Czasami robi się zdjęcia bez namysłu — ot, chwila zatrzymana mimochodem, bez planu, bez powodu. A potem mijają lata… i nagle, wśród starych albumów, coś zaczyna się powtarzać — jak cichy motyw, który wcześniej umykał uwadze.
Tak właśnie było u mnie. Natknęłam się na trzy fotografie — zrobione mojej córce i jej synowi — w różnych momentach życia, oddzielonych od siebie latami. A jednak… jakby czas na chwilę stanął w miejscu. Ta sama poza, ten sam gest — blisko, ramię przy ramieniu.
Nie widać twarzy, nie ma spojrzeń. A jednak jest w tym coś znajomego, powracającego. Zmieniają się tylko fryzury — inne na każdej fotografii, a jednak dziwnie podobne w swojej powtarzalności. Jakby historia zapisywała się sama, nie pytając o zgodę.
Nie pamiętam już, gdzie powstały te zdjęcia. Ale pamiętam zdziwienie, które przyszło później. Ciche, dobre zdziwienie. Dlatego połączyłam je w kolaż — żeby przyjrzeć się bliżej temu, co wydarzyło się bez mojego udziału.
Bo czasem najpiękniejsze rzeczy zdarzają się właśnie wtedy, gdy niczego się nie planuje.
