(Trzeci dziurawiec. Opowieści Mintka — część I)

No proszę
— jakie ładne zdjęcie. A mnie na nim nie ma. Chyba rzeczywiście
rodzice nie byli zbyt uradowani moim przyjściem na świat, skoro
mnie do rodzinnego zdjęcia nie wzięli.
Kiedy po
latach pytałam mamusię, dlaczego mnie razem ze sobą nie
uwiecznili, odpowiadała, że już nie pamięta… I tyle! Och, ja
nieszczęsna!… A może dopiero rosłam w maminym brzuszku, a mamusi
po prostu wyleciało to z głowy? Kto wie…
Po
kolejnych latach metodą dedukcji doszłam do wniosku, że faktycznie
tak musiało być. Skoro moja najstarsza siostrzyczka jest cztery
lata starsza ode mnie, a średnia o trzynaście miesięcy, to sądząc
po jej bobasowym wyglądzie, ja musiałam wtedy dopiero nabierać
ciałka u mamusi pod sercem. O — i ta myśl mnie uspokoiła.
Bo to by
oznaczało, że zdjęcie zostało zrobione wczesną wiosną 1951
roku. Siłą rzeczy więc mnie na nim nie widać. Ale zapewne już
jestem i, kręcąc się w ciasnocie maminego brzuszka, rosnę na
przekór wszystkim i wszystkiemu.
Dlaczego
na przekór? Ano dlatego, że chyba nikomu wielkiej radości nie
sprawiało moje „pchanie się” na świat. To były ciężkie
czasy — zaledwie pięć lat po wojnie, moje obydwie siostrzyczki
jeszcze malutkie… A tu już trzecie dziecko? Czy można się było
cieszyć?
Mnie to
jednak chyba niewiele obchodziło. Wyrzutów sumienia nie miałam, bo
trzymałam się mocno… i rosłam.
Bo
jakżeby inaczej? Nie prosiłam się na ten dziwny świat — to
jakoś tak samo wyszło. Jednak na wszelki wypadek poprzez pępowinę
chłonęłam jak najwięcej testosteronu, ponieważ podsłuchałam,
że rodzice bardzo liczą na syneczka.
No i proszę — stało się.
1 lipca
1951 roku pojawiłam się na świecie, oznajmiając swoje przybycie
wrzaskiem tak donośnym, że zapewne pół położniczego oddziału
postawiłam na nogi.
Niestety
— zamiast wyczekiwanego chłopczyka pojawił się trzeci
dziurawiec, jak z rozbrajającą szczerością mawiał później
tatuś.
No
ale cóż… stało się. Jestem. I już. Ku chwale swojej i swojej
rodzinki. Takie postanowienie podjęłam jeszcze w maminym brzuszku…
i trzymam się go do dziś.
Zdjęcie
niezbyt wyraźne, ale dla mnie ma wielką wartość. A tak swoją
drogą, to musiało mi być gorąco w tym pierzastym beciku. Przecież
to lato. Ale w proteście pewnie nie wrzeszczałam. Mamusia zawsze
mówiła, że byłam spokojnym niemowlakiem.
Hmm…
Pewnie dlatego, że od narodzin miałam zakodowane, iż lepiej mamusi
nie denerwować swoją nieoczekiwaną osóbką. A nuż zechce się
mnie pozbyć… Albo co?
Podskórnie
czułam jednak, że muszę jakoś odkupić swoje dziewczęce
wtargnięcie na świat i zasłużyć sobie na dobre imię — w
ogólności, bo imię do nazwiska dostałam od razu. A właściwie
samo się do mnie przykleiło.
Rodzice,
jako że czekali na chłopczyka, mieli przygotowane tylko męskie
imię. Niewiele się więc zastanawiając, zapisali mnie w USC z
takim imieniem, jakie akurat widniało w kalendarzu 1 lipca.
Z tego
też powodu w późniejszych latach w dniu swoich urodzin byłam na
rodziców trochę wkurzona, że moje siostrzyczki obchodzą swoje
święta dwa razy w roku, a ja tylko raz.
Przecież
to takie niesprawiedliwe! No niech mi kto powie, że tak nie jest!
To… to… to się z nim nie zgodzę.
No
dobrze. Już jestem i rosnę nad wyraz zdrowo. Czas leci szybko i już
jest wiosna. Piękna pora. Wszystko budzi się do życia i kwitnie.
To ja też.
Mam już
dziesięć miesięcy i potrafię nawet sama stawać na nóżki. Robię
to często, bo wszystko dookoła mnie bardzo interesuje.
Chyba
fajny jest ten świat! A pewnie, że tak. Coraz bardziej się cieszę,
że już na nim jestem.
To nic,
że czasami słyszę te niezbyt miłe słowa: „trzeci dziurawiec”.
Ważniejsze jest to, że na mnie nie krzyczą. Spać dają. Jeść
dają.
Zwłaszcza
to mleczko z cycuszków mamusi bardzo mi smakuje. A i rosnę po nim
jak na drożdżach.
Lubię
też być zabierana na dwór. Wszystko mnie ciekawi. Rozglądam się
zawsze dookoła, aż nieraz szyjka boli mnie od tego kręcenia
główką.
Na
zdjęciu widać, że jesteśmy akurat na spacerku. Ja — wiadomo —
na mamusi rękach, a moja o rok starsza siostrzyczka na rękach
tatusia. Najstarszej siostrzyczki nie ma. Nie wiem, gdzie ją wcięło.
Jest też
z nami mamusi koleżanka z harcerstwa — pani Grekowa — ze swoim
syneczkiem, a moim o miesiąc starszym kolegą.
Lata
pędzą jak szalone i nie sposób ich zatrzymać. Mam już trzy latka
i bardzo lubię bawić się w ogrodzie. Kwiatki sięgają mi do
kolan. Uwielbiam je zrywać i przystrajać nimi moją lalę.
Wszystkie
trzy dziewczynki — albo jak kto woli dziurawce — miałyśmy
naprawdę radosne dzieciństwo. Rosłyśmy zdrowo i zawsze byłyśmy
pięknie wystrojone przez mamusię. Wszystkie nasze ubranka mamusia
szyła sama. Ba — nawet dla siebie i tatusia.
Pamiętam,
że maszyna do szycia często wieczorami turkotała. Miała kogo
obszywać. Siedziałyśmy wtedy gdzieś obok, bawiąc się na
podłodze albo przysypiając ze zmęczenia, a mamusia pochylona nad
materiałem przesuwała go cierpliwie pod igłą.
Po wojnie
trudno było cokolwiek kupić, a co dopiero ładne ubranka. Dlatego
nasze stroje powstawały właśnie przy tym wieczornym turkotaniu
maszyny.
Czasami,
kiedy mamusia była zajęta, opiekowała się nami ciocia Józia —
kuzynka tatusia. Bardzo ją lubiłam. W niej też spora dawka
testosteronu buzowała. I nigdy — co było dla mnie bardzo ważne —
nie wypominała mi mojego psocenia.
Powoli
wszyscy zaczęli zapominać, że jestem trzecim dziurawcem. Zresztą
ja też im w tym zapominaniu intensywnie pomagałam.
Nie na
darmo w mamusinym brzuszku z całych sił chłonęłam testosteron. Z
roku na rok coraz bardziej stawałam się chłopczycą. Czasami tak
dawałam rodzicom psoceniem popalić, że wystarczałam im za dwóch
synów.
Tak
przynajmniej zgodnie mówili. W końcu wszyscy zaczęli wołać na
mnie Mintek. To tatuś
wymyślił mi takie imię. Zapewne nie bez kozery. A dlaczego akurat
takie?
To proste. Bo tak mu
wyszło po zamianie mojego imienia na formę męską: Halintek —
Mintek.
I powiem
szczerze — bardzo byłam dumna z tego imienia. Też nie bez
kozery... Ha, i nadal jestem, bo moje kochane siostrzyczki do dziś
mnie tak nieraz nazywają.
Cykl: „Trzeci dziurawiec. Opowieści Mintka”
Ciąg dalszy opowieści Mintka nastąpi.
W kolejnej historii Mintek znów narobi trochę zamieszania.
***
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.
Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💓Halszka