sobota, 21 marca 2026

Wiosna przywitana… z częściowym morsowaniem

Pierwszy dzień wiosny postanowiłam uczcić godnie — czyli w lesie i w towarzystwie mojej najmłodszej wnuczki. Przy okazji chciałam ją uświadomić kulturowo i opowiedzieć, jak to dzieci w Polsce witają wiosnę. No bo przecież nie może dorastać w takiej niewiedzy.

Ruszyłyśmy zaraz po śniadaniu. Najpierw elegancko — dróżkami i ścieżkami. Ale jak wiadomo, prawdziwa przygoda zaczyna się tam, gdzie kończy się ścieżka, więc szybko przeszłyśmy na tryb „na przełaj”.

Drzewa sprawdzone — pierwsze pączki są. Wiosna działa. Można uznać za oficjalnie rozpoczętą.

Po drodze opowiadałam wnuczce o wiosennych zwyczajach w Polsce — o Marzannie, o Dniu Wagarowicza. Słuchała z zaciekawieniem, a pytań miała tyle, że nie sposób było zostawić któregokolwiek bez odpowiedzi. Szczególnie ta druga tradycja przypadła jej do gustu… dziwne, prawda?

No to w skrócie opowiedziałam jej jeszcze o zabawnych przygodach bohaterów mojej książki pt. „Wagarowicze mimo woli”*, którą napisałam wiele lat temu.

W końcu zaschło mi w ustach od tej edukacji, postanowiłam więc wyjść na skraj lasu i pójść do Fräuleins Brünnele (studzienka panienki, rocznik 1909).



Plan był prosty: napić się wody, zapalić tradycyjnie świeczki na skałkach i wrócić do domu jako porządne, kulturalne osoby. Z wykonaniem, jak się okazało, wyszło nieco gorzej.

Miałyśmy dwie świeczki. Jedna… postanowiła zamieszkać w studzience, wypadając wnuczce z ręki. Oczywiście przypadkiem. Wnuczka posmutniała, więc babcia — bohaterka — ruszyła na ratunek.

Nachylam się, oceniam sytuację, wszystko pod kontrolą… i nagle: chlup!

Pomiar głębokości wykonany. Ręką. Po samą pachę. Bo zostałam delikatnie (bardzo delikatnie!) potrącona. Oczywiście niechcący. Jak zawsze.

Wnuczka się wystraszyła i w końcu się rozpłakała. Mnie też niezbyt miło się zrobiło, bo woda była lodowata. Ale od tego się przecież nie umiera.

Zdzierżyłam to niemiłe uczucie i zajęłam się uspokajaniem wnuczki. Powiedziałam, że nic mi się nie stało i że świeczkę i tak muszę wyciągnąć, żeby nikt sobie nie pomyślał, że zaśmiecamy studzienkę.

No i skoro głębokość studzienki (niespodziewanie) już poznałam, zanurkowałam ręką raz jeszcze i... świeczkę wyciągnęłam. Sukces!



Efekt uboczny: rękaw mokry, ręka zmarznięta, ogólne poczucie, że jednak wiosna jeszcze się z nami nie do końca zgadza.

— Biegiem do auta! — zarządziłam strategicznie.

I tak oto, śmiejąc się po drodze (głównie wnuczka), zakończyłyśmy powitanie wiosny w stylu: edukacja + przygoda + morsowanie w wersji light.

A żeby tradycji stało się zadość, opowiedziałam jej jeszcze historię z mojego dzieciństwa o pewnej niespodziewanej kąpieli*… choć w wersji nieco ocenzurowanej. W końcu babcia też musi mieć autorytet.


* Zabawnym przygodom wagarowiczy mimo woli nie było końca, ale były też i dramatyczne: "Wagarowicze mimo woli".

* Rzeczywiście niespodziewana to kąpiel była. Oj, bardzo: Niespodziewana kąpiel”.


Co czeka naszą generację?...

 


Świat pełen niepewności. Między strachem a nadzieją. Nasza generacja wobec współczesnych kryzysów. Największe wyzwania XXI wieku. Refleksje o losach naszej generacji w obrazie.


piątek, 20 marca 2026

No i mamy wiosnę 2026! Moje wiosenne życzenia

Od dziś, od godziny 10:46, wiosna rozgości się w pełni – czas cieszyć się jej światłem, zapachem i energią.

Pozdrawiam wiosennie wszystkich moich Czytelników i dziękuję z całego serca, że jesteście ze mną, że od lat trwacie przy moich słowach i myślach.

W podziękowaniu przesyłam Wam żonkila z mojego ogrodu – odważnego, pełnego życia i mocy. Niech jego blask i odwaga ogrzeją Wasze dni i napełnią je wiosenną radością.



Lasy we mgle witają wiosnę 2026

 Mgła oplata las jak oddech — cichy, wilgotny, nieuchwytny. Świat zwalnia, mięknie, rozpływa się w półtonach. Przez chwilę wszystko zdaje się zawieszone między snem a przebudzeniem.

A jednak cisza nie trwa długo. Pęka nagle — ptasim krzykiem, ostrym, natarczywym, pełnym życia. Skrzydlate głosy przecinają mleczną zasłonę, jakby chciały przywołać świat z powrotem do istnienia. Wiosna przyszła. Nieśmiało, lecz nieodwołalnie.

Stoję w tym rozedrganym bezruchu i słucham. I we mnie także coś się budzi — nie tylko radość, lecz przede wszystkim uparta, cicha nadzieja. Że wraz z pierwszą zielenią odrodzi się rozsądek. Że świat otrząśnie się z własnego zamętu i przejrzy choć na moment.

Bo mgła nie tylko otula — ona także zasłania. A kiedy w końcu opadnie, odsłoni wszystko to, co próbowano ukryć.

Może wtedy spojrzymy wreszcie prosto. Bez ucieczki. Bez złudzeń. I ci, którzy karmią się chaosem, znikną — rozwiani jak cień, gdy światło odważy się zostać.



Międzynarodowy Dzień Szczęścia... International Day of Happiness

 


Międzynarodowy Dzień Szczęścia — to radosne i uduchowione święto... Bądźmy więc szczęśliwi zawsze i wszędzie. Tekst w obrazie