Gdy asfalt mięknie, a człowiek razem z nim, zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. Spokojnie — są na to sposoby!
Europę zalewa fala upałów — i to nie byle jaka, tylko taka, przy której człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie przeprowadził się do piekarnika.
Ludzie kombinują, jak mogą, żeby to jakoś przetrwać. Najlepiej mają ci, którzy mogą się chłodzić nad wodą — plusk, chlup i od razu życie nabiera sensu. Albo tacy spryciarze, co uciekają do jaskiń — naturalna klimatyzacja, zero rachunków!
Są też inne sposoby na eleganckie „wypięcie się” na upał. Trzeba tylko uruchomić szare komórki (o ile się nie przegrzały) i znaleźć coś dla siebie.
Na przykład szybkość i wiatr we włosach! Kto ma fantazję, prawo jazdy i trochę grosza, może wskoczyć do kabrioletu, na motocykl albo na quada i pognać przed siebie, udając, że to nie 35 stopni, tylko przyjemne 22.
Dla bardziej przyziemnych — rower. Owszem, człowiek się poci jak fontanna, ale — mówię to jako doświadczona rowerzystka — w krótkich spodenkach, T-shircie i przewiewnym kasku da się żyć. A nawet człowiek czuje się jak bohater sportowy… przynajmniej do pierwszego podjazdu pod górkę.
No dobrze, żarty na bok. Prawda jest taka, że takie sposoby są raczej dla młodych i pełnych energii. A co z resztą świata? Seniorami? Osobami z niepełnosprawnościami?
Dla nich najlepsza strategia to tryb „nietoperz”: siedzieć w domu, okna zamknięte, zasłony zaciągnięte i udawać, że słońce nie istnieje.
Dopiero wieczorem — wielkie otwarcie! Okna na oścież, przeciąg jak w horrorze i szybkie wietrzenie mieszkania, zanim komary ogłoszą imprezę sezonu.
Rano powtórka z rozrywki — zanim słońce znów zacznie grillować wszystko, co żywe.
A jedna zasada łączy wszystkich, bez wyjątku: pić dużo wody. Najlepiej niegazowanej. A „woda ognista”? No cóż… ona akurat dolewa oliwy do ognia, więc lepiej dać jej urlop do jesieni!
Ech, te letnie upały…






