środa, 8 lipca 2026

Idzie burza?... To nic!...

 


Błysk. Grzmot. Oddech nieba. Burza oczyszcza powietrze i myśli — tekst w obrazie.


Cena źle rozumianej wolności

Wolność słowa nie jest tarczą dla chamstwa. Nie jest też alibi dla wulgarności ani przyzwoleniem na bezkarne opluwanie wszystkiego i wszystkich. A jednak właśnie tak coraz częściej bywa dziś rozumiana w Polsce.

Chamstwo przestało razić — stało się tłem. Wsiąkło w język debaty, w komentarze, w codzienne rozmowy. Już nie oburza. Dla wielu jest normą. Paradoks? Stało się to w samym sercu demokracji, która miała podnosić standardy życia publicznego.

Wulgarność, szczególnie wśród młodych, nie jest już incydentem — jest stylem. Agresja słowna, pogarda, ostentacyjny brak szacunku stały się językiem codzienności. Granice? Zatarte. A może po prostu porzucone.

Odpowiedzialność? Spoczywa na dorosłych. To oni wychowali pokolenie, które nie uznaje zasad — bo sami wcześniej przestali je traktować poważnie. Trudno wymagać szacunku od młodych, gdy starsi od dawna go nie okazują.

Demokracja miała być przestrzenią wolności połączonej z odpowiedzialnością. Dla wielu stała się jednak wygodnym pretekstem: do narzekania, do podważania wszystkiego, do pogardy wobec tego, co wymaga wysiłku, kompetencji czy zwykłej przyzwoitości.

Autorytety? Słowo wyśmiane, podejrzane, niemodne. Zniszczone nie tylko przez źle rozumianą wolność, lecz także przez małość, oportunizm i brak charakteru.

Najbardziej niepokoi jednak coś innego — obojętność. Zanikają wartości. Zanika odpowiedzialność. Zanika wstyd.

A w tym kakofonicznym zgiełku najgłośniej słychać właśnie tych, którzy mają najmniej do powiedzenia.

Straszne? Nie — raczej smutne i niebezpieczne.



poniedziałek, 6 lipca 2026

Życzliwy w trybie agresywnym...

 


Życzliwy w trybie agresywnym” — to ktoś, kto zamiast powiedzieć wprost, że coś mu nie pasuje, owija to w niby-miłe słowa, żarty albo udawaną troskę. Na pierwszy rzut oka brzmi uprzejmie, ale tak naprawdę wbija szpilę albo próbuje kimś manipulować. Często używa sarkazmu i ironii, rzuca „komplementami”, które bardziej są przytykiem niż pochwałą — wiersz satyryczny w obrazie.


Letni taniec chmur

Wszechobecna zieleń, miękki błękit nieba, białe obłoki leniwie sunące nad głową i ten trudny do uchwycenia, a przecież tak znajomy zapach lata… Wszystko to koi i buduje, napełnia serce cichą radością. Aż chce się żyć. Ech, lato — kapryśne i zmienne — trwaj, proszę, jak najdłużej.

Dziś wiatr, niczym niestrudzony malarz, przesuwa po niebie kolejne obrazy. Najpierw lekkie, puszyste cumulusy, które w jednej chwili rozprasza, by zaraz przywołać subtelne altocumulusy.

W tym cichym, nieustannym tańcu chmur niebo zdaje się opowiadać własną, tajemniczą historię. Kształty zmieniają się jak w marzeniu — jest co podziwiać… i na czym bujać wyobraźnię.

Lecz oto i one ustępują miejsca potężnym cumulonimbusom — chmurom o ciężkim oddechu burzy. W ich cieniu czai się zapowiedź gwałtowności: ulewy, grzmoty, czasem grad. I choć w tej grozie kryje się majestat natury, serce szepcze cicho: lato, bądź dla nas łaskawe. Trwaj pięknie — lecz nade wszystko bezpiecznie.



niedziela, 5 lipca 2026

Cisza ponad krzykiem

Ile dziecięcych krzyków potrzeba, by cisza nieba przestała być wymówką? To pytanie człowieka, który przestaje rozumieć milczenie Boga.


Boże, jeśli jesteś —
gdzieś ponad chmurami,
ponad krzykiem świata —
i patrzysz na nas z wysokości milczenia,
powiedz: dlaczego?
Dlaczego dzieci płaczą,
zanim nauczą się śmiać?
Dlaczego ich dłonie, tak małe,
muszą zasłaniać twarze przed ciosem?
Czy ich nie kochasz?
Czy ich głos do Ciebie nie dociera?
A może milczysz —
bo łatwiej milczeć niż odpowiedzieć?
Bo przecież widzisz —
widzisz, jak gasną w ciemnych domach,
jak ich ufność rozrywana jest na strzępy,
jak modlitwy, szeptane nocą,
opadają bez echa.
Widzisz, jak uciekają —
przed ogniem, przed strachem, przed ludźmi,
którzy zapomnieli, czym jest serce.
Jak tracą wszystko,
zanim zdążą cokolwiek mieć.
Widzisz, jak świat odbiera im dzieciństwo,
dzień po dniu, oddech po oddechu.
Jak zostają same —
wśród ruin, wśród ciszy, wśród dymu.
A jednak pozwalasz,
by ci, którzy krzywdzą, wciąż oddychali —
gdy one już nie mogą.
Więc pytam Cię, Boże —
nie jako buntownik,
nie jako sędzia —
lecz jako człowiek, który nie rozumie:
dlaczego?



Bo jeśli Bóg milczy, kto odpowie za ich ból?... To jest najdelikatniejsze zdjęcie z wojny, jakie w internecie udało mi się znaleźć.