niedziela, 2 sierpnia 2026

Jak żyć, kiedy żar leje się z nieba?

Gdy asfalt mięknie, a człowiek razem z nim, zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. Spokojnie — są na to sposoby!


Europę zalewa fala upałów — i to nie byle jaka, tylko taka, przy której człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie przeprowadził się do piekarnika.

Ludzie kombinują, jak mogą, żeby to jakoś przetrwać. Najlepiej mają ci, którzy mogą się chłodzić nad wodą — plusk, chlup i od razu życie nabiera sensu. Albo tacy spryciarze, co uciekają do jaskiń — naturalna klimatyzacja, zero rachunków!

Są też inne sposoby na eleganckie „wypięcie się” na upał. Trzeba tylko uruchomić szare komórki (o ile się nie przegrzały) i znaleźć coś dla siebie.

Na przykład szybkość i wiatr we włosach! Kto ma fantazję, prawo jazdy i trochę grosza, może wskoczyć do kabrioletu, na motocykl albo na quada i pognać przed siebie, udając, że to nie 35 stopni, tylko przyjemne 22.

Dla bardziej przyziemnych — rower. Owszem, człowiek się poci jak fontanna, ale — mówię to jako doświadczona rowerzystka — w krótkich spodenkach, T-shircie i przewiewnym kasku da się żyć. A nawet człowiek czuje się jak bohater sportowy… przynajmniej do pierwszego podjazdu pod górkę.

No dobrze, żarty na bok. Prawda jest taka, że takie sposoby są raczej dla młodych i pełnych energii. A co z resztą świata? Seniorami? Osobami z niepełnosprawnościami?

Dla nich najlepsza strategia to tryb „nietoperz”: siedzieć w domu, okna zamknięte, zasłony zaciągnięte i udawać, że słońce nie istnieje.

Dopiero wieczorem — wielkie otwarcie! Okna na oścież, przeciąg jak w horrorze i szybkie wietrzenie mieszkania, zanim komary ogłoszą imprezę sezonu.

Rano powtórka z rozrywki — zanim słońce znów zacznie grillować wszystko, co żywe.

A jedna zasada łączy wszystkich, bez wyjątku: pić dużo wody. Najlepiej niegazowanej. A „woda ognista”? No cóż… ona akurat dolewa oliwy do ognia, więc lepiej dać jej urlop do jesieni!



Ech, te letnie upały…

W kość nam straszliwie dały.
Marzy nam się chłodny cień,
Albo choćby mroźny dzień.

Między myślą a rzeczywistością...

 



Prawda wyobrażona — to wytwór umysłu jednego twórcy, który snuje obrazy, jakich nikt inny nie zdołałby stworzyć — tekst w obrazie.


sobota, 1 sierpnia 2026

22 dni czekania. Historia z Wisły, która brzmi jak cud

Siedmiu wypłynęło. Przeżyło trzech. Resztę dopisała Wisła, czas i przypadek — albo coś więcej. To jedna z tych historii, które trudno wytłumaczyć.


W 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego myślami wracam do historii mojego wujka — żołnierza Armii Kościuszkowskiej.

Był sierpień 1944 roku. Razem z innymi ochotnikami ruszył przez Wisłę, by wesprzeć walczącą Warszawę. Noc rozdarł ogień. Ich łódź znalazła się pod ostrzałem — z siedmiu ocalało tylko trzech.

Ranni, półprzytomni, zdani na łaskę nurtu, dryfowali, aż rzeka zatrzymała ich pod zwalonym przęsłem mostu Poniatowskiego. Tam, w cieniu ruin, wujek spędził dwadzieścia dwa dni — ciężko ranny, bez opieki, gasząc pragnienie wodą z Wisły.

Z pomocą przyszedł trzynastoletni harcerz, Rysiek. Ryzykując życie, wyłowił z rzeki przesiąknięty wodą i krwią chleb z zatopionych chlebaków poległych.

Mijały dni, a wokół wciąż krążyły niemieckie patrole — nikt nie odważył się ich wydobyć z tego miejsca zawieszonego między życiem a śmiercią.

I wtedy, po trzech tygodniach, pojawiła się łódź — cicha, niemal nierzeczywista, jakby wyłoniła się z mgły. Doczepiony do niej kajak kołysał się lekko na wodzie. Z ostatkiem sił wdrapali się na pokład i przeprawili na drugi brzeg. Tam czekało ocalenie.

Dla nich to był cud nad Wisłą.



Wiedza zobowiązuje. Bez wyjątków. Koniec wygodnych sumień

Wiedza daje siłę – a siła zobowiązuje. Kto ją posiada, bierze odpowiedzialność za życie na Ziemi.

Wszystko, co żyje, dąży do rozwoju i wydaje owoce. Gdy jednak pojawiają się przeszkody, człowiek – uzbrojony w rozum i dorobek nauki – nie ma prawa stać z boku.

Jego obowiązkiem jest działać: wspierać rozwój ludzkości i chronić przyrodę. Bez uników, bez ucieczek, bez zasłaniania się wygodnymi formułkami o „klauzuli sumienia”, które zbyt często służą jedynie usprawiedliwieniu bezczynności... Koniec wygodnych sumień!