Czy szczęście da się przeliczyć na monety… czy raczej znajduje się je przypadkiem — na przykład — gdzieś między drzewami?
Mówi się, że to pieniądz rządzi światem. A nim — człowiek: często pazerny, często ślepy na to, co naprawdę ma wartość. Tymczasem ten, kto potrafi widzieć inaczej, odnajduje radość w drobiazgach — w tym, co przydarza się mimochodem, niemal przez przypadek… jak choćby w znalezisku w lesie, zaskakującym swoją „zawartością”.
I powiedz — kto tu jest naprawdę szczęśliwszy, na tym łez padole?
Coraz częściej słychać głosy, że światem nie rządzi sam pieniądz, lecz zgoda ludzi na jego panowanie. Bo to, co posiadamy — albo czego nam brak — wyznacza rytm codzienności, lecz niekoniecznie jej sens.
Wybór między bogactwem a prostotą okazuje się więc wyborem między różnymi definicjami szczęścia.
Badania podpowiadają, że pieniądze potrafią zwiększyć zadowolenie — ale tylko do pewnej granicy. Dalej zaczyna się coś innego: cisza albo niepokój, wolność albo presja.
Skromne życie bywa spokojniejsze, wolne od nieustannego pościgu za więcej — za tym, za czym tak wielu gotowych jest niemal się zatracić.
