Dzieci broją od zawsze. Psocą, śmieją się głośno i czasem – niechcący – psują i przewracają świat do góry nogami. Taka jest ich natura. Ich wyobraźnia kwitnie jak dziki ogród, w którym każdy kamyk, każdy cień i każdy szept staje się przygodą. W głowach rodzą się pomysły dziwne, szalone, niepojęte dla dorosłych – a jednak pełne życia i sensu.
Dorośli nie powinni gasić tego ognia. Ich zadaniem jest raczej delikatnie prowadzić, wyznaczać ramy, które pozwolą odkrywcom wyruszyć bezpiecznie w świat pełen cudów i niespodzianek. Bo każde dziecko jest podróżnikiem, który pragnie dotknąć tego, co nieznane, i nazwać to własnym słowem.
Umysł dziecka – tabula rasa – pozostaje czystą kartą, na której zapisują się pierwsze doświadczenia. Jak pisał XVII-wieczny filozof John Locke, te ślady kształtują człowieka, nadają sens jego drodze. A dorośli są strażnikami tych zapisów – odpowiedzialnymi za to, by były prawdziwe, pełne piękna i mądrości.
