Miała być jeszcze pełnia lata, a w jurajskich lasach coraz bardziej czuć jesień. Żółknące drzewa to jednak nie tylko kwestia estetyki. To widok, który powinien nas niepokoić. Tymczasem część polityków nadal przekonuje, że kryzys klimatyczny to wymysł. Jak długo jeszcze będziemy udawać, że nic się nie dzieje?
Choć to dopiero połowa sierpnia, lasy wyglądają już tak, jak zawsze wyglądały w połowie października. Tak bardzo pożółkły drzewa.
Dereń z powodu długotrwałej suszy zmarniał zupełnie. Zielone owoce spadają z drzewa — już nie zdążą dojrzeć, już nie zdążą zachwycić czerwienią.
Smutny to widok, wręcz przerażający, bo o niczym dobrym nie świadczy. Nasza planeta na różne sposoby pokazuje nam, że ludzkość przekroczyła już wszelkie granice niedbania o nią. Że w przyszłości będzie coraz gorzej, jeśli nie pójdziemy po rozum do głowy i nie ograniczymy przynajmniej tak beztroskiej eksploatacji i dewastowania naszej planety.
Denerwuje mnie, gdy słyszę meteorologów, którzy wciąż powtarzają, że musimy się przyzwyczaić do zmian klimatu, do potwornych burz, trąb powietrznych, tajfunów, powodzi czy susz, zamiast alarmować, najgłośniej jak się tylko da, że sami doprowadzamy Ziemię do zagłady. Powinni grzmieć zwłaszcza do polityków, bo to w głównej mierze oni są odpowiedzialni za taki stan rzeczy.
Kiedyś słuchałam wypowiedzi Trumpa, który wielokrotnie określał zmiany klimatyczne i globalne ocieplenie m.in. mianem „największego szwindla” czy „oszustwa”. Twierdził, że alarmistyczne prognozy dotyczące kryzysu klimatycznego są nieprawdziwe, a koncepcja śladu węglowego i walki z ociepleniem to mistyfikacja o podłożu politycznym i finansowym.
Mało tego, wzywał państwa do rezygnacji z polityki klimatycznej na rzecz tradycyjnych surowców energetycznych, takich jak ropa naftowa czy gaz ziemny.
No ręce opadają. Jak prezydent kraju, który jest największą potęgą światową pod względem gospodarczym, militarnym i technologicznym, może takie brednie pleść?
Pozostaje nadzieja, że jego szkodliwa prezydentura w końcu zostanie przynajmniej ograniczona. W taki czy inny sposób. A co za tym idzie – także prezydentury kilku innych krajów... w tym Polski.












