niedziela, 4 stycznia 2026

Dzieciństwo z Dziadem Mrozem w tle... i bólem brzucha

W czasach komuny Święty Mikołaj poszedł niejako „do rezerwy”, a jego miejsce zajął Dziad Mróz — postać wynaleziona specjalnie dla nas, dzieci epoki, przez komunistów, którym z wynajdywaniem różnych zamienników szło zupełnie nieźle. Pomysł, jak to zwykle bywało, przywędrował zza wschodniej granicy od niegdysiejszego Wielkiego Brata, który lubił zastępować wszystko wszystkim — byle tylko było „nowe” i „postępowe”.

Dziad Mróz, zwany u naszych „pobratymców” Died Moroz (Дед Мороз), zrobił karierę w Sowietskom Sojuzie zaraz po rewolucji, gdy należało pilnie znaleźć kogoś, kto wyręczy Świętego Mikołaja — bo ten, biedaczek, miał chyba zbyt pobożny życiorys jak na gust towarzyszy. Sięgnięto więc po postać z tamtejszego folkloru i tak oto na scenę historii wkroczył on — Dziad Moroz, z brodą z waty i sercem z ideologii.

Doskonale pamiętam tę postać z mojego dzieciństwa. Ba! Pamiętam też to dziecięce napięcie, z jakim na niego czekałam — jakby miał przyjechać co najmniej osobisty wysłannik cudów. Ach, to były czasy! Człowiekowi niewiele było trzeba: trochę śniegu, zapach pomarańczy i szelest papierowej torebki.

Po świętach Bożego Narodzenia i Nowym Roku w naszym domu kultury organizowano przedstawienia dla dzieci. Bywały nawet jasełka — co do dziś brzmi jak żart z cenzury. Po części artystycznej na scenę wkraczał ON, cały na biało (a raczej na watowo): Dziad Mróz, rozdający dzieciakom paczki ze słodyczami.

Wzywano nas po nazwisku, alfabetycznie, niczym w wojsku — tylko że zamiast rozkazów dawali słodycze.

Wszystkie dostawałyśmy identyczne paczki. Dziad Mróz nie robił różnic — naprawdę był równy gość, przynajmniej w kwestii przydziałów. Dla nas, dzieciaków, była to radość nie do opisania. Po Świętym Mikołaju i Aniołku spod choinki wszystko dawno zostało zjedzone, więc nowa porcja szczęścia w papierowej torebce była jak cud gospodarczy w wersji mini. A że paczki były jednakowe — nie było zazdrości. Przydział równości działał jak należy.



— Ciekawe, co tam jest, że tak słodko pachnie?... Oż kurka wodna, chłopcy, nie popychajcie mnie, bo muszę porządnie żurawia do tej torby zapuścić!... Co on do mnie mówi? Aha, czy byłam grzeczna? Też mi pytanie! Oczywiście, że byłam — na mój sposób.

Szczerze mówiąc, wolałabym, żeby Dziad Mróz nie zadawał głupich pytań, bo sam wyglądał co najmniej podejrzanie. W co on się właściwie ubrał? Czyżby jakiemuś biskupowi podprowadził odzienie, a potem zaplątał się w choince? Broda z waty, włosy jak z reklamy poduszki… Tylko trochę przypominał dziada, bardziej jednak przypominał wyfioczonego arcybiskupa — po przejściach. Na szczęście miał dużo dzieci do obdarowania, więc nie musiałam mu odpowiadać — ideologia ideologią, a kolejka czekała.

Za chwilę już o mnie zapomniał i wręczał torbę następnemu dziecku, zadając to samo pytanie, na które odpowiedź i tak go nie obchodziła.

Najważniejsze, że paczka została w moich rękach. A w niej — cud nad cudami — nawet pomarańcza! Wyżerka stulecia. Tylko trzeba było jeszcze przetrwać drogę do domu i ochronić torbę przed starszymi siostrzyczkami, które miały węch do słodyczy jak psy tropiące. Chałwę planowałam ukryć najlepiej — za nią dałabym się wtedy pokroić.

Po drodze wyraziłam głośno, co myślę o całym tym oszustwie z Dziadem Mrozem — i o dziwo — siostrzyczki się ze mną zgodziły. Rzadkość! Prawie większy cud niż pomarańcza.

Tak mnie to uszczęśliwiło, że straciłam czujność i resztki rozsądku. Zjadłam pół torby „na miejscu”, drugie pół po drodze, a kiedy dotarłam do domu, brzuch urządził mi rewolucję październikową na własną rękę. Na kolację nie mogłam patrzeć, a wieczór spędziłam w łazience, prowadząc poważne rozważania egzystencjalne.

I tak siedząc tam, zastanawiałam się, na kogo powinnam być bardziej zła — na Dziada Moroza, że mnie tak uszczęśliwił, czy na siebie, że pozwoliłam się temu szczęściu zjeść… wraz z całym zapasem chałwy.


Rok później. Kolejna „dziadowska” imprezka. Ten Dziad Mróz wywołał nas — wszystkie trzy siostrzyczki naraz. I, co tu dużo mówić, miał odwagę.


***

Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.
Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych

Samo czytanie już jest dla mnie darem.

Dziękuję 💓Halszka