Pierwszy jesienny powiew przynosi zmianę. Liście spadają, ptaki milkną, a świat powoli zanurza się w złotych barwach nadchodzącej jesieni — wiersz w obrazie.
INNE MOJE BLOGI TO: 1. "Szczęśliwa Kobieta" - Blog na tematy z życia wzięte; 2. "Na cętce źrenicy i w obiektywie" - Blog fotograficzny
Pierwszy jesienny powiew przynosi zmianę. Liście spadają, ptaki milkną, a świat powoli zanurza się w złotych barwach nadchodzącej jesieni — wiersz w obrazie.
Każdy dyktator kiedyś odkrywa, że władza ma swój termin ważności. A niektóre podróże mają tylko bilet w jedną stronę... — wiersz satyryczny w obrazie.
Zachodzące słońce, błękit Adriatyku i cisza, która potrafi dotknąć głębiej niż słowa — wiersz w obrazie.
„Pan Tadeusz” przypomina nam piękno grzybobrania i bogactwo leśnego świata. Dziś ten sam świat dostarcza także grzybów, po które sięga się nie dla smaku, lecz dla odmiany świadomości — tekst w obrazie.
Od ponad trzydziestu lat wracam do tego samego drzewa. Jest moim punktem widokowym, azylem i — jak lubię myśleć — anteną łączącą mnie z energią Wszechświata.
Mój ulubiony, stary dąb rośnie na szczycie góry, nad stromym urwiskiem. Często go odwiedzam — od ponad trzydziestu lat. Sama albo z rodzinką.
Drzewa są wszak antenami energii Wszechświata. Energii, która każdemu stworzeniu jest niezbędna do życia. Ja zawsze ją czuję, bo też z Naturą jestem bardzo związana. Żyję z nią w bliskim kontakcie. Mam tak od dziecka.
Wszechświatem zaś jestem zafascynowana i często zdarza mi się buszować wzrokiem po nocnym i dziennym niebie. Wiele ciekawych rzeczy na nim znajduję.
Ale nie tylko w celu dendroterapii wspinam się na szczyt, do „mojego” dębu. Lubię z jego perspektywy oglądać panoramę naszego miasta. A jest co podziwiać! Miasto leży w kotlinie, z obu stron okalane piękną, soczystą zielenią.
Najpierw gardziła sianem, potem przyszła po nie do woza. Co się wydarzyło po drodze? Tego nie wie nikt. Wiadomo tylko, że z kozą nigdy nic nie jest proste — wierszyk w obrazie.
Niecodzienny występ Dominiki Chorosińskiej w Sejmie szybko przyciągnął uwagę. Posłanka, korzystając zapewne ze swoich aktorskich umiejętności, postanowiła przemówić… językiem psów. Intencję trudno odgadnąć, ale pewne stare powiedzenie aż prosi się o przypomnienie.
Do niecodziennej sytuacji podczas piątkowych obrad Sejmu przyczyniła się posłanka Dominika Chorosińska — aktorka z wykształcenia, która tym razem przyjęła rolę naczelnego sejmowego błazna.
Pamiętacie tę osóbkę? Była dwutygodniową minister kultury w legendarnym rządzie Mateusza Morawieckiego.
Otóż, eksponując wszem wobec swój talent aktorski, nagle zaczęła szczekać. Dlaczego? Myślę, że jednak nikt nie odgadł jej „szczekającej intencji”.
Mnie, widząc i słysząc jej kunszt aktorski, nasunęło się skojarzenie, że szczekała nie bez kozery, lecz z pewnym przesłaniem: „Psy szczekają, a karawana jedzie dalej”.
I tu bym się z nią zgodziła. Owszem, karawana jedzie dalej, ale niektórzy z niej… wprost „do pierdla”.