Mój piękny panie, a któż cię uwięził w tulipanie?… Czy to czarownica, zazdrosna o twoje oczy, o twoją ciszę i łagodność, zamknęła cię wśród aksamitnych płatków, byś należał tylko do niej — i może… trochę także do mnie?
Od dziecka pochylałam się nad kwiatami z bijącym sercem, jakbym miała za chwilę odkryć czyjąś tajemnicę. W każdym tulipanie widziałam ciebie — zamyślonego, kruchego, pięknego jak sen, który łatwo spłoszyć. Byłeś tam, blisko, a jednak nieosiągalny, jakby oddzielony ode mnie cienką, niewidzialną granicą.
Czasem miałam wrażenie, że gdybym tylko wyszeptała twoje imię — to jedno, jedyne — drgnąłbyś lekko, otworzył oczy i spojrzał na mnie tak, jak czekałam od zawsze. Że wystarczyłby moment odwagi, by cię ocalić… albo może, by samą siebie oddać tej chwili na zawsze.
Dziś uśmiecham się do tamtych wyobrażeń, lecz nie potrafię się ich wyrzec. Bo kiedy znów nachylam się nad tulipanem i zaglądam w jego ciche wnętrze, wciąż odnajduję twój ślad — delikatny, ukryty, jakbyś nadal tam był, czekając.
I może właśnie dlatego wciąż wierzę, że niektóre zaklęcia nie chcą zostać złamane… bo są zbyt piękne, by mogły się skończyć.
