środa, 27 maja 2026

Czy dobre życie na tej Ziemi istnieje… czy tylko je śnimy?

 


Czy to tylko sen o Ziemi, czy dobre życie na tej Ziemi istnieje? Wiersz w obrazie.


Nie jesteśmy tu sami... O uważności wobec świata, który żyje obok nas

Wystarczy chwila ciszy w słoneczny dzień, żeby usłyszeć, że świat nigdy nie milknie. W powietrzu drży brzęczenie — niejedno, niejednolite, jakby sama wiosna oddychała skrzydłami. Pszczoły, osy, trzmiele… małe istoty, które zwykle zauważamy dopiero wtedy, gdy zbliżą się zbyt blisko.

I właśnie wtedy w nas samych coś się zmienia. Spokój ustępuje miejsca napięciu, a odruchowy ruch dłoni ma nas ochronić przed czymś, co wydaje się zagrożeniem. Choć w większości przypadków nim nie jest.

A jednak mamy wrażenie, że jesteśmy atakowani. Jakby ta drobna obecność w powietrzu była skierowana przeciwko nam. Wtedy reagujemy szybko — machnięciem ręki, gwałtownym gestem, próbą odsunięcia od siebie tego, co nieproszone.

I to właśnie w tym momencie popełniamy błąd. Dla nich ruch oznacza coś zupełnie innego niż dla nas. To sygnał zagrożenia, alarm, który uruchamia instynkt obrony. Wtedy napięcie rośnie, a to, co mogło pozostać spokojne, zaczyna się bronić.

Pszczoły — skupione, łagodne, zanurzone w swojej pracy.

Osy — czujne, szybkie w reakcji, bardziej impulsywne.

Trzmiele — nieśmiałe, jakby zawsze gotowe do wycofania się w cień.

Każde z nich ma swój rytm, swoją rolę, swój sposób bycia w świecie, który dzielą z nami od zawsze.

Trzeba nauczyć się tej obecności. Nie przez lęk, ale przez uważność. Nie przez odruch obrony, ale przez spokój. Bo obok nas żyją istoty, bez których wiele w przyrodzie po prostu by się nie wydarzyło.

I może właśnie w tym tkwi prosta lekcja — że nie wszystko, co się do nas zbliża, robi to, by nas skrzywdzić.



wtorek, 26 maja 2026

Dzień Matki – w moich wspomnieniach

Mama to najpiękniejsze słowo na świecie. Brzmi wyjątkowo w każdym języku. To dźwięk, który kojarzy się z miłością, bezpieczeństwem i domem. Mama jest najważniejszą osobą w życiu. Pierwszą, którą kochasz czystą, niczym niezmąconą miłością. A kiedy boli — zawsze pierwsza przybiegnie...


Dzień Matki to dla mnie najtkliwsze święto w roku. To niezapomniany dzień mojego dzieciństwa i niezapomniany dzień mojego dorosłego życia.

Z dzieciństwa pamiętam, że w tym dniu z moimi dwiema siostrzyczkami zawsze kupowałyśmy naszej Mamusi pięknie przystrojone doniczki z fiołkami alpejskimi oraz drobne prezenciki — po uprzednim rozbiciu naszych skarbonek.

Pamiętam jak dziś, jak ogromną radość sprawiłyśmy Mamusi, gdy wręczyłyśmy Jej wraz z kwiatami pierwszą płytę z dedykacją. Była to piosenka Violetty Villas pt. „List do mamy”. Na tamte czasy było to naprawdę coś wyjątkowego. Nasz adapter „Bambino” przez długi czas odtwarzał tę płytę — po wiele razy dziennie.

Nigdy nie zapomnę Jej ciepłych dłoni, Jej miłości ani mojego wspaniałego dzieciństwa. Nigdy też nie zapomnę Jej własnego dzieciństwa — znam je wyjątkowo dobrze, ponieważ miałam szczególną okazję je poznać. Redagowałam Jej autobiografię oraz wspomnienia z Podola.



Kiedy ja zostałam matką, moje dzieci również nigdy nie zapominały o tym dniu. Jak dziś pamiętam ich przepiękne laurki z takim oto tekstem:

Mamo, mamo, co ci dam,
tylko jedno serce mam,
dam ci za to kwiatek róży,
żyj nam, mamo, jak najdłużej!

Laurki były zawsze pięknie malowane przez moją córkę — już od dziecka przejawiała talent malarski. Natomiast mój syn — choć był malarskim antytalentem — miał złote ręce do wszystkiego i wykonywał z drewienek oraz kory piękne ozdoby.

W późniejszych latach, kiedy los rzucił nas do Niemiec, dzieci nadal pamiętają o dacie 26 maja, mimo że tutaj Dzień Matki obchodzony jest w innym terminie — w drugą niedzielę maja. Dzięki temu świętujemy podwójnie.

A to moje z tamtych lat wierszyki o Mamie — nieustająco prawdziwe:


Mama to najpiękniejsze słowo świata,
cała gama uczuć się w nim splata.
To pierwsze słowo wypowiedziane
i przez całe życie wciąż powtarzane.

***

Matka — ma serce na dłoni,
Matka — pomoże, utuli, osłoni,
za dzieckiem stanie niczym mur,
udźwignie wszystko — bo silna... jak tur.

***

Gdy Matkę mamy blisko siebie,
żyje nam się pięknie — jakoby w niebie,
pamiętać jednak też bądźmy skłonni,
że Matka ma serce — nie tylko na dłoni.

Mama — jedno słowo, które trwa, jak światło, które nigdy nie gaśnie...

Wszystkiego najlepszego, kochane Mamy! Dedykuję Wam wszystkim wzruszającą piosenkę: proszę kliknąć w ten > link.




poniedziałek, 25 maja 2026

Historia jednej krowy i dzieciństwa, którego się nie zapomina

Mam szczególny sentyment do krów. Skąd się wziął? Pewnie z dzieciństwa — bo właśnie wtedy w naszej rodzinie pojawiła się… własna krowa. Tak, w mieście.

Nasza mama była niesamowita. Choć nie mieliśmy żadnych warunków do hodowli, potrafiła je stworzyć — tylko po to, żeby jej córeczki mogły pić świeże, zdrowe mleko.

Dziś brzmi to niemal nieprawdopodobnie, ale wtedy było po prostu częścią naszej codzienności.

Do dziś pamiętam moment, kiedy trzeba było się z nią rozstać. Była już starowinką. Wszyscy płakaliśmy, gdy rodzice oddawali ją na spęd. To jedno z tych wspomnień, które zostają w sercu na zawsze.



Później, przez wiele lat, wracałam do krów podczas wakacji u wujostwa na wsi. Lubiłam do nich mówić — trochę żartem, trochę serio. A one patrzyły na mnie swoimi wielkimi, spokojnymi oczami, jakby naprawdę słuchały.

Czułam, że mnie rozpoznają. Każdego ranka szły ze mną na pastwisko, niemal krok w krok. A wieczorem wracały razem ze mną do obory. Było w tym coś niezwykle kojącego, jakbyśmy miały swój mały, wspólny rytuał.

Krowy od wieków zajmują szczególne miejsce w kulturze — są symbolem płodności, spokoju, a w niektórych krajach, jak Indie, nawet świętości.

I trudno się temu dziwić. To zwierzęta inteligentne, wrażliwe, zdolne do odczuwania emocji — smutku, strachu, ale też przywiązania.



A przecież dają nam tak wiele. Ich mleko towarzyszy człowiekowi od pokoleń. Niektóre krowy potrafią dawać nawet pięćdziesiąt litrów mleka dziennie. To ogromny dar — i powód, by patrzeć na nie z szacunkiem, a może nawet… wdzięcznością.

Bo czasem to właśnie te najprostsze, najcichsze relacje zostają z nami najdłużej.



Świat widziany z uśmiechem...

 


Poczucie humoru to nie tylko śmiech — to światło, które pada na rzeczy zwyczajne i wydobywa z nich ich ukryte znaczenia. A bez tego światła wszystko staje się jakby bardziej szare. Tekst w obrazie.


niedziela, 24 maja 2026

Wszyscy widzą problem rządu, nikt nie wymusza zmiany

O złej komunikacji rządu mówi się od miesięcy, jakby była to oczywistość, nad którą nie trzeba się już pochylać. Wszyscy ją widzą, wszyscy ją komentują — i na tym się kończy. A przecież to nie jest tylko problem „przekazu”, ale realna polityczna słabość, która wpływa na nastroje społeczne i decyzje wyborcze. Najbardziej uderza jednak coś innego: że ci, którzy tę słabość najgłośniej opisują, nie robią nic, by ją zatrzymać. I udają, że to nie ich gra.



Nie rozumiem jednej rzeczy, która wraca w dyskusjach jak bumerang. Wszyscy „świadomi” dziennikarze mówią o fatalnej komunikacji rządu, o nieumiejętności przedstawiania własnych działań i o tym, że społeczeństwo — rzekomo mało uważne i nastawione wyłącznie na konsumpcję — nie dostrzega sukcesów władzy.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby na diagnozie się nie kończyło. Bo na tym właśnie się kończy.

Dużo słów, komentarzy, analiz, a w praktyce brak jakiejkolwiek realnej presji czy zorganizowanego działania, które mogłoby wymusić zmianę tej komunikacyjnej nieporadności. Jakby temat był jedynie intelektualnym ćwiczeniem, a nie kwestią, która realnie wpływa na przyszłość całego kraju.

A przecież ta przyszłość dotyczy również środowisk medialnych. To nie jest obserwacja z zewnątrz, tylko gra, w której stawką jest także ich własna pozycja i bezpieczeństwo. 

Udawanie, że wynik wyborów ich nie dotyczy, jest albo naiwnością, albo wygodnym dystansem, który łatwo utrzymać, dopóki nie przyjdą konsekwencje.

Nie chciałabym być w ich sytuacji, jeśli PiS ponownie wróci do władzy. Bo wtedy refleksje — jeśli w ogóle się pojawią — będą już spóźnione.

Dlatego to moment, który wymaga czegoś więcej niż komentarzy. Jeśli ta bierność się utrzyma, skutki nie będą abstrakcyjne. Będą bardzo konkretne.