Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chcesz — wierz. Nie chcesz — twoja sprawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chcesz — wierz. Nie chcesz — twoja sprawa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lipca 2026

Czy naprawdę jesteśmy sami? Dzień UFO to dobry moment, by zadać to pytanie

Od Roswell po współczesne relacje — temat UFO od lat budzi emocje, ciekawość i niedowierzanie. Może jednak jest w nim coś więcej, niż chcemy przyznać?


Dzisiaj — 2 lipca — obchodzimy Międzynarodowy Dzień UFO. To jedno z tych nietypowych świąt, które brzmią jak science fiction… ale wcale nim nie są.

Zostało ono zainicjowane w 2001 roku przez tureckiego badacza Hakana Akdoga, aby upamiętnić rocznicę słynnej i do dziś niewyjaśnionej katastrofy w Roswell, do której miało dojść na początku lipca 1947 roku w Nowym Meksyku.

To jednak nie tylko ciekawostka z kalendarza. To także świetny pretekst, żeby na chwilę zatrzymać się i pomyśleć o tajemnicach wszechświata. Bo może naprawdę nadszedł już czas, by poszerzyć swój światopogląd — a nawet „wszechświatopogląd”.

Zamykanie oczu i zatykanie uszu na dłuższą metę niewiele daje. Prędzej czy później może się okazać, że nie wszystko, czego uczono nas w szkole i co wpajały nam religie, było pełne i jednoznaczne.

Może więc lepiej spróbować dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co dzieje się w kosmosie — i, być może, ma wpływ na życie na Ziemi — zanim zostaniemy zaskoczeni nagłym „ujawnieniem”.

Bo przecież istnieje teoria, że istoty pozaziemskie odwiedzają naszą planetę od wieków, tylko z różnych powodów pozostają w ukryciu.

Trudno się temu dziwić — ich nagłe pojawienie się mogłoby przecież wywrócić do góry nogami cały porządek, jaki znamy.

Według niektórych relacji kontakt jednak już się zdarza — choć w bardzo subtelnej i tajemniczej formie. Mówi się nawet o zagadkowych znakach pojawiających się na ciele, które znikają samoistnie po kilkunastu dniach.

Co ciekawe, badacze UFO twierdzą, że w ostatnich latach takich przypadków jest coraz więcej. Przypadek? A może znak czasów? Zwłaszcza że nasza planeta mierzy się dziś z poważnymi zagrożeniami — od zmian klimatycznych po widmo konfliktów nuklearnych.

Może więc to dobry moment, by zamiast odrzucać niewygodne pytania, po prostu… zacząć je zadawać.



czwartek, 21 maja 2026

Międzynarodowy Dzień Kosmosu – Czy prawda o Wszechświecie jest przed nami ukrywana?

Dzisiaj — 21 maja, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kosmosu – dzień, który w teorii ma popularyzować wiedzę o Wszechświecie, ale w praktyce coraz częściej prowokuje znacznie trudniejsze pytania. Pytania, które wykraczają poza podręcznikową astronomię.

Bo im więcej wiemy o Kosmosie, tym bardziej uderza nas jedno: jak niewiele naprawdę rozumiemy.

Oficjalna nauka krok po kroku odkrywa kolejne fragmenty kosmicznej układanki – egzoplanety, czarne dziury, fale grawitacyjne. Ale równocześnie istnieje cały równoległy świat relacji, obserwacji i teorii, które nie mieszczą się w akademickich modelach.

Od dekad na całym świecie pojawiają się doniesienia o niewyjaśnionych zjawiskach na niebie. Jedni nazywają je błędami percepcji lub tajemnicami natury, inni mówią wprost: to ślady obecności czegoś więcej, niż chcielibyśmy przyznać.

Czy to tylko zbiór przypadkowych historii? A może fragment większej rzeczywistości, której nauka jeszcze nie potrafi – lub nie chce – opisać?

Najbardziej kontrowersyjne pytanie pozostaje bez odpowiedzi:

— Czy naprawdę jesteśmy sami, czy tylko tak nam się wydaje?

Jedno jest pewne – im głębiej patrzymy w Kosmos, tym bardziej kruszy się pewność tego, co „wiemy”.



wtorek, 19 maja 2026

O kosmosie pół żartem, pół serio — z naciskiem na serio

 


Kosmiczne wsparcie. Kosmos wie, komu sprzyjać. Ma swoje ulubione osoby. Na dobrych ludzi działa lepiej. Sprawdź, czy masz zasięg kosmiczny. Ustaw antenę na dobro i na odbiór wszechświata. Nie każdy ma połączenie z kosmosem, ale to nie problem z zasięgiem, lecz z charakterem. Tekst w obrazie.


wtorek, 17 lutego 2026

Pęknięcie w obrazie świata

Są pytania, które wracają do nas uporczywie, nawet jeśli próbujemy je zagłuszyć. Jedno z nich brzmi: czy naprawdę chcemy wiedzieć więcej, niż pozwala nam codzienna wygoda myślenia?

Być może nadchodzi czas, by poszerzyć swój światopogląd — a może nawet „wszechświatopogląd”. Przywykliśmy do określonych wersji rzeczywistości: tych szkolnych, religijnych, naukowych, kulturowych. Tworzą one konstrukcję, w której czujemy się bezpiecznie. Ale każda konstrukcja, jeśli jest zamknięta, staje się również ograniczeniem. Zamykanie oczu i zatykanie uszu daje chwilowy komfort. Na dłuższą metę jednak nie zmienia tego, co istnieje poza naszym przyzwoleniem.

Co, jeśli obraz świata, który przyjęliśmy, jest jedynie fragmentem większej całości? Co, jeśli to, co dzieje się w Kosmosie, ma bezpośredni wpływ na to, co rozgrywa się na Ziemi? Być może rozsądniej jest próbować zrozumieć wcześniej, niż zostać nagle skonfrontowanym z czymś, co przekroczy nasze dotychczasowe wyobrażenia.



Myśl o Przybyszach z innych światów budzi śmiech albo lęk. Czasem fascynację. Czasem drwinę. A jednak od wieków powraca w mitach, wizjach i szeptanych świadectwach — jak echo, które nie chce wygasnąć.

I nagle to echo przenika do przestrzeni oficjalnej. Do sal przesłuchań. Do mikrofonów. Do nagrań.

Emerytowany major Sił Powietrznych USA i były oficer wywiadu, David Grusch, składa pod przysięgą zeznania o programach badających niezidentyfikowane obiekty i o technologiach, które — jeśli wierzyć jego słowom — nie należą do naszego świata.

Były prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama, w rozmowie publicznej przyznaje, że istnieją zjawiska powietrzne, których natura pozostaje niewyjaśniona nawet na najwyższych szczeblach wiedzy państwowej. Oświadczył też, że na podstawie swojej „prezydenckiej” wiedzy kosmici istnieją.

Czy są to sygnały przełomu? Czy jedynie dowód na to, że ludzka wiedza — nawet ta najbardziej uprzywilejowana — ma swoje granice?

Żyjemy w czasach napięcia. Kryzys klimatyczny, widmo konfliktów nuklearnych, decyzje podejmowane przez nielicznych, które mogą zaważyć na losie milionów. W takim kontekście pytanie o obecność „innych” nabiera dodatkowego wymiaru.

Czy byliby obserwatorami? Strażnikami? A może jedynie świadkami naszej drogi — tak jak my bywamy świadkami procesów, których nie zamierzamy zatrzymywać?

Ostatecznie jednak pytanie nie dotyczy wyłącznie kosmitów. Dotyczy naszej postawy wobec nieznanego.

Czy wolimy stabilność znanego świata, nawet jeśli jest niepełny, czy ryzyko poszerzenia świadomości? Wiedza nie zawsze przynosi spokój. Czasem odbiera złudzenia. Czasem zmusza do redefinicji siebie.

A jednak to właśnie zdolność przekraczania własnych ograniczeń poznawczych stanowi o rozwoju człowieka.

Lepiej więc wiedzieć czy nie wiedzieć? Być może odpowiedź nie brzmi ani „tak”, ani „nie”. Być może brzmi: „być gotowym”.

***

Dla tych, którzy chcą samodzielnie zagłębić się w temat, istnieją przestrzenie i osoby od lat go eksplorujące. W Polsce od ponad trzech dekad zajmuje się nim Robert Bernatowicz, twórca kanału „Rozmowy na Krawędzi Wszechświata”. Na świecie jednym z najbardziej znanych badaczy zjawiska UFO pozostaje Jacques Vallée — informatyk, astronom i astrofizyk, którego wywiady i publikacje są szeroko dostępne.

Reszta — jak zawsze — pozostaje w gestii ciekawości.


Z cyklu: "Chcesz — wierz. Nie chcesz — twoja sprawa"


piątek, 7 lutego 2025

Kto pomoże Planecie Bólu i Łez*?

(końcowy fragment opowiadania)

   — Ciemno się robi. Nie mamy już szans ich znaleźć... O! O!... Hurra! A jednak się udało! I to chyba w ostatnim momencie. Widzisz?! Tam za drzewem, przy polanie! — Mex radośnie wołał do mnie piskliwym z wrażenia głosem. — Są, są, stoją i patrzą na nas!

Spełniło się nasze marzenie. Zobaczyliśmy Przybyszy z Kosmosu. Natychmiast podbiegliśmy bliżej. Widać było, że szykowali się już do odlotu, ale jednak zdążyliśmy, widzimy ich.

Stali odziani w piękne kombinezony połyskujące złotem i srebrem. Było ich czterech. Rośli nam w oczach. Patrzyli na nas i uśmiechali się tajemniczo. Po chwili wszyscy naraz podnieśli obie ręce do góry i puścili do nas oczko. Jeden po drugim.

Aż tu nagle, nieziemski błysk oświetlił całą polanę, nas i ich. Wszystko dookoła stało się złoto-niebieskie. Z każdą kolejną sekundą barwy te tężały i stawały się coraz intensywniejsze.

Och, cóż za radość przeszyła nasze serca. Przybysze z Kosmosu zaśmiali się rubasznie, prawie tak samo jak zwykły człowiek, po czym podeszli do swojego statku kosmicznego i jak na zawołanie wskoczyli razem na małą platformę, na coś w rodzaju balkonika. Jeden z nich nacisnął jakiś przycisk i uruchomił ją. Platforma drgnęła i wnet z cichym szelestem wszyscy razem unosili się ku górze, gdzie znajdował się właz.

W tym samym czasie przy dźwiękach cichutkich dzwoneczków okrągły właz zaczął się otwierać. Platforma zatrzymała się równo z jego otworem i wtedy Przybysze z Kosmosu zawołali jednocześnie z lekka metalicznym głosem:

— Do zobaczenia, kochani Ziemianie! — i machając na pożegnanie obiema rękami naraz, weszli po kolei do środka swojego pięknie połyskującego statku kosmicznego.

Właz, przy wzmagających się dźwiękach dzwoneczków, powoli się za nimi zamykał. Statek swoim wyglądem zaczął nagle przypominać gigantycznego pająka. Dzwoneczki umilkły. Pająk ciężko sapnął i po chwili rozległ się dźwięk tak jakby silników wchodzących na coraz to większe obroty. Był jednak jakoś dziwnie cichutki.

Pająk ociężale oderwał się od ziemi, powędrował nieco do góry, jak gdyby po nici pajęczej. Na moment zawisł w bezruchu. Nagle z jego długich łap buchnęły kłęby jasnoniebieskiego dymu. Po krótkiej chwili dym zmienił swoją barwę i kłębił się w intensywnych odcieniach ultramaryny, indygo i żółci. Wtem rozległ się dźwięk podobny do dźwięku fanfar, setek fanfar.

Pająk-gigant zadrżał, zawył dźwięcznie, zasyczał, buchnął na powrót niebieskim dymem i na małą chwilkę ucichł całkowicie. Po czym poderwał się do góry na dość dużą wysokość i jeszcze raz się zatrzymał. I tak w bezruchu trwał jeszcze przez chwilę.

Aż tu nagle, jak nie syknie! Jak nie buchnie ogromnym snopem żółtego światła. Niebieski pająk w momencie zamienił się w świetlistą kulę. A kula ta z niesamowitą szybkością wzbiła się w niebo i w ułamku sekundy zniknęła w przestworzach.

Staliśmy w złoto-niebieskiej poświacie i jeszcze długo z zachwytem wpatrywaliśmy się w to miejsce na niebie, gdzie statek kosmiczny zniknął.



Jak już doszliśmy jako tako do siebie, Mex podbiegł w miejsce startu statku Kosmitów i z głową zadartą ku niebu, zawołał:

— Do zobaczenia, przyjaciele! A nie zapominajcie o nas! Nie zapominajcie o biednych dzieciach! One czekają na waszą pozaziemską pomoc! Nasza cała Planeta czeka na pomoc. Pomóżcie nam w walce ze złem. Pomóżcie, aby dobro wreszcie zwyciężyło i zapanowało na całym świecie... Tylko w was nadzieja!


* Planeta Bólu i Łez — tak przybysze z innych planet nazywają Planetę Ziemia. Potwierdza to wielu badaczy zajmujących się UAP (Unidentified Aerial Phenomena) oraz kontaktami z istotami pozaziemskimi.


wtorek, 8 października 2024

Co UFO ma wspólnego z chrześcijaństwem?

Niedawno oglądałam w Internecie audycję Karoliny Opolskiej, w której wystąpił Pan Igor Witkowski, pisarz, dziennikarz, fizyk z wykształcenia, a który od wielu lat zajmuje się najnowszą techniką wojskową, historią oraz ufologią. W audycji tej przedstawił wyniki swoich badań sztuki sakralnej, jakie prowadził w wielu krajach. Wynika z nich i ma na to dowody, że od wczesnego średniowiecza na wielu obrazach i freskach w tle uwiecznione są obiekty latające o takim samym wyglądzie spodków, czy też dysków UFO, z jakimi mamy do czynienia i dzisiaj.

Przekonuje, że od VIII wieku we wszystkich częściach Świata Chrześcijańskiego malarze utrwalali spójne, jednolite ich kształty. I co zasługuje na szczególną uwagę, takie obiekty latające są widoczne niemalże na każdym obrazie związanym z życiem Jezusa, jak: narodziny, chrzest, ukrzyżowanie.

Najstarszy obraz, jaki miał możliwość badać, pochodzi z 776 roku, przedstawia on wojowników na polu bitwy a nad ich głowami unoszący się obiekt latający. Wiele też i innych przykładów podał w formie zdjęć z kościołów, m.in. w Gruzji, gdzie na fresku z XIII wieku ukazującym ukrzyżowanie Chrystusa widać dwa takie obiekty.

Inne obrazy sakralne z UFO w tle, z tego, co zapamiętałam, pochodzą też z Rumunii, Niemiec, Serbii. Występują też i w kilku miejscach w Polsce, chociażby na freskach w dawnym Kościele Benedyktynów w Warszawie.

Ostatnim obrazem tego typu sztuki sakralnej, był/jest obraz namalowany w XVIII wieku przez niderlandzkiego malarza, który miał wgląd w archiwa watykańskie i przedstawiał chrzest Jezusa. No i oczywiście widać na nim ogromny dysk.

Do tej pory udowodnione zostało, że od VIII wieku malarze na swoich obrazach uwieczniali obiekty latające i choć zupełnie nie wiedzieli, czym są, malowali je dokładnie z nadzieją, że to może jakieś znaki boskie. I było tak aż do XVIII wieku.

No i niestety po tylu latach sztuka sakralna tego typu przestała powstawać. Oczywiście za przyczyną Watykanu. W tym czasie technologia zaczęła się rozwijać, ludzie byli bardziej wyedukowani i to się nie spodobało Watykanowi. Wszystkie więc niewygodne dowody pochował w czeluściach swoich przepastnych archiwów i zaciągnął kurtynę milczenia. Dlaczego? Nietrudno się domyślić... Żeby ich cały religijny od wieków przekaz szlag nie trafił. Żeby ludzi strachem przed ogniem piekielnym dalej trzymać w karbach i dalej móc sobie żyć wygodnie, dostatnio, a często i rozpustnie (przykład chociażby papieży Benedykta IX z 1032 roku i Aleksander VI Rodrigo Borgia z 1492 znanych z kart historii jako dewianci, miłośnicy rozpusty, tortur i orgii).

Nie będę się rozpisywać, bo kogo temat ten zainteresuje, może sam oglądnąć audycję z Panem Witkowskim (link poniżej), chociażby z czystej ciekawości i by sobie samemu wyrobić zdanie na te sprawy. Zamieszczam jeszcze tylko niektóre zdjęcia, jakie z ekranu telewizora z tej audycji zrobiłam.



Jedno powoli staje się być pewne, nadchodzi czas na zmianę. Świat i ludzkość w takim stanie, jak obecnie, już trwać długo nie może. Zmiany przyjdą z dwóch stron. I za ludzkości przyczyną i za przyczyną Wszechświata.

Kto zdaje sobie z tego sprawę, wielkiego szoku nie przeżyje, w odróżnieniu od tych, co wolą mieć klapki na oczach założone przez religie i takich myśli do siebie w ogóle nie dopuszczać.

Moim zdaniem lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć, co nas czeka. Za kilka lat teleskopy nowej generacji z pewnością ujawnią życie na innych planetach... I co wtedy? No co? Głupie pytanie... Będzie szok.

Link do rzeczonej audycji z Panem Igorem Witkowskim:

https://youtu.be/ktnHQFV1grs?t=49


Z cyklu: "Chcesz — wierz. Nie chcesz — twoja sprawa"


piątek, 3 maja 2024

Bliskie spotkanie z Obcą Cywilizacją. Relacja Krystyny

Od najmłodszych lat interesuję się zjawiskami nadprzyrodzonymi oraz tematyką UFO. Dawniej to były tematy tabu, dzisiaj, dzięki Internetowi, stają się już na szczęście ogólnie dostępne w różnych publikacjach, reportażach, czy też filmach dokumentalnych.

W Polsce niestety ludzie się ciągle obawiają te tematy poruszać. Boją się ośmieszenia i odrzucenia środowiska, w którym żyją. Milczą latami jak zaklęci. Swoją wiedzę zachowują tylko dla siebie. Nie przyznają się nikomu do bezpośrednich kontaktów z UFO. Mają przykład między innymi pana Jana Wolskiego z Emilcina, który 10 maja w 1978 roku miał bliskie spotkanie z istotami pozaziemskimi. Było to szeroko relacjonowane w telewizji i opisywane w gazetach. Wiadomo, co go później od złych ludzi spotkało.

Do tej pory mało kto wierzy w jego historię. Większość kpi sobie z niego i obraża na różne sposoby, choć on już od ponad trzydziestu lat nie żyje.

W ostatnich latach, jako że za przyczyną Internetu coraz częściej słyszy się o licznych manifestacjach UFO na całym świecie, ludzie już coraz odważniej o nich mówią. Jednak nie na tyle, by temat ten przebił się do szerszej zbiorowości. Ciągle paraliżuje ich strach. Głównie z powodów religijnych.

Ufolodzy, którzy dogłębnie badają temat przybyszy z innych planet, twierdzą, że oni regularnie odwiedzają Ziemię, i to od setek lat. Mają też na to dowody. Jednak z wiadomych względów (pisałam o nich też > tutaj) ze swoją wiedzą nie mogą dotrzeć do świadomości ludzi.

W tym miejscu opiszę przygodę mojej znajomej z Polski, która ponad dwadzieścia lat temu doświadczyła bliskiego spotkania z trzema istotami z obcych cywilizacji. Niedawno mi o niej opowiedziała. Mam z nią kontakt od lat, gdyż odwiedza moje blogi i profil na Facebooku.

Wyznała mi, że jestem pierwszą osobą, której odważyła się o niej opowiedzieć. Zafascynowana jej historią spytałam, czy mogę o niej napisać. Zgodziła się, ale od razu zaznaczyła, żebym nie podawała jej danych. Okey, zrozumiałam. Zmieniłam jej nawet imię na wszelki wypadek. Nazwałam ją Krystyną.

Otóż rzecz miała miejsce w listopadowy wieczór pod koniec XX wieku. Krystyna przyjechała z pobliskiego miasta, gdzie mieszkała, do swoich rodziców na wieś, aby następnego dnia pomóc im w gospodarstwie. Przyjechała autobusem. Kiedy z niego wysiadła i niemalże w zupełnych ciemnościach (drogę oświetlała sobie latarką) zbliżała się do rodzinnego domu stojącego na końcu wsi, zobaczyła nagle, że w ogrodzie na tyłach domu coś się świeci niebieskim światłem, ale jakoś tak dziwnie pulsująco. Pomyślała, że to pewnie ojciec coś tam wyczynia. Zdziwiło ją tylko, że w domu żadna lampa się nie świeciła. Wyglądało to tak, jakby w nim nikogo nie było.

Wprawdzie miała swoje klucze, ale ciekawość kazała jej najpierw zaglądnąć do ogrodu, bo te dziwne światełka nie dawały jej spokoju.

Kiedy przeszła przez furtkę, oniemiała z wrażenia. Latarka zgasła jej nagle w ręce, a to, co w ciemnościach zobaczyła, przeszyło ją potwornym strachem. Chciała uciec z tego miejsca, jednak coś ją trzymało i nie pozwalało się ruszyć. Nagle usłyszała w głowie głos:

— Nie bój się, nic ci nie grozi.

Była bardzo zaskoczona, ale zaraz też poczuła w sobie jakieś dziwne, nieznane jej do tej pory emocje, wszechogarniający spokój i przeogromną radość.

Wtedy dopiero zauważyła wiszący między dwoma jabłonkami jakiś pojazd o kształcie spodka z pulsującymi od spodu niebieskimi światełkami. Nagle z ciemności wyłoniły się trzy oświetlone postacie w czarnych obcisłych kombinezonach i w równie obcisłych tak jakby kominiarkach na głowie. Były bardzo wysokie. Jedna z nich się zbliżyła i Krystyna znów usłyszała w głowie głos:

— Miło cię poznać. Zatrzymaliśmy się na chwilę w twoim ogrodzie, ale już odlatujemy. Do zobaczenia, może kiedyś się jeszcze spotkamy.

Krystyna chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła, gdyż postacie nagle zniknęły w ciemnościach. Po chwili zauważyła, że pulsujące do tej pory niebieskie światełka między jabłoniami zmieniły nagle kolor na żółty i spodek z cichym poszumem zaczął się wznosić coraz wyżej i wyżej... I nagle, w jednej sekundzie znikł.


Obrazek z Internetu.


Nastała zupełna ciemność. Krystyna natychmiast zapaliła latarkę, ale już nic i nikogo nie było widać.

— Rany! Co to było?! — krzyknęła sama do siebie, odzyskując powoli trzeźwość umysłu.

Lęku nie czuła. Strach już nie powrócił. Czuła jedynie coś w rodzaju ogromnego zauroczenia przenikającego jej ciało. Postała w miejscu jeszcze przez chwilę i w końcu wyszła z ogrodu. Przeszła wzdłuż domu i usiadła na ławce obok ganku. Chciała jeszcze choć przez chwilę porozmyślać o tym, co ją spotkało.

Nie pamięta, jak długo tam siedziała. Ocknęła się dopiero wtedy, kiedy usłyszała głosy swoich rodziców zbliżających się do domu. Rodzice na jej widok się zdumieli:

— Krysiu, a co ty tu robisz! — zawołała mama, przyśpieszając kroku. — Przecież miałaś przyjechać ostatnim autobusem... A my byliśmy z wizytą u cioci Marysi.

Krystyna ucieszyła się widokiem rodziców, ale nie zdradziła im, co przed chwilą przeżyła. Nie była pewna, czy im to kiedykolwiek powie. Nie chciała ich straszyć. Wiedziała, że temat UFO może być dla nich nie do przyjęcia.

Miło i rodzinnie spędzili ostatnie wieczorne godziny, przygotowując wspólnie kolację i posilając się przy ogromnym kuchennym stole. Już mieli iść spać, kiedy mama nagle ją zagadnęła:

— Córeczko, coś złego ci się przytrafiło? Tylko nie oszukuj. Obserwuję cię cały czas i widzę dokładnie, że coś cię trapi.

— A nie mamusiu, wszystko u mnie dobrze! — Krystyna się zaśmiała i popatrzyła na ojca.

Kiedy zobaczyła jego zaniepokojoną minę, była już pewna, że musi im wszystko dokładnie opowiedzieć. Nie miała w zwyczaju ich okłamywać.

Po jej wysłuchaniu rodzice na początku sceptycznie podeszli do jej opowieści, ale że znali swoją córkę, powoli zaczęło do nich docierać, że mówi prawdę. Chwila milczenia zapadła w kuchni, którą nagle przerwała mama:

— A to ci dopiero! — zaśmiała się głośno. — Gospodarzy nie ma w domu, a kosmici grasują po ogrodzie... Zaraz, o Matko Przenajświętsza! — nagle krzyknęła. — Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Ksiądz z ambony by grzmiał, że Krysię od Nowaków opętał szatan i o jakichś przybyszach z innej planety bredzi... Chryste! Przecież ludzie by nas ze wsi przegonili!

— Co racja, to racja! — zgodził się ojciec stanowczym głosem.

Postanowili więc wspólnie milczeć jak grób i nikomu o tym nie opowiadać. I tak milczą do dziś dnia... Oprócz Krystyny ma się rozumieć. Krystyna już zrozumiała, że w obliczu tak licznych w ostatnim czasie manifestacji UFO trzeba o tym ludziom opowiadać... Niestety, na razie tylko anonimowo. Lęk przed odrzuceniem i ośmieszeniem — na gruncie religijnym — jest zbyt mocno w ludziach zakorzeniony.

Krystyna powiedziała mi też, co ją skłoniło, by zrelacjonować mi swoje spotkanie z przybyszami z Obcej Cywilizacji. Otóż skłoniło ją to, że z moich blogów się dowiedziała, że ten temat mnie interesuje. Ale tak naprawdę nabrała odwagi dopiero po zapoznaniu się z informacją z Kongresu Stanów Zjednoczonych, w którym to oficer wywiadu Departamentu Obrony, David Grusch (pracujący w specjalnej jednostce do badania UFO) pod przysięgą, przedkładając dowody, przekonywał Kongresmenów o przylotach Kosmitów na naszą Planetę i o tym, że Rząd przez dziesięciolecia pozyskiwał częściowo lub w pełni nienaruszone pojazdy UFO.


Z cyklu: "Chcesz — wierz. Nie chcesz — twoja sprawa"


niedziela, 17 marca 2024

Obiekt UFO w kształcie spodka był... i się zbył

Siedem lat temu, wędrując po lesie, przeżyłam niesamowitą przygodę. Nagle nad dużą polaną na tle błękitnego nieba zobaczyłam tak jakby wiszący bez ruchu spodek. Był duży, połyskiwał w promieniach porannego słońca. Na początku się wystraszyłam, ale po chwili strach ustąpił miejsca zachwytowi. A przede wszystkim ciekawości.

Szybko sięgnęłam do kieszeni kurtki i wyciągnęłam telefon komórkowy. Drżącymi z emocji rękoma pstryknęłam parę zdjęć temu niezwykłemu zjawisku. Kiedy skończyłam i chciałam już tylko naocznie spodek podziwiać, nagle, ni stąd, ni zowąd spodek znikł. Trochę żal mi się zrobiło, że tak nagle się ulotnił, ale świadomość, że go w porę uwieczniłam, rekompensowała mi nieco mój żal.

Ruszyłam w dalszą drogę, gorączkowo rozmyślając o tym, co się przed chwilą wydarzyło.

Jakieś trzysta metrów dalej natknęłam się na dwóch joggujących młodych mężczyzn. Już z daleka widziałam, że mocno gestykulują i co rusz spoglądają w niebo. Kiedy się do nich zbliżałam, jeden z nich zawołał:

— Widziała to pani?!... Widziała?! — ręką pokazując na niebo.

— Tak, widziałam! — odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Wymieniliśmy się paroma informacjami o tym, co widzieliśmy i obaj w mig oddalili się w przeciwnych kierunku. Wyraźnie było widać, że byli mocno zestresowani. Ruszyli z kopyta szybkim biegiem. Nawet nie zdążyłam się ich spytać, czy zrobili zdjęcia.

Po powrocie do domu chciałam się swoją przygodą jak najszybciej pochwalić dzieciom i przesłać im na WhatsAppie zrobione przez siebie zdjęcia.

Jak postanowiłam, tak natychmiast zaczęłam robić, by swojej niewypowiedzianej radości i emocjom jak najszybciej dać upust... No i? No i przeżyłam ogromny szok.

Otóż okazało się, że zdjęcia, i owszem, nawet bardzo ładne mi wyszły, ale spodka na nich nie było widać.

— Ki czort?! — krzyknęłam z wrażenia. I natychmiast zaczęłam przeglądać wszystkie zdjęcia po kolei.

Sprawdzałam je po parę razy, powiększając zoom do maksimum... i nic, ani śladu po rzeczonym spodku. Strasznie, ale to strasznie byłam zawiedziona. Tym bardziej że nie mogłam zrozumieć jak to możliwe, jak to się stało, że na zdjęciach go nie ma. Przecież widziałam go wyraźnie... Zresztą, nie tylko ja.



Zrozumiałam dopiero dużo później — jak to było możliwe, kiedy to, szukając pewnej informacji na temat UFO potrzebnej mi do pisanej akurat powieści fantasy dla młodzieży, weszłam na portal Fundacji Nautilus. Oglądnęłam tam Kroniki Billa Meiera z 1986 roku, który przez wiele lat miał bliski kontakt z przybyszami z pozaziemskiej cywilizacji, a dokładniej z gromady gwiazd w gwiazdozbiorze Byka zwanych Plejadami i — za ich zgodą — zrobił ich pojazdom kosmicznym setki zdjęć i nawet wiele krótkich filmików nakręcił.

W późniejszych latach wszystkie je dokładnie przebadało wielu naukowców i w efekcie tych badań potwierdziło ich autentyczność.

Dla tych, których zainteresuje ten temat, załączam link do rzeczonych Kronik Billa Meiera. Oto on:

https://www.youtube.com/watch?v=hIa3NyHmZxQ&t=887s&pp=ygUSZnVuZGFjamlhIG5hdXRpbHVz


Z cyklu: "Chcesz — wierz. Nie chcesz — twoja sprawa"


środa, 13 marca 2024

Lepiej wiedzieć, czy nie wiedzieć?... Oto jest pytanie

Chyba nadchodzi już czas, aby poszerzyć swój światopogląd, żeby nie powiedzieć "wszechświatopogląd". Zamykanie oczu i zatykanie uszu na dłuższą metę nic nie da, bo może się wnet okazać, że wszystkiego, czego uczono nas w szkole i wpajały nam religie, nie do końca było pełne i prawdziwe.

Może jednak o tym, co dzieje się w Kosmosie i za jego przyczyną na Ziemi, lepiej się czegoś więcej dowiedzieć przed czasem, niż doznać szoku, kiedy zostaniemy postawieni przed faktem dokonanym. Czyli otwartym już ujawnieniu się Istot Pozaziemskich, które w zasadzie odwiedzają naszą Planetę od wieków, tylko do tej pory, nie bez kozery, ukrywają się przed ludzkością. Co jest zupełnie zrozumiałe. Nie chcą swoim pojawieniem się przewrócić do góry nogami panującego na Ziemi porządku. Chodzi przede wszystkim o religie.

Wprawdzie wiadome jest, że się już od dawna nielicznym osobom ujawniają, jednak robią to w bardzo tajemniczy sposób. Niektórym osobom pozostawiają też zagadkowe znaki na ciele, które samoistnie znikają po ca. 2 tygodniach.

W ostatnich latach natomiast ujawniają się coraz częściej. Pewnie też nie bez powodu. Wszak naszej Planecie grozi zagłada, nie tylko z powodów klimatycznych, ale przede wszystkim z powodu coraz bardziej grożącej nam wojny nuklearnej wywołanej przez kilku świrów znanych nam z nazwiska.

Jeśli ktoś dojdzie do wniosku, że lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć, i zechce czegoś więcej się dowiedzieć o tym, co we Wszechświecie piszczy, że się tak wyrażę, a także m.in. o reinkarnacji i wędrówce dusz proponuję wejść na kanał "Rozmowy na Krawędzi Wszechświata" Pana Roberta Bernatowicza (dziennikarz, ekonomista, politolog, ufolog), który od ponad 30 lat aktywnie zajmuje się zjawiskami niewyjaśnionymi. Już w 1995 roku w Radiu Zet rozpoczął serię audycji Nautilus na te tematy. A od 2001 roku jest prezesem Fundacji Nautilus. Czasami prowadzi także wykłady na terenie Polski i w wielu innych krajach.

Oto link: https://www.youtube.com/@bernatowiczrobert

PS

Zaznaczę jeszcze tylko, że to jest wyłącznie mój pomysł na taką właśnie treść powyższego tekstu. Mam nadzieję, że Pan Bernatowicz, który jest nadzwyczaj skromnym człowiekiem (mimo swoich ogromnych zasług) mi za to głowy nie urwie (?)... ;)




piątek, 1 marca 2024

Planeta Ziemia woła o ratunek... Przekaz z Góry

Świat jeszcze nigdy nie stał tak blisko krawędzi przepaści, jak stoi obecnie. A wszytko to w głównej mierze z winy człowieka, jego niszczycielskich działań.

To my, ludzie, systematycznie niszczymy naszą Planetę. Jest to widoczne zwłaszcza w ostatnim pięćdziesięcioleciu za przyczyną jakże dużego i szybkiego boomu technologicznego.

Choć nowa technologia to wielka rzecz, bo ułatwia nam życie, to jednak w wielu przypadkach przyczynia się do dewastacji naszego ziemskiego ekosystemu.

Już najwyższy czas, aby wołanie naszej Planety o ratunek do nas dotarło. Już najwyższy czas, abyśmy się wreszcie stanowczo sprzeciwili tyranom niszczących nasz Świat.

Już najwyższy czas, abyśmy zaczęli na poważnie o Nią dbać. Zanim będzie za późno... Już najwyższy czas!!!

Musimy też pamiętać, że tylko my sami możemy zmienić Jej los. Pomocy fizycznej znikąd nie dostaniemy. Jedynie duchową... albo aż duchową.

Poniższe słowa, jakie tu zamieszczam, nie są moimi słowami. Są słowami... No właśnie, czyimi? Ja je tylko uwieczniłam, gdyż mocno do mnie przemawiają.