poniedziałek, 7 września 2026

Mam w lesie swoje drzewo

Od ponad trzydziestu lat wracam do tego samego drzewa. Jest moim punktem widokowym, azylem i — jak lubię myśleć — anteną łączącą mnie z energią Wszechświata.


Mój ulubiony, stary dąb rośnie na szczycie góry, nad stromym urwiskiem. Często go odwiedzam — od ponad trzydziestu lat. Sama albo z rodzinką.

Drzewa są wszak antenami energii Wszechświata. Energii, która każdemu stworzeniu jest niezbędna do życia. Ja zawsze ją czuję, bo też z Naturą jestem bardzo związana. Żyję z nią w bliskim kontakcie. Mam tak od dziecka.

Wszechświatem zaś jestem zafascynowana i często zdarza mi się buszować wzrokiem po nocnym i dziennym niebie. Wiele ciekawych rzeczy na nim znajduję.

Ale nie tylko w celu dendroterapii wspinam się na szczyt, do „mojego” dębu. Lubię z jego perspektywy oglądać panoramę naszego miasta. A jest co podziwiać! Miasto leży w kotlinie, z obu stron okalane piękną, soczystą zielenią.



Historia pewnej kozy...

 


Najpierw gardziła sianem, potem przyszła po nie do woza. Co się wydarzyło po drodze? Tego nie wie nikt. Wiadomo tylko, że z kozą nigdy nic nie jest proste — wierszyk w obrazie.


niedziela, 6 września 2026

Kiedy argumentów brak, pozostaje szczekanie

Niecodzienny występ Dominiki Chorosińskiej w Sejmie szybko przyciągnął uwagę. Posłanka, korzystając zapewne ze swoich aktorskich umiejętności, postanowiła przemówić… językiem psów. Intencję trudno odgadnąć, ale pewne stare powiedzenie aż prosi się o przypomnienie.


Do niecodziennej sytuacji podczas piątkowych obrad Sejmu przyczyniła się posłanka Dominika Chorosińska — aktorka z wykształcenia, która tym razem przyjęła rolę naczelnego sejmowego błazna.

Pamiętacie tę osóbkę? Była dwutygodniową minister kultury w legendarnym rządzie Mateusza Morawieckiego.

Otóż, eksponując wszem wobec swój talent aktorski, nagle zaczęła szczekać. Dlaczego? Myślę, że jednak nikt nie odgadł jej „szczekającej intencji”.

Mnie, widząc i słysząc jej kunszt aktorski, nasunęło się skojarzenie, że szczekała nie bez kozery, lecz z pewnym przesłaniem: „Psy szczekają, a karawana jedzie dalej”.

I tu bym się z nią zgodziła. Owszem, karawana jedzie dalej, ale niektórzy z niej… wprost „do pierdla”.

(Foto: CrowdMedia)


Religijność na pokaz — oblicze hipokryzji

Nie każdy, kto głośno mówi o Bogu, moralności i miłości bliźniego, sam żyje zgodnie z tymi wartościami. Hipokryzja religijna zaczyna się tam, gdzie słowa stają się jedynie zasłoną dla prawdziwych intencji, a pobożność — narzędziem zdobywania uznania, wpływów i przede wszystkim władzy. Dlatego tak chętnie pokazują swoją religijność... Tylko czemu społeczeństwo tak łatwo daje się zwieść pozorom?


Hipokryci religijni głośno głoszą wartości i zasady moralne, ale w życiu sami ich nie przestrzegają. Ich słowa nie pokrywają się z czynami.

Udają pobożnych i prawych, aby zdobyć szacunek, władzę lub korzyści materialne, ale ich nieszczerość jest oczywista.

Głoszą miłość bliźniego, a jednocześnie okazują nienawiść wobec innych. Moralizują i pouczają, podczas gdy sami prowadzą niemoralne życie.

Dla własnych celów tak nachalnie eksponują swoją religijność, że w końcu osiągają zamierzony cel.

Duża część społeczeństwa zaczyna patrzeć na nich jak na święte obrazki, podczas gdy większość reaguje z dezaprobatą, a często wręcz z obrzydzeniem.

Ten tekst jest refleksją nad rozdźwiękiem między słowami a czynami, który pojawia się nie tylko w religii, ale w każdej sferze życia publicznego.

To próba nazwania zjawiska hipokryzji, która rani i dzieli ludzi. Piszę o tym, bo uczciwość i empatia są dla mnie ważniejsze niż deklaracje. 



sobota, 5 września 2026

Niebezpieczny zapach brunatnej Polski

To już nie są pojedyncze incydenty ani polityczny folklor. Zmienia się język debaty publicznej, rośnie przyzwolenie na pogardę i agresję, a radykalizm coraz wyraźniej staje się częścią politycznego mainstreamu.


Kto do tego doprowadził? Oczywiście pierwszy nienawistnik Polski — Jarosław Kaczyński i jego podłe PiS, przy wsparciu zakłamanej propagandy, momentami wręcz ocierającej się o faszyzm.

Ostatnio mocno wtóruje mu Konfederacja, na czele z Braunem, wykorzystując do swoich celów frustratów, nieuków, prostaków, kiboli — zwykłe tałatajstwo, którego niestety w Polsce nie brakuje.

W kraju zaczyna się tworzyć atmosfera przypominająca tę sprzed 1939 roku. Czy którykolwiek z tych ludzi, wykrzykujących skrzekliwym głosem haniebne hasła podczas swoich demonstracji — i nie tylko — w ogóle wie, co oznaczał dla Polski ten rok?

Nawet sam prezydent, historyk z wykształcenia (sic!), często sprawia wrażenie, jakby wyleciało mu to z głowy. Czyżby te „szlachetne walki”, które tak uwielbia (jak sam mówi), coś mu w tej części jego cielesności poprzestawiały?

Tylko czekać, aż wydarzy się coś tragicznego. A stanie się na pewno, bo ten coraz bardziej nabrzmiewający wrzód na tkance Polski musi w końcu pęknąć.



Co też tym ślimakom przychodzi do głowy?

Susza daje się przyrodzie we znaki, ale niektóre stworzenia najwyraźniej nic sobie z tego nie robią. Winniczki maszerują po leśnych ścieżkach, wspinają się na pieńki, drzewa, a nawet na ściany domu. Tylko dokąd one właściwie tak zmierzają?


Zanim las zmieni już całkowicie swą barwę z zielonej na różne odcienie żółci i czerwieni, obserwuję, co się w nim dzieje.

No i widzę, że zmiany już co najmniej od trzech tygodni zachodzą — z powodu suszy — stanowczo i nieodwracalnie.

Zwierzęta i roślinność swoim sposobem zaczynają się już przygotowywać na chłodne i słotne jesienne dni.

Tym razem zwróciłam uwagę przede wszystkim na ślimaki winniczki, bo wszędzie było ich pełno. Wędrowały wytrwale po dróżkach, po ścieżynkach i w ogóle się mną nie przejmowały... Bo:


Ślimaczki winniczki lubią wędrować...
Noszą domek z sobą, by w nim się chować:
w razie zagrożenia czy zwykłej senności,
lub przed nieproszonymi i natrętnymi gośćmi.



Jest jeszcze coś, co w ich zachowaniu zwróciło moją uwagę szczególnie, i to już dużo wcześniej. A mianowicie to, że, nie wiedzieć czemu, zaczęły się wspinać. Po drzewach i po pieńkach. Nawet na elewacji mojego domu od strony ogrodu przyuważyłam takiego jednego wędrowca, wytrwale podążającego ku górze.



Czy jest jakieś wytłumaczenie tych ich alpinistycznych podróży? Odpowiedzi szukałam w Internecie, ale nie znalazłam. Znalazłam jedynie stwierdzenie, że mają takie skłonności.

Dlaczego więc ślimaczki winniczki się wspinają?


Ślimaczki winniczki z lubością się wspinają,
bo chcą być bliżej nieba, co wręcz uwielbiają...

No i wytłumaczyłam.