wtorek, 23 czerwca 2026

Wspomnienia pachnące piwoniami

Ech, te piwonie… Najpiękniejsze przychodzą na przełomie maja i czerwca, kiedy dni pachną słońcem, a powietrze drży od ciepła. Nawet przelotny deszcz nie odbiera im uroku — przeciwnie, wydobywa z nich coś jeszcze bardziej magicznego. W kroplach wody stają się cięższe od zapachu, pełniejsze, jakby na chwilę zatrzymały w sobie wiosnę. Bo piwonie nie kwitną — one olśniewają.

Mam je w ogrodzie i mogę patrzeć, jak perlą się w deszczu, jakby ktoś rozsypał na ich płatkach drobne szkło. Są czerwone — tylko takie. Moje ulubione.
Nie ścinam ich nigdy. Zostawiam je światu, w którym wyrosły — między drzewami, w świetle i cieniu, tam, gdzie są najpiękniejsze.

Mam tak od dziecka. Pamiętam, jak zbierałam ich opadłe płatki — ciche, lekkie, już trochę senne — do małego koszyczka. Potem wracałam z nimi do swojej chatki na drzewie i ozdabiałam nią wszystko, co było moje. Jakby to były najcenniejsze skarby znikającej wiosny.