Kwiaty
mają w sobie coś, co trudno opisać. Są piękne, żywe, a
jednocześnie potrafią wprowadzić spokój tam, gdzie pojawia się
codzienny pośpiech. Wystarczy spojrzeć na nie przez chwilę, żeby
trochę zwolnić.
Są
wszędzie — w parkach, ogrodach, na skwerach, ale też w naszych
domach. Jedni mają ich pełno, inni tylko kilka doniczek na
parapecie. A są też tacy, którzy nie mają ich wcale — choć mam
wrażenie, że to jednak rzadkość.
Ja sama
kwiaty bardzo lubię, ale nie mam ich w domu zbyt wiele. Właściwie
tylko na oknach. Mówiąc szczerze — nie mam do nich ręki.
Nie
odziedziczyłam tego daru po mojej mamie. W moim rodzinnym domu
kwiatów zawsze było mnóstwo. Mama dbała o nie z ogromną troską,
a czasem miałam wrażenie, że nawet z nimi rozmawia.
Za to
moja najstarsza wnuczka zdecydowanie poszła w jej ślady — a może
nawet jeszcze dalej. W swoim pokoju ma aż dwadzieścia cztery
doniczki z różnymi roślinami. Wiem, bo liczyłam je podczas
podlewania, gdy wyjeżdża na urlop z rodziną.
Muszę
przyznać, że trochę mnie to niepokoi. Nie wszystkie rośliny
nadają się do sypialni, a ona upiera się, że skoro je kocha, to
na pewno jej nie szkodzą. Prosiłam ją nieraz, żeby sprawdziła to
choćby w internecie, ale pozostaje nieugięta.
U mnie na
szczęście panuje spokojniejszy zielony świat. Na parapetach rosną
begonie, pelargonie, orchidee i kilka roślin zielonych, które po
prostu cieszą oko każdego dnia.
Jest też
pewna mała historia — awokado. Pewnej wiosny włożyłam jego
pestkę do szklanki z wodą, bardziej z ciekawości niż z planu. Po
kilku tygodniach wypuściła kiełki, więc trafiła do doniczki. I
tak z małej pestki wyrósł zielony, delikatny okaz, który rośnie
do dziś.
Poza
kwiatami lubię też zioła. Bazylia, mięta, natka pietruszki, a
szczególnie rukola i rzeżucha zawsze są pod ręką. Lubię mieć
je blisko — trochę zieleni, która nie tylko cieszy oczy, ale też
trafia na talerz.
A w
sypialni mam sansewierię (wężownicę) — to najlepsza roślina do
spania, ponieważ w nocy absorbuje toksyny z pomieszczenia i
produkuje dużo tlenu.
Jako
ciekawostkę dodam, że jej właściwości były już pod koniec lat
80. XX wieku — kluczowym obiektem badań NASA w kosmosie i okazało
się, że znalazła się ona w ścisłej czołówce roślin o
niezwykłych właściwościach.