Jesień łatwo oskarżyć
o szarość, chłód i deszcz. Tyle tylko, że jesień sama w sobie
nie jest ani smutna, ani ponura. To my czasem patrzymy na nią przez
niewłaściwe okulary. Wystarczy wyjść z domu, żeby zobaczyć, ile
ma kolorów.
Ludzie w
większości na jesień psioczą: a że szarobura, a że mokra, a że
wietrzna, a że zimna... Wreszcie — że najbrzydsza i
najsmutniejsza ze wszystkich pór roku. Ja jednak myślę, że jesień
ma przede wszystkim pecha do ludzi. A właściwie do ich nastawienia.
Bo kiedy
człowiek z góry uzna, że czegoś nie lubi, niezwykle trudno
przekonać go, że może być inaczej. Zwłaszcza jeśli z narzekania
uczynił sobie niemal codzienny rytuał i wszystko, co złe, potrafi
bez trudu zrzucić na aurę za oknem.
Przyznam
szczerze, że kiedyś i ja nie przepadałam za jesienią. Wydawała
mi się ponura, chłodna i jakaś taka... nie moja. Na szczęście z
czasem udało mi się zmienić do niej nastawienie. I dziś patrzę
na nią zupełnie inaczej.
Dziś już
wiem, że jedną z najgorszych rzeczy, jakie można sobie zafundować
jesienią i zimą, jest zamknąć się w czterech ścianach i nie
wyściubiać nosa na dwór. To dopiero potrafi popsuć samopoczucie.
Człowiekowi robi się ciężko na duszy, a i o depresję nietrudno.
Dlatego
coraz bardziej wierzę w stare powiedzenie, że nie ma złej pogody,
jest tylko nieodpowiednie ubranie. Wiem, wiem — slogan już mocno
wytarty, ale przecież nie wszystko, co wytarte, przestaje być
prawdziwe.
Kiedy
więc tylko mam możliwość — a mieć ją muszę, bo usilnie się
o nią staram — kilka razy w tygodniu uciekam na łono natury. O
każdej porze roku. Bez względu na pogodę, wiatr, deszcz czy chłód.
Jeszcze nigdy nie zmarzłam. Co najwyżej się spociłam... dla
zdrowotności.
Niech się
wali, niech się pali, a ja — w las! Dzisiaj też, między jednym
obowiązkiem a drugim, znalazłam chwilę, żeby tam zajrzeć. I
dobrze zrobiłam. Nie dość, że porządnie się dotleniłam,
przewietrzyłam głowę i nabrałam oddechu, to jeszcze po drodze
utrwaliłam wiele pięknych obrazków... Oto jeden z nich, który
najbardziej działa na moją wyobraźnię.
Jesień,
która dla jednych jest szara i smutna, dla mnie znów okazała się
pełna kolorów. Bo może
jesień rzeczywiście nie jest porą roku. Może jest stanem umysłu.
A od nas zależy, jakie kolory w niej zobaczymy.