Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiat paproci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiat paproci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2020

Noc Świętojańska... tym razem przed wyborami prezydenckimi

Noc Świętojańska za nami. Nastąpiło letnie przesilenie słońca. Słońce góruje w zenicie na szerokości zwrotnika Raka i mamy już astronomiczne lato. Powoli nastaje czas wakacji, urlopów, wypoczynku.
Czy lato będzie piękne? To zależy. Ale nie tylko od Matki Natury, a przede wszystkim od nas samych… No i może trochę od pewnych mocy. Nadprzyrodzonych.

Ja na taką nadprzyrodzoną moc liczę, gdyż podczas Nocy Świętojańskiej znów udało mi się znaleźć kwiat paproci.

Znów, bo już raz znalazłam, i to w bardzo ważnym dla Polski momencie (10 lata temu), między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich i w rezultacie Prezydentem Polski został Bronisław Komorowski. Tym razem Noc Świętojańska przypadła przed pierwszą turą, ale jeśli moce znów odpowiednio zadziałają, to w drugiej turze zwycięży Rafał Trzaskowski. Bo gdyby jednak Andrzej Duda, jak przepowiada znany w Polsce jasnowidz z Człuchowa, Krzysztof Jackowski, to będzie bardzo źle. I to już nie chodzi o to, że PiS będzie szaleć z radości i dalej spokojnie niszczyć Polskę, ale dlatego, że skoro ta przepowiednia jasnowidza się spełni, to trzeba brać pod uwagę, że i kolejne mogą się spełnić. A te są straszne. Wynika z nich, że Polskę i świat czeka już od lata koszmar, jakiego nikt z nas nie chciałby przeżyć. To są jego słowa. Nawet nie wspomnę jaki to koszmar... Dodam tylko, że to „coś” wg niego ma trwać przez okres 3,5 lat.

A moje odczucie jest takie, że to może mieć duży związek z przedwyborczą wizytą Andrzeja Dudy w USA u Donalda Trumpa i tegoż też konsekwencją... Jaką? Jeśli ktoś interesuje się polityką i śledzi ją na bieżąco — nietrudno mu się domyślić. Tak że lepiej by było, gdyby Andrzej Duda tym razem wyborów prezydenckich nie wygrał.


Nastało Lato 2020

Wspaniały, słoneczny dzionek się u nas dziś zapowiada. Nie może być inaczej, wszak to pierwszy dzień lata.
Przed chwilą wróciłam z lasu, a tam miałam sposobność w pogodzie rozeznać się dokładnie. Kiedy wchodziłam w zieleń lasu, osnuta była jeszcze mgłą. Po godzinie mgła opadła. Ukazał się przepiękny błękit nieba. Ptaszki coraz głośniej i weselej zaczęły świergolić i co rusz wzbijać się ponad wierzchołki drzew. A to już nieomylny znak, iż lato szykuje nam piękną pogodę na przywitanie.


Będąc w lesie, poszłam jeszcze raz w to miejsce, gdzie podczas Nocy Świętojańskiej znalazłam kwiat paproci. Tak na wszelki wypadek, aby się upewnić, czy coś mi się nie przywidziało... Ale nie, na szczęście. Kwiat, choć stał się już dużo mniejszy, ciągle pysznił się wśród liści paproci.
Znów wpatrywałam się w niego, ale jeszcze intensywniej niż w nocy, po to, aby nadprzyrodzone moce sobie przyswoić i ugruntować. A kiedy poczułam, że działają coraz mocniej, opromieniona jego blaskiem (a może napromieniowana?), ruszyłam w dalszą wędrówkę, rozkoszując się pierwszym dniem lata.



Lato do życia wokół się budzi...
W jego anturażu nikt się nie nudzi,
Bo lato wszystkich stawia do pionu,
Wystarczy tylko wyjść czasem z domu.


Witaj, lato! A bądź dla nas przyjemne i łaskawe. Oszczędź nam zjawisk ekstremalnych: wichur, gwałtownych burz, gradobicia, a już zwłaszcza nieobliczalnych trąb powietrznych. Nie żałuj za to pięknej pogody i pomóż nam pokonać wyniszczającą nas pandemię koronawirusa... Amen!


sobota, 22 czerwca 2019

Noc Świętojańska i jej moc

Po tych niesamowitych afrykańskich upałach poczułam się tak bardzo wypluta, wyżymana, wymaglowana, wysuszona, wy... wy... już sama nie wiem, jaka jeszcze „wy...”, że koniecznie musiałam się zrelaksować. Ot, taki wewnętrzny mus. Postanowiłam więc wybrać się w nocy do lasu. Wszak to Noc Świętojańska. Albo jak kto woli, Sobótka albo Kupalnocka albo też Noc Kupalna. Jak zwał, tak zwał, ważne by w tę szczególną noc, najkrótszą w roku, w której następuje letnie przesilenie słońca, nie być w łóżku a w lesie… No i byłam. A jakże!
Muszę jednak przyznać, że jak już do lasu dotarłam, byłam trochę zawiedziona. Dlaczego? Ano dlatego, że nikogo w lesie nie spotkałam. Żadnych sobótkowych imprezowiczów. No, może za wyjątkiem jednej parki, która kokosiła się w aucie na parkingu przed lasem. Ale kiedy sobie przypomniałam gdzie jestem, od razu uczucie zawodu mnie opuściło. No bo też kogo miałam spotkać w niemieckim lesie? Przecież Sobótka to słowiańskie święto. Germańcy pojęcia nie mają co to za święto... i niechaj żałują.
To nagłe odkrycie jednak nic a nic mnie nie zniechęciło i dalej zasuwałam w głąb lasu. Bo też wiem, że roślinność jest tutaj taka sama jak w Polsce i paproci w lasach rośnie na zabój.
Idąc raźnie ścieżynką przez las, niemalże z każdym krokiem nabierałam coraz to większego przeświadczenia, że jeśli kwiat paproci nie jest mitem to i w niemieckim lesie znajdę go z pewnością. No i znalazłam!


Pięknego kwiatuszka paproci nie zerwałam jednak, gdyż przypomniałam sobie z baśni Kraszewskiego, że choć kwiat paproci spełnia wszystkie życzenia i w mig można stać się bogatym i szczęśliwym, to jednak ani bogactwem ani szczęściem nie można się z nikim dzielić. To po co mi taki kwiat? Po co mi takie bogactwo? Sama nigdy bogatą być nie chciałam i nie chcę. Szczęśliwą zaś jestem od dawna... Nauczyłam się, sama, i żadna nadprzyrodzona moc nie była mi do tego potrzebna.
Eee tam, do kitu taki kwiatuszek! Pstryknęłam mu tylko fotkę i ze śpiewem na ustach: — ”Hej, Sobótka, Sobótka, dzień jest długi noc krótka...”, szczęśliwa, powędrowałam przez las.

Miałam cichą nadzieję, że chociaż jakąś czarownicę spotkam. Wszak w Noc Świętojańską powinny być bardzo aktywne. A wiem, że i w Niemczech jest ich niemało, i to wszelkiej maści. Ale gdzie tam, ani w głębi lasu ani na rozstaju żadnej nie spotkałam. Phiii!... a mówiło się kiedyś o sabacie czarownic w noc sobótkową, a tu ani jednej. A może się mnie wystraszyły? Kto wie?

Zawiedziona nieco powędrowałam dalej. Nie chciało mi się jeszcze wracać do domu. Szłam, wsłuchując się w chrupanie kamyczków pod stopami i zastanawiałam się nad światem. A miałam się nad czym zastanawiać, bo też od jakiegoś już czasu nurtuje mnie natrętna myśl, że świat stał się jakiś taki nijaki... Taki, że nawet czarownice tracą swą moc. No, może nie wszystkie... Ale jednak!

Kiedy dotarłam do leśnej polanki, postałam na niej na jednej nodze i podumałam jeszcze przez chwilę. Po czym zrobiłam kilka głębokich oddechów, coby na zapas napełnić płuca tym pachnącym świętojańskim powietrzem, i zaczęłam rozglądać się dookoła. Stwierdziłam, że zaczyna już świtać, wtedy radośnie zawołałam sama do siebie:
No, Czarodziejko, jazda z lasu! — i czując w sobie przeogromną moc, jakiej do tej pory jeszcze nie zaznałam, chichocząc, udałam się do domu.
Z kategorii: Niby-bajka