Howgh! Wakacje dobiegły końca, ale zanim wszyscy „Indianie” ruszyli w drogę powrotną, w naszej indiańskiej wiosce wydarzyło się jeszcze całkiem sporo! Były wielkie powitania, indiańska kuchnia, wyjątkowe makijaże, bębny, tańce, śpiewy i… oczywiście fajka pokoju. Jak wyglądało wielkie pożegnanie wakacji w wykonaniu naszych Indian? Zajrzyjcie do relacji! Howgh!
Indianie przyjechali, czym tylko się dało. Niektórzy przyjechali ciuchcią prosto z Teksasu, inni wozami zaprzęgniętymi w rącze konie. I kiedy już wszyscy dotarli, Mała Stopa donośnym głosem zawołał:
— Witam was, wszystkie Twarze Świata! Howgh!!!
Indianie rzucili się sobie w ramiona i wyściskali się przyjaźnie. A już po chwili część z nich zajęła się oporządzaniem swoich umęczonych koni i wozów, a inni zabrali się za przygotowywanie indiańskiej kuchni. Bo też wszyscy byli okrutnie głodni.
Co bardziej zmęczeni Indianie udali się jednak na mały odpoczynek do wigwamów. Ale że drażniące nozdrza wspaniałe zapachy kuchenne rozniosły się wnet po całej indiańskiej wiosce, długo w wigwamach nie pozostali.
Wszystko u nich było jak należy zorganizowane… i praca, i wypoczynek. Ba, nawet indiański salon kosmetyczny pracował na wysokich obrotach. Każdy, kto tylko chciał, mógł sobie sprawić szczególny makijaż na tę dzisiejszą okazję.
Po wspólnym, smacznym posiłku przyszedł czas na indiańskie rytuały. Kilku Indian zaczęło walić w bębny, a przy ich rytmie i ze śpiewem na ustach wszyscy utworzyli wielki krąg i usiedli na ziemi.
Po chwili nadszedł czas na indiański taniec. Wszyscy zerwali się z ziemi i ruszyli w tany. Nawet zaproszone Białe Twarze z wielkim zaangażowaniem i radością tańczyły i śpiewały w rytm bębnów.
W końcu przyszedł czas na wypalenie fajki pokoju… Ale że Indianie w dzisiejszym świecie żyją zdrowo i nie palą, odśpiewali tylko, że fajkę pokoju palą. Fajki jednak nie palili.
Śpiewom i zabawom nie było końca… Przecież wakacje trzeba pożegnać hucznie! Wszyscy byli bardzo zadowoleni i bawili się wspaniale — bez względu na płeć, rasę, wiarę lub jej brak.
Kiedy zbliżał się już zmierzch, trzeba było wreszcie pożegnać się ze wszystkimi i ruszyć w drogę. Za chwilę każdy „Indianin” zabierze swój plecak… i ruszy do domu… prawdziwego domu.
Howgh!














