W Niemczech wszystko ma swój porządek — nawet czarownice. Zgodnie z tradycją, w nocy z 30 kwietnia na 1 maja zlatują się one na górskie szczyty, żeby porządnie się wyszaleć. To właśnie Noc Walpurgii — noc pełna magii, hałasów i (podobno) dość niepokojących imprez.
Kiedy tylko ostatnia czarownica odleci, a duchy wrócą do swoich spraw, Niemcy bez chwili wahania zakładają buty trekkingowe i… ruszają w drogę. Bo przecież 1 maja to oficjalne otwarcie sezonu wędrówkowego!
Kto żyw, ten na szlak — nieważne, czy to góry, las, czy park za rogiem. Liczy się jedno: iść przed siebie, najlepiej od świtu do nocy.
Ale zanim to nastąpi, trzeba stawić czoła skutkom nocnych „atrakcji”. Bo kiedy dorośli próbują przespać sabat czarownic, dzieciaki organizują własny festiwal kreatywności.
Samochody owinięte papierem toaletowym? Są. Szyby wysmarowane pastą do zębów? Oczywiście. Czasem można odnieść wrażenie, że czarownice miały wspólników w wieku szkolnym.
Dzieciaki pękają ze śmiechu, dorośli pękają… trochę mniej, ale nikt nie robi afery. W końcu to tradycja. A z tradycją — jak wiadomo — się nie dyskutuje.
Więc po szybkim ogarnięciu „artystycznych instalacji” na podjeździe, wszyscy zgodnie ruszają na wędrówkę. Bo jak maj, to maj. A jak tradycja, to tradycja!
Taki jest właśnie niemiecki sposób na 1 maja... A więc: z samego rana — po sabacie — gdy czarownice odlecą już: start! — jazda na szlak!
Niemcy ruszają... i ja razem z nimi, wśród polsko-niemieckich wędrowców. Ha, ale jakby tak dobrze pogrzebać, to i ukraińscy i francuscy się znajdą...
Halszka, nie gadaj tyle, maszeruj! 😅😁
***
Jeśli podoba Ci się to, co tworzę, postaw symboliczną kawę:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Dziękuję 💓Halszka







