Czy świat już całkiem schamiał? Nie, jeszcze nie całkiem. Ale jeśli ktoś szuka na to dowodów, to w kościołach raczej ich nie znajdzie. Niestety. Znajdzie je za to w lasach — tam, gdzie nikt nie wygłasza kazań, nie poucza i nie sprawdza poprawności poglądów, a mimo to ludzie potrafią zachowywać się przyzwoicie.
W niemieckich lasach, przez cały rok, krążą ludzie różnych narodowości. Jedni pedałują na rowerach, inni biegają, maszerują z kijkami albo po prostu idą przed siebie. I — uwaga, rzecz niemal sensacyjna — uśmiechają się do obcych.
Mijając się na leśnej ścieżce, pozdrawiają się słowami: „Grüß Gott!” (Szczęść Boże). Bez ankiety światopoglądowej. Bez deklaracji wiary. Bez konieczności ustalania, czy Bóg jest jeden, jedyny i właściwy. Nikt nie pyta, czy rozmówca wierzy w Boga, w Boga innego, czy może tylko w dobrą pogodę.
Bo każdy ma jakiegoś swojego Boga. A niektórzy są święcie przekonani, że tylko ich Bóg jest prawdziwy (sic!). Co ciekawe — ta pewność wcale nie gwarantuje ani kultury osobistej, ani życzliwości wobec bliźniego.
I może właśnie w tym tkwi paradoks: tam, gdzie najwięcej mówi się o wartościach, często najmniej się je praktykuje. Za to w lesie — bez kazań, bez ambon i bez moralnych manifestów — ludzie potrafią być dla siebie mili, tolerancyjni i zwyczajnie ludzcy... Bez względu na wiarę. Albo jej brak.
------------------------------------------------------------------
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne. Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie, możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💗 Halszka
