Nie ma to jak wieczorne „posiedzenie” w ogrodzie. Człowiek siada, łapie oddech, wciąga nosem ten charakterystyczny zapach judaszowca i udaje, że właśnie osiągnął stan głębokiej harmonii ze wszechświatem (podczas gdy w rzeczywistości po prostu chce mieć chwilę spokoju).
Różowe kwiatuszki wyglądają niewinnie, wręcz uroczo — i faktycznie w wielu kulturach symbolizują miłość oraz przyjaźń. Taki botaniczny pozytyw.
A jednak… nazwa drzewa brzmi dość podejrzanie. Według legendy to właśnie na judaszowcu Judasz miał zakończyć swoją ziemską przygodę po niefortunnej zdradzie Jezusa.
Brzmi jak historia, która przykleiła się do drzewa na wieki. Trochę niesprawiedliwie, bo samo drzewo wygląda absolutnie niewinnie. Ba — nawet spektakularnie, kiedy kwitnie.
Siedząc pod jego różowym baldachimem, lepiej nie rozkręcać takich mrocznych myśli. Mogą skutecznie popsuć nastrój, a to już poważne wykroczenie przeciwko wieczornemu chillowi. Zwłaszcza gdy w planie jest jeszcze sałatka z dodatkiem kwiatów judaszowca.
Tak, są jadalne. I na szczęście nie mają w sobie żadnych biblijnych dramatów — tylko lekko orzechowy vibe i ładny kolor na talerzu.
