środa, 18 marca 2026

Mintek, pieprz w pupie i fotograf

(Trzeci dziurawiec. Opowieści Mintka — część II)


Nie poddaję się i rosnę dalej. Mam już cztery latka i żadnego warkocza, jak moje siostry. Sama już nie wiem dlaczego. Czy dlatego, że mamusia nie miała już siły czesać mozolnie trzeciej córeczki, czy może dlatego, że sama nie chciałam długich włosów?

Całkiem możliwe, że to drugie. Wszak długie włosy przeszkadzałyby mi w łażeniu po drzewach w ogrodzie i po dachach na podwórku. Nawet kokarda na czubku mojej głowy nieraz mnie denerwowała, bo zdarzało mi się na niej zawisnąć na gałęzi… A to bolało.

Ale do robionych nam czasem rodzinnych zdjęć umiem pozować spokojnie. Mamusia zawsze prosi i mówi, że są potrzebne na pamiątkę. Że kiedy będę już duża i będę miała swoje dzieci, będę mogła im pokazać, jak sama wyglądałam, gdy byłam malutka.

Stoję więc grzecznie i patrzę moim dzieciom prosto w oczy. Niech zobaczą, że ładna ze mnie mama w dzieciństwie była. Nie rozumiem tylko, dlaczego moje siostrzyczki nie patrzą na swoje dzieci… Czyżby nie chciały ich mieć, kiedy będą duże?

No dobrze, przyznam szczerze, że mnie też nie całkiem wychodziło z tym patrzeniem na moje dzieci. Bardziej interesował mnie buchający ogień na kiju od miotły, który tatuś sam zapalał. Że się nie bał?!

Dziwne. Może czuł, że to taki jego obowiązek wobec jego „dziurawców”, jak nas czasem nazywał. Pan fotograf mówił bowiem, że dzięki temu błyskowi ognia lepsze zdjęcia mu wyjdą. A tatuś na pewno chciał, żebyśmy ładnie na nich wyglądały.



Do drugiego zdjęcia mamusia znów nas ustawiła i prosiła, żebyśmy się nie ruszały. Nie rozumiem tylko, dlaczego kazała mi stać. W końcu to ja jestem najmłodsza i to ja powinnam siedzieć. Czy coś jest ze mną nie tak?

No chyba tylko to, że — jak mamusia nieraz mówi — ja nigdy nie usiedzę spokojnie, bo mam pieprz w pupie. Hmm… może to i prawda.

Tak czy inaczej, skoro już go mam, to przecież sama sobie go tam nie wsadziłam. Chyba mamusia już taką mnie „popieprzoną” urodziła.

Ale to prawda — nie lubię siedzieć. Zawsze sterczę jak… jak jakiś wyrzut sumienia co najmniej. Tak nieraz mówi tatuś.

Eee tam. Nie wiem, co to właściwie jest wyrzut sumienia, ale z wyrzutem czy bez jednak wolę sobie posterczeć. A nuż będę bardziej zauważalna?

Do drugiego zdjęcia zebrałam się w sobie i patrzę już prosto w obiektyw aparatu pana fotografa, bo powiedział, że zaraz wyskoczy z niego ptaszek.




Patrzę więc uważnie w ten aparat… czekam… czekam jeszcze chwilę… A ptaszek jak nie wyskoczył, tak nie wyskoczył. No i wkurzył mnie strasznie.

Na kolejne zdjęcia nie dałam się już namówić, bo nie znoszę, kiedy ktoś mnie okłamuje. Przecież już umiem dobrze patrzeć i tak samo czuć.

Pan Tabisz, nasz sąsiad, ciągle powtarza, że Halintek-Mintek, czyli ja, to bardzo mądre dziecko. A on jest już stary i chyba wie, co mówi… No!

Nie mogłam się więc nie wkurzyć na pana fotografa za to jego oszukaństwo. Fuknęłam coś pod nosem (ale nie powiem co), odwróciłam się na pięcie i poszłam do ogrodu się bawić — z mocnym postanowieniem, że jeśli znowu przyjdzie do naszego domu robić zdjęcia, to się przed nim schowam.


Cykl: „Trzeci dziurawiec. Opowieści Mintka”


Ciąg dalszy opowieści Mintka nastąpi.
W kolejnej historii Mintek znów narobi trochę zamieszania.