środa, 11 marca 2026

Pokolenie w cieniu globalnych zagrożeń

Przyszło nam żyć w niebezpiecznych czasach — w czasach wszechobecnego terroryzmu, wojen hybrydowych, kataklizmów i pandemii. Już zawsze z tyłu głowy musimy mieć myśl o niebezpieczeństwie, które może czyhać na nas na każdym kroku. Świat, który jeszcze niedawno wydawał się stabilny i przewidywalny, dziś coraz częściej zaskakuje nas nowymi kryzysami i wyzwaniami.

Jednym z największych problemów współczesności są konflikty zbrojne. Choć wielu ludzi miało nadzieję, że w XXI wieku wojny staną się rzadkością, rzeczywistość pokazuje coś zupełnie innego.

W różnych częściach świata nadal dochodzi do walk, które przynoszą cierpienie milionom ludzi. Wojny nie dotyczą już tylko frontów i armii — coraz częściej przybierają formę konfliktów informacyjnych, cyberataków czy działań hybrydowych. Oznacza to, że zagrożenie może dotknąć także zwykłych obywateli, nawet tych żyjących daleko od miejsc bezpośrednich starć.



Kolejnym wyzwaniem są globalne kryzysy zdrowotne. Pandemia pokazała, jak bardzo współczesny świat jest ze sobą powiązany. Choroba, która pojawia się w jednym miejscu, w krótkim czasie może rozprzestrzenić się na cały świat.

Jednocześnie pandemia uświadomiła nam, jak ważna jest współpraca międzynarodowa, rozwój nauki oraz odpowiedzialność społeczna.

Nie można również zapominać o zagrożeniach związanych z naturą. Zmiany klimatyczne powodują coraz częstsze susze, powodzie, huragany czy pożary lasów.

Katastrofy naturalne wpływają na życie milionów ludzi, zmuszając ich do opuszczania swoich domów i szukania bezpieczniejszego miejsca do życia.

Nasza generacja będzie musiała zmierzyć się z konsekwencjami wieloletniego niszczenia środowiska oraz podjąć działania, które pozwolą ograniczyć te negatywne zjawiska.

Mimo wszystkich tych zagrożeń przyszłość nie musi być wyłącznie pesymistyczna. Każde pokolenie staje przed własnymi wyzwaniami, ale ma też możliwość wprowadzania zmian.

Rozwój technologii, nauki oraz coraz większa świadomość społeczna dają nadzieję, że wiele problemów można rozwiązać. Nasza generacja może odegrać ważną rolę w budowaniu świata bardziej bezpiecznego, solidarnego i odpowiedzialnego.

To, co czeka naszą generację, zależy więc nie tylko od okoliczności, ale także od naszych decyzji. Od tego, czy będziemy potrafili współpracować, dbać o środowisko i przeciwstawiać się zagrożeniom. Przyszłość nie jest z góry przesądzona — to my w dużej mierze ją tworzymy.


***

Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.

Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:

https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych

Samo czytanie już jest dla mnie darem.

Dziękuję 💓Halszka


Nić połączenia człowieka z wiosenną naturą...

 


Między człowiekiem a naturą, istnieje nić, nawet gdy jej nie widzimy. Opis w obrazie.


wtorek, 10 marca 2026

Nienawistnikowi Czarnkowi ku refleksji... i nie tylko

 


Proszę Państwa — oto profesor katolickiego uniwersytetu. Tak, właśnie tak: profesor. I to KUL-u (sic!).

Paradoks? Owszem, i to nie byle jaki. W powszechnej opinii uchodzi bowiem za jednego z najbardziej jadowitych uczestników polskiego życia publicznego — człowieka, który swoją pozycję wykorzystuje nie tyle do budowania autorytetu, ile do agresywnego i pogardliwego traktowania innych. Szczególnie kobiet oraz osób LGBT.

Powstaje z tego osobliwy dysonans poznawczy. Tytuł profesora kojarzy się przecież — przynajmniej w teorii — z autorytetem, wiedzą, kulturą osobistą i pewną klasą.

Gdy jednak zestawić te wyobrażenia z osobą nieokrzesaną, arogancką, momentami wręcz prymitywną w języku i gestach, pojawia się uczucie trudne do zignorowania: najpierw zdumienie, potem smutek, a czasem zwyczajny gniew.

Bo jakże to tak? Profesor. Katolik. I… takie coś?

Dziś, jako świeżo ogłoszony kandydat PiS na premiera, znajduje się w samym centrum debaty publicznej. Jego przeciwnicy polityczni nie przebierają w słowach i często określają go właśnie tak: „cham” i „prostak”. Uzasadniają to prostym argumentem — styl jego wypowiedzi i retoryka zupełnie nie przystają do godności tytułu naukowego.

Muszę przyznać, że trudno mi się z tym nie zgodzić. I mówię to nie od dziś, lecz od momentu, gdy tylko stał się jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy PiS.

A kiedy przypomnę sobie, że ktoś o takim temperamencie i takim języku był ministrem edukacji i nauki — naprawdę zaczynają mnie boleć zęby.


Tabula rasa i pierwsze doświadczenia

Dzieci broją od zawsze. Psocą, śmieją się głośno i czasem – niechcący – psują i przewracają świat do góry nogami. Taka jest ich natura. Ich wyobraźnia kwitnie jak dziki ogród, w którym każdy kamyk, każdy cień i każdy szept staje się przygodą. W głowach rodzą się pomysły dziwne, szalone, niepojęte dla dorosłych – a jednak pełne życia i sensu.

Dorośli nie powinni gasić tego ognia. Ich zadaniem jest raczej delikatnie prowadzić, wyznaczać ramy, które pozwolą odkrywcom wyruszyć bezpiecznie w świat pełen cudów i niespodzianek. Bo każde dziecko jest podróżnikiem, który pragnie dotknąć tego, co nieznane, i nazwać to własnym słowem.

Umysł dziecka – tabula rasa – pozostaje czystą kartą, na której zapisują się pierwsze doświadczenia. Jak pisał XVII-wieczny filozof John Locke, te ślady kształtują człowieka, nadają sens jego drodze. A dorośli są strażnikami tych zapisów – odpowiedzialnymi za to, by były prawdziwe, pełne piękna i mądrości.



Zanim kalendarz ogłosi wiosnę...

 


Delikatne szepty wiosny wzmacniane śpiewem ptaków. Opis w obrazie.


poniedziałek, 9 marca 2026

Zamek nad doliną. Pergine – średniowieczny strażnik Valsugany

Wysoko nad doliną Valsugana, na stromym wzgórzu, stoi zamek w Pergine — średniowieczna warownia, która od wieków spogląda na okolicę z góry. Zbudowany w XIII wieku, powstał — jak twierdzą historycy — w miejscu jeszcze starszego, prymitywnego grodu obronnego. Dziś należy do Fundacji Castel Pergine Onlus. W jego murach działa restauracja, kantyna z degustacją win oraz… jednogwiazdkowy hotel.

My nocowaliśmy gdzie indziej. Naszą bazą był niewielki domek kempingowy w San Cristoforo nad jeziorem Caldonazzo. Skromny, ale całkiem wygodny — zwłaszcza że po całym dniu wędrówek najważniejsze są dobre łóżka.

Aby dotrzeć do zamku, trzeba najpierw zdobyć wzgórze, na którym stoi warownia. Podejście jest strome i momentami męczące, ale widok murów wyłaniających się między drzewami dodaje energii. Szliśmy niespiesznie, podziwiając z oddali baszty i kamienne umocnienia.

Po około półgodzinnym marszu stanęliśmy przed bramą wjazdową. Za nią rozciągał się rozległy, zielony dziedziniec. Dopiero stamtąd widać było prawdziwą skalę zamku. Spacerowaliśmy wokół murów, podziwiając potężne baszty i zaglądając w różne zakamarki.





Podczas naszej wizyty zamek pełnił jeszcze jedną rolę — zamienił się w plan filmowy. Nie pamiętam tytułu produkcji, ale wyglądało to na dramat obyczajowy. Na dziedzińcu kręcono scenę: kobieta ubrana w biel klęczała ze związanymi sznurem rękami, obok niej stał mężczyzna ze zwojem powrozu i brutalnie się nad nią pastwił. Jeszcze jeden aktor, stojący wyżej na murach, wykrzykiwał swoje kwestie dramatycznym tonem.

Scenę powtarzano wielokrotnie. Przez ponad godzinę byliśmy mimowolnymi widzami tego samego fragmentu filmu. W końcu, po którejś próbie, nagrodziliśmy aktorów brawami. Odpowiedzieli nam ukłonami i uśmiechami — bardzo sympatyczny moment.

W końcu przyszła pora wracać do naszej „bazy”. Zbliżał się wieczór i pora kolacji. Rzuciliśmy jeszcze ostatnie spojrzenie na zamek i otaczające go Dolomity, po czym ruszyliśmy stromą drogą w dół — oczywiście per pedes.

Zdjęcia z tej wycieczki nie są najlepszej jakości — robiłam je aparatem mojej wnuczki. Własny aparat zostawiłam w samochodzie na parkingu u podnóża góry. Wracać było za daleko, zwłaszcza że zaczął padać deszcz, a chwilami wręcz lało jak z cebra.

Ale nawet ulewa nie była w stanie popsuć nam humoru. Wróciliśmy mokrzy jak szczury, za to z poczuciem naprawdę udanej wyprawy.


Wizualizacja kolorów...

 


Oddychaj spokojnie. Zamknij oczy, a barwy pokażą ci drogę. Tekst w obrazie.