czwartek, 29 stycznia 2026

Zimowy oddech świata

Zima trwa już ponad miesiąc. Śnieżna, mroźna, nieustępliwa. W wielu krajach świata zapanowała na dobre, szczególnie w Polsce.

U nas, na południu Niemiec, jest łaskawa. Mimo że to pasmo górskie. Prawdziwie śnieżna i mroźna, ale bez przesady, trwała zaledwie dwa tygodnie. Obecnie śnieg pojawia się rzadko, najczęściej ledwie muska ziemię drobnymi płatkami. Ostre mrozy nie zaglądają do naszych domów — nocą temperatura spada tylko do –2, czasem –4 stopni, a w ciągu dnia słońce unosi temperaturę ponad zero, jakby chciało powiedzieć: „Nie martwcie się, dam wam chwilę wytchnienia”.

A jednak, mimo że śnieg nie zalega w zaspach, a mróz nie ścina szyb okiennych, zima wciąż daje o sobie znać. Hu, hu, ha — wciąż trwa. A gdzieniegdzie, złośliwa i nieokiełznana, zdaje się wręcz terroryzować świat:

„Szczypie w nosy, szczypie w uszy,
mroźnym śniegiem w oczy prószy,
wichrem po polach gna!
Nasza zima zła!”

Każdy jej podmuch jest przypomnieniem, że choć czasem przychodzi łagodnie, jej prawdziwa siła kryje się w drobnych, przenikliwych szczegółach — w lodowatym dotyku na policzkach, w milczeniu zasypanych pól, w uważnym wsłuchaniu się w wiatr, który zawsze wie, dokąd zmierza.

Bo zima nie pyta, nie prosi. Po prostu jest. I jeśli wsłuchasz się uważnie, możesz usłyszeć jej oddech — głęboki, lodowaty, nieokiełznany, a mimo to pełen dziwnej, surowej piękności.





U nas ostatni tak poważny atak zimy miał miejsce w 2014 roku. Mimo że miasto położone jest na wysokości 731 m n.p.m., zimy w ostatnich latach są wyjątkowo łagodne.