piątek, 9 października 2026

O rany! O rety! — czyli kret w świecie T-P...

 


Kiedy owca zaczyna kopać kopce, kret Bolo ma prawo się zdziwić. Kiedy zaś świat staje na głowie, pozostaje już tylko budować schrony i szukać winnych. Zwłaszcza gdy w tle pojawia się tajemnicze T-P… — wiersz z cyklu "Ludzkie przywary w zwierzęcej skórze" w obrazie.


Jesienne kwiaty, pszczele brzęczenie i smak miodu

Kalendarz mówi: jesień. Las odpowiada: jeszcze nie! Kwiaty kwitną, pszczoły pracują, słońce przygrzewa, a ja już zacieram ręce na myśl o jesiennym miodzie. Bo skoro półlitrowy słoik znika w tydzień, to chyba najwyższa pora przyznać się do pewnego uzależnienia… od miodowej słodyczy.


Jesień panuje już od ponad dwóch tygodni. I trzeba przyznać, że panuje pięknie. Naprawdę nie ma na co narzekać. Jest jeszcze w miarę ciepło, a słońce niemal codziennie zagląda na świat, jakby i ono nie miało ochoty na rychłe pożegnanie z latem.

Nic więc dziwnego, że w lasach wciąż mnóstwo kwiatów. I wcale nie mimozy, co to niby jesień zaczynają, jak śpiewał Niemen. Te są całkiem dorodne, kolorowe i jakby nieświadome tego, że kalendarz nakazuje im już powoli szykować się do zimowego snu.

A na niektórych wciąż można spotkać pracowite pszczółki, uwijające się wśród kwiatów, jakby i one chciały wykorzystać każdy jeszcze ciepły dzień.

Śmiało więc można powiedzieć, że jesienne kwiaty nie tylko cieszą oczy, ale dają również nadzieję na jesienny zbiór miodu. A to cieszy mnie szczególnie. Wszak od dziecka jestem jego wielką fanką.

Myślę, że przez te wszystkie lata zdążyłam już pochłonąć chyba całą beczkę tego jakże zdrowego smakołyku… E tam, beczkę! Cysternę! Jak nic cysternę, skoro półlitrowy słoik wystarcza mi zaledwie na tydzień.

Cukru nie używam w ogóle. Nawet kawę słodzę miodem. Często smaruję nim także chleb z masłem.

I właśnie tego nauczył mnie mój wujek, który miał na wsi ogromną pasiekę. Nauczył, a potem jeszcze skutecznie utrwalił ten zwyczaj, bo przecież jako dziecko co roku spędzałam u wujostwa wakacje.

I może właśnie dlatego do dziś zapach miodu, brzęczenie pszczół i widok kwiatów uginających się pod ich ciężarem mają dla mnie coś z wakacyjnego wspomnienia. Nawet wtedy, gdy jesień zagląda już do lasu.




czwartek, 8 października 2026

Kto powiedział, że kobiety lubią pantoflarzy?

No właśnie — kto?

Bo trudno uwierzyć, że kobieta marzy o mężczyźnie, który na każde pytanie odpowiada: „Jak chcesz”, na każdą propozycję: „Jak uważasz”, a własne zdanie skrzętnie przechowuje na czarną godzinę.

Kobiety nie potrzebują mężczyzn, którzy przytakują dla świętego spokoju. Potrzebują tych, którzy mają własne zdanie i nie boją się go wypowiedzieć. Którzy potrafią powiedzieć „nie”, kiedy trzeba, ale równie dobrze potrafią przyznać: „Masz rację”, kiedy okaże się, że to ona ją ma.

Bo niezależność nie oznacza przecież uporu, a stanowczość nie musi oznaczać arogancji. Chodzi o coś znacznie prostszego: o mężczyznę, który wie, kim jest, czego chce i dokąd zmierza. Który potrafi podjąć decyzję, zamiast godzinami przerzucać odpowiedzialność na innych — i który, jeśli podjął złą decyzję, nie szuka winnych, tylko potrafi powiedzieć: „To był mój błąd”.

Ale jest jeszcze coś.

Kobieta chce mieć przy sobie mężczyznę, który ją ciekawi. Który nie staje się po kilku miesiącach całkowicie przewidywalny. Który potrafi zaskoczyć, rozbawić, czasem sprowokować do dyskusji, a czasem po prostu zabrać ją gdzieś bez uprzedzenia i powiedzieć: „Chodź. Zobaczysz”.

Poczucie humoru, odrobina szaleństwa, ciekawość świata, własne pasje i ten trudny do zdefiniowania błysk w oku – tego nie da się udawać przez długi czas.

Bo fascynacja nie rodzi się z posłuszeństwa. Nie rodzi się też z ciągłej walki o dominację. Rodzi się ze spotkania dwojga ludzi, którzy mają własne światy, ale chcą je ze sobą połączyć.

I może właśnie dlatego pantoflarz ma tak niewielkie szanse na fascynującą historię. Trudno przecież być tajemniczym, kiedy na każde pytanie zna się tylko jedną odpowiedź:

„Jak chcesz, kochanie…"



Jesień to nie tyle pora roku, co stan umysłu

Jesień łatwo oskarżyć o szarość, chłód i deszcz. Tyle tylko, że jesień sama w sobie nie jest ani smutna, ani ponura. To my czasem patrzymy na nią przez niewłaściwe okulary. Wystarczy wyjść z domu, żeby zobaczyć, ile ma kolorów.


Ludzie w większości na jesień psioczą: a że szarobura, a że mokra, a że wietrzna, a że zimna... Wreszcie — że najbrzydsza i najsmutniejsza ze wszystkich pór roku. Ja jednak myślę, że jesień ma przede wszystkim pecha do ludzi. A właściwie do ich nastawienia.

Bo kiedy człowiek z góry uzna, że czegoś nie lubi, niezwykle trudno przekonać go, że może być inaczej. Zwłaszcza jeśli z narzekania uczynił sobie niemal codzienny rytuał i wszystko, co złe, potrafi bez trudu zrzucić na aurę za oknem.

Przyznam szczerze, że kiedyś i ja nie przepadałam za jesienią. Wydawała mi się ponura, chłodna i jakaś taka... nie moja. Na szczęście z czasem udało mi się zmienić do niej nastawienie. I dziś patrzę na nią zupełnie inaczej.

Dziś już wiem, że jedną z najgorszych rzeczy, jakie można sobie zafundować jesienią i zimą, jest zamknąć się w czterech ścianach i nie wyściubiać nosa na dwór. To dopiero potrafi popsuć samopoczucie. Człowiekowi robi się ciężko na duszy, a i o depresję nietrudno.

Dlatego coraz bardziej wierzę w stare powiedzenie, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Wiem, wiem — slogan już mocno wytarty, ale przecież nie wszystko, co wytarte, przestaje być prawdziwe.

Kiedy więc tylko mam możliwość — a mieć ją muszę, bo usilnie się o nią staram — kilka razy w tygodniu uciekam na łono natury. O każdej porze roku. Bez względu na pogodę, wiatr, deszcz czy chłód. Jeszcze nigdy nie zmarzłam. Co najwyżej się spociłam... dla zdrowotności.

Niech się wali, niech się pali, a ja — w las! Dzisiaj też, między jednym obowiązkiem a drugim, znalazłam chwilę, żeby tam zajrzeć. I dobrze zrobiłam. Nie dość, że porządnie się dotleniłam, przewietrzyłam głowę i nabrałam oddechu, to jeszcze po drodze utrwaliłam wiele pięknych obrazków... Oto jeden z nich, który najbardziej działa na moją wyobraźnię.



Jesień, która dla jednych jest szara i smutna, dla mnie znów okazała się pełna kolorów. Bo może jesień rzeczywiście nie jest porą roku. Może jest stanem umysłu. A od nas zależy, jakie kolory w niej zobaczymy. 


środa, 7 października 2026

Kaczor i Polska z krzywego zwierciadła...

 


Satyryczny obraz Polski z czasów PiS — kraju, który zamiast wzmacniać demokrację, coraz bardziej przypominał państwo z politycznej karykatury. Bo przecież Polska miała być silna, a została polityczną ruiną z głeboko podzielonym społeczeństwem.To także satyryczny rachunek krzywd, błędów i konsekwencji rządów PiS, zakończony zapowiedzią nieuchronnego politycznego i moralnego rozliczenia — wiersz satyryczny w obrazie.


A któż to wymyślił?...

 


* „Psia skóra” — to dawne określenie pasa lub rzemienia używanego do kar cielesnych. Przysłowie sugerowało, że dziecko, które nie słucha ojca i matki, w końcu „posłucha” kary fizycznej.

Są przysłowia mądre, są zabawne, ale są też takie, nad którymi trudno przejść obojętnie. Bo czy naprawdę można nazwać mądrością groźbę kary? — wiersz satyryczny w obrazie.


wtorek, 6 października 2026

Addio, truskaweczki! Do zobaczenia wiosną!

Jeszcze przez kilka dni będą kusić nas swoim zapachem i smakiem. Potem truskawkowe chatki zamkną swoje podwoje, a my będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość aż do przyszłego sezonu.


Chyba każdy z nas wie, że truskawki są bardzo zdrowe. Mają dobry wpływ zwłaszcza na odporność, serce, trawienie oraz regulację poziomu cukru we krwi.

I nic dziwnego, gdyż są bogate w wartości odżywcze. Mają nam do zaoferowania witaminy A, C, E, K i z grupy B, a także sód, potas, wapń, fosfor, błonnik pokarmowy, węglowodany i polifenole. I co ważne, mają mało kalorii — około 32 kcal w 100 g.

Ciekawostką może być to, że zawierają więcej witaminy C niż owoce cytrusowe. Trochę to zaskakujące, ale to prawda.

Niestety, powoli zbliża się koniec sezonu truskawkowego. Wielka szkoda! No, przynajmniej tych rosnących i dojrzewających na świeżym powietrzu. Bo tylko te są naprawdę zdrowe, słodziutkie i pyszne. Te, które później będą nam oferować wielkie sklepy, to będzie „sama chemia”.

U nas, w pobliżu Jeziora Bodeńskiego, co roku zaopatrujemy się w truskawki z tamtejszych plantacji. Od wiosny do końca września.

Tego roku wyjątkowo — aż do połowy października. Potem wszystkie chatki z tymi jakże wartościowymi owocami zwiną swoje podwoje na cały rok.

A my zaśpiewamy:

— Addio, truskaweczki! Addio, ulubione! Przez długie sześć miesięcy wasz zapach będziemy czuć...