wtorek, 11 sierpnia 2026

Feniks, który nie zdążył wzlecieć

Jeszcze niedawno wydawało się, że wszystko wraca na właściwe tory. Nadzieja była realna, zmiana — namacalna. Minęły niespełna dwa lata i znów pojawia się to samo pytanie: czy naprawdę czegoś się nauczyliśmy? Gdyż coraz wyraźniej widać stary scenariusz — z tymi samymi błędami i ryzykiem tego samego finału.


13 grudnia 2023 roku miał być początkiem nowej Polski. Cieszyłam się, witałam ją z nadzieją — jak Feniksa, który wreszcie podniósł się z popiołów i wraca do świata normalności.

Jeszcze przez niemal dwa miesiące trzymano ją w pisowskim „inkubatorze”, pod kontrolą starego układu, ale w końcu wyszła — uśmiechnięta, pełna energii, gotowa na demokrację i szacunek wobec własnych obywateli.

I to była zasługa ludzi. Polaków dobrej woli, którzy powiedzieli „dość” i doprowadzili do tej zmiany.

A potem przyszło zderzenie z rzeczywistością.

Minęły niespełna dwa lata — i co? PiS, z Kaczyńskim na czele, dalej idzie jak taran, nie oglądając się na nic. Krok po kroku odzyskuje wpływy, aż w końcu obsadza Pałac Namiestnikowski swoim człowiekiem.

Rok jego prezydentury wystarczył, by zobaczyć, dokąd to prowadzi — i trudno już mówić o „kontrowersjach”. To polityka zwyczajnie szkodliwa dla państwa.

A z drugiej strony? KO wciąż nie potrafi przebić się do ludzi ze swoim przekazem, mimo realnych osiągnięć. Jakby ktoś mówił półgłosem, podczas gdy przeciwnik krzyczy przez megafon.

Efekt? Coraz bardziej realny scenariusz: wybory w 2027 roku wygrywa skrajna prawica.

I co wtedy?

Nic nowego. Powtórka z rozrywki.

Polacy dobrej woli znów zostaną z ręką w nocniku.



Samotność impertynenta…

 



Taki człowiek jest swoim własnym wrogiem — życie niszczy językiem, a kończy w samotności i goryczy — tekst w obrazie.


niedziela, 9 sierpnia 2026

Tam, gdzie wanilia kwitnie

Uwielbiam zanurzać się w świat dziecięcych zabaw — patrzeć, słuchać, być blisko. To przestrzeń, w której wszystko jest możliwe: rodzą się postacie, splatają historie, a wyobraźnia nie zna żadnych granic.

Mój najmłodszy wnuczek był w tym świecie prawdziwym mistrzem. Potrafił godzinami bawić się sam, a przecież nigdy nie był sam. Tworzył wokół siebie bohaterów, z którymi rozmawiał, śmiał się, śpiewał, a czasem nawet płakał, gdy jego opowieść stawała się smutna.

Najczęściej był nurkiem — odważnym i dobrym. W ręku trzymał harpun, który w rzeczywistości był tylko patyczkiem do kwiatów, lecz w jego wyobraźni miał moc ratowania.

Wyruszał więc na pomoc syrence, ściganej przez złego rekina. I mówił za wszystkich: jako nurek rozkazywał i tłumaczył, jako rekin groził, jako syrenka błagał o ratunek. Niekiedy dołączały też małe rybki, nawołujące w popłochu:

— „Uciekaj, syrenko! Dobry nurku, ratuj ją!”

A potem następował finał — zawsze ten sam, a jednak za każdym razem wyjątkowy. Nurek zwyciężał, lecz nie krzywdził. Wystarczało lekkie stuknięcie harpunem i stanowcze polecenie:

— „Idź tam, gdzie wanilia kwitnie”.

Uśmiechałam się wtedy, bo to przecież moje słowa. Jakimś cudem odnalazły drogę do jego bajkowego świata.

Najpiękniejsze było to, że w tych jego zabawach dobro zawsze wygrywało.

Dzieci mają niezwykły dar — potrafią tworzyć światy, które są nie tylko barwne, ale i dobre.

Wszystkie moje wnuczki lubiły bawić się w wymyślone przez siebie bajki. Moja szafa też to dokładnie pamięta.

Dziś są już dorosłe. A jednak wierzę, że gdzieś w nich nadal istnieje tamto miejsce — ciche, jasne, pełne wyobraźni... Tam, gdzie wanilia kwitnie.



Żyj, człowieku, zanim zakopią cię w grobie...

 



Dbaj o swoje „dziś” — póki możesz, nim przyjdzie ostatnia godzina i ziemia przyjmie cię w sobie — wiersz w obrazie.


sobota, 8 sierpnia 2026

Prawo do zwątpienia...

 



Toną w złocie i bogactwie i wszystko im uchodzi. Są ponad prawem. I to wszystko w imię Boga... Hipokryzja w czystej postaci.



Gdy wiara bywa narzędziem w cudzych rękach i w świątyniach złoto tłumi wyrzuty sumienia, wtedy prawda ustępuje, a kłamstwo rośnie w siłę... i narasta bunt przeciw milczeniu —wiersz w obrazie.