piątek, 3 lipca 2026

Pisowscy katolicy lubują się w moralizowaniu... Rzecz o hipokryzji...



* Rzecz o hipokryzji, czyli o postawie charakteryzującej się jaskrawą rozbieżnością między głoszonymi wartościami a własnym postępowaniem. Polega na publicznym wymaganiu od innych przestrzegania zasad moralnych, których samemu się nie stosuje — wiersz satyryczny w obrazie.

A co do tego „odwiecznego kawalera” — broń Boże nic nie sugeruję. Po prostu słucham, czytam, oglądam… a skojarzenia same się nasuwają ;) Nieważne jakie — ważna jest hipokryzja „rzeczonych”, którą zamiast się oburzać, lepiej obśmiać... I to zdrowo! ;)


Mikrokosmos życia

Tuż obok nas istnieje świat, którego na co dzień nie dostrzegamy — pełen ruchu, zależności i ukrytego piękna. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, by zobaczyć, jak wiele życia mieści się w najmniejszej skali.


Przyroda jest główną bohaterką moich zdjęć. Jej piękno nieustannie mnie zachwyca — jest dla mnie niewyczerpanym źródłem zdumienia, inspiracji i radości życia.

Patrząc przez obiektyw, zatrzymuję w kadrze rośliny i drobne istoty, których misterną budowę trudno dostrzec gołym okiem.

Najbardziej lubię ten moment ciszy i napięcia, kiedy podłączam aparat do komputera i po raz pierwszy oglądam wykonane zdjęcia. To chwila odkrycia — jakby nagle odsłaniał się przede mną świat dotąd ukryty. Bywa, że dopiero na ekranie dostrzegam owady tak maleńkie, że wcześniej pozostawały niewidzialne.

Od wieków człowiek toczy z owadami cichą, bezrefleksyjną walkę. Niszczy je często bez zastanowienia — jakby ich istnienie było jedynie przeszkodą. Rzadko pojawia się pytanie: czy przynoszą więcej dobra, czy szkody? Jeszcze rzadziej — czy potrafią cierpieć.

Tymczasem badania pokazują, że te niewielkie stworzenia posiadają zadziwiająco rozwinięty układ nerwowy. W ich mikroskopijnych ciałach kryje się ogromna złożoność, która przez tysiąclecia pozwoliła im przetrwać i opanować niemal każdy zakątek Ziemi.

Ich różnorodność zdumiewa. Kształty, kolory, struktury — czasem tak niezwykłe, że przywodzą na myśl istoty z innych światów. A jednak są tu, tuż obok nas, wpisane w codzienność, której często nie zauważamy.

W ich świecie najważniejszym językiem są zapachy. Feromony — niewidzialne, ulotne sygnały — prowadzą je, ostrzegają, przyciągają. To dzięki nim orientują się w przestrzeni i odnajdują siebie nawzajem, pozostawiając ślady, które dla innych pozostają tajemnicą.

Owady odgrywają w przyrodzie rolę nie do przecenienia. Wśród nich są zarówno sprzymierzeńcy człowieka, jak i jego przeciwnicy. Ich liczebność i zdolność rozmnażania sprawiają, że wpływają na świat w sposób potężny, choć często niedostrzegalny. Jedne budują, inne niszczą — wszystkie jednak są częścią tej samej równowagi.

Wiele z nich odnajduje swoje miejsce w kwiatach. Tam pracują — choć z naszej perspektywy wygląda to jak beztroskie przebywanie wśród barw i zapachów. Zapylając rośliny, współtworzą ciągłość życia.

Mijamy je codziennie. Rzadko zatrzymujemy wzrok na dłużej. Często budzą w nas niechęć, czasem lęk. Ale czy naprawdę jest się czego bać? Odpowiedź tkwi nie tyle w nich, ile w nas samych.

Bo świat roślin i owadów od dawna trwa w cichej współpracy — w symbiozie, która jest jednym z najpiękniejszych przejawów harmonii natury.



czwartek, 2 lipca 2026

Czy naprawdę jesteśmy sami? Dzień UFO to dobry moment, by zadać to pytanie

Od Roswell po współczesne relacje — temat UFO od lat budzi emocje, ciekawość i niedowierzanie. Może jednak jest w nim coś więcej, niż chcemy przyznać?


Dzisiaj — 2 lipca — obchodzimy Międzynarodowy Dzień UFO. To jedno z tych nietypowych świąt, które brzmią jak science fiction… ale wcale nim nie są.

Zostało ono zainicjowane w 2001 roku przez tureckiego badacza Hakana Akdoga, aby upamiętnić rocznicę słynnej i do dziś niewyjaśnionej katastrofy w Roswell, do której miało dojść na początku lipca 1947 roku w Nowym Meksyku.

To jednak nie tylko ciekawostka z kalendarza. To także świetny pretekst, żeby na chwilę zatrzymać się i pomyśleć o tajemnicach wszechświata. Bo może naprawdę nadszedł już czas, by poszerzyć swój światopogląd — a nawet „wszechświatopogląd”.

Zamykanie oczu i zatykanie uszu na dłuższą metę niewiele daje. Prędzej czy później może się okazać, że nie wszystko, czego uczono nas w szkole i co wpajały nam religie, było pełne i jednoznaczne.

Może więc lepiej spróbować dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co dzieje się w kosmosie — i, być może, ma wpływ na życie na Ziemi — zanim zostaniemy zaskoczeni nagłym „ujawnieniem”.

Bo przecież istnieje teoria, że istoty pozaziemskie odwiedzają naszą planetę od wieków, tylko z różnych powodów pozostają w ukryciu.

Trudno się temu dziwić — ich nagłe pojawienie się mogłoby przecież wywrócić do góry nogami cały porządek, jaki znamy.

Według niektórych relacji kontakt jednak już się zdarza — choć w bardzo subtelnej i tajemniczej formie. Mówi się nawet o zagadkowych znakach pojawiających się na ciele, które znikają samoistnie po kilkunastu dniach.

Co ciekawe, badacze UFO twierdzą, że w ostatnich latach takich przypadków jest coraz więcej. Przypadek? A może znak czasów? Zwłaszcza że nasza planeta mierzy się dziś z poważnymi zagrożeniami — od zmian klimatycznych po widmo konfliktów nuklearnych.

Może więc to dobry moment, by zamiast odrzucać niewygodne pytania, po prostu… zacząć je zadawać.



Czy da się jeszcze odróżnić prawdę od fałszu?

Przyszło nam żyć w epoce, którą jeszcze niedawno nazwalibyśmy przyszłością. Ostatnie sto pięćdziesiąt lat przyniosło nie tyle postęp, ile przyspieszenie — gwałtowne i nieodwracalne.

Kolejne odkrycia, od pierwszych fal radiowych po niemal niewyobrażalne możliwości sztucznej inteligencji, nie tylko poszerzyły granice ludzkiego działania, lecz także przekształciły sam sposób, w jaki doświadczamy świata. Rzeczywistość stała się bliższa, szybsza, bardziej dostępna — a zarazem bardziej nieuchwytna.

Nigdy wcześniej wiedza nie była tak blisko. Nigdy też nie była tak rozproszona. To, co miało nas wyzwolić, zaczęło nas przytłaczać.

Nadmiar informacji nie daje już poczucia pewności — przeciwnie, rodzi dezorientację. Wśród głosów, które nieustannie domagają się uwagi, coraz trudniej odróżnić to, co istotne, od tego, co jedynie głośne.

Współczesny człowiek nie stoi wobec ciszy niewiedzy, lecz wobec kakofonii odpowiedzi. Każda z nich rości sobie prawo do prawdy, każda pragnie zostać uznana.

W tym natłoku prawda przestaje być czymś oczywistym — przestaje być czymś danym. Staje się wyborem. A czasem nawet ryzykiem.

Być wiernym prawdzie w takich warunkach to nie tylko ją przyjąć, ale przede wszystkim umieć ją rozpoznać. To zadanie wymagające: wymaga namysłu, odwagi i pewnej zgody na niepewność. Bo prawda, zanim się odsłoni, często każe czekać — a niekiedy milczy.

Podobnie rzecz ma się z wiarą w siebie. Nie jest ona dziś prostym przekonaniem o własnej wartości, lecz raczej cichą formą wewnętrznej równowagi.

Gdy zewnętrzne punkty odniesienia tracą swoją wyrazistość, człowiek pozostaje sam ze swoim osądem. Kruchym, niepełnym, a jednak jedynym, na którym może się oprzeć.

Żyjemy więc w świecie, w którym informacja stała się walutą, a uwaga — jednym z najcenniejszych zasobów. I może właśnie dlatego coraz częściej powraca pytanie nie o to, ile wiemy, lecz o to, czy potrafimy odróżnić wiedzę od złudzenia. Czy umiemy zaufać nie tylko temu, co widzimy i słyszymy, ale także temu, co rozumiemy — nawet jeśli to rozumienie rodzi się powoli i w niepewności.

Bo być może prawdziwa siła ducha nie polega dziś na pewności, lecz na umiejętności trwania w pytaniu. 



Lato – dojrzewająca pora roku...

 



Letnia opowieść natury w rytmie kwiatów i owadów. Choć słychać tylko jej szept, zachwyca niezmiennie każdego roku — tekst w obrazie.


środa, 1 lipca 2026

Dlaczego wciąż widzę te same liczby? Moja niezwykła historia 1 i 7

Numerologia mówi, że liczby mają znaczenie. Że każda z nich niesie określoną energię i w subtelny sposób wpływa na nasze życie, charakter, a nawet wybory, których dokonujemy.

Podobno w dacie urodzenia zapisany jest pewien kod — coś, co może nam pomóc lepiej zrozumieć samych siebie i odnaleźć w życiu harmonię.

Przyznam szczerze — nigdy specjalnie się tym nie interesowałam. Ale wygląda na to, że numerologia… zainteresowała się mną. Brzmi dziwnie? Być może. Ale kiedy spojrzę na pewne wydarzenia w moim życiu, trudno mi przejść obok nich obojętnie.

Zaczęło się zupełnie niewinnie. Ktoś kiedyś opowiadał, że „prześladują” go konkretne liczby. Ja, pół żartem, pół serio, odpowiedziałam, że też mam swoje — chociaż mnie nie prześladują, tylko po prostu… towarzyszą. I są dla mnie ważne.

To liczby 1 i 7.



Urodziłam się 1 lipca. Później, już jako dorosła kobieta, urodziłam córkę — 17 stycznia (i to jeszcze miesiąc wcześniej, niż planowano).

Dwa i pół roku później przyszedł na świat mój syn… dokładnie w dniu moich urodzin i imienin — 1 lipca.

Myślisz, że to przypadek? To posłuchaj dalej.

Moja córka urodziła swoją córkę 7 lipca, a cztery lata później syna — 1 stycznia.

Z biegiem lat zaczęłam zauważać te liczby wszędzie. W szkole każde z nas miało numer 7 w dzienniku, mimo różnych nazwisk. Dziś nasze „rodzinne” cyfry pojawiają się nawet w numerach rejestracyjnych samochodów czy motocykli.


(Dzieło córki z 17 stycznia 1994 roku)

A najbardziej intrygujące jest coś jeszcze…

Od zawsze mam wrażenie, że coś każe mi spojrzeć na zegar dokładnie w tych momentach, kiedy pojawiają się „moje” liczby: 1:17, 7:11, 11:07, 17:11…

Przypadek? Intuicja? A może jednak coś więcej?

Nie próbuję tego na siłę tłumaczyć. Ale jedno wiem na pewno — te liczby są częścią mojej historii.

Nawet to, że dziś jest 1 lipca, a ja właśnie napisałam ten tekst… chyba też nie jest przypadkiem.


W stronę szczęścia...

 


Każdy z nas sam musi odnależć własną ścieżkę ku szczęściu... i jeśli bardzo będzie tego pragnął — odnajdzie ją z pewnością — tekst w obrazie.