piątek, 7 września 2018

Testosteronowe buzowanie

Z cyklu: - „Świat przygód”
(fragment "Narzuconej autobiografii Halszki")


Jak wspomnę moje dzieciństwo i młodość, przypominam sobie, iż zawsze najchętniej bawiłam się z chłopakami. Zwłaszcza w aktywnych zabawach na powietrzu. Jedną z takich właśnie zabaw opisałam we wspomnieniu pt. "Tragikomiczna przygoda na torach”. Z dziewczynami jakoś nie bardzo mi zabawy wychodziły. Bo też dziewczyny denerwowały mnie czasami niesamowicie. Wystraszone to to jakieś. Powolne. Nieużyte… Jedna z drugą. Tego się boi, to ją przeraża, tego się brzydzi, to dla niej za trudne, to niemożliwe… itd… itp. A już najbardziej wnerwiały mnie takie, które się myszy, albo pająków bały. O rany, jak można się bać takich małych stworzonek? Do dziś tego pojąć nie mogę.

Nie wiem, czemu tak ze mną było. Może dlatego, że miałam urodzić się chłopcem? Wszak moi rodzice bardzo marzyli o synu. Dwie córki już mieli. Pewnie to ich ogromne marzenie miało taką moc oddziaływania, że choć zrobiłam im psikusa i dziewczynką się urodziłam, to jednak urodziłam się z wyższą dawką testosteronu niż normalnej dziewczynce przynależna. Nieraz mi to wypominali, że miałam się chłopcem urodzić, bo i tak dawałam im „popalić” jak nie jeden a kilku chłopców naraz. Pewnie tak było, że słysząc ich ciągłe gadki o syneczku, już jako embrion w łonie matki nałapałam testosteronu ponad miarę. Tak na wszelki wypadek. Bo skąd mogłam wiedzieć przez te nudne dziewięć miesięcy w okropnej ciasnocie, że żaden ogonek mi nie rośnie i że mnie jednak dziewczynką spłodzili? A sama przecież nie miałam wpływu na moją płeć. Przyszłam więc sobie na świat dziewczynką, ale z chłopięcą dawką testosteronu. Tak myślę. Bo jeśliby wierzyć naukowcom z University of Liverpool, to chyba tak było. A oni właśnie dowiedli, że u osób płci obojga, będących posiadaczami palca serdecznego dłuższego od palca wskazującego, jak nic, wskaźnik stężenia testosteronu we krwi jest wyższy niż norma przewiduje. A ja akurat jestem posiadaczką takowego serdecznego paluszka… Ba, nawet dwóch. Naukowcy udowodnili też, że to właśnie testosteron w życiu płodowym wpływa na proporcję palców. I im bardziej palec serdeczny jest dłuższy od wskazującego, tym więcej testosteronu działało na płód. Że to właśnie testosteron w życiu płodowym wpływa na budowę mózgu i kształtuje zachowanie człowieka w dorosłym życiu. Osoby z taką proporcją palców są odważne, twarde, nieustępliwe, potrafią walczyć, ale są też mniej egoistyczne. No i udowodnili właśnie jeszcze to, że dziewczynki z takimi paluszkami wolą zabawy chłopięce i chłopców jako uczestników wspólnych zabaw. Ha, no to wypisz, wymaluj — ja. Zresztą, pal sześć wszelkich naukowców, bo ja sama też wiem, że cosik mi nieraz we krwi buzuje, i to jak oszalałe… Toż musi to być testosteron. No bo co by innego?

Dobrze mi się jednak żyje z takim buzowaniem, chociaż jestem przez to większą ryzykantką w życiu niż większość istot rodzaju żeńskiego. W niektórych przypadkach także i męskiego. Czasami aż tak bardzo, iż sama siebie się boję. Bo nie wiem, jak daleko w tym ryzykowaniu mogę się jeszcze posunąć. Ale że lubię się bać, bo to jeszcze dodatkowo i adrenalinka buzuje mi we krwi, nieraz w życiu balansuję nad przepaścią. W dosłownym i niedosłownym tego słowa znaczeniu. Przykład? Proszę bardzo:


Turcja - Sztorm na Morzu Śródziemnym... No to jakżeby 
tej grozy natury z bliska nie zobaczyć? 


Na szczęście, mam chyba szczęście, zwłaszcza w nieszczęściu (które cenię sobie nade wszystko), bo jak do tej pory, z każdej ryzykownej sytuacji wychodziłam cało. Może też dlatego, żem w niedzielę rodzona? No, serio, akurat w niedzielę przyszłam sobie na świat… A co?! Musiałam się postarać, aby moje przyjście było bardziej spektakularne, skoro już po myśli rodziców nie było. No i tak od dziecka ciągle słyszę: — „Gdzie diabeł nie może, tam Halszkę pośle”. — I tak do dziś. Ale lubię siebie taką, bo też moje życie jest naprawdę bardzo ciekawe. Ciągle coś się dzieje. Przygoda za przygodą. Nie znam słowa „nuda”.

Moja testosteronowa dziwolągowatość nie tylko ryzykanctwem się objawia, ale też potrzebą niesienia pomocy innym. Za wszelką cenę. Nigdy nie przeszłam obojętnie obok człowieka potrzebującego pomocy. Ba, nawet do bójki się wmieszam, kiedy widzę, że biją słabszego. Nieraz w życiu z podbitym okiem przez to chodziłam. Nigdy jednak tego nie żałowałam. W takiej sytuacji zawsze reaguję. Bez wahania. Już tak mam. To jest silniejsze ode mnie.

Jak się niedawno przez przypadek dowiedziałam, dzięki temu, że jestem taka a nie inna, uszłam też z życiem. Napisałam o tym we wspomnieniu „Bliskie spotkanie z mordercą-gwałcicielem”. No i jakże mam nie lubić tej swojej dziwolągowatości, skoro tyle dobra mi w życiu przyniosła? A że czasami i podbite oko… Nic to!
Mój Syn ma podobnie. Nie może być inaczej, wszak urodziłam go w dniu swoich urodzin i imienin.