Czarny łabędź to ptak, który zdaje się wymykać oczywistościom. Pochodzi z odległych krain — Australii, Nowej Zelandii i Tasmanii — a do Europy Zachodniej trafił dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku. Od tamtej pory bywa hodowany jako ptak ozdobny, a szczególnie często można go spotkać w Wielkiej Brytanii.
Mnie jednak los pozwolił zobaczyć go w Schwarzwaldzie — nomen omen — w niewielkiej miejscowości Fischerbach w Badenii-Wirtembergii.
Na zdjęciu widać go tylko z daleka. A jednak tamta chwila wciąż pozostaje dla mnie wyjątkowa. Byłam zachwycona — i jestem do dziś. Bo jak dotąd jest to jedyny czarny łabędź, jaki zamieszkał w moim albumie przyrodniczym.
Ten niezwykły ptak ma upierzenie niemal całkowicie czarne, jakby utkane z cienia. Dopiero w locie odsłania pas białych lotek na krawędzi skrzydeł — nagły błysk jasności wśród ciemnych piór. Jego sylwetkę dopełnia długa, elegancko wygięta szyja oraz jaskrawoczerwony dziób zakończony białą plamką. Nogi są ciemnoszare, a młode osobniki przez pewien czas noszą jeszcze brązowawe upierzenie, zanim przybiorą swoją charakterystyczną barwę.
Samce są nieco większe od samic i mają dłuższy, prostszy dziób. W okresie pierzenia dorosłe ptaki tracą wszystkie lotki naraz i przez około pięć tygodni pozostają uwięzione na wodzie, niezdolne do lotu.
Czarny łabędź od dawna jest także symbolem. Uosabia rzadkość i zdarzenia, których nikt się nie spodziewa — takie, które potrafią odmienić nasze spojrzenie na świat.
W przeciwieństwie do białego łabędzia, od wieków kojarzonego z czystością i niewinnością, czarny łabędź symbolizuje pasję, instynkt oraz ten nieoczywisty „cień” obecny w ludzkiej naturze.
Może właśnie dlatego bywa też znakiem ludzi, którzy nie mieszczą się w schematach — tych, którzy idą własną drogą.
W jednych kulturach przynosi szczęście i dobrobyt. W innych uchodzi za zwiastuna pecha. Ja jednak zdecydowanie wolę tę pierwszą opowieść. Ponuractwo nigdy nie było mi szczególnie bliskie.
Z cyklu: Opowiadania o relacji człowieka z naturą
