Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyroda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 sierpnia 2021

Piękno zaklęte w grzybach... niejadalnych

Nawet w tych trujących jest coś, co przykuwa wzrok i budzi podziw. Są niezwykłe. I jeszcze bardziej tajemnicze... Ale i bardzo niebezpieczne. O tym trzeba zawsze pamiętać. O tym powinni pamiętać zwłaszcza ci, co na grzybach niezbyt dobrze się znają. Lepiej ich nie zrywać, pozostawić w lesie dla zwierząt.

 











 

"Inne pospólstwo grzybów pogardzone w braku
Dla szkodliwości albo niedobrego smaku;
Lecz nie są bez użytku, one zwierza pasą
I gniazdem są owadów i gajów okrasą…”


Grzybobranie w "Panu Tadeuszu" jest piękne, i tyle w nim prawdy.

A dzisiaj, niestety, czasami bywa tak:


Trującymi grzybkami pospólstwo się pasie,

bo halucynogenne, bo świat po nich w "piękniejszej" widzą krasie.


***

Królestwo grzybów (fungi), obok roślin i zwierząt, stanowią trzeci szlak w rozwoju organizmów eukariotycznych. Są organizmami cudzożywnymi. Nie potrafią, tak jak rośliny, same syntetyzować związków organicznych z substancji nieorganicznych. Dla swojego rozwoju potrzebują gotowych substancji odżywczych. Pobierają je z materii organicznej wytwarzanej przez rośliny albo zwierzęta.


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


niedziela, 27 czerwca 2021

Ropucha nie taka straszna...

Ropucha to jeden z najpopularniejszych płazów. Nie należy jednak do zbyt lubianych zwierząt. Pewnie ze względu na jej wygląd. Szczególnie na kształt ciała, niezbyt ładną buźkę i wyłupiaste oczy. Ale nawet ci mniej wrażliwi na piękno — wolą omijać ją szerokim łukiem. 

 


Dlaczego? Ano dlatego, że w razie zagrożenia potrafi się nadymać do jeszcze większego rozmiaru. A wtedy wygląda przerażająco. Dysponuje też dobrze rozwiniętymi gruczołami jadowymi, z których wydziela groźny jad. Lepiej się wtedy do niej nie zbliżać, a już zwłaszcza jej nie dotykać, bo potrafi zostawić po sobie ślad na długo.

Wiem, co mówię, bo w dzieciństwie taka jedna mnie nim poczęstowała na plecach, kiedy to mój szalony kuzyn wrzucił mi ją za bluzkę. Nie będę nawet wspominać, co się później działo, powiem tylko tyle, że te wakacje u cioci na wsi zapamiętałam na zawsze.



Kiedy ropuchy ruszają na gody do pobliskich zbiorników wodnych, często można je zauważyć na drogach. Niektóre samice taszczą nawet na swoim grzbiecie samca. Takie są przezorne. Gdy uda im się dotrzeć do wody, składają tam skrzek, z którego rozwiną się kijanki, czyli ich larwy.

Z kijankami w dzieciństwie też przeżyłam niezbyt miłą przygodę. Pływając w stawie, chciałam coś zawołać do koleżanki siedzącej na brzegu i wtedy zachłysnęłam się wodą... razem z kijanką. Fuj! Obrzydlistwo! Myślałam, że się utopię z obrzydzenia. W nocy spać nie mogłam, bo ciągle czułam ją w sobie. Uspokoiłam się dopiero po jej przetrawieniu i wydaleniu... Fuj! Na samo wspomnienie tego wydarzenia jeszcze i teraz gęsia skórka mi się robi.

Ropuchy są pod ochroną, a gdy trwają ich wędrówki godowe, organizowane są specjalne akcje dla ich ratowania, by nie ginęły pod kołami samochodów. Wyłapuje się je i przenosi do najbliższych zbiorników wodnych. Sama w takich akcjach parokrotnie brałam udział. Z pomocą dzieci.

Ropuchy są pożytecznymi płazami. Wiedzą o tym szczególnie rolnicy i sadownicy. Wiele im zawdzięczają, ponieważ stworzonka te żywią się ślimakami i gąsienicami, i pożerając je, korzystnie wpływają na wysokość ich plonów. 

 

 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"



środa, 23 czerwca 2021

Kruszyca złotawka, klejnot białych kwiatów

To gatunek chrząszcza o metalicznozielonkawym zabarwieniu. Żywi się kwiatami. Najczęściej spotkać go można na białych kwiatach. Pięknie się komponuje na ich tle. Wygląda jak prawdziwy, połyskujący klejnot. 

 

 

 

Owady te można spotkać od początku maja do końca lipca. Pojawiają się kiedy na dworze jest ciepło i słonecznie. W zimne dni zagrzebują się w ziemi.

Miałam szczęście, udało mi się zrobić kilka zdjęć dwóm osobnikom:

 






Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


piątek, 18 czerwca 2021

Walka o przetrwanie

Tak już w przyrodzie jest, że wszyscy walczą o wszystko. Zwłaszcza o przetrwanie i swoje terytorium. Jak życie pokazuje, z różnym skutkiem, ale walczą, bo ktoś już nam tak świat skonstruował. 

 


Grzyby, jako organizmy żywe, walczą także, i też z różnym skutkiem. Podziwiając ich niezaprzeczalne piękno, aż się chce im życzyć, by zawsze zwyciężały.







 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy".


czwartek, 24 września 2020

Piękno pajęczyną przetykane

Takie piękno można podziwiać najczęściej w lesie wczesnym rankiem. Niby to zwykłe pajęczyny, a jednak jest w nich coś niezwykle pięknego. No, może nie dla owadów, na zgubę których (m.in.) pająki je przędą, ale dla oka człowieka i owszem.


Ta cieniutka jedwabna nić to nic innego jak płynne białko wydzielane przez tak zwane kądziołki przędne znajdujące się na końcu odwłoka pająka i krzepnące natychmiast po zetknięciu z powietrzem.


Tu pająki napracować się musiały bardzo. Tak, to też pajęczyny. No może nie takie aż piękne, bo na kupie gnoju, ale zadziwić mogą.





wtorek, 15 września 2020

Owoce lasów europejskich u schyłku lata

Lato się kończy a u nas zupełnie na to nie wygląda. Trwa w najlepsze. Codziennie jest piękna pogoda. Dużo słońca. Bardzo ciepło. Oznak jesieni na razie nie widać. Jedynie w powietrzu można już trochę wyczuć, że powoli się zbliża. Zwłaszcza wczesnym rankiem.

Tu gdzie mieszkam, w Jurze Szwabskiej, lato zawsze trwa nieco dłużej. Ale nie dlatego, że ma taki kaprys, albo że te tereny sobie szczególnie upodobało,. Trwa dłużej ze względu na spóźnialską wiosnę, która przychodzi tutaj zawsze później i później też oddaje mu pole do działania. Przyroda w tutejszych lasach jest jednak taka sama jak w większości europejskich lasów.

W ostatnich dniach wiele wędrowałam po lasach. Byłam też parę dni z rodzinką w Schwarzwaldzie. Chciałam nawdychać się jak najwięcej letniego powietrza i przy okazji obfotografować leśną przyrodę. Dojrzałą już, owocującą i bardzo pachnącą.


Nasz rodzinny pies Aramis często towarzyszy mi w wędrówkach po lesie, a po nich, wraca do domu zawsze pięknie ozdobiony owocami leśnymi w postaci różnych rzepów i rzepików… i rozsiewa ich nasiona gdzie popadnie. Taki z niego odpowiedzialny przyjaciel przyrody.




sobota, 1 sierpnia 2020

Dzikie pszczoły nie takie znów dzikie

Swój rozum mają. Na to wygląda. Doszłam do takiego wniosku gdy zobaczyłam gdzie uwiły sobie gniazdo. Już lepszego miejsca wybrać sobie nie mogły. Jest bezpieczne po dwakroć. I przed zjawiskami atmosferycznymi, i przed złym człowiekiem. Wysoko, pod zadaszeniem, żadne ulewy i burze im niestraszne. A ochrona przed złym człowiekiem najlepsza z możliwych. No, może nie przed każdym, ale przed tchórzliwym z pewnością.





czwartek, 30 lipca 2020

Kwiaty z lipcowego ogrodu

Lato w pełni. W ogrodach mnóstwo kwiatów. Wokół roznosi się ich cudowny zapach. Miło jest tak sobie pochodzić wśród tych pachnących cudeniek i rozkoszować się ich pięknem. Często mi się to zdarza. Lubię przyglądać się kwiatom z bliska. Lubię je uwieczniać. A z tą bliskością, to nie tylko dlatego, że okularnicą jestem, ale przede wszystkim dlatego, że w ich wnętrzu zawsze coś ciekawego zobaczę. Zwłaszcza, kiedy je później oglądam na ekranie komputera.





niedziela, 26 lipca 2020

Kto pluje w lesie?

A to co? Jakiś łobuz napluł na tę roślinkę? I inni muszą na to patrzeć? Na całe szczęście nie, nie jest to sprawka łobuza. Gdy się bliżej przyjrzymy, łatwo stwierdzimy, że ta pianka ślinę tylko przypomina.


To sprawka pewnego bardzo sprytnego owada. Owada, który nazywa się — nomen omen — Pienik ślinianka (Philaenus spumarius). To on pozostawia na różnych roślinach taką wydzielinę. Po co? Ano po to, aby w jej wnętrzu sobie pomieszkać… Całe stadium larwalne tam spędza. Tam jest bezpieczny, niewidoczny dla drapieżników. Tam też upały i susze nie są mu straszne. Spryciarz, co nie?

Pienik ślinianka to gatunek owada zaliczanego do podrzędu piewików i rzędu pluskwiaków różnoskrzydłych. Jest niewielki, mierzy do 6 mm długości. Ma różne ubarwienie, od jasnego do ciemnego, może być jednobarwne lub wzorzyste. Larwy natomiast są koloru jaskrawozielonego.
Pieniki są niestety szkodnikami upraw. Licznie występują także w zaroślach krzewiastych, na łąkach i na brzegach lasów.

Są mistrzami w skokach wzwyż. Nie pchły, a właśnie pieniki potrafią skakać najwyżej. Jak się odbiją swoimi mocno umięśnionymi nogami to potrafią skoczyć nawet na wysokość 70 cm. Niektórzy entomolodzy żartują i nazywają pienika Siergiejem Bubką wśród owadów.
Jeśli zaś chodzi o tę ich wydzielinę, przypominającą do złudzenia ślinę, to powstaje ona na skutek wdmuchiwania przez nich powietrza we własne odchody zawierające białko. Stąd też ten efekt spienienia. Niezwykłe, prawda? Szkoda, że człowiek tego nie potrafi.

* czwarte zdjęcie w kolażu: Allmän Spottstrit _ Meadow Froghopper (Philaenus spumarius… _ F_files




piątek, 10 lipca 2020

Lipa, pachnąca i dobroczynna

Lipiec to bardzo pachnący miesiąc. Pachnie, jak na lipiec przystało – lipą... tj. kwiatostanem lipy. Nie może być inaczej, gdyż nazwa tego miesiąca pochodzi właśnie od kwitnących wówczas lip. A pachnie dosłownie wszędzie, gdyż tych drzew rośnie wszędzie bardzo dużo.

Szkoda, że lipiec tak szybko pędzi, ale póki jeszcze trwa, póki kwiatostan lipy jeszcze na drzewie, czas się w niego zaopatrzyć. Napar z lipy na chłodne jesienne i zimowe dni potem jak znalazł. Lipowy miód także pyszny i zdrowy. Ale jeśli się nie jest pszczelarzem, trzeba na niego poczekać. A jak już będzie w sklepach, kupić. 
Natomiast o herbatkę z lipy możemy się sami postarać. I będziemy ją mieli za darmo. Wystarczy nazbierać kwiatów, wysuszyć, i potem przechowywać w papierowych torebkach w chłodnym i suchym pomieszczeniu.

Kwiatostan lipy zawiera ponad 20 flawonoidów, fitosterole, garbniki, pektyny, terpeny, olejek eteryczny, kwasy organiczne, sole mineralne, a także witaminę C i PP.
Napar z kwiatów lipy jest nie tylko smaczny, działa także leczniczo. W razie przeziębienia jest niezastąpiony. Działa napotnie i przeciwgorączkowo. Łagodzi również kaszel. Działa także moczopędnie. Wspomaga odporność organizmu i ułatwia odprężenie.

Z dzieciństwa pamiętam, że moja Mama zawsze leczyła nas lipą. Pamiętam nawet zapach takiej herbatki. Był cudowny, bardzo intensywny. Dzisiejsza lipa jakoś już tak intensywnie nie pachnie. Ale co by tu nie mówić, z lipy własnoręcznie nazbieranej i wysuszonej, herbata pachnie zawsze bardziej, aniżeli ta kupiona w sklepach... Jak tu więc nie wyprodukować własnej?
Pamiętam dokładnie słowa mojej Babci: „Dobrodziejstwa herbaty z lipy – to nie lipa”.





niedziela, 21 czerwca 2020

Nastało Lato 2020

Wspaniały, słoneczny dzionek się u nas dziś zapowiada. Nie może być inaczej, wszak to pierwszy dzień lata.
Przed chwilą wróciłam z lasu, a tam miałam sposobność w pogodzie rozeznać się dokładnie. Kiedy wchodziłam w zieleń lasu, osnuta była jeszcze mgłą. Po godzinie mgła opadła. Ukazał się przepiękny błękit nieba. Ptaszki coraz głośniej i weselej zaczęły świergolić i co rusz wzbijać się ponad wierzchołki drzew. A to już nieomylny znak, iż lato szykuje nam piękną pogodę na przywitanie.


Będąc w lesie, poszłam jeszcze raz w to miejsce, gdzie podczas Nocy Świętojańskiej znalazłam kwiat paproci. Tak na wszelki wypadek, aby się upewnić, czy coś mi się nie przywidziało... Ale nie, na szczęście. Kwiat, choć stał się już dużo mniejszy, ciągle pysznił się wśród liści paproci.
Znów wpatrywałam się w niego, ale jeszcze intensywniej niż w nocy, po to, aby nadprzyrodzone moce sobie przyswoić i ugruntować. A kiedy poczułam, że działają coraz mocniej, opromieniona jego blaskiem (a może napromieniowana?), ruszyłam w dalszą wędrówkę, rozkoszując się pierwszym dniem lata.



Lato do życia wokół się budzi...
W jego anturażu nikt się nie nudzi,
Bo lato wszystkich stawia do pionu,
Wystarczy tylko wyjść czasem z domu.


Witaj, lato! A bądź dla nas przyjemne i łaskawe. Oszczędź nam zjawisk ekstremalnych: wichur, gwałtownych burz, gradobicia, a już zwłaszcza nieobliczalnych trąb powietrznych. Nie żałuj za to pięknej pogody i pomóż nam pokonać wyniszczającą nas pandemię koronawirusa... Amen!


niedziela, 31 maja 2020

Dramat pasikonika

Zobaczyłam tego biednego pasikonika tylko kątem oka, pędząc na rowerze po leśnej dróżce. Na początku to właściwie nie byłam pewna, co zobaczyłam. Weszłam akurat w ostry zakręt i wydawało mi się, że coś tam zielonego leżało między koleinami. Najpierw zobaczyłam jednak dużego jastrzębia, który na mój widok poderwał się z tego miejsca i szybko odleciał. Przejechałam kilkadziesiąt metrów dalej, ale coś mi kazało się wrócić i sprawdzić, czy to przypadkiem nie jakieś stworzonko leży tam poszkodowane przez to ptaszysko i czy nie potrzebuje pomocy. Podejrzewałam już, że to może być pasikonik. Nie myliłam się. To był pasikonik. Był już obdziobany przez jastrzębia, ale dawał jeszcze znaki życia. Ruszał się. Widząc jego rany, obawiałam się, że biedulka jednak nie przeżyje.  


Z chusteczki higienicznej zrobiłam małe nosze i delikatnie przeniosłam go z drogi na trawę. Wybrałam wysoką trawę, po to, żeby go to ptaszysko znów nie namierzyło... i nie zżarło.
Zostawiając go, miałam jednak iskierkę nadziei, że może natura pozwoli mu się jakoś z tych ran wylizać i się uratuje. Albo, że jego pobratymcy mu pomogą. Jednak kiedy ujechałam kilkadziesiąt metrów, zatrzymałam się i z ukrycia dobrą chwilę obserwowałam, czy jastrząb nie wróci. Tak na wszelki wypadek.

Nie wiem skąd u mnie taka wrażliwość. Ale wiem, że mam tak od dziecka. Zawsze reaguję na czyjąś krzywdę. Zarówno człowieka, jak i zwierzęcia. I zawsze pomagam. Na przykład kiedyś podobnie ratowałam ranną w kolizji z samochodem jaskółkę.* Ją na szczęście udało mi się uratować.


* Wspomnienie: „Jedna jaskółka...”




piątek, 6 września 2019

A w życiu...?

W życiu się wszystko zmienia…
Co dzisiaj jest, jutro tego nie ma.




I tak jak się zmieniają pory roku,
Tak i widoki w zasięgu wzroku.




Lecz jednak ten, co wyobraźnię ma,
Widzi zawsze to — co mu w duszy gra.




***

Swoich humanitarnych poglądów się trzymamy
i PiS-kim PROPAGANDOWYM tubkom na FB 
 — za skarby świata — nigdy się nie damy!




Z cyklu: "Fotofantasmagorie".


poniedziałek, 29 lipca 2019

Biedronka biedronce nie równa



Któż z nas nie zna biedronek? Wszyscy znamy. Biedronki są wyjątkowe. Przypominają nam wiele bajek z dzieciństwa, w których są bohaterami. Sama napisałam kilka takich bajek, Turkućlandia to jedna z nich.

Któż z nas w dzieciństwie na widok biedronki nie wołał: „Biedroneczko leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba!”? Biedronki są także bohaterkami wielu wierszy i piosenek dla dzieci, także dla dorosłych. O, chociażby tytułowa piosenka naszej (nieżyjącej już) Kasi Sobczyk: „Biedroneczki są w kropeczki”.

Każdy z nas z pewnością ma jakieś miłe wspomnienia z biedronką w tle… Aż tu nagle, biedronki zaczęły, że się tak wyrażę: fruwać na cenzurowanym? No może nie nasza rodzima Siedmiokropka, ale te przybyłe z Azji, Harmonia axyridis — tak.



Zanim opowiem z jakiego powodu biedronki azjatyckie są w Polsce na cenzurowanym, opiszę pokrótce oba te gatunki, czyli naszą Siedmiokropkę i azjatycką Harmonia axyridis, zwaną też Arlekin, Azjatka i Ninja.

Biedronka jest owadem o długości 5-8 mm, pokrytym czerwonymi lub pomarańczowymi pokrywami skrzydłowymi, nakrapianymi kontrastowymi kropeczkami. Biedronki odżywiają się owadami roślinożernymi, zwłaszcza mszycami (także wełnowcami, czerwcami, tarcznikami), dlatego też wykorzystywane są w biologicznym zwalczaniu tych szkodników. Ogrodnicy są szczęśliwi, kiedy widzą je u siebie w ogrodach. Zatem z punktu widzenia człowieka, biedronki są bardzo pożyteczne.

Biedronki przebywają wszędzie tam, gdzie w dużych ilościach występują mszyce. Zamieszkują najczęściej pola, łąki, sady, ogrody, a także miejskie parki. Mnożą się bardzo szybko. Mogą dawać 2-4 pokolenia rocznie. Zimują owady dorosłe. W tym celu gromadzą się setkami, a nawet tysiącami w różnych miejscach pod ziemią, pod korą drzew, a także w budynkach.

Najbardziej znaną nam biedronką jest z pewnością biedronka siedmiokropka. Nazwaną tak ze względu na jej siedem czarnych kropek, które widnieją po trzy na każdej pokrywie skrzydeł i jedną u nasady pokryw. Siedmiokropka jest także potocznie nazywana bożą krówką.

Od jakiegoś czasu, prawdopodobnie od roku 2006, nasza rodzima biedronka Siedmiokropka ma konkurencję. A to za przyczyną azjatyckiej biedronki — Harmonia axyridis. Azjatycka biedronka pochodzi ze wschodniej i środkowej Azji od Ałtaju po wybrzeża Pacyfiku, i od południowej Syberii aż do południowych obszarów Chin. Jest gatunkiem inwazyjnym, który w ostatnich 20 latach rozprzestrzenił się w obydwu Amerykach i dotarł do Europy. To Ukraina (w 1964 roku) po raz pierwszy sprowadziła ją na swój teren.

Biedronka azjatycka skutecznie ogranicza populacje mszyc. To one są jej podstawowym pokarmem. Widząc to, ludzie szybko zwęszyli interes. W USA już w 1916 roku powstały prywatne firmy zajmujące się wprowadzaniem i sprzedawaniem tego gatunku biedronki do walki z mszycami. Widać jednak, że na nowych terenach Azjatka najwyraźniej wymknęła się spod kontroli. A że jest gatunkiem bardzo ekspansywnym, szybko rozprzestrzenia się po całym świecie.

Biedronka azjatycka ma także, podobnie ja Siedmiokropka, 5-8 mm długości. Różni ją charakterystyczna literka „M" nad oczami. Ubarwienie ma zmienne, od żółtego i pomarańczowego, przez czerwone aż do czarnego. Liczba kropek jest także różna, od 0 do 23.

W ostatnich tygodniach polskie media podawały, iż biedronki azjatyckie opanowały Polskę. To już istna plaga. Biedronki są już wszędzie. Są tak natarczywe, że wchodzą ludziom do mieszkań, wyjadają kuchenne zapasy i szukają ciepłego kąta do uwicia gniazd na zimę. Najgorsze jest jednak to, że wywołują silne alergie. Stwierdzono je zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Alergia objawia się astmą, pokrzywką lub zapaleniem spojówek. Biedronki także brudzą, gdyż w przypadku zagrożenia wydzielają żółtą substancję, która z kolei zostawia trwałe plamy na różnych przedmiotach, ścianach czy też ubraniach.

Tu, gdzie mieszkam, na szczęście nie ma inwazji biedronki azjatyckiej. Owszem, zdarza się ją spotkać, ale to są pojedyncze przypadki.