Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pfullendorf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pfullendorf. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Tierpark Jägerhof - Mini ZOO w Pfullendorf

Tierpark Jägerhof to kolejna atrakcja* w Pfullendorf. Zostało założone przez Josefa Jäger w 2000 roku. To niewielkie prywatne ZOO jest licznie odwiedzane, zwłaszcza przez rodziny z dziećmi. Przecież to wielka atrakcja przyglądać się z bliska życiu zwierząt. Jest ich tu ponad 300 różnych gatunków. Można je samemu karmić. Specjalny pokarm jest do kupienia na terenie ZOO.

Niektóre zwierzaki można głaskać i wśród nich przebywać w ich zagrodzie. Dzieci mogą sobie pojeździć na kucyku. Mogą także pobierać naukę jazdy konnej. Taką możliwość mają również dorośli i młodzież.

Kiedy ostatni raz z dziećmi odwiedzałam to ZOO, była deszczowa pogoda. Niektóre zwierzaki pochowały się i niestety nie wszystkie mogliśmy zobaczyć. Ale i tak było fajnie, bo wiele do nas jednak podchodziło lub podfruwało i mimo deszczu łasiło się przymilnie. Oczekując oczywiście, że coś im się pysznego do dzioba, czy też mordki dostanie. Udało mi się więc trochę zdjęć im zrobić.

 


Po przekroczeniu oryginalnego wejścia świat zwierząt stanął przed nami otworem. Najpierw swoje kroki skierowaliśmy do ptactwa. Było ich mnóstwo. Nie wszystkie jednak były nami zainteresowane... Pewnie były już nakarmione przez wcześniejszych gości.

 


Kaczuchom deszcz nie przeszkadzał. Hurmem okupowały swój wybieg, kwacząc wniebogłosy. Gęsi podobnie. Jak "zmokłe kury" przemierzały przejścia między klatkami, i śpiesząc się, podchodziły do nas. Głośno gęgając, niecierpliwie czekały
na smakołyki. Tak niecierpliwie, że aż mi obiektyw podziobały. Został ślad na zawsze. Natomiast kury wszelkiej maści, gdacząc w różnej tonacji, siedziały w klatkach, deszcz je więc nie zmoczył, ale pewnie wolałyby słońce i wybieg.

 


Z kolei szop na nasz widok zwiał do swojego domku. Nie wiem, co mu się w nas nie spodobało. Jednak na naszą usilną prośbę, popartą smakołykiem w dłoni, wyszedł łaskawie na chwilkę.

 


Zajączków było dużo, ale tylko jeden do nas przykicał, inne się pochowały w kojcu i tylko zaglądały z zaciekawieniem na nas. Zaś świnki morskie, wiadomo, ze względu na ich mało przewidywalną naturę, musiały siedzieć w swoich domkach. A było ich mnóstwo. Jedna przez drugą przepychały się do siatki i proszącym wzrokiem domagały się czegoś do mordki. Dostały. Tylko nie wiem, czy wszystkie.

 


Azjatyckie wiewiórki na żywo widziałam po raz pierwszy. Były jednak tak strasznie szybkie, że nie sposób było zrobić im zdjęcie. Po klatkach poruszały się w szalonym tempie jak... bakterie pod mikroskopem. To unikalne gryzonie. W dzisiejszych czasach coraz trudniej znaleźć je w naturalnych warunkach.

Najmłodsza wnuczka była bardzo zawiedziona, że nie mogła się lepiej przyjrzeć tym szalonym zwierzaczkom. Ze smutkiem stwierdziła, że pewnie jej nie lubią. W drodze do restauracji (na ciepłe "papu") wytłumaczyliśmy jej dlaczego te akurat wiewiórki są takie szybkie. Zrozumiała. 

 


Z tymi dziwnymi kozicami pochodziliśmy sobie po małej łączce przy stadninie. Były bardzo przymilne. Co rusz zatrzymywały się jednak, i podnosząc swe rogate głowy, patrzyły nam prosto w oczy... Co chciały?

 


Ech, te konie!... Dla mnie to najpiękniejsze zwierzęta na świecie. Zwłaszcza czarne. Mogłabym tak stać i stać i podziwiać je bez końca... Mimo deszczu.


* kolejna atrakcja, gdyż już wcześniej pisałam o tamtejszym niezwykłym Parku Wodnym (Seepark Linzgau)


czwartek, 25 listopada 2021

Spacer po Parku Wodnym w Pfullendorf

Pfullendorf to miasto leżące między Renem i Dunajem, około 20 km na północ od Jeziora Bodeńskiego. Miasto znane jest z pięknych zabytków i romantycznych fontann, a także jedynego w swoim rodzaju w Niemczech Seepark Golf, gdzie na osiemnastu polach o wysokim standardzie technicznym można grać i rozkoszować się golfem.

Znane jest również z niezwykłego Parku Wodnego (Seepark Linzgau), idealnego miejsca na odpoczynek i relaks. W lecie jest tutaj gwarno i wesoło. Amatorów wodnych atrakcji zawsze jest dużo. W niewielkim jeziorze nie tylko można zażyć ochłody i kąpieli wodnych, można również uczyć się narciarstwa wodnego i nurkowania, by potem szlifować swoje umiejętności nawet w okresie jesieni. 

 

  

W czasie mojego ostatniego tam pobytu pogoda była niezbyt ciekawa. Lało i wiało. Ale to żadna przeszkoda, kiedy się jest odpowiednio ubranym. Tyle że zdjęcia wychodzą niezbyt wyraźne, gdyż robione są zapłakanym deszczem aparatem fotograficznym. 

 


Jak widać, pogodą nie przejęła się też pewna para nurków. Jakiś pan nurek wytrwale uczył nurkować jakąś panią, przyszłego nurka.



Widoczna w tle ścieżka wodna dla amatorów nart wodnych niestety już pusta. Do następnego lata.

 


W ogromnej restauracji można się posilić i chociażby przy kawie posiedzieć w każdą pogodę... i dalej w drogę.

Osobną atrakcją w Parku Wodnym są dzieła Petera Lenka, kontrowersyjnego niemieckiego rzeźbiarza-satyryka z Bodman-Ludwigshafen. „Pysznią” się tu już od 2001 roku.

 




 
 

Nie będę ich komentować, bo to rzecz gustu. Niektórym się one podobają, niektórym nie. No cóż, nie każdy satyrę rozumie. Myślę jednak, że aby wyrobić sobie jakieś zdanie na ich temat, trzeba przede wszystkim znać te osobistości, nad którymi on się "pastwi".*


* Pisałam o nim więcej w artykule pt. Kontrowersyjne dzieła rzeźbiarza-satyryka Petera Lenka zdobią wiele miast”.