W czerwcu drzewa są najpiękniejsze — świeże, zdrowe, zanurzone w zieleni, w soczystym oddechu lata. Nawet te najstarsze, zmęczone czasem, w tej zielonej pełni stają się młodsze.
Lubię chodzić wśród nich bez pośpiechu, wsłuchiwać się w szept liści, gdy wiatr cicho gra na ich gałęziach i pytać w myślach — o czym opowiadają?
Może o wszystkim, co niesie człowiek: o doli i niedoli, o czułości i ciężarze serca. A czasem — choć niechętnie — o krzywdzie i ludzkiej ciemności… bo i takie historie wiatr im przynosi.
Szumią o pięknie całego świata…
Los ludźmi
przecież po Ziemi miota,
a potem
ludzie pod drzewem siadają
i o cudach
świata opowiadają.
Szumią o wielkiej potędze miłości,
o
oczarowaniu, a nawet zazdrości.
Wszystko od
ludzi to usłyszały,
bo jak
spowiednik przez wieki stały.
Dzieciom zaś baśnie opowiadają...
Mnóstwo ich
w dziuplach schowanych mają.
Zbierały je
wszystkie przez wiele lat,
a
układał je skrzętnie zielony skrzat.
