Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mierz siły na zamiary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mierz siły na zamiary. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2026

Bieg po własną miarę...

 



Winniczek bardzo chce dorównać tym, którzy są od niego szybsi. Czy jednak warto za wszelką cenę udowadniać innym, że potrafimy więcej, niż naprawdę możemy? Zabawna bajka o tym, że każdy z nas ma własne tempo, własne możliwości i niepowtarzalne zdolności — bajka z morałem w obrazie.


wtorek, 13 stycznia 2026

Zanim los powie — dość!

Zanim los wypowie swoje krótkie i ostateczne „dość”, zwykle długo milczy. Milczy tak, że łatwo pomylić ten brak głosu z przyzwoleniem. Z ciszą, która nie ostrzega, lecz czeka — aż przekroczymy własną granicę.

A przecież wszystko ma swoją miarę: ambicje, pragnienia, wysiłek. Także ludzkie ciało. Także serce.

Spotkałam ją przypadkiem, pośród ulicznego szumu i obcych twarzy. Siedziała na wózku. Świat na chwilę zwolnił, jakby ktoś wstrzymał oddech. Jeszcze niedawno była w ruchu — w biegu, w planach, w nieustannym „potem”. Teraz nieruchoma. Krucha. Przeraźliwie prawdziwa.

Pamiętam ją z lata. Pełną sił, rozpaloną opowieściami o domach. O murach, które miały chronić przyszłość. O dachach, pod którymi miało zamieszkać szczęście. Jeden dom tu, drugi tam — jakby samo mnożenie przestrzeni mogło zatrzymać czas. Pracowali bez wytchnienia, jakby życie było długiem do spłacenia. Jakby jutro istniało tylko wtedy, gdy zostanie zabezpieczone betonem i cegłą.

Słuchałam i wciąż wracało do mnie jedno pytanie, ciche i niepokorne: po co tyle ścian, skoro brakuje w nich oddechu? Po co tyle drzwi, skoro nie ma kiedy przez nie przejść? Zdrowie oddawali w zastaw — dzień po dniu, noc po nocy.

Wielu idzie tą samą drogą. Drogą, która obiecuje wszystko, a zabiera najwięcej. Gdzie „mieć” zagłusza „być”, a serce zamienia się w magazyn, nie w dom.

Ludzie biegną, potykają się, wstają i biegną dalej — aż ciało pęknie jak zbyt mocno naciągnięta struna. I wtedy przychodzi cisza. Nieproszona. Nieodwracalna.

Wylew. Paraliż. Słowa ciężkie jak kamienie. Długa rehabilitacja, w której czas nie leczy, lecz uczy pokory. Miała szczęście — tak mówiła. Ocalona. A jednak okaleczona w sposób, którego nie widać na pierwszy rzut oka.

Czy myśli dziś o swoich domach? Czy mury potrafią ogrzać? Czy dachy ochronią przed żalem?

Nie pytam. Są pytania, na które odpowiedź boli bardziej niż milczenie. Bo sens życia nie mieszka w liczbach ani w metrach kwadratowych. Jest gdzie indziej — w spokoju poranka, w zdrowym ciele, w możliwości pójścia przed siebie o własnych siłach. W umiejętności zatrzymania się, zanim będzie za późno.

Czy naprawdę w tym tkwi sens życia — w nieustannej pogoni za tym, co materialne? Zbyt często właśnie ci, którzy stawiają dobra ponad wszystko inne, płacą najwyższą cenę. Ci natomiast, którzy potrafią wybrać inaczej — którzy ponad „mieć” stawiają „być” — rzadziej doświadczają takich tragedii. I częściej odnajdują szczęście.

Wiem to. Bo sama wybrałam tę drogę.



***

Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.
Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych

Samo czytanie już jest dla mnie darem.

Dziękuję 💓Halszka


sobota, 1 grudnia 2018

Mierz siły na zamiary

Wiele jest prawdy w tym powiedzeniu (poch. z "Pieśni Filaretów" A. Mickiewicza). Siły na zamiary trzeba mierzyć, póki nie jest jeszcze za późno. Póki nie doszło do jakiejś tragedii. Póki nie przeliczymy się ze swoimi siłami... i nic już się dla nas liczyć nie będzie, oprócz zdrowia, które straciliśmy.

Niedawno spotkałam w mieście znajomą Serbkę. Niestety, smutna sprawa, spotkałam ją na wózku inwalidzkim. Kiedy ją zobaczyłam, własnym oczom nie mogłam uwierzyć. Byłam przerażona jej sytuacją.

Jeszcze latem widziałam ją w pełni sił. Opowiadała mi wtedy, że kończą budowę domu w Serbii. Że pracują z mężem niemalże na dwóch etatach, żeby jak najszybciej spłacić dom, który mają tutaj, w Niemczech, i jeszcze wybudować drugi dom w Serbii, dla córki. Za każdym razem, kiedy ją spotykałam, opowiadała tylko o swoich domach i różnych tam dobrach, w jakie domy te wyposażali. Wsłuchiwałam się w jej słowa, ale za nic nie mogłam zrozumieć, po co im tyle domów. Czy to warto tak szaleć i tracić zdrowie, pracując bez wytchnienia? Jasne, że posiadanie własnych domów to dobra rzecz... Ale takim kosztem?! Trudno takich ludzi zrozumieć. A takich, co to gonią za dobrami materialnymi — różnego typu — jest niestety bardzo dużo. Oni pewnie zapominają, niektórzy może nawet nie wiedzą, iż w życiu są jeszcze inne wartości, o wiele ważniejsze, niż mieć, posiadać, znaczyć wiele... Rany, co to w ogóle za życie! Współczuję takim ludziom.

Do nich niestety nic nie dociera. Zachłanność przysłania im oczy, zabija zdolność rozsądnego myślenia. Są zakodowani na posiadanie jak najwięcej dóbr materialnych... I tyle! Pędzą, gnają, pracują ponad siły, niektórzy nawet rozpychają się łokciami, aby tylko jak najwięcej posiąść i mieć się czym chwalić przed innymi, wzbudzać ich zazdrość.

Głupota do entej potęgi. Tak uważam. Ale z drugiej strony, żal mi takich ludzi. Bo oto nagle w ich życiu przychodzi taki dzień, kiedy ich wycieńczony organizm wystawia im rachunek. Tak, jak to się zdarzyło mojej znajomej. Wylew krwi do mózgu, paraliż nóg, długa rehabilitacja, bez gwarancji powodzenia. I tak miała szczęście, jak mi sama mówiła, że ją odratowali, ponieważ jej stan był krytyczny. Czy te wszystkie jej domy cieszą ją teraz? Śmiem wątpić!... Ale o to z pewnością pytać jej nigdy nie będę.

(obrazek z Internetu)

I czy to jest sens, gnać tak za dobrami materialnymi? Tego typu nieszczęście, jakie spotkało moją znajomą, przytrafia się najczęściej właśnie tym osobom, które w swoim życiu dobra materialne przedkładają ponad wszystkie inne wartości. Które przez całe życie szargają swoje zdrowie w pogoni za mamoną, za coraz to nowymi dobrami. Osobom, które — w dążeniu do szczęścia — nad dobra materialne przedkładają dobra duchowe, tragedie takie zdarzają się o wiele rzadziej. Takie osoby potrafią też być w życiu o wiele bardziej szczęśliwe. Wiem, bo sama do takich osób należę.