Kaczuszka
Żółciunia pływa po stawie
I
ciągle na brzeg spogląda ciekawie.
Kaczorek
Kędziorek na brzegu stoi,
Chce
skoczyć do wody, ale się boi.
—
No plaśnij do wody, strachajło ty moje! —
Kwacze
Kaczuszka: — Popływamy — WE DWOJE!
—
No dobrze, już dobrze... już przecież skaczę!
A
nie myśl, że się boję... ja tylko patrzę.
Gdyby
na drodze nie stał Muchomorek,
Dawno
bym skoczył — skłamał Kaczorek.
—
Ech ty Kędziorku i te wymówki twoje.
Skacz!
Nie marudź! Pobawimy się — WE TROJE!
Muchomorek
kapelusz na bakier przekrzywił...
—
Chcą, żebym pływał? — w myślach się zdziwił.
—
Och, kwa-kwa! — Kaczuszka ze śmiechu pęka.
—
On myśli, że musi pływać, i tego się lęka.
Kędziorku,
ty zostań już lepiej na brzegu,
A
ja przypłynę z Myszką, jak złapię ją w biegu...
Ejże,
Szaraniu... wyglądasz jakoś choro!
Stójże!
No nie pędź tak! Pobawimy się — WE
CZWORO!
Myszka
już na mostku hamuje z łoskotem.
—
Dobra, już stoję, lecz nie pójdę z powrotem!
Kaczuszka
zakwakała: — A to ci heca!
Jesteś
blada jak woskowa świeca.
—
Nie kpij ze mnie! Widziałam potwora! —
Pisnęła
Myszka do żartów nieskora.
Kaczuszka
oniemiała po tym, co usłyszała
I:
— Tere-fere-kuku! — głośno zakwakała.
—
Popatrz sama! — Myszka zarośla wskazała
I
ze strachu do stawu pacnęła jak stała.
—
Droga Szaruniu, przecież to Żabcio Moro!
Wyłaź
z wody głupiutka! Pobawimy się — W
PIĘCIORO!
Tymczasem Żabcio z zarośli się
wygramolił...
— Co się dzieje?! Właśnie
będę się golił!
Z wrażenia wszyscy wielkie oczy
zrobili
I zdębieli, gdy go całego w
pianie ujrzeli.
Moro dumnie podąża znów do
zarośli,
Kumkając głośno: —
Zachowujcie się jak dorośli!
Zaraz wrócę… tylko dokończę
dzieła.
Kaczuszka buchnęła śmiechem,
aż w pół się zgięła.
—
A cóż on tak wydoroślał? Ma jakiś powód?
Gdzie
Żabcia Kumcia? Może ona ma na to dowód?
O,
już się zbliża, a za nią drepcze Moro.
Po
wyjaśnieniu sprawy pobawimy się — W
SZEŚCIORO!
—
Już wam wyjaśniam! — Kumcia zakumkała
I
na grzbiet Żółciuni w mig się wdrapała.
—
Sprawa jest delikatna — rzekła po chwili. —
Dlatego
proszę, bądźcie dla niego mili.
(Zaśmiała
się, głaszcząc Żółciunię po ogonie).
Moro
jest dzielny jak żołnierz na poligonie,
Taki
mu komplement wczoraj powiedziałam,
Że
się nim tak przejmie, tego nie wiedziałam,
I
że doda golenie do swej toalety…
—
Już rozumiem… Stąd te jego podniety! —
Żółciunia
zakwakała i śmiać się przestała,
A
po chwili poważnym już głosem dodała:
—
Nikomu to przecież wcale nie przeszkadza.
Lubimy
go, bo nas dobrym sercem nagradza...
—
Racja! — Szaruni z pyszczka bladość
zniknęła
I
lądującego akurat Tylcia w objęcia wzięła.
Ktoś
zaśmiał się serdecznie… To Żabcio Moro.
—
Nie zwlekajmy już dłużej. Bawmy
się — W
SIEDMIORO!
Motylek
Tylcio trochę się wzruszył
I
z ramion Myszki do Żabcia ruszył...
A
że w emocjach ruchy kontrolować trudno,
Runęli
z hukiem, gdzie najbardziej brudno.
—
Powiedzieć wam tylko chciałem przecie,
Że
nudno by było na naszym świecie,
Gdyby
wszyscy byli tacy sami… —
Nie
skończył. Rumieniec oblał go barwami.
—
Nic się nie stało — szepcze Kaczuszka
Prosto
do jego brudnego uszka:
—
Wykąpać się wszakże wam pomożemy,
Bo
w dobrym nastroju bawić się chcemy.
Nie
ma tu mowy o czyjeś winie...
O,
Rybka Pypka z pomocą płynie.
Niechaj
się wszyscy tutaj wnet zbiorą
I
po kąpieli pobawimy się — W
OŚMIORO!
Pypka
ogonkiem w wodę plusnęła,
Aż
ta strumieniem wielkim chlusnęła.
Moro
i Tylcio zażywają kąpieli...
Lecz
tej przyjemności dużo nie mieli.
Rybka
ziewnęła: — Skończona praca!
Długo
pracować się nie opłaca. —
I
już jak strzała chyżo pruje wodę,
Chce
Muchomorka chlusnąć na ochłodę.
A
ten jak mimoza wystraszony stoi,
Nie
wie, co go czeka, i już się boi...
Tylcio
ląduje mu na kapeluszu
I
szuka dojścia do jego uszu...
—
A więc, mój drogi, posłuchaj mej rady:
Uśmiech
najważniejszy, w nim nie ma wady.
Niech
zawsze więc gości na twojej twarzy,
A
krzywdę ci zrobić nikt się nie odważy.
—
Prawda! — słychać kogoś z drugiego brzegu.
To
Raczek Nieboraczek woła tam w biegu:
—
Dwa dni zwiedzałem pobliskie jezioro.
Jestem
już z wami! Pobawmy się — W
DZIEWIĘCIORO!
Podróżą
umęczony jestem okrutnie,
Chyba
na początek drzemkę sobie utnę.
Hej
ty Kędziorku, brachu mój drogi,
Pomóż
podróżnemu z dalekiej drogi.
Wyłożyć
się marzę na twoim grzbiecie,
Lepszego
posłania nie znajdę przecież.
Kaczorek
zakwakał na znak swojej zgody,
A
serdeczny uśmiech dodał mu urody.
O
jak to dobrze! — wysapał znów Raczek
I
zaczął się wspinać po grzbiecie kaczym.
—
Rety, jego szczypce! Oj, niewesoło! —
Ogromny
popłoch się zrobił wokoło...
—
Poczekaj jeszcze z tym swoim wspinaniem! —
Poprosił
Kaczorek głośnym kwakaniem.
—
My pomożemy! — rozbrzmiał
cały akwen...
Lecz Raczek w głęboki już
zapadł sen.
Tak
więc go śpiącego na grzbiet wytaszczyli,
Sapiąc:
— Uff!... Aleśmy się narobili!
Kaczorek
zakwakał: — Idę do wody,
Po
ciężkiej pracy zażyć ochłody…
—
Kaczorku Kędziorku, słońce ty moje —
Rzekła
Kaczuszka, patrząc na nich
dwoje.
Pływajcie
tak długo, aż Raczek się wyśpi.
W
tym czasie ktoś z nas zabawę wymyśli...
Po
chwili już słychać Kaczorka kwakanie:
(Wszyscy
zdębieli... Czy znów coś się stanie?)
—
Moi drodzy, pozwólcie przedstawić sobie:
Oto
Łabędź Książątko we własnej osobie!
—
Witamy serdecznie! — ukłonił się Moro. —
Przypłyń
tu do nas! Pobawimy się — W
DZIESIĘCIORO!
Łabędź
Książątko nie mówi zbyt wiele.
Podpłynął
cicho, szepcząc: — Moi przyjaciele.
Jakże
się miło zrobiło dookoła,
Gromadka
przyjaciół znów była wesoła.
Kaczuszka
wtem kwacze: — A więc, moi drodzy,
Niech
każdy fantazji popuści wodzy,
Niech
każdy zabawy propozycję poda...
I
bawmy się w końcu, bo czasu szkoda!
PODSUMOWANIE DODAWANIA:
Widzicie
dzieci, tak w sumie jest, że DODAWANIE przyjemne jest.
Zwłaszcza PRZYJACIÓŁ miło JEST dodawać, by PIĘKNE
chwile przeżywać i się przyjaźnią napawać.