środa, 11 lutego 2026

Świt w kolorze niepokoju

Od kilku lat patrzymy w górę jakby częściej. I częściej widzimy, jak niebo płonie. Rozlewa się czerwienią, purpurą, złotem – jakby ktoś niewidzialną ręką rozpalał nad nami ogromne ognisko. Zjawisko piękne, niemal uroczyste. A jednak w tej urodzie kryje się pytanie: dlaczego teraz tak często?

Do ognistych zachodów Słońca przywykliśmy. Są jak teatralny finał dnia – widowiskowe, ciepłe, oswojone. Lecz wschód w płomieniach to już coś innego. To szept o świcie, który widzą tylko nieliczni. Niebo budzi się wcześniej niż my i zanim otworzymy oczy, zdąży już zapłonąć.

Skąd ta czerwień o poranku? Można powiedzieć – z kaprysu Matki Natury, która lubi malować świat szerokim pędzlem. Lecz za poezją kryje się fizyka: wilgoć, pyły, zawieszone w powietrzu drobiny, przez które przebijają się jedynie czerwone fale światła. Naukowe wyjaśnienie brzmi spokojnie. A jednak słowo „pyły” niepokoi.

Dawne przysłowia mówiły, że czerwone niebo o świcie zwiastuje zmianę pogody – wiatr, deszcz, nagłe ochłodzenie. Sprawdziłam prognozy. I rzeczywiście – nadchodzą wiatry, opady, szarość.

Ale czy chodzi tylko o pogodę? Bo kiedy patrzę na ten ogień nad horyzontem, myślę o czymś więcej. O świecie, który płonie naprawdę. O wojnach, których dym wznosi się ku temu samemu niebu. O powietrzu, które niesie w sobie nie tylko wilgoć i kurz, lecz także ślady ludzkiej destrukcji – jakby ktoś rozsypał w nim niemal całą tablicę Mendelejewa.

Może więc niebo niczego nie przepowiada. Może tylko odbija to, co dzieje się na ziemi. A my – zachwyceni barwą – próbujemy nie dostrzegać cienia, który kryje się w tej czerwieni... I tylko świt, cichy świadek wszystkiego, płonie dalej... i zadziwia nas i pewnie też zwierzęta.




--------------------------------------------------------------------------------------------------


Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne. Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie, możesz to zrobić tutaj:

https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych

Samo czytanie już jest dla mnie darem.

Dziękuję 💗 Halszka


Wystarczy poczekać...

 



Oddychaj — życie płynie. Poczekaj — czas wie, co robi. Zaufaj — to, co trudne, z czasem łagodnieje. Tekst w obrazie.


Tak… czy nie?...

 


Jedno słowo. Jedna decyzja. Jedna konsekwencja. Wybierz świadomie. Tekst w obrazie.


wtorek, 10 lutego 2026

Małpiszon w nas nie umarł

Człowiek dawno temu zszedł z drzew… ale najwyraźniej wciąż nosi w sobie małego małpiszona. Wspinanie się na drzewa wciąż sprawia nam frajdę – ot, czysty atawizm. I dobrze, bo to świetna zabawa. A przy okazji całkiem niezły biznes – coraz więcej mówi się o parkach wspinaczkowych.

Badania opublikowane w „Current Biology” pokazują, że człowiek zszedł z drzewa około ośmiu milionów lat temu. Dlaczego? Naukowcy są przekonani, że nasi odlegli przodkowie nauczyli się chodzić w pozycji wyprostowanej, żeby móc przenosić pożywienie i cenne przedmioty.

Dziś nie musimy już przenosić jedzenia po drzewach, ale wciąż pragniemy przeżyć coś niezwykłego – coś, co oderwie nas od codzienności i pozwoli poczuć dreszcz przygody.

I tu wkraczają przedsiębiorczy ludzie. Organizują atrakcje, które pozwalają poczuć w sobie pierwotnego wspinacza… i przy okazji zarobić. Parki wspinaczkowe to idealny przykład: skoro człowieka ciągnie na drzewo, lepiej, żeby wspinał się w bezpiecznym miejscu, a nie na własną rękę po wątłych gałęziach.

Więc… spadaj na drzewo! Nie, to nie jest żadna chamska odzywka, tylko pozdrowienie miłośników TreeClimbing w Polsce.

Najważniejsze, byśmy uczyli się żyć bez agresji i nienawiści. Każdy wybiera swoją metodę – ważne, żeby pozwalała pozbyć się złych emocji i przeżyć coś wyjątkowego. Coś, co odpręży, oderwie od codzienności i sprawi, że adrenalina miło zakrąży w żyłach – a to przecież klucz do równowagi psychicznej. TreeClimbing sprawdza się tu doskonale… i przy okazji jest bardzo zdrowe!




Ech, ta fantazja — brawura czy kaprys?

 


Tajmnicze instalcje artystyczne. Czym są? Czemu służą? Odpowiedź w obrazie.


Fizjologia rządzi się swoimi prawami...

 


Przyciśnięty przez fizjologię, człowiek staje się sprinterem własnego losu. Tekst w obrazie.


poniedziałek, 9 lutego 2026

Jakie jest najlepsze obuwie?...

 


* Za „ojca medycyny” uznawany jest powszechnie starożytny grecki lekarz — Hipokrates z Kos (ok. 460-377 p.n.e.). Oddzielił on medycynę od religii i magii. Głosił, że powinna być ona oparta na obserwacji, racjonalnych diagnozach oraz etyce. Kładł nacisk na leczenie dietą oraz higieną. Fundamentem jego działalności stała się znana nam wszystkim przysięga Hipokratesa. Zabawny wierszyk w obrazie.