Słońce od zawsze było dla człowieka czymś więcej niż zjawiskiem astronomicznym. W kulturach pierwotnych czczone jak bóstwo, w poezji opiewane jako źródło nadziei, w codzienności — tak oczywiste, że niemal przezroczyste. A przecież to ono wyznacza rytm naszego istnienia. Bez jego światła nie byłoby wzrostu, ciepła ani życia. Bez niego świat trwałby w bezruchu. My również.
Słońce jest symbolem — jasności myśli, odwagi serca, wyboru dobra. Kierować się ku słońcu to znaczy wybierać to, co buduje, a nie to, co niszczy. To świadomie szukać przestrzeni, w których możemy wzrastać. Bo nic pięknego nie dojrzewa w ciemności — ani roślina, ani relacja, ani człowiek.
A jednak ciemność jest częścią naszego doświadczenia. Ołowiane chmury, chwile zwątpienia, dni, w których trudno dostrzec sens. Wtedy łatwo zapomnieć, że słońce nie znika — ono tylko bywa przesłonięte. Ta świadomość ma w sobie coś kojącego. Uczy cierpliwości. Przypomina, że światło jest stałe, nawet jeśli nie zawsze widzialne.
Dziś, w drugim dniu meteorologicznej wiosny, stanęłam na szczycie tutejszej góry i zobaczyłam je w kształcie serca.
Przez moment pomyślałam, że natura nie daje znaków przypadkowo. Może to tylko gra światła i wyobraźni. A może subtelne przypomnienie, że wybór światła jest zawsze wyborem życia.
Trwać w słońcu to nie znaczy unikać cienia. To znaczy pamiętać, dokąd się zwrócić, gdy cień staje się zbyt długi.
***
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.
Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💓Halszka