Bregenz — niewielkie, a zarazem niezwykle urokliwe miasto w zachodniej Austrii — spoczywa nad taflą Jeziora Bodeńskiego, u stóp majestatycznej góry Pfänder.
Wciśnięte pomiędzy granice Niemiec i Szwajcarii, żyje rytmem trzech krajów, które łączy wspólna woda i codzienność przenikająca się ponad granicami. Promy suną tu spokojnie po jeziorze, jakby granice nigdy nie istniały.
Na szczyt Pfänder można wznieść się kolejką linową — szybko i niemal bez wysiłku — albo powoli, krok po kroku, pozwalając, by droga stała się częścią doświadczenia.
Na górze czeka nagroda: rozległa panorama Alp i migocząca w słońcu powierzchnia jeziora, która zdaje się nie mieć końca.
Historia tego miejsca sięga odległych czasów, aż około 1500 roku p.n.e. W epoce rzymskiej tętniło tu życie — Brigantion był ważnym portem i punktem strategicznym.
Echo tamtych dni wciąż zdaje się pobrzmiewać w murach miasta, które do dziś zachowało swój militarny charakter — z garnizonem i ważnymi ośrodkami dowodzenia.
A jednak Bregenz to nie tylko historia i struktury. To także sztuka — i to w najbardziej spektakularnym wydaniu.
Na wodach Jeziora Bodeńskiego unosi się największa na świecie pływająca scena, gdzie każdego roku odbywa się słynny festiwal operowy Bregenzer Festspiele.
Monumentalne dekoracje wyrastają wprost z jeziora, tworząc widowiska niemal nierealne, jak ze snu — przyciągające widzów z najdalszych zakątków świata.
Bregenz oferuje niezliczone możliwości — dla miłośników kultury, historii i natury.
Tym razem jednak zamiast sceny i tłumów wybrałam ciszę. Spacer po górze Pfänder. Tam czas płynie wolnej, a widoki są tak wspaniałe, że aż dech zapiera.