Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świeć nam nasza życiodajna gwiazdo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świeć nam nasza życiodajna gwiazdo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 grudnia 2020

Świeć nam, nasza życiodajna gwiazdo

Słońce, bo o nim mowa, jest największą gwiazdą w naszym układzie. Podobno ma 4.600.000.000 lat i jest 1.000.000 razy większe od naszej kochanej planety. Wisi sobie na niebie w odległości 150.000.000 km od Ziemi, która, jak się okazało dzięki Kopernikowi, krąży wokół niego, a nie na odwrót.

Słońce fascynuje mnie od dziecka. I to nie tylko dlatego, że jest źródłem energii niezbędnej do życia wszelkich organizmów na Ziemi i największym, a zarazem najjaśniejszym obiektem na niebie, ale przede wszystkim dlatego, że jest najbliższą Ziemi gwiazdą. Gwiazdą, dzięki której mamy nowy, jasny… piękny dzień. Lubię je fotografować, a także patrzeć w jego blask. I czynię to często.

„Trwaj tylko w słońcu, bo nic pięknego nie rośnie w ciemności” — cyt. Friedricha von Schiller — to moje motto na każdy nowo rozpoczynający się dzień. I nieważne, że czasami to nasze kochane słoneczko przykrywa gruba warstwa ołowianych chmurzysk… Wystarczy mi świadomość, że ono gdzieś tam jest. Jak co dzień.

Kiedyś, przed laty, w magazynie „Moje Zdrowie” przeczytałam, że aby poprawić kondycję wzroku, starożytna medycyna chińska zalecała przez pięć sekund patrzeć prosto w słońce. Od tej pory często patrzę. Wytrzymuję bez problemu. Wprawdzie wtedy zaczynają mi z oczu płynąć łzy, ale kiedy je wytrę, zauważam, że widzę lepiej. Ostrzej. Pewnie to zasługa nie tylko słońca, ale też i łez, które skutecznie oczyszczają oczy.

Od prawie trzydziestu lat jestem okularnicą. Niestety. Pewnie to moje czytanie w dzieciństwie — z latarką pod kołdrą — daje znać o sobie. Z opóźnionym zapłonem skutkuje w dorosłym wieku. Tak myślę, bo skoro w mojej rodzinie nikt nie nosi okularów, tylko ja, to jakie może być inne wytłumaczenie? Nawet moja 94-letnia Matka do dziś czyta bez okularów. Moje starsze siostry również. Tylko ja muszę te wstrętne okulary na nos zakładać. Do dziś dnia nie mogę się do nich przyzwyczaić. I pewnie nigdy ich nie polubię. Bo też często mam je zaparowane. Przy mojej żywotności nie może być inaczej. A szkła kontaktowe nie dla mnie. Już próbowałam. Na szczęście, od kiedy patrzę w słońce, przynajmniej wzrok przestał mi się pogarszać. Słabowidztwo stanęło w miejscu. Dobre i to! 


***

O słoneczku mam też ulubioną piosenkę z dzieciństwa. Śpiewałam ją później z moimi dziećmi na naszych niezapomnianych wędrówkach po łąkach i lasach, górach i dolinach, brzegiem rzek i potoków, jezior i mórz. A muszę przyznać, że wędrowaliśmy często, bo bardzo to lubiliśmy. Teraz, z moimi wnuczkami, aż takich odległości razem może i nie pokonujemy, ale ciągle z wielką przyjemnością wędrujemy. I piosenkę tę (mimo że są coraz starsze) odśpiewujemy zawsze jako pierwszą. Bo jest bardzo fajna i radosna... i każdemu z nas przypomina dzieciństwo:

 

 
Słoneczko późno dzisiaj wstało  
I w takim bardzo złym humorze,  
I świecić też mu się nie chciało,  
Bo mówi, że zimno na dworze.

Lecz gdy piosenkę usłyszało,
To się tak bardzo ucieszyło,
Zza wielkiej chmury zaraz wyszło
I nam radośnie zaświeciło.

Słoneczko nasze, rozchmurz buzie,
Bo nie do twarzy ci w tej chmurze,
Słoneczko nasze, rozchmurz się,
Maszerować z tobą będzie lżej!


Z cyklu: „A niebo nad nami”