Halloween to nie tylko
cukierki, psikusy i upiorne przebrania. To także radosna zabawa,
która pomaga dzieciom oswajać strach. Nawet ten przed śmiercią. A
skoro można przy tym trochę postraszyć, pośmiać się i najeść
słodyczy, to dlaczego nie?
Kiedy nastaje upiorne Halloween,
wszystkie dzieciaki strasznie się cieszą,
wszak to okazja na przebieranki
w upiorne duchy, co bardzo śmieszą.
To też okazja, żeby być w strachu,
by go łagodzić groźnym okrzykiem:
— Cukierek lub psikus! — przed każdym domem,
gdzie każdy mięknie przed takim ryzykiem.
Potem już hojnie wrzuca do worków
straszliwym duchom, czarcim potworom
masę cukierków, keksów, wafelków,
śmiejąc się w oczy wszystkim upiorom.
O to też chodzi w święcie Halloween,
by dzieci uwolnić od wszelkich lęków
poprzez zabawę i moc radości,
z wykorzystaniem z zaświatów wątków.
Kiedyś
nie przepadałam za świętem Halloween. Od kiedy jednak przekonałam
się, że dzieciaki bardzo lubią tę radosną maskaradę,
nawiązującą przecież do Święta Zmarłych, polubiłam i tę
tradycję.
I już od
lat, kiedy dzieciaki przebrane za różne straszydła przychodzą do
mnie z zawołaniem: „Süß oder sauer” (tłum. z niem. „słodkie
albo kwaśne”, czyli „cukierek albo psikus”), zawsze obdarowuję
je różnymi słodyczami. Ba, sama biorę w tym nawet czynny udział.
Przy tylu wnuczkach nie mam wyjścia. I też straszę, dwojąc się,
a czasem nawet trojąc...
Happy
Halloween więc! Życzenie to oczywiście nie dotyczy tych,
których to święto brzydzi, obraża albo wkurza. Kieruję je do
wszystkich, którzy mają poczucie humoru i lubią się bawić, a
także obserwować, jak bawią się inni. Zwłaszcza dzieci.
Halloween
w katolickiej Polsce nie jest dobrze przyjmowany. Szkoda, bo
dzieciaki dzięki tej zabawie, choć „upiornej”, to jednak bardzo
radosnej, oprócz słodyczy otrzymywanych od sąsiadów zdobywają
coś jeszcze. Otóż zdobywają pewną wiedzę. Uczą się pokonywać
różne codzienne lęki. Także lęk przed śmiercią.