środa, 19 sierpnia 2026

A w lasach jurajskich już jesień

Miała być jeszcze pełnia lata, a w jurajskich lasach coraz bardziej czuć jesień. Żółknące drzewa to jednak nie tylko kwestia estetyki. To widok, który powinien nas niepokoić. Tymczasem część polityków nadal przekonuje, że kryzys klimatyczny to wymysł. Jak długo jeszcze będziemy udawać, że nic się nie dzieje?

Choć to dopiero połowa sierpnia, lasy wyglądają już tak, jak zawsze wyglądały w połowie października. Tak bardzo pożółkły drzewa.


Dereń z powodu długotrwałej suszy zmarniał zupełnie. Zielone owoce spadają z drzewa — już nie zdążą dojrzeć, już nie zdążą zachwycić czerwienią.


Smutny to widok, wręcz przerażający, bo o niczym dobrym nie świadczy. Nasza planeta na różne sposoby pokazuje nam, że ludzkość przekroczyła już wszelkie granice niedbania o nią. Że w przyszłości będzie coraz gorzej, jeśli nie pójdziemy po rozum do głowy i nie ograniczymy przynajmniej tak beztroskiej eksploatacji i dewastowania naszej planety.

Denerwuje mnie, gdy słyszę meteorologów, którzy wciąż powtarzają, że musimy się przyzwyczaić do zmian klimatu, do potwornych burz, trąb powietrznych, tajfunów, powodzi czy susz, zamiast alarmować, najgłośniej jak się tylko da, że sami doprowadzamy Ziemię do zagłady. Powinni grzmieć zwłaszcza do polityków, bo to w głównej mierze oni są odpowiedzialni za taki stan rzeczy.

Kiedyś słuchałam wypowiedzi Trumpa, który wielokrotnie określał zmiany klimatyczne i globalne ocieplenie m.in. mianem „największego szwindla” czy „oszustwa”. Twierdził, że alarmistyczne prognozy dotyczące kryzysu klimatycznego są nieprawdziwe, a koncepcja śladu węglowego i walki z ociepleniem to mistyfikacja o podłożu politycznym i finansowym.

Mało tego, wzywał państwa do rezygnacji z polityki klimatycznej na rzecz tradycyjnych surowców energetycznych, takich jak ropa naftowa czy gaz ziemny.

No ręce opadają. Jak prezydent kraju, który jest największą potęgą światową pod względem gospodarczym, militarnym i technologicznym, może takie brednie pleść?

Pozostaje nadzieja, że jego szkodliwa prezydentura w końcu zostanie przynajmniej ograniczona. W taki czy inny sposób. A co za tym idzie – także prezydentury kilku innych krajów... w tym Polski.


Limeryk o hipokrycie Jarku i jego ukrywanej orientacji...

 


Hipokryzja to nieszczerość i udawanie kogoś, kim się nie jest. Polega na publicznym głoszeniu wzniosłych zasad, wartości lub uczuć, których samemu się nie przestrzega. Taka osoba postępuje dokładnie na odwrót niż to, czego wymaga od innych. Udaje szlachetność, życzliwość lub religijność dla zyskania aprobaty — limeryk w obrazie.


wtorek, 18 sierpnia 2026

Indianie przyjechali i wakacje pożegnali… Howgh!

Howgh! Wakacje dobiegły końca, ale zanim wszyscy „Indianie” ruszyli w drogę powrotną, w naszej indiańskiej wiosce wydarzyło się jeszcze całkiem sporo! Były wielkie powitania, indiańska kuchnia, wyjątkowe makijaże, bębny, tańce, śpiewy i… oczywiście fajka pokoju. Jak wyglądało wielkie pożegnanie wakacji w wykonaniu naszych Indian? Zajrzyjcie do relacji! Howgh!



Indianie przyjechali, czym tylko się dało. Niektórzy przyjechali ciuchcią prosto z Teksasu, inni wozami zaprzęgniętymi w rącze konie. I kiedy już wszyscy dotarli, Mała Stopa donośnym głosem zawołał:

— Witam was, wszystkie Twarze Świata! Howgh!!!



Indianie rzucili się sobie w ramiona i wyściskali się przyjaźnie. A już po chwili część z nich zajęła się oporządzaniem swoich umęczonych koni i wozów, a inni zabrali się za przygotowywanie indiańskiej kuchni. Bo też wszyscy byli okrutnie głodni.

Co bardziej zmęczeni Indianie udali się jednak na mały odpoczynek do wigwamów. Ale że drażniące nozdrza wspaniałe zapachy kuchenne rozniosły się wnet po całej indiańskiej wiosce, długo w wigwamach nie pozostali.



Wszystko u nich było jak należy zorganizowane… i praca, i wypoczynek. Ba, nawet indiański salon kosmetyczny pracował na wysokich obrotach. Każdy, kto tylko chciał, mógł sobie sprawić szczególny makijaż na tę dzisiejszą okazję.



Po wspólnym, smacznym posiłku przyszedł czas na indiańskie rytuały. Kilku Indian zaczęło walić w bębny, a przy ich rytmie i ze śpiewem na ustach wszyscy utworzyli wielki krąg i usiedli na ziemi.



Po chwili nadszedł czas na indiański taniec. Wszyscy zerwali się z ziemi i ruszyli w tany. Nawet zaproszone Białe Twarze z wielkim zaangażowaniem i radością tańczyły i śpiewały w rytm bębnów.

W końcu przyszedł czas na wypalenie fajki pokoju… Ale że Indianie w dzisiejszym świecie żyją zdrowo i nie palą, odśpiewali tylko, że fajkę pokoju palą. Fajki jednak nie palili.

Śpiewom i zabawom nie było końca… Przecież wakacje trzeba pożegnać hucznie! Wszyscy byli bardzo zadowoleni i bawili się wspaniale — bez względu na płeć, rasę, wiarę lub jej brak.

Kiedy zbliżał się już zmierzch, trzeba było wreszcie pożegnać się ze wszystkimi i ruszyć w drogę. Za chwilę każdy „Indianin” zabierze swój plecak… i ruszy do domu… prawdziwego domu.



Howgh!


Podłość ma krótkie nogi...

 



Lud nie taki głupi przejrzał na oczy i nie dał się nabrać. Bo tak już jest, że każda podłość prędzej czy później zostaje zdemaskowana... i wtedy czar pryska — limeryk w obrazie.


poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Pomniki chwały czy pomniki podziału?

Pomniki mają przypominać potomnym o ludziach, których warto pamiętać. Problem zaczyna się wtedy, gdy stawia się je zbyt szybko, zanim historia zdąży wystawić swoim bohaterom ostateczną ocenę. Bo czasem zamiast trwałego świadectwa pamięci powstaje polityczny pomnik własnych czasów.

Oglądanie pomników zasłużonych ludzi jest interesujące i bardzo pouczające. Oglądanie natomiast takich pomników, które cieszą oko, z czymś się kojarzą, pozytywnie nastrajają, jest niemniej interesujące, bo także wiele z nich przywołuje budujące myśli.



Stawianie pomników znanym, zasłużonym postaciom jest OK, bo jest to potrzebne dla potomnych. Powinno to jednak następować dopiero wiele lat po ich śmierci, kiedy historia już należycie ich zweryfikuje.

Po to, aby się nagle nie okazało, że postawiono pomnik jakiemuś złemu człowiekowi, wręcz przestępcy (przykładem może być pomnik ks. Henryka Jankowskiego), albo postaci niezbyt zasłużonej, czy też niegodnej aż tak wielkiego wyniesienia w historii Polski... Żeby się nie okazało, że po latach takie pomniki będą z przestrzeni publicznej z hukiem usuwane.

Po tragedii smoleńskiej nietrudno było sobie wyobrazić, że jak tylko PiS dorwie się do władzy, pomników Lecha będzie w Polsce tyle, ile Lenina za czasów komuny.

Ale że jego „naczelny” braciszek postanowi postawić mu pomnik w sąsiedztwie Naczelnika Piłsudskiego, i to o jeszcze większych gabarytach, tego się chyba nikt nie spodziewał.

Domyślam się, że pisowskim zwolennikom się podoba, ale to tylko 1/3 Polaków. A reszta? Co na to reszta Polaków? Reszcie się nie podoba, tym bardziej że stoi tam również bezprawnie.

Niektórzy wręcz szydzą, że to pomnik uniwersalny: i Lecha, i Jarosława jednocześnie. Świadczyć ma o tym brak obrączki na palcu i pieprzyka na twarzy tegoż.

Wielu ludzi jednak uważa, że Lechowi wielką krzywdę pisowcy wyrządzili tym pomnikiem. Także innymi pomnikami, które w wielu miejscowościach stoją już od dawna...



Co będzie dalej? Ile ich jeszcze „w glorii i chwale” stanie... albo spadnie? Czas pokaże.


Limeryk o niepewnym losie kochanki...

 



Bycie czyjąś kochanką to rola obarczona ryzykiem. Wpisane są w nią silne emocje — od głębokich uczuć i miłości po chłodne wyrachowanie. Niezależnie od motywów, takie relacje niemal zawsze spotykają się z dezaprobatą otoczenia. A one same, z rozmaitych przyczyn, zazwyczaj skazane są na rozpad. Po wszystkim pozostaje już tylko ból lub gorzki posmak.


niedziela, 16 sierpnia 2026

Chomik, który chciał mieć wszystko...




To zabawna i pełna humoru bajka z morałem o małym chomiku Egoiście, który uwielbia jeść, gromadzić zapasy i troszczyć się wyłącznie o siebie. Wydaje mu się, że niczego więcej do szczęścia nie potrzebuje. Pewnego dnia jednak trafia do lasu, gdzie czeka go przygoda, która pokaże mu, że przyjaźń, życzliwość i wzajemna pomoc są warte znacznie więcej niż pełna spiżarnia — bajka w obrazie.