Pokazywanie postów oznaczonych etykietą promieniami słońca w depresję. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą promieniami słońca w depresję. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2026

Na pohybel zimie (i depresji)

Zimą wszystko jest jakieś trudniejsze. Wstawanie, wychodzenie z domu, dobre myśli. Brakuje światła, energii i tego niewytłumaczalnego „chce mi się”, które latem przychodzi samo. A przecież często winowajca jest jeden — słońce. Albo raczej jego brak.

Słońce. Zwykłe, codzienne słońce. To samo, które latem potrafi nas zmęczyć, rozleniwić i sprowokować do narzekania, że „za gorąco”. A potem przychodzi zima — i nagle okazuje się, że bez niego funkcjonujemy jakoś gorzej. Wolniej. Ciszej. Bardziej w cieniu.

Starożytni medycy doskonale o tym wiedzieli. Nie mieli aplikacji do mierzenia nastroju ani badań klinicznych, a jednak trafiali w punkt: światło słoneczne poprawia samopoczucie. I choć dziś wiemy o hormonach, neuroprzekaźnikach i mechanizmach działania mózgu znacznie więcej, wnioski pozostają zaskakująco podobne.

Jesienią i zimą przypominamy sobie o tym boleśnie. Dni stają się krótkie, poranki ciemne, popołudnia jeszcze ciemniejsze, a człowiek coraz częściej zastanawia się, czy aby na pewno wstał z łóżka we właściwym wszechświecie. Jedni przechodzą ten czas w miarę łagodnie — szczególnie ci, którzy mimo wszystko wychodzą na spacer, łapią każdy promień słońca i nie zamykają się w czterech ścianach. Inni mają znacznie trudniej.

Są tacy, dla których okres jesienno-zimowy to nie tylko gorszy humor, ale realny spadek energii, chęci i sensu. Depresja sezonowa — brzmi niewinnie, a potrafi skutecznie odebrać radość z codzienności. I nie ma w tym nic dziwnego. Ilość światła dziennego ma ogromne znaczenie dla naszego nastroju, co zgodnie podkreślają specjaliści.

W tle tej historii pojawia się serotoninahormon szczęścia, którego poziom u osób zmagających się z depresją bywa zaskakująco niski. A co go podnosi? Między innymi światło. Proste? Proste. Tyle że w środku zimy słońce często bywa towarem deficytowym. I koło się zamyka.

Co więc zrobić? Czekać do wiosny? Niekoniecznie. Warto korzystać z każdego promienia, który się pojawi — nawet jeśli oznacza to krótki spacer zamiast kolejnego odcinka serialu. Warto się czasem zmusić. Nie z heroizmu, ale z troski o siebie.

Bo słońce to nie tylko pogoda. To nastrój. Energia. Lepsze relacje z innymi i z samym sobą. A skoro mamy na wyciągnięcie ręki naturalne wsparcie dla psychiki, szkoda byłoby z niego nie skorzystać.

Niech więc słońce świeci nam jak najczęściej — nawet jeśli tylko przez chwilę. A kiedy już się pojawi, nie udawajmy, że go nie ma. Wyjdźmy z domu. Zatrzymajmy się na moment. Podnieśmy głowę. Bo czasem to właśnie drobny promień światła wystarcza, by powiedzieć zimie — i depresji — jedno krótkie, stanowcze: na pohybel!



-------------------------------------------------------

Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne.
Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie,
możesz to zrobić tutaj:

https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych

Samo czytanie już jest dla mnie darem.

Dziękuję 💗Halszka


czwartek, 25 listopada 2021

Nie dajmy się depresji

Mamy listopad, najbardziej nielubiany, ponury miesiąc. Aura daje się nam we znaki, a do wiosny daleko. Aby nie popadać w stany depresyjne musimy sobie jakoś radzić. Najlepszą metodą w tym względzie jest częste przebywanie na łonie natury. Bez względu na pogodę. A już zwłaszcza — w słoneczną. Pisałam o tym we wpisie pt. "Promieniami słońca w depresję". Na szczęście słonecznych dni nawet w listopadzie nie brakuje.

Jeśli ktoś nie ma czasu, albo ciężko mu się zmusić do wyjścia z domu, proponuję taką oto kąpiel słoneczną:

 

 Na zdrowie!

środa, 19 grudnia 2018

Promieniami słońca w depresję

Dobroczynny wpływ światła na zdrowie znany jest od stuleci. Już starożytni medycy wiedzieli, że najlepszym lekarstwem na poprawę samopoczucia jest światło słoneczne i swoim pacjentom zalecali jak najczęściej zwracać oczy w kierunku słońca.

I my, ludzie XXI wieku, też o tym wiemy. Dzięki nauce wiemy jeszcze więcej. O tej wiedzy przypominamy sobie zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, kiedy to niedobór światła słonecznego zaczyna źle wpływać na nasze samopoczucie. Niektórzy z nas jakoś sobie radzą i aż tak mocno nie odczuwają skutków niedoboru światła słonecznego. Zwłaszcza ci, którzy nawet mimo złej aury za oknem często bywają na dworze. Ja należę do takich właśnie osób i rzadko mam złe samopoczucie. Jest jednak wiele takich osób, które czują się naprawdę źle w tym okresie i cierpią na tzw. depresję sezonową.

Wprawdzie tegoroczna jesień nie szczędziła nam słońca i w zasadzie zbytnio narzekać nie powinniśmy. Jednak, jakby nie patrzeć, dni są o wiele krótsze niż w okresie lata i nie każdy ma możliwość skorzystania z dobrodziejstwa słońca. Nie każdy też może korzystać z jego promieni do woli.

Wiele jest też osób, które w ogóle podatne są na depresję, więc w okresie jesienno-zimowym czują się jeszcze gorzej i najchętniej nie wychodziłyby z łóżka. Specjaliści uważają, że nic w tym dziwnego, iż czują się źle, bowiem istnieje ścisły związek między występowaniem depresji a ilością światła dziennego. Odpowiedzialna jest za to m.in. serotonina, zwana hormonem szczęścia. U osób cierpiących na depresję bardzo często odnotowuje się jej niski poziom. A to właśnie światło stymuluje jej wydzielanie... I koło się zamyka.

Korzystajmy więc z promieni słonecznych jak najczęściej. Kiedy tylko się da. Bo warto. Warto się zmusić. Dla zdrowia. Dla lepszego własnego samopoczucia, a w konsekwencji, dla lepszego samopoczucia całej rodziny.

Niech nam Słońce świeci jak najczęściej i jak najdłużej. A my, jazda na dwór — zażywać kąpieli słonecznej. I?... Na pohybel depresji!