Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wczasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wczasy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lipca 2026

Smak lata nie zawsze jest daleko

Jest w roku taki czas, na który czekamy niemal od pierwszych chłodnych dni jesieni. Czas, który pachnie słońcem, rozgrzanym powietrzem i obietnicą odpoczynku. Wakacje.

Nie dla wszystkich jednak mają one smak dalekich podróży, hotelowych tarasów i zdjęć robionych na tle egzotycznych krajobrazów. Niektórzy nie wyjadą nigdzie — ani za granicę, ani nawet w inne części kraju. Zostaną w swoich domach, w swojej codzienności. A jednak lato i tak przychodzi do nich — ciepłe, jasne, kojące. I potrafi przynieść coś dobrego, jeśli tylko pozwolimy mu się rozgościć. Bo przecież wakacje to nie tylko miejsce. To także stan ducha.

Wielu z nas marzy o wyjeździe. O zmianie perspektywy, o oddechu od obowiązków. I wielu z nas musi te marzenia odłożyć na później — z powodów finansowych, zdrowotnych czy życiowych. Jedni reagują na to frustracją, inni przyjmują to spokojniej, próbując odnaleźć sens i radość w tym, co dostępne tu i teraz.

Myślę czasem, że wszystko zaczyna się w naszej głowie — w tym osobistym „centrum dowodzenia”. To tam rodzi się rozczarowanie, ale i tam może pojawić się zgoda. Jeśli uporządkujemy myśli, nagle okazuje się, że między obowiązkami da się znaleźć małe przestrzenie wolności. Że przyjemność nie zawsze wymaga wielkich pieniędzy. Że lato można „przeżyć”, a nie tylko „zaliczyć”. Nie twierdzę, że to łatwe. Ale wierzę, że możliwe.

Dorośli potrafią sobie wiele wytłumaczyć. Dzieci — znacznie mniej. Dla nich wakacje to często coś, co się po prostu ma… albo nie. Trudno im zrozumieć, dlaczego jedni wyjeżdżają, a inni zostają. Zwłaszcza jeśli same należą do tej drugiej grupy. A jednak nawet w najbliższej okolicy można stworzyć im świat pełen przygód — trzeba tylko odrobiny wyobraźni i uważności.

Patrzę na to, jak dziś podróżujemy — tłumnie, intensywnie, często bardzo daleko. I trudno się temu dziwić. Przez lata było to przecież niemal nieosiągalne. Dziś świat stoi otworem. Ale wraz z tą wolnością pojawiło się coś jeszcze — cicha presja.

Bo wyjazdy przestały być tylko wypoczynkiem. Coraz częściej stają się komunikatem: „zobacz, gdzie byłem”, „zobacz, jak żyję”. Dla niektórych — miarą statusu. I tak rodzi się niebezpieczna pokusa, by dorównać innym za wszelką cenę. Nawet jeśli oznacza to kredyt, pośpiech, zmęczenie. Byle nie zostać w tyle. Czasem myślę, że nawet wakacje wciągają ludzi w ten niekończący się wyścig.

Niedawno pomagałam córce pakować walizkę. Wśród składanych ubrań i kosmetyków pojawiły się wspomnienia — nasze dawne wakacje. Skromne, proste, a jednak pełne życia. Nie było luksusów, nie było egzotyki. Była za to bliskość, śmiech, czas, który płynął wolniej. I to dziwne poczucie, że choć wokół bywało szaro, w środku było jasno.

Może dlatego tak wielu z nas z sentymentem wraca do minionych dekad. Nie dlatego, że były łatwiejsze czy lepsze pod każdym względem. Ale dlatego, że były nasze. Że byliśmy wtedy młodsi. Że świat — choć uboższy — wydawał się prostszy.

Czy naprawdę byliśmy wtedy lepsi dla siebie? Trudno powiedzieć jednoznacznie. Ale mam wrażenie, że było w ludziach więcej cierpliwości, więcej zwyczajnej życzliwości. Może mniej porównań. Może mniej pośpiechu.

Dziś mamy wolność — coś, o co kiedyś trzeba było walczyć. A jednak nie zawsze umiemy z niej korzystać. Zamiast budować, czasem dzielimy. Zamiast cieszyć się tym, co mamy, patrzymy na to, czego nam brakuje.

Może więc nie chodzi o to, czy wakacje są dla wszystkich w takim samym sensie. Bo nie są. Ale mogą być dla każdego — na swój sposób.

Może prawdziwy odpoczynek zaczyna się nie tam, gdzie jedziemy, ale tam, gdzie przestajemy się porównywać. Gdzie pozwalamy sobie być — bez pośpiechu, bez udowadniania czegokolwiek... I może właśnie wtedy lato naprawdę ma sens.



sobota, 13 lipca 2019

Wakacje są dla wszystkich?

Na wakacje czekaliśmy z wytęsknieniem przez cały rok. I choć zapewne nie każdy z nas wyjedzie na wczasy zagraniczne, niektórzy nawet i na krajowe nie wyjadą, a w domu spędzać je będą, to jednak, to co jest pewne, czas wakacji, czas lata, działa na nas bardzo pozytywnie.
Pewnie wielu jest takich, którzy by chcieli wyjechać gdzieś na wczasy, ale nie może, bo albo ich na to nie stać, albo inne względy nie pozwalają. Niektórzy popadają we frustrację z tego powodu i cierpią, inni zaś godzą się z takim stanem rzeczy i organizują sobie wakacyjny czas w okolicach domu. Tych pierwszych jest mi żal. Ale myślę, że gdyby tylko chcieli, mogliby zażywać wakacji i czerpać z nich radość nawet przy skromnych możliwościach finansowych, czy też innych ograniczeniach. Wystarczy by w swoim „centrum dowodzenia” wszystko sobie poukładali a frustracja minie. Przyjdą zaś pomysły na zorganizowanie sobie obowiązków dnia codziennego tak, że i na przyjemności czas się znajdzie i możliwości się znajdą. Z pewnością nie jest to łatwe, jest jednak możliwe. Chcieć to móc. Tak uważam. Jedynie zły stan zdrowia może stwarzać ograniczenia.
Jest rzeczą oczywistą, że owe „chcieć to móc” — to rola dorosłych. Dzieciom trudniej jest zrozumieć, dlaczego niektórzy z ich rówieśników mogą jeździć na wakacje a niektórzy nie. Zwłaszcza kiedy to ich dotyczy. Jestem pewna, że przy odrobinie dobrej woli i na miejscu można dzieciakom zorganizować ciekawe wakacje.

Podziwiam swoich Rodaków, że tak hurmem jeżdżą na wczasy zagraniczne. Dziwić się nie dziwię... Bo też dziwić się nie ma co, wszak przez tyle lat, za komuny, było to ogromnie utrudnione. Zauważam jednak, iż w Polsce w ostatnich latach wyjazdy na wczasy zagraniczne stały się tak masowe, że aż dziw jednak bierze. Bo też stały się one tak jakby wyznacznikiem statusu społecznego. Stały się bardzo trendy. I jadą nawet ci, których na nie zupełnie nie stać. Zapożyczają się, biorą kredyty, i też jadą... Byleby nie odstawać zbytnio od tych, którym finansowo się powodzi. Byleby mieć się czym pochwalić przed znajomymi. Odnoszę wrażenie, że w Polsce nawet w kwestii wczasów — wyścig szczurów zagościł na dobre.

Niedawno pomagałam Córce spakować się przed wyjazdem na urlop i przy tej okazji powspominałyśmy sobie nasze wspólne wczasy w Polsce, kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Były cudowne. Zawsze się tyle działo... i wcale wiele nie kosztowały. Może nie było wszędzie aż tak kolorowo, ale w sercach było, i to bardzo. Mimo że było biednie i szaro dookoła.

Słyszy się nieraz, że wielu Polaków tęskni za latami 60, 70 i 80 ubiegłego wieku. Czy to znaczy, że tęskną za komuną? Z pewnością nie. Socjolodzy twierdzą, że ta nostalgia bierze się stąd, iż ludzie uwielbiają wspominać swoją młodość i tak naprawdę to tęsknią tylko za młodością, która przypadała akurat na okres komuny. Oczywiście wiele w tym prawdy. Ale niech mi nikt nie mówi, że ludzie nie byli wtedy lepsi. Byli biedniejsi, to fakt, ale dla siebie byli lepsi. Na pewno byli też bardziej zdyscyplinowani, mieli wyższe morale... i co tu dużo gadać — byli szczęśliwsi.
Dlaczego teraz jest tak źle? Przecież jest demokracja. Ciężko wywalczona demokracja. Może rzeczywiście już tak być musi, jak mówi przysłowie: „Żeby było dobrze, najpierw musi być źle”. Może i tak. Byleby tylko inne przysłowie: „Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej” — się nie sprawdziło. Pewnie trzeba jeszcze kilku dekad, aby transformacja ustrojowa (która ciągle jeszcze niestety trwa) wreszcie się w Polsce dokonała i Polacy już tak do końca zrozumieli na czym polega prawdziwa demokracja. I aby, co jeszcze ważniejsze, nauczyli się przestrzegać jej zasad. A także mądrze ją wykorzystywać.

Najbardziej żal mi ludzi „osieroconych” przez Państwo. Przy zmianie ustroju pozostawionych samym sobie. Ludzi, których nie stać teraz na godne życie, a co dopiero wczasy. A takich w Polsce jest wiele. Zwłaszcza na wsiach po byłych PGR-ach. Tym ludziom najtrudniej jest się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Przedtem dbało o nich Państwo. Komuna dawała stabilizację, pracę, chleb. Teraz niestety zdani są tylko na siebie. I jak życie pokazuje — po latach przyzwyczajeń — nie wszystkim udaje się samym stanąć na nogi.
W niektórych rodzinach, i owszem, dzięki 500+ obecnie sytuacja materialna się nieco poprawiła. Częściej też mogą sobie pozwolić na wczasy. Jednak nie wszyscy. Bo jak wskazują statystyki, wzrasta liczba Polaków, którzy, mimo wszystko, z roku na rok coraz bardziej ubożeją.
Oto najnowsze dane GUS, cytuję: „Wzrosła liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie, czyli na poziomie minimum egzystencji. W 2018 r. było to 5,4 proc. mieszkańców Polski - rok wcześniej 4,3 proc.”.

A co się stanie z Polakami, jak do Polski dotrze kryzys finansowy? Bo że w końcu dotrze, to jest pewne. To tylko kwestia czasu... A Polska taka zadłużona. Smutne to, ale niestety prawdziwe. 



*Z pełnym tekstem Business Insider Polska — z danymi GUS — można się zapoznać tutaj: https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/w-polsce-wzroslo-skrajne-ubostwo-najnowsze-dane-gus/pcsqevp)

sobota, 25 maja 2013

Czas na majową kanikułę

Urlop w maju? Czemu nie? W Niemczech trwają Pfingstferie, czyli ferie zielonoświątkowe. Dzieciaki mają ponad dwa tygodnie wolnego. Tutaj — w wielu rodzinach — rodzice planują sobie urlop na ten czas i albo organizują z dzieciakami różne atrakcje w domu, albo gdzieś razem wyjeżdżają. Najczęściej do ciepłych krajów.

W tym roku jest wyjątkowo duży popyt na wczasy na południu Europy. Nic w tym dziwnego, bo też tegoroczna majowa aura jest bardzo nieprzyjazna dla Europejczyków w większości krajów Unii Europejskiej.

Moim wnuczkom rodzice zorganizowali wczasy w Italii nad jeziorem Garda (wł. Lago di Garda). Wnuczki zabrały ze sobą swojego psa rasy Labradoodle i babcię, czyli mnie, no i wybyliśmy w szóstkę na tydzień do Moniga del Garda, miejscowości nad samym jeziorem Garda.


Aramis, nasz rodzinny pies rasy Labradoodle wczasuje z nami.. A jak!


Urlop to wspaniała rzecz…

Najpiękniejsza w roku pora - można by rzec.

Każdy urlopu wyczekuje,

nawet ten, co jeszcze albo już nie pracuje.


Wczasy były wspaniałe. I choć pogoda i tam nie była taka, jak o tej porze roku powinna być, byliśmy zadowoleni i odpoczywaliśmy, gdzie się tylko da i jak się da.


Dolce farniente in bella Italia.


Do domu wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni, wypoczęci i nawet porządnie opaleni… lodando dolce vita!

***

Na czas mojej nieobecności, związanej z urlopem, mojego domu i bloga strzegł ogień — symbol ogniska domowego, rodziny i gościnności, który przed wyjazdem celowo na swoim blogu „rozpaliłam”. Po powrocie widzę, że strzegł bardzo dobrze. Dom zastałam w takim samym stanie, jakim go zostawiłam. Mój blog również. Ba, lepiej, bo widzę, że podczas mojej nieobecności gościł mnóstwo Czytelników. Niezmiernie mi miło z tego powodu!

Jak tylko znajdę czas, zamieszczę trochę fotek znad pięknego Lago di Garda. Tymczasem dziękuję Wszystkim za tak liczne odwiedzinki mojej blogowej podłogi — w czasie gdy ja, szczęśliwa jej posiadaczka byczyłam się w bella Italia. Grazie, mia cara!