czwartek, 5 lutego 2026

O koszmarze rodzinnym w tle

Tego dnia znów trzymałam za guzik. Kominiarz pojawia się u mnie co roku o tej samej porze, więc i tym razem sięgnęłam po guzik niemal odruchowo. Choć nie — właściwie było to nieco wcześniej niż zwykle. Prawdopodobnie nawet bym tego nie zauważyła, gdyby nie sam kominiarz, który już w progu poinformował mnie z wyraźnym naciskiem, że zjawił się o trzy tygodnie przed terminem.

Za dwa dni wyjeżdżał na urlop. Chciał zamknąć wszystkie zlecenia przed wyjazdem, by na wczasach mieć spokojną głowę i prawdziwie wypocząć. W tym roku urlop przypadł mu wyjątkowo właśnie teraz — jak wyjaśnił — ponieważ przez ostatnie dwa miesiące mieszkała u nich jego teściowa.

Wszystko to wypowiedział jednym tchem, po czym natychmiast zabrał się do czyszczenia i sprawdzania stanu technicznego przewodów kominowych mojego pieca centralnego ogrzewania. Ja tymczasem poszłam do kuchni zaparzyć kawę.

Gdy wróciłam z dwiema filiżankami, na mój widok uśmiechnął się z ulgą.
— Wielkie dzięki, kawa bardzo mi się przyda — powiedział. — Jeszcze tylko jeden dom i mogę zacząć pakować się na wczasy. Trzy tygodnie wykupiłem, żeby zapomnieć o tym koszmarze z teściową w tle… choć właściwie nie w tle, a na pierwszym planie. Wykończyła mnie doszczętnie.

Aż tak niedobra? — zapytałam ze współczuciem.

Niedobra? — powtórzył z naciskiem. — To zbyt łagodne słowo. To alte Hexe*, nie teściowa. Przez te dwa miesiące zjadła mi pół zdrowia. Żonie również.

To pańska żona nie mogła jakoś wpłynąć na swoją matkę?

Skądże — machnął ręką. — Na nią nikt wpływu nie ma. Ona zawsze jest najlepsza, najmądrzejsza, najinteligentniejsza, najzaradniejsza… naj, naj i jeszcze raz naj. Tak o sobie mówi. I nikt nie może jej dorównać.

No to faktycznie, zarozumiałość przez nią przemawia — skwitowałam.

I to jaka — przytaknął. — Ale to wciąż nie najgorsze. Najgorsze jest to, że jeśli zwróci się jej uwagę choćby jednym, najmniejszym słówkiem, człowiek ma cały dzień stracony. Potrafi chodzić krok w krok i mówić bez przerwy, jak zepsute radio — skrzeczące, trzeszczące, wiercące w uszach. Jak żyję, nie spotkałem takiego babsztyla.

A wie pan, kiedyś, już dawno temu, napisałam wiersz satyryczny o podobnej teściowej i opatrzyłam go stosowną ilustracją  — zachichotałam.

Doskonały temat — ożywił się. — Czy mogłaby mi pani go przeczytać?

Zanim skończył pracę, nasłuchałam się jeszcze wielu historii. Niektóre były tak barwne, że nie sposób było się nie śmiać.

Sama jestem teściową — i to podwójną. A jednak z moją synową i zięciem żyję w serdecznej, przyjacielskiej zgodzie. Szanujemy się i lubimy. Jesteśmy w stałym kontakcie, mieszkamy blisko siebie, dosłownie rzut beretem. Na wczasy także często jeździmy razem, przy czym to właśnie zięć najczęściej nalega, bym do nich dołączyła. Czuję się w tych relacjach szczęśliwa — i, sądząc po wszystkim, oni również.

Dlatego trudno mi pojąć, dlaczego niektóre teściowe, zamiast być cichym, życzliwym wsparciem dla młodych małżeństw, świecą agresywnym światłem arogancji, zawiści, a czasem wręcz nienawiści. Czy tak postępują prawdziwe matki? Czy nie prościej — i nie mądrzej — żyć w zgodzie i wzajemnym szacunku?

Kiedy kominiarz zbierał się już do wyjścia, podziękował mi, że mógł się przede mną wygadać i sobie ulżyć. A ja mu na pożegnanie przeczytałam (czyt. przetłumaczyłam na język niemiecki) mój wiersz satyryczny:

Jestem teściową i czasem mnie trafia, 

Że w wicach wyglądamy gorzej niż mafia
Bo ta, choć groźna, ma poważanie.
A kim my jesteśmy, miłe panie?

Zewsząd słychać, nawet w eterze:

„Teściowo, ty stary rowerze!”
Tak nam dziękują za naszą krwawicę
I wciąż wymyślają durniejsze wice.


Ja na ten przykład, miłe panie,

Z wielką pasją spełniam swe zadanie.
Mój zięć szanowny mi nie podskoczy,
Gdyż go kontroluję w dzień i w nocy.

Czy dba o czystość, czy drżą mu ręce.

Czy nie ma ciągot do zezwierzęceń.
Czy się przypadkiem czymś nie zaraził.
Co mu przy ludziach z butów wyłazi.

Czy córce pomaga, czy zmywa talerze.

Jakoś blado wygląda — może coś bierze?
Jak z wiarą u niego, może niewierzący?
Czeka go wtedy schab z kwasem żrącym.

Podglądnę czasem przez dziurkę od klucza,

Czy w sypialni spełnia rolę, czy robi za buca.
Jaka jest jego gestów wymowa...
Czy czegoś nie tuszuje albo nie chowa.

Czy córce pomaga, czy zmywa talerze.
Jakoś blado wygląda — może coś bierze?
Jak z wiarą u niego, może niewierzący?
Czeka go wtedy schab z kwasem żrącym.


Podglądnę czasem przez dziurkę od klucza,

Czy w sypialni spełnia rolę, czy robi za buca.
Jaka jest jego gestów wymowa...
Czy czegoś nie tuszuje albo nie chowa.

Czy darzy córkę miłością bez granic,

Czy może biedulkę już miewa za nic.
Co on bełkocze, o czym jest mowa —
Wszystko rozszyfruję, bom jego teściowa!


Kominiarz słuchał w absolutnej ciszy, po czym spojrzał jeszcze na ilustrację do wiersza i wybuchnął głośnym śmiechem.

— Proszę pani — powiedział po chwili — teściowa z pani wiersza, w porównaniu z moją, to prawdziwy skarb. Es ist mein Ernst!”


* Alte Hexe — (niem.) stara wiedźma.

** Es ist mein Ernest — (niem.) mówię poważnie.


Jabłuszka pełne snów... śnią o kożuszku (parafraza piosenki Mieczysława Wojnickiego)...

 


Dlaczego jabłuszka śnią o kożuszku? Odpowiedź w obrazie.


Ech, to życie!…

 


Życie bywa jak nieuprzejmy wiatr — potrafi uderzyć znienacka, podciąć nogi w połowie drogi i zmusić do refleksji. Opis w obrazie.


środa, 4 lutego 2026

Masz coś do powiedzenia?...

 


Mówi się z pustymi ustami, czy się mylę? Tekst w obrazie.


Kiedy życie nabiera sensu?...

 


Z myśli w czyn — tak rodzi się sens życia. Treść w obrazku.


Strażnicy białego lasu

W zimowym, białym przebraniu drzewa stają się strażnikami zaczarowanego lasu — dostojne i milczące, jakby czuwały nad snem ziemi. O każdej porze dnia i przy każdej pogodzie emanują spokojną magią, która zatrzymuje wędrowca i każe mu patrzeć dłużej. Wyglądają jak z kart dawnej baśni, gotowe, by ożyć, gdy nikt nie patrzy.

Uśpione pod śnieżnym całunem trwają w bezruchu, strzegąc tajemnic ukrytych głęboko pod korzeniami. Kryształki śniegu skrzą się na gałęziach niczym rozsypane diamenty, a wschodzące słońce — ostrożne i ciche — sączy zza smukłych sylwetek ciepłą, złocistą poświatę. Światło osiada na konarach, jakby chciało objąć drzewa i zatrzymać tę ulotną chwilę na zawsze.

Niech mi tylko ktoś powie, że biała zima w lesie nie jest piękna… To… to… to po prostu nie uwierzę. Bo tam, wśród strażników białego lasu, magia wciąż trwa — a ja właśnie mam ją przed oczami.




------------------------------------------------------------------

Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne. Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie, możesz to zrobić tutaj:

https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych

Samo czytanie już jest dla mnie darem.

Dziękuję 💗 Halszka