Letni czas to najlepszy czas. To czas na słońce, uśmiech i radość. Istrukcja obsługi lata — w obrazie.
INNE MOJE BLOGI TO: 1. "Szczęśliwa Kobieta" - Blog na tematy z życia wzięte; 2. "Na cętce źrenicy i w obiektywie" - Blog fotograficzny
Letni czas to najlepszy czas. To czas na słońce, uśmiech i radość. Istrukcja obsługi lata — w obrazie.
Huśtanie to jedna z najprostszych, a zarazem najgłębiej działających form wspierania rozwoju dziecka. Łagodny, powtarzalny ruch koi układ nerwowy, wspiera równowagę, sprzyja skupieniu i rozwojowi mowy. W jego rytmie kryje się coś pierwotnego — znajome ukojenie, przywodzące na myśl bezpieczny czas sprzed narodzin. Pozwólmy więc dzieciom huśtać się bez pośpiechu — tak długo, jak zechcą — rymowanka dla dzieci w obrazie.
Poczucie humoru to zdecydowanie najlepszy filtr, przez jaki można patrzeć na świat — tekst w obrazie.
Wystarczy jeden zapach, by ruszyć w drogę bez mapy. Czarny bez nie pyta — po prostu bierze za rękę i prowadzi tam, gdzie wszystko było prostsze. Trzeba tylko pozwolić się poprowadzić.
Zapach czarnego bzu przychodzi nagle. Zatrzymuje w pół kroku, zawraca myśli, wyciąga rękę. I już wiem, że pójdę za nim. Jak kiedyś.
Znowu jestem w wakacjach bez końca, w słońcu pachnącym trawą i rozgrzaną ziemią. W świecie, gdzie czarny bez rósł wszędzie — przy drogach, na skrajach pól, na powojennych „zwalonych murach”, które były częścią codzienności.
Idę za
zapachem. Krok po kroku. On prowadzi — ja tylko podążam. Aż w
końcu jest. Krzew.
Staję pod nim i oddycham głęboko, jakby
od tego zależało coś więcej niż tylko chwila. Zrywam kilka
baldachimów kwiatów — delikatnych, kremowych. Tyle, ile potrzeba.
Nigdy więcej.
Potem odchodzę. Trochę lżejsza. Jakby ktoś naprawdę poprowadził mnie za rękę — tam i z powrotem.
Za jakiś czas wracam. Już po owoce — ciężkie, ciemne, prawie czarne. Dojrzałe słońcem i ciszą. Na sok. Na zimę. Na później.
Bo czarny bez to nie tylko krzew. To przewodnik. Cichy, cierpliwy, wierny. Pojawia się nagle — i prowadzi dokładnie tam, gdzie trzeba.
Czasem wystarczy mała kartka za wycieraczką, by uwierzyć, że kultura na drodze naprawdę istnieje. Jedno drobne zdarzenie, a tyle mówi o ludziach — ich uczciwości, odpowiedzialności i szacunku do innych. Czy to już norma, czy wciąż rzadkość?
Parę dni temu, wsiadając do samochodu, zauważyłam kartkę za wycieraczką. Wysiadłam, wyjęłam ją i przeczytałam. Oczywiście tekst był w języku niemieckim. Oto jego treść:
Już tłumaczę:
Dzień dobry,
zahaczyliśmy
naszym lusterkiem
o Państwa lusterko po stronie kierowcy.
Jeśli
powstała jakaś szkoda,
prosimy o kontakt.
Tel.: 0171 / …
Z
poważaniem,
Markus …
Mieszkam przy dość wąskiej ulicy i podobna sytuacja zdarzyła mi się już po raz trzeci. Za każdym razem znajdowałam jednak kartkę za wycieraczką. No i oczywiście koszty naprawy były przez tych kierowców zwracane.
Tym razem nie dzwoniłam do sprawcy, ponieważ lusterko było całe — widać było jedynie niewielką rysę.
Muszę przyznać, że tutejszych kierowców w dużej mierze cechuje wysoka kultura osobista. I wcale nie jest to moje odkrycie — tak jest w istocie. Savoir-vivre na drodze ma znaczenie i bywa przestrzegany.
Zastanawia mnie, czy w Polsce też są — już — tacy kulturalni kierowcy? Bo kiedyś nie byli. Sama przed laty, kiedy mieszkałam jeszcze w kraju, doświadczyłam kilku stłuczek na podwórku pod domem — i do żadnej nikt się nie przyznał.