Nie lubię mieć
zajętych rąk. Zwłaszcza w lesie, gdzie na każdym kroku czai się
coś, co aż prosi się o sfotografowanie. Dlatego długo nie mogłam
zrozumieć, po co komu kijki. Dziś wiem, że można maszerować z
nimi, fotografować, podziwiać las, a nawet świetnie się przy tym
bawić.
Nordic
Walking to jedna z najlepszych form ruchu, którą mogą uprawiać
osoby w każdym wieku i na każdym poziomie sprawności. Jestem o tym
przekonana, bo z kijkami od piętnastu lat maszeruję po
lesie raźnym krokiem...
Tutejsi
leśnicy z tego mnie znają
i gdy mnie zobaczą — ręką
machają.
A ja z uśmiechem im odpowiadam
i się do marszu
bardziej przykładam.
A
przecież wcześniej nawet nie myślałam o tym, żeby sprawić sobie
kijki. Nie to, żebym była leniwa albo mało wysportowana. Wręcz
przeciwnie. W swoim życiu uprawiałam wiele różnych sportów i
zawsze lubiłam być w ruchu: bieganie, pływanie, rower, czasem
badminton, a nawet piłka nożna z wnukami.
Do kijków
jednak podchodziłam jak pies do jeża. Nie wierzyłam, że
kiedykolwiek dam się na nie skusić i będę z nimi maszerować,
czyli — mówiąc fachowo — uprawiać Nordic Walking.
Dlaczego?
Ano dlatego, że po prostu nie lubię mieć zajętych rąk. Zwłaszcza
w lesie.
A ja
przecież uwielbiam fotografować. W lesie co rusz znajduje się
jakiś wdzięczny obiekt do obfotografowania: kwiatek, grzybek,
ptaszek, ciekawie powyginane drzewo czy jakiś inny leśny cud. No to
jak tu mieć zajęte ręce?
Moja
córka często namawiała mnie na kupno kijków. Sama już wtedy od
ponad pięciu lat uprawiała Nordic Walking. Lecz ja, uparciuch
niemożebny, nie dawałam się namówić.
— Że
co? Kijki? Nigdy w życiu! — za każdym razem odpowiadałam.
W końcu
załatwiła mnie na cacy. Jak? Ano tak, że po prostu kupiła mi
kijki w prezencie.
Przyznam
szczerze, że byłam bardzo niezadowolona z tego jej prezentu.
Kurczę... No nie lubię, jak mnie ktoś do czegoś zmusza. Nawet
własne dzieci!
Ale córka
dobrze mnie zna i wie, że nie lubię też, kiedy jakieś
rzeczy „zużywają się moralnie”, bo wtedy, chcąc nie chcąc,
sama zaczynam je zużywać fizycznie.
Tak też
stało się z kijkami. I znów potwierdziło się stare powiedzonko:
„Nigdy nie mów nigdy”. Bo kijki jednak wzięłam do ręki. Ba!
Biorę je nadal. I to już przeszło piętnaście lat.
Z ręką
na sercu przyznaję, że bardzo polubiłam ten rodzaj aktywności. A
teraz ciągnie mnie do lasu jak przysłowiowego wilka.
A co ze
zdjęciami? Ha! A zdjęcia i z kijkami nauczyłam się robić. Kijki
mają takie specjalne zapięcie, dzięki któremu można szybko
wyswobodzić z niego dłoń wraz z paskiem. Wtedy wystarczy odstawić
kijki, zrobić zdjęcia i równie szybko ponownie przymocować dłoń.
Wystarczy zawieszkę paska włożyć do odpowiedniego miejsca przy
kijku, przycisnąć, klik... i gotowe! Można dalej zamaszyście
maszerować.
W końcu
tak się wyszkoliłam, że robię zdjęcia nawet z kijkami
przymocowanymi do dłoni. W ogóle ich nie ściągam... O,
przepraszam! W jednym przypadku muszę. W czasie
przerwy na... no, wiadomo.
Dlaczego
warto maszerować z kijkami? Nordic Walking
to aktywność, która angażuje do pracy wiele grup mięśniowych, a
jednocześnie może być łagodniejsza dla stawów niż niektóre
inne formy ruchu.
Kijki
pomagają również utrzymać prawidłową postawę i nadają
marszowi dodatkową dynamikę.
Są
wyposażone w antypoślizgowe uchwyty oraz specjalne paski i
zapięcia. Mają też wymienne końcówki — gumowe, przeznaczone
przede wszystkim do chodzenia po twardym podłożu, oraz ostre,
zakończone grotem, przydatne na miękkim i naturalnym podłożu.
Można
kupić kijki teleskopowe, czyli z regulowaną długością, albo
jednoczęściowe, dobierane odpowiednio do wzrostu.
Regularne
uprawianie Nordic Walking może korzystnie wpływać na kondycję i
ogólną sprawność organizmu. Technika nie jest skomplikowana i
można ją dość szybko opanować. W Internecie znajdziemy wiele
porad i instruktaży.
Trzeba
przede wszystkim pamiętać o właściwym dopasowaniu długości
kijków. A podczas marszu nie należy się na nich opierać, lecz
aktywnie odpychać się nimi od podłoża, prowadząc ruch pod
odpowiednim kątem.
Kijkowanie
uprawiam o każdej porze roku. Oczywiście na różne pory roku i
warunki dobieram odpowiedni sprzęt, ale kijki towarzyszą mi
niezależnie od pogody. I muszę przyznać, że naprawdę czuję się
świetnie.
Najczęściej
jadę do swojego ulubionego lasu na szczycie tutejszej góry, pod
lasem parkuję auto, przyczepiam kijki i maszeruję dróżkami i
ścieżynkami,
czasem bardziej znanymi, a czasem takimi, na które akurat mam ochotę
skręcić.
A
że lasów mamy tutaj bez liku, dróżek leśnych jeszcze więcej, to
tylko wybierać… i maszerować.