sobota, 4 grudnia 2021

Nadchodzi zima. Trzymajmy się zdrowo... dla siebie i innych

Nadchodzi zima, a z nią czas najpiękniejszych świąt w roku. Najpiękniejszych, bo rodzinnych. Wielu z nas z utęsknieniem myśli już o tym miłym czasie. Dzieci czekają na Mikołaja i gwiazdkę. Na masę prezentów. Dorośli może na prezenty mniej czekają, bo zazwyczaj otrzymują nietrafione, często zbędne, bezużyteczne, czekają bardziej na spotkania w gronie rodzinnym, na miłą atmosferą wokół panującą. Bo przecież nie tylko w domu odczuwa się nastrój bożonarodzeniowo-noworoczny. Odczuwa się go wszędzie: na ulicy, w urzędach, instytucjach publicznych, zakładach pracy, kościołach, a przede wszystkim w sklepach, gdzie już aż do przesady i to już od paru tygodni wprowadza się ludzi w taki właśnie nastrój. Jednak ta przesada akurat w pewnym sensie jest uzasadniona.

Ciekawe jak sytuacja wyglądać będzie w tym roku? W roku pańskim z ciągłym (niestety!) koronawirusem w tle… O kurka, jak ja nie cierpię tej nazwy… wolę tę drugą, bardziej naukową, a więc, czy ludzie, czując na plecach wyziewy COVID-19, ruszą hurmem do sklepów? Podejrzewam, że mało kto zrezygnuje z kupowania prezentów. Bo ludzie, jak to ludzie, powodowani owczym pędem, nie bacząc na kondycję zdrowotną, poddają się sklepowemu nastrojowi świątecznemu i człapią wytrwale od sklepu do sklepu w poszukiwaniu prezentów dla swoich najbliższych. No bo to też wielka tradycja. Tradycja, która wywiera wręcz presję na wszystkich. Nawet na zabieganych, nie mających za grosz czasu na latanie po sklepach. Nawet na skołowanych problemami życia codziennego, nie mających za grosz ochoty na latanie po sklepach. Ba, nawet na biednych, nie mających za grosz grosza przy duszy, aby mieć z czym latać po sklepach. Ale nie ma zmiłuj! Tradycja jest niewzruszona, bezwzględna, nakazuje wywiązać się z niej należycie i mieć czym obdarować swoich bliskich… I tyle!

Co za głupia tradycja?! Głupia, niegłupia, ale to przecież ludzie sami ją kiedyś tam wymyślili (jak wszystko inne zresztą). I nam nieborakom trzeba jej teraz sprostać, bo jak nie, czekają nas wyrzuty sumienia.

Mając na względzie powyższe, myślę, że i tym razem ludziom trudno będzie się powstrzymać i że na głowie nawet staną, aby tradycji stało się zadość. Zresztą, jak można się też powstrzymać, skoro handlowcy, skrupulatnie wykorzystując tę słabość człowieczą do tradycji, z każdej strony umiejętnie mamią nas przeróżnymi atrakcyjnymi ofertami? Tak że ludziska, choć z duszą na ramieniu ze strachu przed zarażeniem się tą wstrętną chorobą i tak będą wędrować od sklepu do sklepu w poszukiwaniu promocyjnych artykułów na prezenty.

Moim skromnym zdaniem, jeśli się już zdecydujemy w tym wirusowatym okresie na przebywanie w większych skupiskach ludzkich, sklepy mam na myśli przede wszystkim, to nie ma co panikować… i duszę z ramion zdjąć. Wszak paniczne myśli jak magnes przyciągają właśnie to, czego się tak bardzo boimy. Trzeba nam więc zachować spokój, a przede wszystkim higienę. Trzeba nam szczególnie zadbać o system immunologiczny. Bo to przede wszystkim od niego zależy, czy będziemy w stanie obronić się przed infekcjami, przed tym wstrętnym wirusem, jakim nas dookoła straszą.

Każdy z nas z pewnością już wie, co mu najbardziej pomaga wzmocnić swoją odporność. Ja, na ten przykład, jestem roślinożerna to nie mam z tym większych problemów. Mnie najbardziej pomaga: czosnek, cytrusy, wszelkiego rodzaju zielenina i kiełki.

Trzeba nam również zadbać o poziom serotoniny w mózgu, zwanej hormonem szczęścia.* Bo to od jej poziomu zależy nasz nastrój, jakość snu, regeneracja organizmu, odporność na stresy. Ba, nawet zachowanie szczupłej sylwetki zależne jest od poziomu serotoniny, bo jeśli jej poziom jest wysoki, tym mniej pożywienia potrzebujemy. Nie obżeramy się wtedy i nie tyjemy. Fajnie, nie?

Hmm...! Pewnie każdy zaraz chciałby się tej serotoninki nachapać ile wlezie. Nie tak szybko! Nie ma nic za darmo. Żeby móc jej poziom porządnie wywindować, trzeba sobie trochę trudu zadać. I tu się rodzi pytanie: no to cóż to takiego poziom tej — jakże dobroczynnej — serotoniny podwyższa? Ano ruch, proszę państwa! Przede wszystkim ruch.

Trzeba nam więc podnieść swoje cztery litery z kanapy i ruszyć się, przynajmniej na spacer, jak już żadnego sportu nie jesteśmy w stanie polubić. Nie powinniśmy leżeć odłogiem na kanapie przed telewizorem z miseczką chipsów, czy jakichś tam słodyczy, albo piwskiem, bo potem tylko narzekamy, że tu nas boli, a tam dźga… i latamy po lekarzach.

Chodzi mi tu oczywiście o ludzi zdrowych. Zdrowych leniwców, kanapowców, wszelkiej maści frustratów. Niechaj każdy taki ma przynajmniej świadomość, że za swoje złe samopoczucie — nie kto inny — tylko on sam ponosi winę. Chociaż myślę też, że i ludziom chorym odpowiedni na ich możliwości ruch również przyniósłby wiele dobrego.

Ruch i jeszcze raz ruch. Efektywny ruch. Jak świat światem, jeszcze nikt lepszego lekarstwa na zdrowie nie wymyślił. „Ruch jest w stanie zastąpić prawie każdy lek, ale wszystkie leki razem wzięte nie zastąpią ruchu”. Ta idea powinna przyświecać nam wszystkim... Bo to dzięki efektywnemu ruchowi wzmacnia się nasz system immunologiczny. To dzięki ruchowi nasze organy wewnętrzne lepiej pracują. To dzięki ruchowi stajemy się silniejsi psychicznie, jesteśmy częściej uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni do życia, do ludzi. O wiele łatwiej jest nam żyć, łatwiej zwalczyć każde zło, które przypałętuje się do nas na naszej drodze życia. Jestem pewna, że każdy, kto doświadczy tych wszystkich pozytywnych skutków ruchu, posiądzie też wewnętrzną umiejętność bycia szczęśliwym.

Kurczę, aż mnie korci by spuentować te moje dzisiejsze wywody pewnym wyświechtanym już hasłem… A niech tam, jednak spuentuję. A co mi tam?!… I tak każdy z nas dobrze o tym wie, że: „W zdrowym ciele zdrowy duch”.

Halo, ludziska, słyszycie?! Ruszcie wreszcie swoje tyłki z kanapy i do dzieła, czyli do ruchu… Marsz! Bez względu na wiek, status społeczny, czy zasób kieszeni. Poprawa zdrowia gwarantowana! A co za tym idzie, lepszy komfort życia. Jestem tego w stu procentach pewna. Mimo to na poradę moją udzielam półrocznej gwarancji. Jeśliby w tym czasie komuś ona nie pomogła, może mnie osobiście na łamach Internetu wobec wszystkich zbluzgać i wykląć od czci i wiary. No! To tyle słowa mego na dzień dzisiejszy… Amen! 

***

Nadchodzi zima


Nadchodzi zima… Czy będzie sroga?
Z takim pytaniem — tylko do Boga…
Choć odpowiedzi nie dostaniemy,
Że będzie piękna, my wierzyć chcemy.

Wszak to czas świąt, spotkań rodzinnych...
Takich wesołych brak w porach innych.
Niech więc nas cieszy ta biała zima

I niech każdy z nas się zdrowo trzyma!
 
 

 

* O serotoninie (hormon szczęścia) pisałam więcej w opowiadaniu pt. „Naładowani serotoniną nie popadają w depresję”.


czwartek, 2 grudnia 2021

Zwierzaki... a przywary ludzkie (9)


O Braciszkach Mniejszych przysłów jest wiele

I nie są to żadne trele-morele.

Wszystkie do człowieka się odnoszą,

Jeśliś nie gamoń, pojmiesz o czym głoszą. 

 

***


Nie bądź sępem, nie sęp,

wszak to brzydka cecha...

Sępa nikt nie lubi,

bo przynosi pecha.

 

***


Po Botswanie krążą gadki,

że niektóre surykatki,

w chwilowej roli matki,

chałturzą jak surogatki.

 

***


W krainie kaczorów

wielkie poruszenie...

Tworzą swe symbole

z jednakim znaczeniem.


Jak długo trwać będą,

przyszłość wnet pokaże...

Inne ptaki wierzą,

że los ich ukarze.


***


Ameryka to ponoć wielki raj…

zaś Polska to tylko dziki kraj.

Ktoś tak powiedział swojego czasu

I teraz wozi drzewo do lasu. (?)


***


Samotny biały łabędź poczłapał nad morze...

Pragnął se pofruwać, jak zwykle o tej porze,

ale że z niego niemożliwy sobiepanek,

nikogo nie chciał spotkać w ten piękny poranek.


Gdy wreszcie na plażę samotnie doczłapał,

z nagła do fruwania minął mu zapał.

Bo tam zobaczył przecudną łabędzicę,

i co tu ukrywać, straszną dostał chcicę.


Przechadzać się zaczął wzdłuż linii brzegowej,

dostojnym krokiem, jak w rundzie honorowej.

Na dorodną łabędzicę co rusz spoglądał...

Chciał, by mu się oddała, wręcz ją pożądał.



A ta łabędzica, gdy go zobaczyła,

natychmiast w morskie fale zwinnie wskoczyła.

Samotny łabędź pozostał sam na plaży,

przestając się łudzić, że „coś” się wydarzy.


Z cyklu: Zoologia stosowana”


Zły człowieku, opamiętaj się... masz jeszcze czas

  

Zły człowiek o wierze ma wiedzę ubogą...

Nie wie, że do Boga złą podąża drogą.

Że Bóg Wszechmocny to dobro nieskończone;

Że dobro ze złem nie może być mylone;

Że po śmierci tylko tego wieczność czeka,

Kto się w swoim życiu DOBRA nie wyrzekał.


***

Jeśli źli ludzie na łaskę Boga liczą

(jeśli Bóg jest miłością, jak Kościół głosi),

to po swojej śmierci mocno się przeliczą.


czwartek, 25 listopada 2021

Nie dajmy się depresji

Mamy listopad, najbardziej nielubiany, ponury miesiąc. Aura daje się nam we znaki, a do wiosny daleko. Aby nie popadać w stany depresyjne musimy sobie jakoś radzić. Najlepszą metodą w tym względzie jest częste przebywanie na łonie natury. Bez względu na pogodę. A już zwłaszcza — w słoneczną. Pisałam o tym we wpisie pt. "Promieniami słońca w depresję". Na szczęście słonecznych dni nawet w listopadzie nie brakuje.

Jeśli ktoś nie ma czasu, albo ciężko mu się zmusić do wyjścia z domu, proponuję taką oto kąpiel słoneczną:

 

 Na zdrowie!

Spacer po Parku Wodnym w Pfullendorf

Pfullendorf to miasto leżące między Renem i Dunajem, około 20 km na północ od Jeziora Bodeńskiego. Miasto znane jest z pięknych zabytków i romantycznych fontann, a także jedynego w swoim rodzaju w Niemczech Seepark Golf, gdzie na osiemnastu polach o wysokim standardzie technicznym można grać i rozkoszować się golfem.

Znane jest również z niezwykłego Parku Wodnego (Seepark Linzgau), idealnego miejsca na odpoczynek i relaks. W lecie jest tutaj gwarno i wesoło. Amatorów wodnych atrakcji zawsze jest dużo. W niewielkim jeziorze nie tylko można zażyć ochłody i kąpieli wodnych, można również uczyć się narciarstwa wodnego i nurkowania, by potem szlifować swoje umiejętności nawet w okresie jesieni. 

 

  

W czasie mojego ostatniego tam pobytu pogoda była niezbyt ciekawa. Lało i wiało. Ale to żadna przeszkoda, kiedy się jest odpowiednio ubranym. Tyle że zdjęcia wychodzą niezbyt wyraźne, gdyż robione są zapłakanym deszczem aparatem fotograficznym. 

 


Jak widać, pogodą nie przejęła się też pewna para nurków. Jakiś pan nurek wytrwale uczył nurkować jakąś panią, przyszłego nurka.



Widoczna w tle ścieżka wodna dla amatorów nart wodnych niestety już pusta. Do następnego lata.

 


W ogromnej restauracji można się posilić i chociażby przy kawie posiedzieć w każdą pogodę... i dalej w drogę.

Osobną atrakcją w Parku Wodnym są dzieła Petera Lenka, kontrowersyjnego niemieckiego rzeźbiarza-satyryka z Bodman-Ludwigshafen. „Pysznią” się tu już od 2001 roku.

 




 
 

Nie będę ich komentować, bo to rzecz gustu. Niektórym się one podobają, niektórym nie. No cóż, nie każdy satyrę rozumie. Myślę jednak, że aby wyrobić sobie jakieś zdanie na ich temat, trzeba przede wszystkim znać te osobistości, nad którymi on się "pastwi".*


* Pisałam o nim więcej w artykule pt. Kontrowersyjne dzieła rzeźbiarza-satyryka Petera Lenka zdobią wiele miast”.


sobota, 20 listopada 2021

Prawdziwa wiara to, czy tylko zwykła tradycja?

Jeśli w swoim codziennym życiu nie postępujesz według przykazań Bożych, a przyjmujesz w kościele tylko te widowiskowe sakramenty, jak: sakrament małżeństwa, chrztu, pierwszej komunii, to żadna to prawdziwa wiara, żadna miłość do Boga, to tylko zwykła — polska tradycja.

 

Z cyklu: „Przemyślenia z życia wzięte

 

Ławka, ławeczka, siedzisko... Bank

Coś mam do ławek, nie bardzo wiem co, ale wiem, że lubię je fotografować. Czasem te same fotografuję po kilka razy o różnej porze roku. Lubię widzieć zachodzące na nich zmiany, a przede wszystkim wokół nich.

Na świeżym powietrzu wszędzie stoi mnóstwo ławek. I dobrze. Przecież każdy z przyjemnością na ławce czasem sobie posiedzi, spocznie... auf der Bank sitzen — to po niemiecku. Stąd ten Bank (ławka) w tytule.

Jeśli o mnie chodzi, to ja akurat rzadko siadam na ławkach, zbyt ruchliwa z natury jestem, ale lubię, gdy spoczywa na nich mój wzrok… i oko obiektywu.

 
  

 
 
 
 
 
 
 





 
 

 

Na ostatnim zdjęciu to też ławka (u mnie w ogrodzie). W takich akurat okolicznościach przyrody miło ją sobie przywoływać w pamięci w czasie upalnego lata... Efekt murowany. ;)

 

Z cyklu: "Fotofantasmagorie"