Bo jeśli coś ma skrzydła, historię i niejasne znaczenie, prędzej czy później i tak sprawdzę, co się za tym kryje.
Szłam z córką brzegiem Dunaju. Rzeka niosła swój ciężki, brunatny oddech, a na murach pobliskich domów, to tu, to tam, pojawiały się ważki — lekkie, kolorowe, jakby nie z tego świata. Jednej z nich nie potrafiłam minąć obojętnie. Zatrzymałam ją w kadrze, jak się zatrzymuje chwilę, zanim zniknie.
Córka roześmiała się i powiedziała, żebym „nie wyskakiwała” z tą ważką gdzieś publicznie. Podobno w świecie graficiarzy symbole bywają dwuznaczne, a skrzydła nie zawsze znaczą wolność.
Skinęłam głową, ale ciekawość już zaczęła swoją pracę. Po powrocie do domu zajrzałam więc tam, gdzie dziś zagląda się po znaczenia — do Internetu. I dowiedziałam się, że ważka bywa znakiem nieśmiertelności, odnowy, obietnicą po złych czasach.
Uśmiechnęłam się. Brzmiało to pocieszająco. Pomyślałam, że mogę jej używać bez lęku. Tym bardziej że zawsze mnie zachwycały — kruche, świetliste, niemal bajkowe, jakby ktoś narysował je z samego światła.
Z tą nieśmiertelnością to pewnie przesada. Ale czasy są takie, że chętnie przymykamy oko na przesadę. Są złe — nie tylko za sprawą putinowsko-trumpowskich wichrów, które przetaczają się nad światem — więc każda obietnica odnowy ma dziś swoją wagę.
Japończycy musieli to rozumieć od dawna. Ważka powraca w ich sztuce i poezji, aż w końcu stała się nazwą samej Japonii — Akitsu-shima, wyspy ważek. Jakby kraj mógł być owadem: delikatnym, a jednak trwającym.
I wtedy trafiam na zdanie, które burzy ten spokojny obraz. Okazuje się, że ważki należą do nielicznych stworzeń, u których dorosłość może paść ofiarą dzieciństwa. Podczas składania jaj larwa potrafi zaatakować samicę. Świat zamyka się w okrutnym kręgu.
No proszę. Nawet tutaj cień pada na skrzydła. Mam jednak nadzieję, że córka nie to miała na myśli. Że ostrzegała mnie tylko przed nadmiarem symboli, nie przed samą ważką.
***
Jeżeli podoba Ci się to, co tworzę, wesprzyj i postaw kawę:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
