Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niezwykłość natury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niezwykłość natury. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 czerwca 2021

Ropucha nie taka straszna...

Ropucha to jeden z najpopularniejszych płazów. Nie należy jednak do zbyt lubianych zwierząt. Pewnie ze względu na jej wygląd. Szczególnie na kształt ciała, niezbyt ładną buźkę i wyłupiaste oczy. Ale nawet ci mniej wrażliwi na piękno — wolą omijać ją szerokim łukiem. 

 


Dlaczego? Ano dlatego, że w razie zagrożenia potrafi się nadymać do jeszcze większego rozmiaru. A wtedy wygląda przerażająco. Dysponuje też dobrze rozwiniętymi gruczołami jadowymi, z których wydziela groźny jad. Lepiej się wtedy do niej nie zbliżać, a już zwłaszcza jej nie dotykać, bo potrafi zostawić po sobie ślad na długo.

Wiem, co mówię, bo w dzieciństwie taka jedna mnie nim poczęstowała na plecach, kiedy to mój szalony kuzyn wrzucił mi ją za bluzkę. Nie będę nawet wspominać, co się później działo, powiem tylko tyle, że te wakacje u cioci na wsi zapamiętałam na zawsze.



Kiedy ropuchy ruszają na gody do pobliskich zbiorników wodnych, często można je zauważyć na drogach. Niektóre samice taszczą nawet na swoim grzbiecie samca. Takie są przezorne. Gdy uda im się dotrzeć do wody, składają tam skrzek, z którego rozwiną się kijanki, czyli ich larwy.

Z kijankami w dzieciństwie też przeżyłam niezbyt miłą przygodę. Pływając w stawie, chciałam coś zawołać do koleżanki siedzącej na brzegu i wtedy zachłysnęłam się wodą... razem z kijanką. Fuj! Obrzydlistwo! Myślałam, że się utopię z obrzydzenia. W nocy spać nie mogłam, bo ciągle czułam ją w sobie. Uspokoiłam się dopiero po jej przetrawieniu i wydaleniu... Fuj! Na samo wspomnienie tego wydarzenia jeszcze i teraz gęsia skórka mi się robi.

Ropuchy są pod ochroną, a gdy trwają ich wędrówki godowe, organizowane są specjalne akcje dla ich ratowania, by nie ginęły pod kołami samochodów. Wyłapuje się je i przenosi do najbliższych zbiorników wodnych. Sama w takich akcjach parokrotnie brałam udział. Z pomocą dzieci.

Ropuchy są pożytecznymi płazami. Wiedzą o tym szczególnie rolnicy i sadownicy. Wiele im zawdzięczają, ponieważ stworzonka te żywią się ślimakami i gąsienicami, i pożerając je, korzystnie wpływają na wysokość ich plonów. 

 

 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"



środa, 23 czerwca 2021

Kruszyca złotawka, klejnot białych kwiatów

To gatunek chrząszcza o metalicznozielonkawym zabarwieniu. Żywi się kwiatami. Najczęściej spotkać go można na białych kwiatach. Pięknie się komponuje na ich tle. Wygląda jak prawdziwy, połyskujący klejnot. 

 

 

 

Owady te można spotkać od początku maja do końca lipca. Pojawiają się kiedy na dworze jest ciepło i słonecznie. W zimne dni zagrzebują się w ziemi.

Miałam szczęście, udało mi się zrobić kilka zdjęć dwóm osobnikom:

 






Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


piątek, 18 czerwca 2021

Walka o przetrwanie

Tak już w przyrodzie jest, że wszyscy walczą o wszystko. Zwłaszcza o przetrwanie i swoje terytorium. Jak życie pokazuje, z różnym skutkiem, ale walczą, bo ktoś już nam tak świat skonstruował. 

 


Grzyby, jako organizmy żywe, walczą także, i też z różnym skutkiem. Podziwiając ich niezaprzeczalne piękno, aż się chce im życzyć, by zawsze zwyciężały.







 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy".


poniedziałek, 14 czerwca 2021

Zapach koszonych traw

Nastały sianokosy. Pierwsze tej wiosny. Przynajmniej tu gdzie mieszkam. Wybywając sobotnim rankiem z domu na wycieczkę rowerową, nawet się nie spodziewałam, że takie cudowne zapachy na mnie czekają.

Będąc już za miastem, zobaczyłam niesamowite obrazki. Niemalże na każdej łące, na każdej polanie odbywały się sianokosy. Trochę mnie to zdziwiło, że to taka skomasowana akcja. W końcu się jednak domyśliłam, wszak cały maj był bardzo deszczowy. Początek czerwca tak samo. To jak było kosić?

Sobota okazała się być wreszcie pierwszym, tak naprawdę słonecznym i suchym dniem. Nic więc dziwnego, że kto żyw i kto choć kawałek łąki, czy też polany miał, kosił szczęśliwy, że Pan Bozia taką szansę mu dał.

 


Uwielbiam zapach sianokosów

spowijający łąki i polany...

I zapach suszonego siana,

gdy w słońcu pięknie skąpane.




Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


niedziela, 26 lipca 2020

Kto pluje w lesie?

A to co? Jakiś łobuz napluł na tę roślinkę? I inni muszą na to patrzeć? Na całe szczęście nie, nie jest to sprawka łobuza. Gdy się bliżej przyjrzymy, łatwo stwierdzimy, że ta pianka ślinę tylko przypomina.


To sprawka pewnego bardzo sprytnego owada. Owada, który nazywa się — nomen omen — Pienik ślinianka (Philaenus spumarius). To on pozostawia na różnych roślinach taką wydzielinę. Po co? Ano po to, aby w jej wnętrzu sobie pomieszkać… Całe stadium larwalne tam spędza. Tam jest bezpieczny, niewidoczny dla drapieżników. Tam też upały i susze nie są mu straszne. Spryciarz, co nie?

Pienik ślinianka to gatunek owada zaliczanego do podrzędu piewików i rzędu pluskwiaków różnoskrzydłych. Jest niewielki, mierzy do 6 mm długości. Ma różne ubarwienie, od jasnego do ciemnego, może być jednobarwne lub wzorzyste. Larwy natomiast są koloru jaskrawozielonego.
Pieniki są niestety szkodnikami upraw. Licznie występują także w zaroślach krzewiastych, na łąkach i na brzegach lasów.

Są mistrzami w skokach wzwyż. Nie pchły, a właśnie pieniki potrafią skakać najwyżej. Jak się odbiją swoimi mocno umięśnionymi nogami to potrafią skoczyć nawet na wysokość 70 cm. Niektórzy entomolodzy żartują i nazywają pienika Siergiejem Bubką wśród owadów.
Jeśli zaś chodzi o tę ich wydzielinę, przypominającą do złudzenia ślinę, to powstaje ona na skutek wdmuchiwania przez nich powietrza we własne odchody zawierające białko. Stąd też ten efekt spienienia. Niezwykłe, prawda? Szkoda, że człowiek tego nie potrafi.

* czwarte zdjęcie w kolażu: Allmän Spottstrit _ Meadow Froghopper (Philaenus spumarius… _ F_files




piątek, 17 lipca 2020

Zapach sianokosów

Niedaleko mojego domu rośnie gęsty las. Bardzo często po nim wędruję. W jego głębi zawsze zatrzymuję się przy wielkiej polanie… Dziś sianokosy. Cóż za cudowny zapach rozchodzi się wokoło.




Uwielbiam zapach łąk
nagrzanych promieniami słońca.
Ich bajeczną wonią upojona
przemierzać je mogę bez końca.

Uwielbiam zapach sianokosów
otulający łąki i polany.
I zapach suszonego siana,
co w słońcu jest skąpane.





poniedziałek, 29 lipca 2019

Biedronka biedronce nie równa



Któż z nas nie zna biedronek? Wszyscy znamy. Biedronki są wyjątkowe. Przypominają nam wiele bajek z dzieciństwa, w których są bohaterami. Sama napisałam kilka takich bajek, Turkućlandia to jedna z nich.

Któż z nas w dzieciństwie na widok biedronki nie wołał: „Biedroneczko leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba!”? Biedronki są także bohaterkami wielu wierszy i piosenek dla dzieci, także dla dorosłych. O, chociażby tytułowa piosenka naszej (nieżyjącej już) Kasi Sobczyk: „Biedroneczki są w kropeczki”.

Każdy z nas z pewnością ma jakieś miłe wspomnienia z biedronką w tle… Aż tu nagle, biedronki zaczęły, że się tak wyrażę: fruwać na cenzurowanym? No może nie nasza rodzima Siedmiokropka, ale te przybyłe z Azji, Harmonia axyridis — tak.



Zanim opowiem z jakiego powodu biedronki azjatyckie są w Polsce na cenzurowanym, opiszę pokrótce oba te gatunki, czyli naszą Siedmiokropkę i azjatycką Harmonia axyridis, zwaną też Arlekin, Azjatka i Ninja.

Biedronka jest owadem o długości 5-8 mm, pokrytym czerwonymi lub pomarańczowymi pokrywami skrzydłowymi, nakrapianymi kontrastowymi kropeczkami. Biedronki odżywiają się owadami roślinożernymi, zwłaszcza mszycami (także wełnowcami, czerwcami, tarcznikami), dlatego też wykorzystywane są w biologicznym zwalczaniu tych szkodników. Ogrodnicy są szczęśliwi, kiedy widzą je u siebie w ogrodach. Zatem z punktu widzenia człowieka, biedronki są bardzo pożyteczne.

Biedronki przebywają wszędzie tam, gdzie w dużych ilościach występują mszyce. Zamieszkują najczęściej pola, łąki, sady, ogrody, a także miejskie parki. Mnożą się bardzo szybko. Mogą dawać 2-4 pokolenia rocznie. Zimują owady dorosłe. W tym celu gromadzą się setkami, a nawet tysiącami w różnych miejscach pod ziemią, pod korą drzew, a także w budynkach.

Najbardziej znaną nam biedronką jest z pewnością biedronka siedmiokropka. Nazwaną tak ze względu na jej siedem czarnych kropek, które widnieją po trzy na każdej pokrywie skrzydeł i jedną u nasady pokryw. Siedmiokropka jest także potocznie nazywana bożą krówką.

Od jakiegoś czasu, prawdopodobnie od roku 2006, nasza rodzima biedronka Siedmiokropka ma konkurencję. A to za przyczyną azjatyckiej biedronki — Harmonia axyridis. Azjatycka biedronka pochodzi ze wschodniej i środkowej Azji od Ałtaju po wybrzeża Pacyfiku, i od południowej Syberii aż do południowych obszarów Chin. Jest gatunkiem inwazyjnym, który w ostatnich 20 latach rozprzestrzenił się w obydwu Amerykach i dotarł do Europy. To Ukraina (w 1964 roku) po raz pierwszy sprowadziła ją na swój teren.

Biedronka azjatycka skutecznie ogranicza populacje mszyc. To one są jej podstawowym pokarmem. Widząc to, ludzie szybko zwęszyli interes. W USA już w 1916 roku powstały prywatne firmy zajmujące się wprowadzaniem i sprzedawaniem tego gatunku biedronki do walki z mszycami. Widać jednak, że na nowych terenach Azjatka najwyraźniej wymknęła się spod kontroli. A że jest gatunkiem bardzo ekspansywnym, szybko rozprzestrzenia się po całym świecie.

Biedronka azjatycka ma także, podobnie ja Siedmiokropka, 5-8 mm długości. Różni ją charakterystyczna literka „M" nad oczami. Ubarwienie ma zmienne, od żółtego i pomarańczowego, przez czerwone aż do czarnego. Liczba kropek jest także różna, od 0 do 23.

W ostatnich tygodniach polskie media podawały, iż biedronki azjatyckie opanowały Polskę. To już istna plaga. Biedronki są już wszędzie. Są tak natarczywe, że wchodzą ludziom do mieszkań, wyjadają kuchenne zapasy i szukają ciepłego kąta do uwicia gniazd na zimę. Najgorsze jest jednak to, że wywołują silne alergie. Stwierdzono je zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Alergia objawia się astmą, pokrzywką lub zapaleniem spojówek. Biedronki także brudzą, gdyż w przypadku zagrożenia wydzielają żółtą substancję, która z kolei zostawia trwałe plamy na różnych przedmiotach, ścianach czy też ubraniach.

Tu, gdzie mieszkam, na szczęście nie ma inwazji biedronki azjatyckiej. Owszem, zdarza się ją spotkać, ale to są pojedyncze przypadki. 


W biedronkowym świecie

Na liściu porzeczki
Siedzą dwie biedroneczki.
Są bardzo podobne,
W kropeczki zasobne.

Jedna ma siedem kropek,
To nasza Siedmiokropka.
Druga… rety, tak dużo?!
Choć tyle samo ma nóżąt.

Dziwna ta wielokropka.
Skąd u niej tyle kropek?
Spotkać ją to gratka...
Chociaż to intruz-Azjatka.

Jest znajomą Siedmiokropki,
Przybyłą do Europy.
Uwielbia się panoszyć...
Nikomu się nie da spłoszyć.

Jedynie czarnemu ninji,
Co przybył z nią z Azji...
Gdy się przy niej pojawia,
Karnie się w mig poprawia.




wtorek, 23 lipca 2019

Ślimacze piękno. Jest co podziwiać

Lubię fotografować. Od jakiegoś czasu pociąga mnie zwłaszcza fotografia makro. Głównym bohaterem moich zdjęć jest oczywiście przyroda. Jej piękno stanowi dla mnie niekończące się źródło zachwytu, zdumienia, inspiracji do życia i zabawy. Okiem obiektywu utrwalam rośliny i żyjątka, których fascynującą budowę gołym okiem trudno zobaczyć.
Uwielbiam ten moment, kiedy podłączam aparat fotograficzny do komputera i oglądam zrobione przez siebie zdjęcia na monitorze. To wspaniałe uczucie zobaczyć nagle coś, czego normalnie nie jest się w stanie zobaczyć. Tak jest też ze ślimakami.


Ślimaki, zwane brzuchonogami, to jedna z najliczniejszych gromad mięczaków. Można je spotkać wszędzie. Zarówno w środowisku lądowym jak i w morzu i wodach słodkich. Nie opanowały jedynie powietrza. Dla jednych z nas są obrzydliwe, dla innych piękne. Nie wszystkie są szkodnikami.
Na świecie znanych jest około 105 tys. gatunków ślimaków. W Polsce występuje ponad 200 gatunków spośród nich. Ślimaki są głównie roślinożerne, ale bywają także drapieżne i pasożytujące. Dzielą się na trzy podgromady: płucodyszne, przodoskrzelne oraz tyłoskrzelne. Narządami zmysłów ślimaków są statocysty. Jest to narząd zbudowany z pęcherzyka wypełnionego płynem, o ściankach pokrytych od wewnątrz orzęsionymi komórkami czuciowymi. Dzięki statocystom ślimaki zachowują równowagę w każdej pozycji.
Ślimak wstężyk gajowy, to gatunek ślimaka roślinożernego, lądowego. Występuje w zachodniej i środkowej Europie. Jego muszla ma bardzo duże zróżnicowanie barwne. Znanych jest ich kilkadziesiąt odmian barwnych.
Ślimaki winniczki mają muszle o średnicy przeciętnie ok. 5 cm. Należą do podgromady płucodysznych. Jest jednym z najpospolitszych gatunków ślimaków występujących w Polsce. W niektórych rejonach, z powodu nadmiernego eksportu, stał się gatunkiem rzadkim.
Pomrów rudy to pospolity ślimak z rodziny pomrowów. Żywi się… no cóż, bardzo lubi oziminę, ziemniaki, buraki, roślin warzywne.
Pomrów wielki jest jednym z największych ślimaków nagich. Dorosłe osobniki osiągają nawet 20 cm. Przemieszcza się po ścieżce leśnej w poszukiwaniu żeru. Ślimaki żywią się roślinami od zawsze, zanim ludziom przyszło do głowy zakładać ogrody… Kto tu jest więc intruzem?
Pomrów czarniawy zaś, mimo niechlubnej opinii o nim, jest pożyteczny, przynosi korzyści zamieszkiwanym przez siebie lasom. Ludziom szkody rzadko wyrządza. No chyba, że mają działki lub ogrody położone blisko lasów.


Są też ślimaki wodne. Z przyczyn oczywistych mało się je widzi. Mnie się udało. Jednego wypatrzyłam w wodzie, drugiego w trawie na brzegu jeziora. Skąd tam się wziął? Trudno zgadnąć... Odżywia się nimi wiele gatunków ryb. Tak to w przyrodzie już niestety bywa… By przeżyć, jedni pożerają drugich.


Różnorodność ślimaków jest ogromna. I są wszędzie. Można je spotkać nawet w bardzo dziwnych miejscach i okolicznościach. Na poniższym kolażu widać małego ślimaczka (na własny użytek nazwałam go kasjerem), który wystawił mi 10,- € w lesie w kałuży. Pomrowa rudego dorwałam zaś jak pałaszował grzyby. Kolejnego małego ślimaczka znalazłam niestety... w lodówce, buszował w mojej sałacie. A winniczka wypatrzyłam wysoko na drzewie.


niedziela, 21 lipca 2019

Piękno zaklęte w grzybach

Grzyby nie należą do roślin. Niegdyś należały. Jednak w miarę rozwoju badań, zostały wyodrębnione w przyrodzie i mają swoje własne królestwo. Królestwo grzybów (fungi). Są organizmami żywymi, ale przez wiele lat były niesłusznie umieszczone w królestwie roślin. Po wieloletnich badaniach naukowcy doszli do wniosku, że grzyby, bardziej niż do roślin, podobne są do zwierząt, mimo że zdecydowanie się od nich różnią. Dziwna to teza, ale naukowcy rzeczywiście taką stawiają.
Królestwo grzybów, obok roślin i zwierząt, stanowią trzeci szlak w rozwoju organizmów eukariotycznych. Są organizmami cudzożywnymi. Nie potrafią, tak jak rośliny, same syntetyzować związków organicznych z substancji nieorganicznych. Dla swojego rozwoju potrzebują gotowych substancji odżywczych. Pobierają je z materii organicznej wytwarzanej przez rośliny albo zwierzęta.
 


 
Grzyby, jakie widzimy, są tylko częścią tego organizmu. Są jego owocem. Owocem, jaki się rodzi w niewidocznej dla naszego oka grzybni, która z kolei składa się z sieci maleńkich włókien zwanymi strzępkami. Grzybnie są przeważnie schowane w glebie, ale także w drewnie, albo w innych źródłach pożywienia. Zajmują różne powierzchnie. Od paru milimetrów po wiele hektarów. O tym, czy w danym miejscu rozwija się grzybnia, dowiadujemy się dopiero wtedy, kiedy wytworzy ona owocniki, czyli widoczną dla naszego oka część grzyba. Odżywiają się przez wchłanianie substancji uwalnianych z podłoża, w którym żyją. Czyli z gleby, z drewna, a także z innych źródeł pożywienia. Są użyteczne, albo i nie. Są jadalne, albo trujące. Ale wszystkie potrafią zachwycić swoją barwą, fakturą, kształtem… swoją niezwykłością, swoim pięknem. I to bez retuszu.

***

Nadchodzi czas na grzyby. I to w formie grzybobrania, jak i w formie podziwiania. Bo też ich piękno jest niezaprzeczalne. Tu, w Niemczech, na grzybobranie nigdy się nie wybieram. Nie, nie to, że chodzi mi o Czarnobyl, jak wielu Niemcom, nie, ale o to, że na grzybach za bardzo się nie znam. W Polsce to co innego, w Polsce to się znałam, że ho, ho! I często grzybobranie uskuteczniałam. Ale tylko z moją Mamą. Bo ona, jak mało kto, na grzybach się zna. A tu, bez niej, nijak pewności nie mam. No bo jak tu mieć pewność, skoro grzyby potrafią skutecznie i bardzo niebezpiecznie zmylić niepewnego grzybiarza. Przykład? O, chociażby borowik szlachetny i goryczak żółciowy. Bardzo są do siebie podobne, i kiedy ten pierwszy jest jadalny, drugi trujący. Taki właśnie grzybek trzymam w ręku na na zdjęciu. Długo się nad nim zastanawiałam... Można go śmiało zjeść, czy lepiej leśnym zwierzakom rzucić na pożarcie?

 
Nie chcę ryzykować, dlatego wolę w grzybach widzieć i podziwiać ich piękno, aniżeli wartością żywieniową. A jak już mnie najdzie na nie ochota, kupuję je na targu, od profesjonalnego grzybiarza.
 


"Inne pospólstwo grzybów pogardzone w braku
Dla szkodliwości albo niedobrego smaku;
Lecz nie są bez użytku, one zwierza pasą
I gniazdem są owadów i gajów okrasą…”


Grzybobranie w "Panu Tadeuszu" jest piękne, i tyle w nim prawdy.

A dzisiaj, niestety, czasami bywa tak:


Trującymi grzybkami pospólstwo się pasie,

bo halucynogenne, bo świat po nich w "piękniejszej" widzą krasie.