poniedziałek, 14 września 2026

Uparciuch spod żaluzji

Myślałam, że po kilku próbach da sobie spokój. On chyba pomyślał dokładnie to samo o mnie.


I tak codziennie od nowa, w tym samym miejscu. A miejsce to nie byle jakie — zewnętrzna część drzwi ogrodowych, tuż pod żaluzją. Uparł się i nie ma na niego rady. Ja niszczyłam mu tę misternie utkaną sieć, a on po jakimś czasie tkał ją od nowa. Nie niszczyłam mu jej oczywiście celowo. Gdzież tam! Niechcący.

Do dewastacji jego dzieła dochodziło wtedy, kiedy siedząc przy biurku, spuszczałam żaluzję, żeby uchronić się przed niemiłosiernie grzejącym słońcem. No i za każdym razem sieć pająka szła się... Biedulka!




Na czwarty dzień tej kołomyi zrobiło mi się już naprawdę żal uparciucha. Nie spuściłam więc żaluzji. Postanowiłam zaciągać tylko kotary.

Nowej sieci jednak nie było. Pomyślałam, że pająk pewnie był już tak zmęczony, że nie miał siły na kolejną taką syzyfową pracę.

Tego dnia już z samego rana, zanim jeszcze nastał upał, pojechałam do lasu na kijki. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po powrocie do domu znów zobaczyłam sieć!

Oczywiście — w tym samym miejscu, tej samej wielkości i o tej samej fakturze. A nawet sam tkacz wciąż na niej był.

Na mój widok pracuś jednak szybko „spinkolił”. Po chwili znalazłam go w baseniku ogrodowym. Tym razem już nie uciekał.

Kiedy robiłam mu sesję zdjęciową, spokojnie ją znosił. Od czasu do czasu tylko się poruszał, ale trwał w tym samym miejscu, wlepiając we mnie swoje malutkie, czarne oczka.

Patrzyliśmy więc na siebie — ja na niego, on na mnie. On zapewne zastanawiał się, czego jeszcze może się po mnie spodziewać, a ja podziwiałam jego upór i pracowitość.

Dodam tylko, że krzyżak ogrodowy jest dla człowieka niegroźny. Swoim jadem poraża wyłącznie drobne owady zaplątane w jego sieci. W końcu musi się czymś odżywiać...

A sieć? Jeśli człowiek jej nie zniszczy, będzie wisiała spokojnie pod żaluzją. Przynajmniej do następnego spuszczania.