Kiedy jestem w lesie — sama lub z kimś — niemal zawsze, przed powrotem do domu, kieruję kroki pod mój ulubiony stary dąb. To miejsce, do którego się wraca, nawet jeśli droga prowadzi gdzie indziej.
Pewnego letniego dnia zobaczyłam przywiązane do jego konarów tybetańskie flagi modlitewne. A właściwie — najpierw je usłyszałam. Furkotały cicho i radośnie na wietrze, jakby las nagle nauczył się szeptać w obcym języku.
Przez tyle lat wędrówek nigdy ich tu nie widziałam. Widocznie nie tylko ja uznałam to miejsce za swoje.
Od tamtej pory, ilekroć tu wracałam, zatrzymywałam się pod dębem na dłużej. Patrzyłam, jak kolorowe płótna poruszają się w rytmie powietrza. Pod koniec lata wiatr nadał im własną historię — postrzępił brzegi, osłabił sznur. Któregoś dnia zauważyłam, że z jednej strony się zerwał. Posztukowałam go jakoś i związałam na nowo, jakby chodziło o coś żywego.
Zimą rzadziej zapuszczałam się w tamtą stronę. Śnieg zmienił ścieżki w białe milczenie. Kiedy jednak pewnego dnia dotarłam pod dąb, widok był bolesny. Flagi leżały w śniegu — porwane, bezwładne. Podeszłam bliżej, odcięłam je scyzorykiem od drugiego drzewa i zwinęłam w rulon. Przypomniały mi się wtedy słowa mojej koleżanki, buddystki z Wietnamu: zniszczonych flag nie wolno wyrzucać. Trzeba je spalić.
Zabrałam je ze sobą. Na skraju lasu, w miejscu przeznaczonym na ogień, oddałam je płomieniom. Pomyślałam, że może ktoś — gdzieś — będzie mi za to wdzięczny. Może nawet ten, kto je tu zawiesił i nie zdążył się nimi zaopiekować.
Czym są te barwne skrawki materiału, które tak łatwo zapadają w pamięć? Historia tybetańskich flag modlitewnych sięga tysięcy lat wstecz. Dawniej uzdrowiciele układali kolorowe płótna w określonym porządku, wierząc, że w ten sposób przywracają ciału siły witalne.
Początkowo nie było na nich żadnych znaków. Pismo pojawiło się później. Kolory jednak — i ich kolejność — pozostały niezmienne. Symbolizują żywioły, z których utkany jest człowiek. Ich harmonia daje zdrowie ciału, spokój emocjom, jasność umysłowi i lekkość duchowi. Co symbolizują?
Żółty –
ziemię
Zielony — wodę
Czerwony — ogień
Biały —
powietrze, wiatr, chmury.
Niebieski — przestrzeń
Flagi zawiesza się na zewnątrz, by wiatr mógł wprawić je w ruch i nieść zapisane na nich mantry dalej — ponad lasami, domami i granicami.
Nie są prośbą ani błaganiem. Są obecnością. Uświęcają miejsce, w którym wiszą, a potem pozwalają wiatrowi robić to, co potrafi najlepiej — krążyć, oczyszczać i przekazywać dalej. Każde muśnięcie niesie błogosławieństwo tym, którzy znajdą się w zasięgu ich ruchu. A w końcu — całemu światu.
Z czasem kolory bledną, materiał się strzępi. Stare ustępuje nowemu. Tak jak wszystko. Koło życia nie zatrzymuje się ani na chwilę.
Buddyści zawieszają flagi w słoneczny poranek, wysoko — tam, gdzie przestrzeń jest najbardziej otwarta. Traktują je jak nośniki boskiej energii, z szacunkiem i uważnością. Gdy spełnią swoją rolę, wracają do ognia, by ich moc mogła przeniknąć wszystko i wszystkich dookoła.
------------------------------------------------------------------
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne. Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💗 Halszka
