastujące dobrą pogodę lub złą... Jednak najbardziej interesują nas obłoki, które z czasem wyparowują, nie przynosząc żadnych opadów. Szczęśliwi jesteśmy, kiedy możemy sobie posiedzieć w ogrodzie, czy też na tarasie albo balkonie, albo, co jeszcze przyjemniejsze, poleżeć na łące i je po niebie płynące chłonąć wzrokiem.
Czasami doszukujemy się w nich podobieństw do różnych zjawisk, zdarzeń, rzeczy. Mało kto się wtedy zastanawia, które to cumulusy, a które cumulonimbusy, albo cirrusy, cirrocumulusy, stratocumulusy, stratusy, altocumulusy, czy też jeszcze inne. Bo i po co? Niech tym zajmują się specjaliści. My, romantycy, spoglądając w niebo, chcemy spokojnie pobujać sobie w obłokach... I tyle!
Od zawsze lubię spoglądać w niebo i pomarzyć sobie, podziwiając białe obłoki leniwie przesuwające się po firmamencie. Pewnie mam coś z „Dyzia marzyciela”, tyle że marzenia mam inne.
W obłokach czasami widzę naprawdę niesamowite rzeczy. Nie będę jednak zdradzać jakie. Są zbyt osobiste i nikomu nic do nich.
Niech każdy, kto ma ochotę oczywiście, obejrzy sobie uwiecznione przeze mnie chmury, a z pewnością znajdzie w nich coś dla siebie. Coś, co pobudzi jego wyobraźnię, marzenia... A może też zupełnie inne odczucia? Niektóre może nawet i grozę?
Z cyklu: „A niebo nad nami”
wtorek, 23 lutego 2021
Płoną góry, płoną lasy... płonie niebo
Kiedy się wędruje po górskich lasach o zachodzie słońca, w tym jakże pięknym czasie nastającego przedwiośnia, takiego właśnie wrażenia można doznać, że wszystko płonie wokół nas. Jest to bardzo spektakularne zjawisko. Aż dech zapiera. Chciałoby się tak iść i iść aż po horyzontu kres i wpatrywać się w nie bez końca. Czuje się wtedy coś bardzo wzniosłego. Coś, co wycisza emocje, ociepla duszę, energetyzuje umysł... Moc Wszechświata.
Choć to bardzo krótkotrwała chwila, wrażenia jednak niezapomniane. Bo też kiedy słońce chyli się ku zachodowi i powoli zaczyna znikać za leśnym horyzontem, nad lasem rozciąga się bajeczna poświata, która tworzy niesamowite widoki.
Ostatnie promyki słońca przenikają przez splątane gałęzie drzew i tworzą razem długie, tajemnicze cienie. Nadchodzi wtedy czas, aby podziękować naszej najjaśniejszej gwieździe za piękny dzień... Żegnaj słoneczko. Do jutra!
Z cyklu: „A niebo nad nami”
środa, 6 stycznia 2021
Na tle nieba
Każdy lubi spoglądać w niebo. Tak myślę. Choć pewnie każdy z różnych powodów. Ja też lubię, i robię to bardzo często. Czego na nim wypatruję? Sama tak do końca nie wiem. Ale na pewno niczego złego. Wypatruję czegoś ciekawego, czegoś, co pobudzi moją wyobraźnię.
Pewnego lata wypatrzyłam coś naprawdę szczególnego. Otóż któreś pięknej, gwiaździstej nocy byłam u córki, „pracowałam” jako babysitter (starszyzna poszła na koncert), no i kiedy tak ciężko „pracując”, leżałam sobie na leżaku w ogrodzie, na niebie zobaczyłam nagle... UFO. Tak, tak, UFO. Mknęło jak szalone po niebie od zachodu na wschód. Było kształtu dość dużej kuli i miało bardzo intensywne żółte światło. Nagrać go niestety nie zdążyłam, bo zanim złapałam za komórkę, znikło za horyzontem. Miało tak zawrotną szybkość.
Przez moment myślałam nawet, że to może Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS), bo ta też jest szybka, że ło matko!, ale nie. Jestem pewna, że nie, bo od niemalże dwóch dekad miałam już nie raz okazję ją podziwiać pędzącą po niebie z szybkością prawie 28 tys. km/h.
Kiedy córka z zięciem wrócili do domu i im o tym opowiedziałam, śmiali się ze mnie, nie dając wiary moim obserwacjom. Nie przejęłam się jednak ich podśmiechujkami, bo też samej było mi trudno uwierzyć w to, co zobaczyłam. Jednak na drugi dzień w Radio ZET usłyszałam, że w nocy nad Polską zaobserwowano dziwne zjawisko, jakiś świetlisty obiekt poruszający się po niebie z ogromną szybkością. Ha, no to już zaczęłam wierzyć, że moje oczy mnie nie zawiodły. Przecież widziałam wyraźnie, że to „coś” gnało na wschód.
Dzisiaj przeglądałam zdjęcia w swoich przyrodniczych albumach i stwierdziłam, że mam ich bardzo dużo właśnie — na tle nieba.
Nie robię ich specjalnie, jakoś same mi tak zawsze wychodzą. Pewnie dlatego, że lubię niebo i już nawet podświadomie ustawiam się w kierunku nieba. Jak roślina... A może tylko swój aparat tak ustawiam?
Tak czy siak jednego jestem pewna, kocham przyrodę, kocham niebo, kocham bezmiar Wszechświata.
Z cyklu: „A niebo nad nami”
poniedziałek, 21 grudnia 2020
Gdy płonie niebo. Rzadkie zjawisko o świcie
Dzisiejszy poranek, w pierwszym dniu zimy, wyglądał u nas niezwykle malowniczo i trochę nawet złowieszczo. O godzinie 7:00 miałam okazję podziwiać przez okno spektakularne zjawisko na niebie. I jak to najczęściej bywa, krótkie i ulotne. W obawie, że to piękno wnet zniknie, natychmiast chwyciłam za komórkę i je uwieczniłam. Żałuję, że nie zrobiłam tego aparatem fotograficznym i że nie byłam w tym czasie na dworze. Trudno, może się jeszcze taka okazja kiedyś nadarzy.
Jesteśmy przyzwyczajeni do płomiennego zachodu Słońca. Wielu z nas pewnie nieraz je podziwiało. Natomiast podziwianiem jego ognistego wschodu, chyba niewielu może się pochwalić. Raz, że bardzo rzadko występuje, a dwa, że o wczesnej porze.
Skąd to płonące niebo o wschodzie Słońca? Ano stąd, że Matka Natura, malując, chce nas zachwycić swoimi pięknymi obrazami. A tak na poważnie, to wynika ono z dużej wilgotności i dużej ilości pyłów zawieszonych w powietrzu. W połączeniu tworzą one grubą warstwę atmosfery, przez którą przebijają jedynie czerwone fale światła. Niby proste... a jakie spektakularne.
Ponoć zjawisko to zwiastuje gwałtowne załamanie pogody. Wzrost zachmurzenia, silne wiatry i opady. Żeby się o tym przekonać, czy tak rzeczywiście jest, sprawdziłam w Internecie prognozę pogody na najbliższe dni. No niestety, mają być porywiste wiatry, opady deszczu i śniegu. Trudno... Podziwianie dzisiejszego bajecznie pięknego nieba będzie dla mnie rekompensatą.
Z cyklu: „A niebo nad nami”
czwartek, 17 grudnia 2020
Świeć nam, nasza życiodajna gwiazdo
Słońce fascynuje mnie od dziecka. I to nie tylko dlatego, że jest źródłem energii niezbędnej do życia wszelkich organizmów na Ziemi i największym, a zarazem najjaśniejszym obiektem na niebie, ale przede wszystkim dlatego, że jest najbliższą Ziemi gwiazdą. Gwiazdą, dzięki której mamy nowy, jasny… piękny dzień. Lubię je fotografować, a także patrzeć w jego blask. I czynię to często.
„Trwaj tylko w słońcu, bo nic pięknego nie rośnie w ciemności” — cyt. Friedricha von Schiller — to moje motto na każdy nowo rozpoczynający się dzień. I nieważne, że czasami to nasze kochane słoneczko przykrywa gruba warstwa ołowianych chmurzysk… Wystarczy mi świadomość, że ono gdzieś tam jest. Jak co dzień.
Kiedyś, przed laty, w magazynie „Moje Zdrowie” przeczytałam, że aby poprawić kondycję wzroku, starożytna medycyna chińska zalecała przez pięć sekund patrzeć prosto w słońce. Od tej pory często patrzę. Wytrzymuję bez problemu. Wprawdzie wtedy zaczynają mi z oczu płynąć łzy, ale kiedy je wytrę, zauważam, że widzę lepiej. Ostrzej. Pewnie to zasługa nie tylko słońca, ale też i łez, które skutecznie oczyszczają oczy.
Od prawie trzydziestu lat jestem okularnicą. Niestety. Pewnie to moje czytanie w dzieciństwie — z latarką pod kołdrą — daje znać o sobie. Z opóźnionym zapłonem skutkuje w dorosłym wieku. Tak myślę, bo skoro w mojej rodzinie nikt nie nosi okularów, tylko ja, to jakie może być inne wytłumaczenie? Nawet moja 94-letnia Matka do dziś czyta bez okularów. Moje starsze siostry również. Tylko ja muszę te wstrętne okulary na nos zakładać. Do dziś dnia nie mogę się do nich przyzwyczaić. I pewnie nigdy ich nie polubię. Bo też często mam je zaparowane. Przy mojej żywotności nie może być inaczej. A szkła kontaktowe nie dla mnie. Już próbowałam. Na szczęście, od kiedy patrzę w słońce, przynajmniej wzrok przestał mi się pogarszać. Słabowidztwo stanęło w miejscu. Dobre i to!
***
O słoneczku mam też ulubioną piosenkę z dzieciństwa. Śpiewałam ją później z moimi dziećmi na naszych niezapomnianych wędrówkach po łąkach i lasach, górach i dolinach, brzegiem rzek i potoków, jezior i mórz. A muszę przyznać, że wędrowaliśmy często, bo bardzo to lubiliśmy. Teraz, z moimi wnuczkami, aż takich odległości razem może i nie pokonujemy, ale ciągle z wielką przyjemnością wędrujemy. I piosenkę tę (mimo że są coraz starsze) odśpiewujemy zawsze jako pierwszą. Bo jest bardzo fajna i radosna... i każdemu z nas przypomina dzieciństwo:
Lecz gdy piosenkę usłyszało,
To się tak
bardzo ucieszyło,
Zza wielkiej chmury zaraz wyszło
I nam
radośnie zaświeciło.
Słoneczko
nasze, rozchmurz buzie,
Bo nie do twarzy ci w tej chmurze,
Słoneczko nasze, rozchmurz się,
Maszerować z tobą będzie
lżej!
Z cyklu: „A niebo nad nami”
poniedziałek, 29 czerwca 2020
Wzbić się w niebo...
środa, 3 czerwca 2020
Wschody i zachody słońca
„Trwaj tylko w słońcu, bo nic pięknego nie rośnie w ciemności” (F.Schiller)... To moje motto na każdy nowo rozpoczynający się dzień. I nieważne, że je czasem przykrywa gruba warstwa ołowianych chmur, wystarcza mi sama świadomość, że gdzieś tam na niebie jest.






























