(Trzeci dziurawiec. Opowieści Mintka — część II)
Nie
poddaję się i rosnę dalej. Mam już cztery latka i żadnego
warkocza, jak moje siostry. Sama już nie wiem dlaczego. Czy dlatego,
że mamusia nie miała już siły czesać mozolnie trzeciej córeczki,
czy może dlatego, że sama nie chciałam długich włosów?
Całkiem
możliwe, że to drugie. Wszak długie włosy przeszkadzałyby mi w
łażeniu po drzewach w ogrodzie i po dachach na podwórku. Nawet
kokarda na czubku mojej głowy nieraz mnie denerwowała, bo zdarzało
mi się na niej zawisnąć na gałęzi… A to bolało.
Ale do
robionych nam czasem rodzinnych zdjęć umiem pozować spokojnie.
Mamusia zawsze prosi i mówi, że są potrzebne na pamiątkę. Że
kiedy będę już duża i będę miała swoje dzieci, będę mogła
im pokazać, jak sama wyglądałam, gdy byłam malutka.
Stoję
więc grzecznie i patrzę moim dzieciom prosto w oczy. Niech zobaczą,
że ładna ze mnie mama w dzieciństwie była. Nie rozumiem tylko,
dlaczego moje siostrzyczki nie patrzą na swoje dzieci… Czyżby nie
chciały ich mieć, kiedy będą duże?
No
dobrze, przyznam szczerze, że mnie też nie całkiem wychodziło z
tym patrzeniem na moje dzieci. Bardziej interesował mnie buchający
ogień na kiju od miotły, który tatuś sam zapalał. Że się nie
bał?!
Dziwne.
Może czuł, że to taki jego obowiązek wobec jego „dziurawców”,
jak nas czasem nazywał. Pan fotograf mówił bowiem, że dzięki
temu błyskowi ognia lepsze zdjęcia mu wyjdą. A tatuś na pewno
chciał, żebyśmy ładnie na nich wyglądały.
Do drugiego
zdjęcia mamusia znów nas ustawiła i prosiła, żebyśmy się nie
ruszały. Nie rozumiem tylko, dlaczego kazała mi stać. W końcu to
ja jestem najmłodsza i to ja powinnam siedzieć. Czy coś jest ze
mną nie tak?
No chyba
tylko to, że — jak mamusia nieraz mówi — ja nigdy nie usiedzę
spokojnie, bo mam pieprz w pupie. Hmm… może to i prawda.
Tak czy
inaczej, skoro już go mam, to przecież sama sobie go tam nie
wsadziłam. Chyba mamusia już taką mnie „popieprzoną”
urodziła.
Ale to
prawda — nie lubię siedzieć. Zawsze sterczę jak… jak jakiś
wyrzut sumienia co najmniej. Tak nieraz mówi tatuś.
Eee tam.
Nie wiem, co to właściwie jest wyrzut sumienia, ale z wyrzutem czy
bez jednak wolę sobie posterczeć. A nuż będę bardziej
zauważalna?
Do
drugiego zdjęcia zebrałam się w sobie i patrzę już prosto w
obiektyw aparatu pana fotografa, bo powiedział, że zaraz wyskoczy z
niego ptaszek.
Patrzę więc uważnie w ten aparat… czekam… czekam
jeszcze chwilę… A ptaszek jak nie wyskoczył, tak nie wyskoczył.
No i wkurzył mnie strasznie.
Na
kolejne zdjęcia nie dałam się już namówić, bo nie znoszę,
kiedy ktoś mnie okłamuje. Przecież już umiem dobrze patrzeć i
tak samo czuć.
Pan
Tabisz, nasz sąsiad, ciągle powtarza, że Halintek-Mintek, czyli
ja, to bardzo mądre dziecko. A on jest już stary i chyba wie, co
mówi… No!
Nie
mogłam się więc nie wkurzyć na pana fotografa za to jego
oszukaństwo. Fuknęłam coś pod nosem (ale nie powiem co),
odwróciłam się na pięcie i poszłam do ogrodu się bawić — z
mocnym postanowieniem, że jeśli znowu przyjdzie do naszego domu
robić zdjęcia, to się przed nim schowam.
Cykl: „Trzeci dziurawiec. Opowieści Mintka”
Ciąg dalszy opowieści Mintka nastąpi.
W kolejnej historii Mintek znów narobi trochę zamieszania.