Zanim los
wypowie swoje krótkie i ostateczne „dość”, zwykle długo
milczy. Milczy tak, że łatwo pomylić ten brak głosu z
przyzwoleniem. Z ciszą, która nie ostrzega, lecz czeka — aż
przekroczymy własną granicę.
A
przecież wszystko ma swoją miarę: ambicje, pragnienia, wysiłek.
Także ludzkie ciało. Także serce.
Spotkałam
ją przypadkiem, pośród ulicznego szumu i obcych twarzy. Siedziała
na wózku. Świat na chwilę zwolnił, jakby ktoś wstrzymał oddech.
Jeszcze niedawno była w ruchu — w biegu, w planach, w nieustannym
„potem”. Teraz nieruchoma. Krucha. Przeraźliwie prawdziwa.
Pamiętam
ją z lata. Pełną sił, rozpaloną opowieściami o domach. O
murach, które miały chronić przyszłość. O dachach, pod którymi
miało zamieszkać szczęście. Jeden dom tu, drugi tam — jakby
samo mnożenie przestrzeni mogło zatrzymać czas. Pracowali bez
wytchnienia, jakby życie było długiem do spłacenia. Jakby jutro
istniało tylko wtedy, gdy zostanie zabezpieczone betonem i cegłą.
Słuchałam
i wciąż wracało do mnie jedno pytanie, ciche i niepokorne: po co
tyle ścian, skoro brakuje w nich oddechu? Po co tyle drzwi, skoro
nie ma kiedy przez nie przejść? Zdrowie oddawali w zastaw — dzień
po dniu, noc po nocy.
Wielu
idzie tą samą drogą. Drogą, która obiecuje wszystko, a zabiera
najwięcej. Gdzie „mieć” zagłusza „być”, a serce zamienia
się w magazyn, nie w dom.
Ludzie
biegną, potykają się, wstają i biegną dalej — aż ciało
pęknie jak zbyt mocno naciągnięta struna. I wtedy przychodzi
cisza. Nieproszona. Nieodwracalna.
Wylew.
Paraliż. Słowa ciężkie jak kamienie. Długa rehabilitacja, w
której czas nie leczy, lecz uczy pokory. Miała szczęście — tak
mówiła. Ocalona. A jednak okaleczona w sposób, którego nie widać
na pierwszy rzut oka.
Czy myśli
dziś o swoich domach? Czy mury potrafią ogrzać? Czy dachy ochronią
przed żalem?
Nie
pytam. Są pytania, na które odpowiedź boli bardziej niż
milczenie. Bo sens życia nie mieszka w liczbach ani w metrach
kwadratowych. Jest gdzie indziej — w spokoju poranka, w zdrowym
ciele, w możliwości pójścia przed siebie o własnych siłach. W umiejętności zatrzymania się, zanim będzie za późno.
Czy
naprawdę w tym tkwi sens życia — w nieustannej pogoni za tym, co
materialne? Zbyt często właśnie ci, którzy stawiają dobra ponad
wszystko inne, płacą najwyższą cenę. Ci natomiast, którzy
potrafią wybrać inaczej — którzy ponad „mieć” stawiają
„być” — rzadziej doświadczają takich tragedii. I częściej
odnajdują szczęście.
Wiem to.
Bo sama wybrałam tę drogę.
***
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.
Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💓Halszka