Zimą wszystko jest jakieś trudniejsze. Wstawanie, wychodzenie z domu, dobre myśli. Brakuje światła, energii i tego niewytłumaczalnego „chce mi się”, które latem przychodzi samo. A przecież często winowajca jest jeden — słońce. Albo raczej jego brak.
Słońce. Zwykłe, codzienne słońce. To samo, które latem potrafi nas zmęczyć, rozleniwić i sprowokować do narzekania, że „za gorąco”. A potem przychodzi zima — i nagle okazuje się, że bez niego funkcjonujemy jakoś gorzej. Wolniej. Ciszej. Bardziej w cieniu.
Starożytni medycy doskonale o tym wiedzieli. Nie mieli aplikacji do mierzenia nastroju ani badań klinicznych, a jednak trafiali w punkt: światło słoneczne poprawia samopoczucie. I choć dziś wiemy o hormonach, neuroprzekaźnikach i mechanizmach działania mózgu znacznie więcej, wnioski pozostają zaskakująco podobne.
Jesienią i zimą przypominamy sobie o tym boleśnie. Dni stają się krótkie, poranki ciemne, popołudnia jeszcze ciemniejsze, a człowiek coraz częściej zastanawia się, czy aby na pewno wstał z łóżka we właściwym wszechświecie. Jedni przechodzą ten czas w miarę łagodnie — szczególnie ci, którzy mimo wszystko wychodzą na spacer, łapią każdy promień słońca i nie zamykają się w czterech ścianach. Inni mają znacznie trudniej.
Są tacy, dla których okres jesienno-zimowy to nie tylko gorszy humor, ale realny spadek energii, chęci i sensu. Depresja sezonowa — brzmi niewinnie, a potrafi skutecznie odebrać radość z codzienności. I nie ma w tym nic dziwnego. Ilość światła dziennego ma ogromne znaczenie dla naszego nastroju, co zgodnie podkreślają specjaliści.
W tle tej historii pojawia się serotonina — hormon szczęścia, którego poziom u osób zmagających się z depresją bywa zaskakująco niski. A co go podnosi? Między innymi światło. Proste? Proste. Tyle że w środku zimy słońce często bywa towarem deficytowym. I koło się zamyka.
Co więc zrobić? Czekać do wiosny? Niekoniecznie. Warto korzystać z każdego promienia, który się pojawi — nawet jeśli oznacza to krótki spacer zamiast kolejnego odcinka serialu. Warto się czasem zmusić. Nie z heroizmu, ale z troski o siebie.
Bo słońce to nie tylko pogoda. To nastrój. Energia. Lepsze relacje z innymi i z samym sobą. A skoro mamy na wyciągnięcie ręki naturalne wsparcie dla psychiki, szkoda byłoby z niego nie skorzystać.
Niech więc słońce świeci nam jak najczęściej — nawet jeśli tylko przez chwilę. A kiedy już się pojawi, nie udawajmy, że go nie ma. Wyjdźmy z domu. Zatrzymajmy się na moment. Podnieśmy głowę. Bo czasem to właśnie drobny promień światła wystarcza, by powiedzieć zimie — i depresji — jedno krótkie, stanowcze: na pohybel!
-------------------------------------------------------
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.
Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💗Halszka
