piątek, 15 maja 2026

Od narkotyków do wiary — i dalej w skrajność

Między uzależnieniem a wiarą łatwo się zgubić. Myślisz, że uratował cię Bóg? A jeśli to była twoja własna psychika — zraniona, ale wciąż walcząca o przetrwanie? To nie jest łatwy tekst. To list do kogoś, kto przeszedł przez piekło uzależnienia — i być może wpadł w kolejną skrajność.


Kiedy czytam Twoje słowa, uderza mnie przede wszystkim jedno — jak bardzo jesteś jeszcze młoda i jak wiele już zdążyłaś unieść. To zdumiewa. I smuci.

Twoje życie — choć dopiero się zaczyna — nosi już ślady doświadczeń, które dla wielu przychodzą znacznie później, a niekiedy nie przychodzą wcale. Przeszłaś przez ciemność, która potrafi odebrać człowiekowi grunt pod nogami. I być może właśnie dlatego tak nagle, tak żarliwie zwróciłaś się ku światłu. Rozumiem to.

A jednak mam wrażenie, że Twoja droga wiedzie od jednego krańca do drugiego — jakbyś wciąż szukała miejsca, w którym można bezpiecznie stanąć, nie chwiejąc się między skrajnościami.

Przed Tobą jeszcze wiele chwil, w których przyjdzie Ci sprawdzać własne przekonania, zmieniać je, porzucać i odnajdywać na nowo. To naturalne. Ale jest coś, o czym — mam nadzieję — nie zapomnisz: najważniejsze źródło siły nie znajduje się poza Tobą. Jest w Tobie.

Twoja psychika — krucha i jednocześnie niezwykle odporna — jest przestrzenią, od której zależy wszystko inne: sposób, w jaki widzisz świat, ludzi, samą siebie. Jeśli chcesz kiedyś poczuć się naprawdę kochana — zacznij od tego, by nauczyć się być blisko siebie.

Czytając Twoje słowa o egzorcyzmach, poczułam niepokój. Nie dlatego, że lekceważę Twoje doświadczenia — przeciwnie. Właśnie dlatego, że traktuję je poważnie.

Bo człowiek, zwłaszcza zraniony, potrafi stworzyć w sobie światy, które wydają się bardziej realne niż rzeczywistość. Lęk przybiera wtedy kształty, które łatwo nazwać „czymś z zewnątrz”. A przecież bardzo często są one echem tego, co wydarzyło się wewnątrz.

Nie neguję Twojej wiary. Myślę jednak, że to, co uznałaś za ingerencję siły wyższej, mogło być także czymś innym — Twoim własnym, rozpaczliwym i jednocześnie potężnym pragnieniem, by przestać się bać.

Czasem wystarczy, że człowiek uwierzy, iż ktoś nad nim czuwa — że nie jest sam — aby jego umysł zaczął powoli odzyskiwać równowagę. To niezwykła zdolność: leczyć się dzięki nadziei.

Twój mózg, Twoja wrażliwość, Twoja potrzeba ocalenia — mogły wspólnie dokonać tego, co dziś przypisujesz czemuś poza sobą.

A jednak świat nie jest sprawiedliwy w taki sposób, w jaki chcielibyśmy wierzyć.

Były czasy (i niestety są), gdy miliony ludzi wołało o pomoc — i odpowiedź nie nadchodziła. Są miejsca, w których dzieci modlą się równie gorąco — i nikt ich nie ratuje. Dlaczego więc Bóg miałby uratować akurat ciebie — a nie tysiące innych dzieci? Wiem, to trudne pytania, które nie mają prostych odpowiedzi.

Dlatego warto być ostrożnym w przekonaniu, że zostało się wybranym, wysłuchanym w sposób szczególny.

Wiara może być siłą — ale tylko wtedy, gdy nie zamyka oczu na cierpienie innych i nie prowadzi do przekonania o własnej wyjątkowości.

Masz prawo wierzyć. Masz prawo szukać sensu tam, gdzie go odnajdujesz. Ale kiedy dzielisz się tym publicznie, Twoje słowa stają się częścią większej rozmowy — i nie każdy odnajdzie w nich to, co Ty.

Może więc warto, by Twoja wiara była bardziej cicha. Głębsza. Mniej pewna, a bardziej uważna... Bo mądra wiara nie krzyczy. Jest obecna.

Jeśli wierzysz w Boga — wierz tak, by Twoja wiara nie odbierała Ci wolności, lecz pomagała ją rozumieć.

Nie musisz nakładać na siebie surowych reguł, by stać się lepszą. Znacznie więcej daje cierpliwa praca nad sobą — uczenie się swoich emocji, budowanie relacji z ludźmi, którzy nie ranią, lecz wspierają.

Pomaganie innym, nawet w najdrobniejszych sprawach, potrafi przywrócić poczucie sensu. A z niego rodzi się siła.

I wtedy — powoli, niemal niezauważalnie — życie przestaje być walką, a zaczyna być drogą. Tego właśnie Ci życzę.