Nie rozumiem swoich rodaków. Skąd w nas tyle nienawiści? Skąd ta ksenofobia, która coraz częściej zastępuje empatię, rozum i elementarną przyzwoitość?
To nie jest polskie. I nie chodzi tu nawet o to, że tak wielu z nas tak chętnie powołuje się na chrześcijaństwo. Chodzi o historię. O pamięć. O fakt, że przez dziesięciolecia to my uciekaliśmy przed wojną, biedą i prześladowaniami. Szukaliśmy schronienia na obcej ziemi. Tam, w diasporach rozsianych po świecie, budowaliśmy swoją kulturę, swoją tożsamość. Robimy to do dziś.
Boimy się terrorystów? Oczywiście. Każdy rozsądny człowiek się boi. Ale ludzie stojący dziś u naszych bram to w ogromnej większości nie terroryści, lecz ofiary. Ludzie wypędzeni z domów przez wojny, dyktatury i głód. Matki z dziećmi. Rodziny, które chcą tylko jednego — przeżyć. Odmowa pomocy, odwracanie wzroku, zamykanie granic nie jest „obroną”. Jest ksenofobią. A ksenofobia zawsze rodzi przemoc. I zawsze — wcześniej czy później — obraca się przeciwko tym, którzy ją sieją.
Tu ukłon w stronę polityków — choć raczej powinien to być alarm. Potrzebne jest natychmiastowe, odpowiedzialne i uczciwe podejście do kwestii uchodźców: ludzi uciekających przed konfliktami zbrojnymi, prześladowaniami i katastrofami klimatycznymi. Ich liczba będzie rosła. Niezależnie od naszych życzeń, haseł wyborczych i straszenia społeczeństwa. Świat się zmienia, a polityka udawania, że problem nie istnieje, skończy się katastrofą.
Dlatego warto pomyśleć, zanim w kolejnych wyborach parlamentarnych oddamy głos na PiS Jarosława Kaczyńskiego albo na Koronę Polski Grzegorza Brauna. Braun, który z dnia na dzień coraz mniej ukrywa swoje prawdziwe oblicze — oblicze nacjonalisty flirtującego z faszyzmem.
Jeszcze niedawno głównym siewcą nienawiści był Kaczyński ze swoim zapleczem politycznych „wyznawców”. Dziś ma konkurencję. Braun i jego coraz liczniejsza grupa brunatnych entuzjastów przesuwają granice tego, co w Polsce uchodzi za „normalną” debatę publiczną. I robią to celowo.
Dla własnych interesów, w brutalnej walce o władzę, próbują zamienić Polskę — kraj Solidarności, odwagi i społecznej empatii — w kraj strachu, pogardy i ksenofobii. Paradoksalnie opakowanej w krzyż i hasła o „obronie wartości” (sic!).
Świat patrzy na to z niedowierzaniem. Przeciera oczy i pyta: co się stało z Polską? Co się stało z krajem, który był symbolem walki o wolność i godność człowieka?
Zdrowo myślący Polacy wiedzą, czym skończyły się rządy PiS-u: izolacją, kompromitacją i stopniowym spychaniem Polski na margines Europy. Kraju coraz bardziej zaściankowego, coraz mniej poważnego. Czasem wręcz groteskowego.
Dziś grozi nam coś jeszcze gorszego: pogłębienie tej zaściankowości i coraz głośniejsze echo faszyzmu, które przestaje być marginesem, a zaczyna brzmieć jak realna alternatywa polityczna.
***
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.
Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💓Halszka
