Zawsze coś mnie ściska w środku, kiedy widzę ścinane drzewa. Rozumiem przecież, że tak już jest na świecie — ludzie potrzebują drewna. A jednak żal nie chce ustąpić. Bo drzewa, choć milczą, zdają się mieć w sobie jakąś cichą duszę. Stoją cierpliwie latami, czują wiatr, deszcz i słońce. Smutny jest więc ich los.
O tej porze roku niemal w każdym lesie rozlega się warkot spalinowych pił. Drwale pracują szybko, niemal w gorączce, jakby czas nagle przyspieszył. Muszą zdążyć przed ptakami. Bo już wkrótce, jak co roku, z początkiem kwietnia wrócą i zaczną na gałęziach splatać swoje małe, kruche światy.
Drwale już mnie znają. Wiedzą, że każde ścięte drzewo trochę mnie boli. Czasem więc zamienimy kilka słów — gdy mogę podejść do nich bezpiecznie albo kiedy mają krótką przerwę. Dzisiaj też chwilę rozmawialiśmy.
Kiedy odchodziłam, jeden z nich podszedł do świeżo ściętego pnia i narysował na nim uśmiech. Taki prosty, dziecięcy.
— No dobrze… niech wam będzie — roześmiałam się. I poszłam dalej leśną ścieżką, między drzewami, które jeszcze stały.
