Ten, który miał zbawić. Widmo tronu. Niespełniona koronacja. Król bez królestwa. Teatr jednego błazna. List do niedoszłego króla w obrazie.
* Gdy natknęłam się na ten obrazek BLASTY.PL, od razu naszła mnie ochota, by go wykorzystać.
INNE MOJE BLOGI TO: 1. "Szczęśliwa Kobieta" - Blog na tematy z życia wzięte; 2. "Na cętce źrenicy i w obiektywie" - Blog fotograficzny
Ten, który miał zbawić. Widmo tronu. Niespełniona koronacja. Król bez królestwa. Teatr jednego błazna. List do niedoszłego króla w obrazie.
* Gdy natknęłam się na ten obrazek BLASTY.PL, od razu naszła mnie ochota, by go wykorzystać.
Jedno „hop”. Słowo, które porusza. Powiedz „hop” — reszta może cię zaskoczyć. Kto nie mówi „hop”, ten stoi w miejscu. Tekst w obrazie.
O serotoninie — tym słynnym hormonie szczęścia — wiem nie tylko z książek. Kiedyś, lata temu, lekarz, przeglądając moje wyniki, spojrzał na mnie z uśmiechem i powiedział już od progu:
— Teraz rozumiem ten nieustający uśmiech.
Zaniepokoiłam się. Niepotrzebnie. Okazało się, że mam jej po prostu… nadmiar. Taki, którym można by obdzielić kilka osób.
Wróciłam do domu rozbawiona i zaintrygowana. Co to właściwie znaczy — mieć w sobie tyle szczęścia? Z ciekawości zaczęłam szukać. I tak odkryłam coś, co niby oczywiste, a jednak często zapominane: ruch, światło, prostota — to one karmią naszą pogodę ducha. Nawet kawałek czekolady ma w tym swój drobny udział.
Od tamtej pory, chociaż całe życie uprawiam różne sporty, to jednak zaczęłam jeszcze bardziej świadomie dbać o siebie. Nie przesadnie, nie rygorystycznie — raczej czule. Jeszcze więcej ruchu, jeszcze więcej uważności.
Choć przyznam, lenistwo wciąż potrafi mnie dopaść. Wtedy trzeba się ze sobą trochę poprzekomarzać, wyjść mimo niechęci — choćby na krótki spacer.
Bo wystarczy wejść do lasu. Nagle wszystko się zmienia. Oddech się pogłębia, myśli cichną, ciało jakby przypomina sobie, do czego zostało stworzone.
Wracam stamtąd zawsze inna — lżejsza, spokojniejsza, uśmiechnięta bez powodu. Może to serotonina. A może coś więcej.
Od zawsze lubiłam drzewa. Jako dziecko wspinałam się na nie bez opamiętania, budowałam wśród gałęzi swoje małe światy. Dziś już się nie wspinam — dziś je przytulam. Zwłaszcza dęby. Mają w sobie coś, czego nie umiem nazwać — siłę, spokój, może pamięć.
Jeden z nich rośnie nad urwiskiem, jakby wbrew rozsądkowi. Wracam do niego często. Stoję przy nim, opieram dłonie o jego szorstką korę i przez chwilę niczego nie muszę.
Może to właśnie jest moja metoda. Nieidealna, niespektakularna — ale moja. I wystarczająca.
***
Przed laty dostałam zabawny wierszyk od pewnego internauty w komentarzu pod moim ówczesnym artykułem o serotoninie. Bardzo mnie ubawił. Pozwolę sobie go zacytować:
(Belferek 22.11.2009)
Amorki smutne, łuki rdzewieją, serca scrollują… i nic nie trafiają. Miłość w 2026: kliknij „lubię” i poczekaj 3 dni, może się uda. Dziś trzeba licencji na miłość. Wierszyk w obrazie.
Tajemnicze światła, nagłe błyski, niewyjaśnione kształty na niebie i ziemi… Jedni w to wierzą, inni nie. Ja je zbieram – dla relaksu, frajdy i dreszczyku tajemnicy. Tekst w obrazie.
Wiek to tylko liczba… czasem trochę za duża, ale ciii. Rusz się! Nie metryka Cię definiuje, tylko to, co robisz dziś. Chcesz więcej życia w życiu? Zacznij się ruszać. Teraz. Reszta przyjdzie sama. Tekst w obrazie.