poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Ostatnie promienie letniego słońca...

 


Trwaj tylko w słońcu, bo nic pięknego nie rośnie w ciemności”. (Friedrich Schiller) – to moje motto na każdy, nowo rozpoczynający się dzień. I nieważne, że czasami przykrywa je gruba warstwa ołowianych chmurzysk. Wystarczy mi świadomość, że ono tam gdzieś jest, jak co dzień — tekst w obrazie.


Pracusiom lepiej nie wchodzić w paradę...

 


Gdy las dopiero budzi się ze snu, pod starym pieńkiem zaczyna się pracowity dzień. Mrówki uwijają się jak w ukropie, bo ich mrowisko samo się przecież nie zbuduje! Lepiej im nie przeszkadzać — wierszyk w obrazie.


niedziela, 30 sierpnia 2026

Piłsudski o wolnej Ukrainie. Słowa sprzed ponad 106 lat, które nie straciły znaczenia

Józef Piłsudski zwrócił się do mieszkańców Ukrainy z apelem o wspólną walkę o wolność i przyszłość ich ojczyzny. Jego słowa, wypowiedziane w przededniu wyprawy kijowskiej, nabierają dziś szczególnego znaczenia.



Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa Polskiego, ogłosił te słowa 26 kwietnia 1920 roku w oficjalnej odezwie do mieszkańców Ukrainy. Została ona wydana z Kwatery Głównej w przededniu decydującej ofensywy wojsk polskich i ukraińskich przeciwko bolszewikom.

W odezwie zapewniał o obronie i opiece wojsk polskich nad wszystkimi mieszkańcami Ukrainy oraz wzywał do wspólnej walki z bolszewickim zagrożeniem.

Podczas pobytu w Winnicy w maju 1920 roku Piłsudski wypowiedział natomiast słynne słowa:

„W imieniu Polski wznoszę okrzyk: niech żyje wolna Ukraina!”.


Pożegnanie wakacji...

 



Wakacje powoli przechodzą do wspomnień. Dzieci wracają do szkolnych ławek, a ptaki przygotowują się do swojej jesiennej podróży. Przyroda przypomina nam, że każdy czas ma swoje zadania i swój rytm wiersz w obrazie.


sobota, 29 sierpnia 2026

Gdzie dwóch Polaków, tam trzy racje

Potrafimy jednoczyć się w obliczu zagrożenia, walczyć o wolność i ginąć za ojczyznę. Kiedy jednak zagrożenie mija, szybko wracamy do tego, co znamy najlepiej: sporów, podziałów i wzajemnego przekonywania, kto ma rację. A wszystko to przy dźwięku kościelnych dzwonów i z Bogiem na ustach.


Polacy to w dużej mierze zarozumiałe bufony. Wiecznie się ze sobą wadzą, spierają, prześcigają w tym, kto ważniejszy, kto mądrzejszy, kto ma więcej racji. Potrafią kłócić się niemal o wszystko. Aż w końcu — jak zawsze — prowadzi ich to do tragedii.

Dosadnie o Polakach miał mawiać sam Naczelnik Józef Piłsudski: „Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”… Co właściwie miał na myśli?

Z kolei Otto von Bismarck nieraz powtarzał swoje słynne zdanie o naszym narodzie: „Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”.

Ba, i my mamy własne przysłowie na ten temat: „Gdzie dwóch Polaków się zejdzie, tam w trzy strony się rozejdzie”… I coś w tym jest.

Bo kiedy dwóch Polaków spotyka się przy jednym stole, często zamiast wspólnego zdania pojawiają się trzy różne racje. Każdy wie lepiej, każdy ma swoje zdanie, a ustąpić — najlepiej, żeby ustąpił ten drugi.

Polacy jednak, choć tak skłonni do kłótni i podziałów, mają też niezwykłą zdolność jednoczenia się w obliczu zagrożenia. Gdy przychodzi chwila próby, potrafią zapomnieć o sporach i iść ramię w ramię, walcząc o wolność i niepodległość. Historia nieraz już to pokazała. Problem w tym, że zgoda zwykle nie trwa długo.

Historia pokazuje bowiem jasno, że Polacy jako naród nie potrafią długo żyć ani w pokoju, ani w zgodzie. Prędzej czy później znów pojawiają się podziały, wzajemne oskarżenia, ambicje i walka o to, kto ma rację. I nawet Matka Boska, Królowa Polski, zdaje się nie mieć na to wpływu.

Owszem, wielu Polaków deklaruje wiarę w Boga. Wielu chodzi do kościoła — gorliwie, regularnie… czasem wręcz pokazowo. Na ustach mają modlitwy, na piersiach krzyżyki, a w domach święte obrazy. A jednak Dekalog wciąż pozostaje dla wielu z nich księgą zamkniętą.

Bo łatwiej jest mówić o wierze, niż według niej żyć. Łatwiej uklęknąć przed ołtarzem niż później podnieść się z kolan i być uczciwym wobec drugiego człowieka. Łatwiej prosić Boga o przebaczenie niż samemu przebaczać. Łatwiej osądzać innych niż spojrzeć uczciwie na siebie.

W kościelnych ławkach siedzą więc czasem bardziej ze strachu przed gniewem Bożym niż z prawdziwej wiary. A ludzi naprawdę dobrych — takich, którzy nie tylko znają przykazania, lecz także starają się nimi żyć — jest niewielu.

Wiara bez uczciwości jest tylko słowem. A klękanie przed ołtarzem nie czyni jeszcze człowieka dobrym.

Być może właśnie na tym polega nasz największy paradoks: potrafimy walczyć o wolność, ale nie zawsze potrafimy żyć ze sobą w zgodzie; potrafimy wzruszać się własną historią, ale nie zawsze potrafimy wyciągać z niej wnioski; potrafimy mówić o Bogu, ale często zapominamy o człowieku...

I może dlatego wciąż pozostajemy narodem wiecznych sporów.



Pośród życiowych burz...

 



Czas nie zawsze zabiera ból od razu. Czasem najpierw uczy nas z nim żyć, by później pokazać, że nawet po najciemniejszej nocy można odnaleźć światło — wiersz w obrazie.


piątek, 28 sierpnia 2026

Ciii... czas na głęboki i słodki sen...

 



Morfeusz pochodzi ze starożytnej mitologii greckiej. Był bogiem sennych marzeń. Potrafił przybierać ludzkie kształty i nawiedzać ludzi w snach. I na nasze szczęście — tak mu zostało do dziś... Ciii... Właśnie moszczę się w jego objęciach — wierszyk w obrazie.


Zanim lato zwinie podwoje

Lato powoli żegna się z nami, a wakacyjne dni przechodzą do wspomnień. Zanim jednak zwinie podwoje, zatrzymajmy jeszcze na chwilę jego piękno — w naturze, kwiatach i fotografiach.


Lato już dawno minęło półmetek i powoli zaczyna przygotowywać się do odejścia. Kończą się wakacje. Trochę to smutne, ale cóż zrobić — taka jest kolej rzeczy na tym pięknym świecie.

Pory roku następować po sobie muszą, czy sobie tego życzymy, czy nie. Ale inne pory roku też są przecież piękne. To od nas samych zależy, czy to piękno w nich znajdziemy. Jeśli odpowiednio naładujemy swoje akumulatory latem, o wiele łatwiej będzie nam je znaleźć i nawet najbardziej szare dni jesieni i zimy przeżyć pogodnie.

Każdy z nas ma swoje sposoby na ładowanie akumulatorów. Ja też mam. To jak najczęstszy kontakt z naturą — bez względu na pogodę — i uwiecznianie jej na zdjęciach.

Kocham kwiaty, szczególnie te dziko rosnące — polne, leśne. Są takie piękne. Naturalne. Delikatne. Z pewnością będę do nich wracać, zwłaszcza w szaroburych dniach jesieni, aby powspominać piękny letni czas oraz doładowywać swoje witalne akumulatory. Wszak kwiatuszki te mają w sobie ogrom pozytywnej mocy.



czwartek, 27 sierpnia 2026

Bieg po własną miarę...

 



Winniczek bardzo chce dorównać tym, którzy są od niego szybsi. Czy jednak warto za wszelką cenę udowadniać innym, że potrafimy więcej, niż naprawdę możemy? Zabawna bajka o tym, że każdy z nas ma własne tempo, własne możliwości i niepowtarzalne zdolności — bajka z morałem w obrazie.


Pierzaste osobliwości czekają na braci większych

Wystarczy wjechać rowerem do pewnej podmiejskiej zagrody, żeby natychmiast wzbudzić zainteresowanie jej pierzastych mieszkańców. Emu chce dziobnąć aparat, kogut drepcze krok w krok, gęsi zachowują dystans, a gołębie bacznie obserwują przybysza. Największym powodzeniem cieszy się jednak… rower. Szczególnie jego opony. Czy udało mi się wyjechać z zagrody w jednym kawałku?


W ogromnej podmiejskiej zagrodzie na szczycie tutejszej góry można każdego dnia podziwiać całe mnóstwo ptasiego towarzystwa – zarówno tego, które fruwa, jak i tego, które woli twardo stąpać po ziemi. Jest ich mnóstwo. Lubię tam być. Wśród tych zwierzaków czuję się jak za dawnych lat u cioci na wsi.

Niedawno znów tam byłam. Kiedy tylko wjechałam rowerem do zagrody, wśród pierzastych zrobiło się wielkie poruszenie. Każde od razu się mną zainteresowało i podchodziło do mnie tak blisko, jak tylko się dało.



Emu, nazywany zwyczajnym, nie był znów taki zwyczajny. Był jakiś taki podekscytowany i ruchliwy, że nie mogłam mu nawet spokojnie zrobić zdjęcia. Za każdym razem, kiedy tylko nastawiałam aparat do pstryknięcia, chciał dziobnąć obiektyw. A robił to z bardzo dużym impetem — z wyrzutu swojej długiej szyi. W końcu, po którymś tam już z moich uników, udało mu się i z całej siły dziobnął obiektyw. Ślad jego ataku pozostanie na nim już na zawsze.

Musiałam bardzo uważać, żeby mi aparatu całkiem nie zniszczył. Albo nawet nie porwał. Strasznie był szybki. A ta jego mała główka kręciła mu się na wszystkie strony niczym peryskop.

Drugi zaś emu jaja chyba wysiadywał, bo w ogóle się z miejsca nie ruszał i nie reagował na moje nawoływania. Tylko mnie czujnie obserwował.



Kur i kurek w zagrodzie jest mnóstwo. Chodzą sobie wszędzie i w ogóle się ludzi nie boją. Jeden kogut chodził za mną krok w krok. Coś ode mnie chciał? A może tylko za stróża zagrody robił?

Jedynie gęsi były jakoś mniej towarzyskie. Podchodziły do mnie na krótko i zaraz odchodziły dostojnym krokiem.

Podobnie zachowywał się czarny indor i co rusz odwracał się do mnie tyłem. A tak bardzo chciałam sfotografować jego piękne, czerwone korale. I nie udało się.



Wszystkie ptaki żyją ze sobą w dobrej komitywie. W wielu miejscach można było spotkać ich mieszane towarzystwo, które miało sobie dużo do wygęgania, wykwakania i wykokania.

Niektóre gąski były chyba świeżo po skubaniu, bo jakoś tak skrzydła im opadły. Ale było widać, że niewiele sobie z tego robiły.

Gołębi w zagrodzie też jest mnóstwo. Co rusz jakiś podfruwał do mnie i bacznie mnie obserwował, gruchając cichutko.

Zainteresowanie ptactwa moim rowerem było duże. Czasami musiałam całe towarzystwo wręcz od roweru odpędzać. Ich szczególne zainteresowanie oponami stawało się momentami niebezpieczne. Dla mojego roweru oczywiście. Ale w sumie dla mnie też. No bo jak bym do domu wróciła?



Bliski kontakt z naszymi braćmi mniejszymi daje dużo radości i odprężenia od trosk dnia codziennego. Kto nie wierzy, niech spróbuje choć na chwilę pobyć w ich towarzystwie — gdziekolwiek tylko one są. Sam się wtedy przekona, że to szczera prawda.


środa, 26 sierpnia 2026

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Psa

Ten dzień to wyjątkowa okazja, by przypomnieć sobie, jak wiele psy dają człowiekowi — miłość, wierność, oddanie i bezwarunkowe zaufanie. To także dzień, w którym warto głośno mówić o ich prawach, potrzebach i odpowiedzialności, jaką bierzemy za nie na całe ich życie. Bo pies nie potrzebuje nas tylko od święta — potrzebuje nas każdego dnia.


Międzynarodowy Dzień Psa (National Dog Day) powstał na cześć psów wszelkiej maści — zarówno rasowych, jak i nierasowych — w uznaniu za ich oddanie, miłość, lojalność i przywiązanie. A także w dowód wdzięczności za ich poświęcenie, za ich pracę w szeroko pojętym ratownictwie, czy też przy wykrywaniu bomb i narkotyków.

To dzień, w którym powinniśmy się zastanowić nad sytuacją żyjących obok nas psów. Nad tymi, które niejednokrotnie są oddawane przez ludzi do schronisk, gdy właściciele nie potrafią sobie z nimi poradzić albo po prostu się nimi znudzą.

Czy też, co gorsza — a niestety ciągle się tak zdarza — porzucane byle gdzie, na pastwę losu, przywiązywane na pewną śmierć do drzew w lesie.

W tym dniu należy wszystkim głośno przypominać, że psy też czują i cierpią, gdy są maltretowane i porzucane. Że należy im się szacunek, troska i dużo miłości. Że powinniśmy o nie dbać nie tylko przez ten jeden dzień w roku, ale przez wszystkie kolejne.

A one odwdzięczą się nam z pewnością całym swoim sercem, całym sobą…

Bo pies jest najbardziej oddanym i najwierniejszym przyjacielem człowieka.



Lata temu napisałam opowiadanie o losach psa przywiązanego do drzewa w lesie. Książka ta została wydana przez Wydawnictwo E-bookowo.

Oferta Wydawnictwa:
https://www.e-bookowo.pl/self-publishing/kurdesz-nad-kurdeszami.html



Oto jej opis:

Kurdesz nad kurdeszami — to opowiadanie przygodowe dla dzieci i młodzieży. Jest to wesoła, pełna niesamowitych historii lektura, w której nie brakuje także wzruszających momentów. Akcja opowiadania rozgrywa się na wsi, gdzie Maks, chłopiec z Warszawy, spędza wakacje z dwójką miejscowych braci. Kiedy wakacje dobiegają końca, chłopcy przypadkowo znajdują w lesie przywiązanego do drzewa psa. Wstrząśnięci jego sytuacją postanawiają zmienić wszystkie swoje plany związane z zakończeniem wakacji. Od tej pory zajmują się przede wszystkim psem i robią wszystko, co w ich mocy — i nie tylko — aby go uratować i znaleźć mu dom. Koniecznie dobry dom... A jaki dom znaleźli?


Zwiewna miłość...

 



To kilka słów o uczuciu lekkim jak obłok i ulotnym jak dym. O obecności drugiej osoby, która zamienia smutek w marzenie, a zwyczajną chwilę w coś pięknego i niemal sennego —  wiersz w obrazie.


poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Krowa wie lepiej...

 



Czy można być zdrową krową, której szkodzi trawa? Zdaniem doktora — oczywiście! Zdaniem krowy — absolutnie nie. Zabawna historia o upartej pacjentce, cierpliwym lekarzu i o tym, że czasem najtrudniej przyjąć diagnozę, która nam się nie podoba — bajka w obrazie.


Skarabeusz – mały chrząszcz, wielka symbolika

Niepozorny chrząszcz, który od tysięcy lat fascynuje ludzi. W starożytnym Egipcie skarabeusz był symbolem życia, odrodzenia i ochrony, a jego wizerunek miał przynosić szczęście i pomyślność. Do dziś chętnie nosimy go jako amulet, wierząc w jego niezwykłą symbolikę.


Skarabeusz to chrząszcz, który w starożytnym Egipcie był jednym z najważniejszych symboli religijnych. Toczone przez niego kule nawozu kojarzyły się starożytnym Egipcjanom z wędrówką tarczy słonecznej po niebie oraz odradzaniem się życia. Skarabeusz był noszony jako talizman przynoszący szczęście i chroniący przed złem za życia.

Skarabeusze wkładano także do grobowców oraz kładziono na mumiach, aby ułatwić zmarłemu przejście w zaświaty i zapewnić mu odrodzenie.



Często również dzisiaj nosi się go jako amulet symbolizujący przemianę, rozwój osobisty oraz skuteczne pokonywanie życiowych trudności.

Natomiast obecność jego wizerunku w domu, w postaci figurki czy obrazu, ma przynosić domownikom pozytywną energię, pomyślność oraz finansowy dobrobyt.

Skarabeusze występują w Afryce Północnej, Azji Mniejszej i południowej Europie. Nie są niebezpieczne — nie gryzą, nie żądlą i nie atakują ludzi… tylko toczą, wiadomo co.


niedziela, 23 sierpnia 2026

Strażnik leśnych ścieżek...




W głębi lasu mieszka mały aniołek. Nikt nie wie, skąd przybył — wiadomo tylko, że tam, gdzie się pojawia, smutek cichnie, a leśne stworzenia czują się bezpieczne — wiersz w obrazie.


Pomnikomania, czyli prezes wiecznie żywy...

 



Pomnik własnej wielkości — ku pamięci potomnych. A jak prezes potomnych do swej wielkości chciał przekonać? Mówi o tym — wiersz satyryczny w obrazie.

W Polsce łatwo o pomnik, zwłaszcza gdy do władzy dochodzą ci, którzy własną wizję historii chcą utrwalić w kamieniu i brązie. Tylko że historia bywa przewrotna. Czasem po latach okazuje się, że cokół trzeba jednak opróżnić.


piątek, 21 sierpnia 2026

Obojętność też wychowuje

Kiedy milczymy, patrząc na agresję, chamstwo czy brak szacunku, nie pozostajemy neutralni. Nasza obojętność może stać się cichym przyzwoleniem na zachowania, które z czasem coraz trudniej będzie zatrzymać.


Nie przymykajmy oczu na złe postępowanie i niewłaściwe zachowanie dzieci. Nieważne, czy są to dzieci nasze, czy obce — powinniśmy reagować. Mądrze reagować.

Nie myślmy tylko o sobie i swoim świętym spokoju. Im więcej ludzi dobrej woli, tym większa szansa, że z czasem w zachowaniu tych aroganckich i agresywnych dzieci coś drgnie na lepsze.




Bo nic nie robiąc, dajemy niejako przyzwolenie na szerzenie się chamstwa, brutalności, a często także przestępczości — wokół nas samych.

A przecież to wychowanie wyniesione z domu kształtuje dzieci na całe życie. To, jakie one są, w dużej mierze zależy od dorosłych — przede wszystkim od rodziców. Oczywiście wpływ mają również szkoła, rówieśnicy i podwórko.

Jednak dzieci, które wyniosły z domu wartości i zasady, łatwiej opierają się złym wpływom, ponieważ mają zakorzenioną kulturę osobistą oraz zdolność rozróżniania dobra od zła.


Tak było, ale już nie jest...

 



Coś się zmieniło… i to nie bez przyczyny. Natura daje nam znaki — tylko czy chcemy je jeszcze dostrzec? — wierszyk w obrazie.


środa, 19 sierpnia 2026

A w lasach jurajskich już jesień

Miała być jeszcze pełnia lata, a w jurajskich lasach coraz bardziej czuć jesień. Żółknące drzewa to jednak nie tylko kwestia estetyki. To widok, który powinien nas niepokoić. Tymczasem część polityków nadal przekonuje, że kryzys klimatyczny to wymysł. Jak długo jeszcze będziemy udawać, że nic się nie dzieje?

Choć to dopiero połowa sierpnia, lasy wyglądają już tak, jak zawsze wyglądały w połowie października. Tak bardzo pożółkły drzewa.


Dereń z powodu długotrwałej suszy zmarniał zupełnie. Zielone owoce spadają z drzewa — już nie zdążą dojrzeć, już nie zdążą zachwycić czerwienią.


Smutny to widok, wręcz przerażający, bo o niczym dobrym nie świadczy. Nasza planeta na różne sposoby pokazuje nam, że ludzkość przekroczyła już wszelkie granice niedbania o nią. Że w przyszłości będzie coraz gorzej, jeśli nie pójdziemy po rozum do głowy i nie ograniczymy przynajmniej tak beztroskiej eksploatacji i dewastowania naszej planety.

Denerwuje mnie, gdy słyszę meteorologów, którzy wciąż powtarzają, że musimy się przyzwyczaić do zmian klimatu, do potwornych burz, trąb powietrznych, tajfunów, powodzi czy susz, zamiast alarmować, najgłośniej jak się tylko da, że sami doprowadzamy Ziemię do zagłady. Powinni grzmieć zwłaszcza do polityków, bo to w głównej mierze oni są odpowiedzialni za taki stan rzeczy.

Kiedyś słuchałam wypowiedzi Trumpa, który wielokrotnie określał zmiany klimatyczne i globalne ocieplenie m.in. mianem „największego szwindla” czy „oszustwa”. Twierdził, że alarmistyczne prognozy dotyczące kryzysu klimatycznego są nieprawdziwe, a koncepcja śladu węglowego i walki z ociepleniem to mistyfikacja o podłożu politycznym i finansowym.

Mało tego, wzywał państwa do rezygnacji z polityki klimatycznej na rzecz tradycyjnych surowców energetycznych, takich jak ropa naftowa czy gaz ziemny.

No ręce opadają. Jak prezydent kraju, który jest największą potęgą światową pod względem gospodarczym, militarnym i technologicznym, może takie brednie pleść?

Pozostaje nadzieja, że jego szkodliwa prezydentura w końcu zostanie przynajmniej ograniczona. W taki czy inny sposób. A co za tym idzie – także prezydentury kilku innych krajów... w tym Polski.


Limeryk o hipokrycie Jarku i jego ukrywanej orientacji...

 


Hipokryzja to nieszczerość i udawanie kogoś, kim się nie jest. Polega na publicznym głoszeniu wzniosłych zasad, wartości lub uczuć, których samemu się nie przestrzega. Taka osoba postępuje dokładnie na odwrót niż to, czego wymaga od innych. Udaje szlachetność, życzliwość lub religijność dla zyskania aprobaty — limeryk w obrazie.


wtorek, 18 sierpnia 2026

Indianie przyjechali i wakacje pożegnali… Howgh!

Howgh! Wakacje dobiegły końca, ale zanim wszyscy „Indianie” ruszyli w drogę powrotną, w naszej indiańskiej wiosce wydarzyło się jeszcze całkiem sporo! Były wielkie powitania, indiańska kuchnia, wyjątkowe makijaże, bębny, tańce, śpiewy i… oczywiście fajka pokoju. Jak wyglądało wielkie pożegnanie wakacji w wykonaniu naszych Indian? Zajrzyjcie do relacji! Howgh!



Indianie przyjechali, czym tylko się dało. Niektórzy przyjechali ciuchcią prosto z Teksasu, inni wozami zaprzęgniętymi w rącze konie. I kiedy już wszyscy dotarli, Mała Stopa donośnym głosem zawołał:

— Witam was, wszystkie Twarze Świata! Howgh!!!



Indianie rzucili się sobie w ramiona i wyściskali się przyjaźnie. A już po chwili część z nich zajęła się oporządzaniem swoich umęczonych koni i wozów, a inni zabrali się za przygotowywanie indiańskiej kuchni. Bo też wszyscy byli okrutnie głodni.

Co bardziej zmęczeni Indianie udali się jednak na mały odpoczynek do wigwamów. Ale że drażniące nozdrza wspaniałe zapachy kuchenne rozniosły się wnet po całej indiańskiej wiosce, długo w wigwamach nie pozostali.



Wszystko u nich było jak należy zorganizowane… i praca, i wypoczynek. Ba, nawet indiański salon kosmetyczny pracował na wysokich obrotach. Każdy, kto tylko chciał, mógł sobie sprawić szczególny makijaż na tę dzisiejszą okazję.



Po wspólnym, smacznym posiłku przyszedł czas na indiańskie rytuały. Kilku Indian zaczęło walić w bębny, a przy ich rytmie i ze śpiewem na ustach wszyscy utworzyli wielki krąg i usiedli na ziemi.



Po chwili nadszedł czas na indiański taniec. Wszyscy zerwali się z ziemi i ruszyli w tany. Nawet zaproszone Białe Twarze z wielkim zaangażowaniem i radością tańczyły i śpiewały w rytm bębnów.

W końcu przyszedł czas na wypalenie fajki pokoju… Ale że Indianie w dzisiejszym świecie żyją zdrowo i nie palą, odśpiewali tylko, że fajkę pokoju palą. Fajki jednak nie palili.

Śpiewom i zabawom nie było końca… Przecież wakacje trzeba pożegnać hucznie! Wszyscy byli bardzo zadowoleni i bawili się wspaniale — bez względu na płeć, rasę, wiarę lub jej brak.

Kiedy zbliżał się już zmierzch, trzeba było wreszcie pożegnać się ze wszystkimi i ruszyć w drogę. Za chwilę każdy „Indianin” zabierze swój plecak… i ruszy do domu… prawdziwego domu.



Howgh!


Podłość ma krótkie nogi...

 



Lud nie taki głupi przejrzał na oczy i nie dał się nabrać. Bo tak już jest, że każda podłość prędzej czy później zostaje zdemaskowana... i wtedy czar pryska — limeryk w obrazie.


poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Pomniki chwały czy pomniki podziału?

Pomniki mają przypominać potomnym o ludziach, których warto pamiętać. Problem zaczyna się wtedy, gdy stawia się je zbyt szybko, zanim historia zdąży wystawić swoim bohaterom ostateczną ocenę. Bo czasem zamiast trwałego świadectwa pamięci powstaje polityczny pomnik własnych czasów.

Oglądanie pomników zasłużonych ludzi jest interesujące i bardzo pouczające. Oglądanie natomiast takich pomników, które cieszą oko, z czymś się kojarzą, pozytywnie nastrajają, jest niemniej interesujące, bo także wiele z nich przywołuje budujące myśli.



Stawianie pomników znanym, zasłużonym postaciom jest OK, bo jest to potrzebne dla potomnych. Powinno to jednak następować dopiero wiele lat po ich śmierci, kiedy historia już należycie ich zweryfikuje.

Po to, aby się nagle nie okazało, że postawiono pomnik jakiemuś złemu człowiekowi, wręcz przestępcy (przykładem może być pomnik ks. Henryka Jankowskiego), albo postaci niezbyt zasłużonej, czy też niegodnej aż tak wielkiego wyniesienia w historii Polski... Żeby się nie okazało, że po latach takie pomniki będą z przestrzeni publicznej z hukiem usuwane.

Po tragedii smoleńskiej nietrudno było sobie wyobrazić, że jak tylko PiS dorwie się do władzy, pomników Lecha będzie w Polsce tyle, ile Lenina za czasów komuny.

Ale że jego „naczelny” braciszek postanowi postawić mu pomnik w sąsiedztwie Naczelnika Piłsudskiego, i to o jeszcze większych gabarytach, tego się chyba nikt nie spodziewał.

Domyślam się, że pisowskim zwolennikom się podoba, ale to tylko 1/3 Polaków. A reszta? Co na to reszta Polaków? Reszcie się nie podoba, tym bardziej że stoi tam również bezprawnie.

Niektórzy wręcz szydzą, że to pomnik uniwersalny: i Lecha, i Jarosława jednocześnie. Świadczyć ma o tym brak obrączki na palcu i pieprzyka na twarzy tegoż.

Wielu ludzi jednak uważa, że Lechowi wielką krzywdę pisowcy wyrządzili tym pomnikiem. Także innymi pomnikami, które w wielu miejscowościach stoją już od dawna...



Co będzie dalej? Ile ich jeszcze „w glorii i chwale” stanie... albo spadnie? Czas pokaże.


Limeryk o niepewnym losie kochanki...

 



Bycie czyjąś kochanką to rola obarczona ryzykiem. Wpisane są w nią silne emocje — od głębokich uczuć i miłości po chłodne wyrachowanie. Niezależnie od motywów, takie relacje niemal zawsze spotykają się z dezaprobatą otoczenia. A one same, z rozmaitych przyczyn, zazwyczaj skazane są na rozpad. Po wszystkim pozostaje już tylko ból lub gorzki posmak.


niedziela, 16 sierpnia 2026

Chomik, który chciał mieć wszystko...




To zabawna i pełna humoru bajka z morałem o małym chomiku Egoiście, który uwielbia jeść, gromadzić zapasy i troszczyć się wyłącznie o siebie. Wydaje mu się, że niczego więcej do szczęścia nie potrzebuje. Pewnego dnia jednak trafia do lasu, gdzie czeka go przygoda, która pokaże mu, że przyjaźń, życzliwość i wzajemna pomoc są warte znacznie więcej niż pełna spiżarnia — bajka w obrazie.


Żarty dają uśmiech, dobry humor i radość...

 



Żarty pomagają też odstresować się po ciężkim dniu, rozładować napięcie w grupie i zbliżyć do innych ludzi — tekst w obrazie.