sobota, 26 września 2020

Fryzjer jak spowiednik

Każdy z nas ma jakiegoś fryzjera. Bo mieć musi. Włosy przecież rosną przez całe życie (z małymi wyjątkami) i trzeba je od czasu do czasu strzyc. Czasami też farbować, czasami modelować. A czasami to wszystko — w jednym, przy jednej wizycie w salonie fryzjerskim. Albo i poza, jeśli ktoś i taką możliwość ma. Jedni wybierają fryzjerów, inni fryzjerki. Ale są i tacy, którym płeć jest obojętna, byleby z zabiegów na głowie być zadowolonym. Jedni lubią gdy zabiegi są szybkie i bezbolesne, inni zaś lubią sobie posiedzieć w salonie fryzjerskim i takim jest wszystko jedno, czy zabiegi będą bezbolesne, czy bolesne (byleby nie za bardzo!). Ważne, aby w efekcie końcowym z fryzjerskiego dzieła być zadowolonym, a przy tym wygodnie sobie posiedzieć i… pogadać z fryzjerem. A jeszcze lepiej — wygadać się. Do takiej grupy należą zwłaszcza te osoby, które mają swoich stałych fryzjerów.
Fryzjerzy (obu płci) też lubią gadać. A i słuchać niezgorzej. Tych słuchających jest chyba nawet więcej. Siłą rzeczy. Bo kiedy robią swoje przy włosach klientów, wysłuchiwać ich zwierzeń są wręcz zmuszeni — niczym spowiednik.

Już ponad 25 lat mam stałego fryzjera, 48-letniego Włocha o imieniu Giuseppe. Jest on nie tylko wspaniałym fryzjerem, jest też żywym przykładem mocy pozytywnego myślenia. Parę lat temu uległ bardzo poważnemu wypadkowi, szybko jednak stanął na nogi. Dzięki pozytywnemu myśleniu właśnie.*
W salonie Giuseppe jest zawsze miła atmosfera, ba, rodzinna, można by rzec. Giuseppe, jak na Włocha przystało, jest ciepłym i radosnym facetem. Każdego swojego stałego klienta wita bardzo wylewnie. Uścisk, buzia, buzia uścisk. A jego asystentki zaraz podają coś do picia i poczytania.

Kilka dni temu znów korzystałam z usług fryzjerskich Giuseppe. Co żeśmy się przy tym nagadali, to nasze. W rozmowach poruszamy zawsze szerokie spektrum tematów, od kwestii światopoglądowych, poprzez politykę w naszych trzech Ojczyznach (ostatnim razem Silvio Berlusconiego wzięliśmy na tapetę), aż po problematykę egzystencjalną. Na tematy osobiste też czasem rozmawiamy. Ja się jednak nie zwierzam. Nie mam takiego zwyczaju ani takiej potrzeby.

Przy okazji mojego któregoś tam pobytu u Giuseppe obfotografowałam jego salon z każdej strony (za jego zgodą oczywiście). Myślę, że jest ciekawie i funkcjonalnie urządzony. Można tam też pooglądać prace miejscowych artystów. I nie tylko. Kilka i z Sycylii podziwiałam.


W tym czasie, kiedy odsiadywałam swoje półgodziny z farbą na włosach, Giuseppe zajmował się inną osobą, a dokładniej, przystojnym panem w średnim wieku. Byłam więc mimowolnym świadkiem ich rozmowy, a właściwie zwierzeń tego pana. Rany, momentami aż włos mi się na głowie jeżył! Razem z farbą. Parę razy zdarzyło mi się też buchnąć śmiechem, wtórując obu panom. Nie będę jednak zdradzać zwierzeń tego pana, bo podobnie jak Giuseppe, czuję się w obowiązku dochowania tajemnicy.

***

Po kolejnych dwóch miesiącach, kiedy pojechałam do Ratusza coś załatwić, przyszło mi na myśl, że jak już jestem w śródmieściu, miło będzie odwiedzić Giuseppe, a przy okazji i grzywkę podciąć. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Wchodząc do salonu, doznałam szoku. Stanęłam w progu jak wryta. Nie poznawałam gdzie jestem. I pewnie jeszcze długo bym tak stała, wytrzeszczając oczy, gdyby nie Giuseppe, który wyrósł nagle w drzwiach ze swoim szerokim uśmiechem.


Na widok Giuseppe momentalnie odzyskałam rezon i poczułam się już jak w domu. Ale jeszcze przez dobrą chwilę musiałam swoje oczy przyzwyczajać do nowego wizerunku salonu. Wszystko jest teraz inne. Dokładnie wszystko. Tylko Giuseppe ten sam. Przy ostatniej mojej wizycie w salonie Giuseppe wspominał, że ma zamiar przeprowadzić renowację, ale jakoś mi to z głowy wyleciało. Stąd ten szok. Zresztą, chociażbym nawet i pamiętała to pewnie i tak szoku bym doznała, bo aż takiej zmiany z pewnością bym się nie spodziewała.
Giuseppe uśmiał się z mojej zszokowanej miny, ale zaraz zaczął się dopytywać, czy mi się jego salon podoba. Jasne, że mi się podoba, odpowiedziałam mu i zabrałam się za jego obfotografowywanie.
Kiedy w końcu poddałam się zabiegowi Giuseppe, czyli podcięciu grzywki, on opowiadał mi jak przebiegała renowacja salonu. Okazało się, że podłogę kładł mu mój Landsmann (jak mówił Giuseppe), czyli rodak. Natychmiast dopytałam, czy jest z niej zadowolony. Jest. No to się ucieszyłam.


* „Macht des positiven Denkens” — Moc pozytywnego myślenia





Za miastem jesień czuć już coraz intensywniej

Chociaż pogoda cały czas jest iście letnia, bo też temperatura codziennie sięga powyżej 20 st., to jednak powietrze od kilku dni wyraźnie pachnie jesienią. Wystarczy otworzyć okno. Każda pora roku ma swój specyficzny zapach. Jesień też.


Jeżdżąc rowerem na wycieczki rowerowe po leśnych drogach, mam okazję wszystkie pory roku wyczuwać o wiele wcześniej niż w mieście. Tak samo jest z obecną jesienią. Jakieś dwa tygodnie temu już ją czułam, jak zakrada się do nas. Ale ja lubię jesień. Nauczyłam się ją lubić już wiele lat temu. Odkąd mieszkam tu gdzie mieszkam... Wśród lasów i pięknej przyrody. Nie zamieniłabym tego miejsca na żadne inne.




czwartek, 24 września 2020

Zamek Hohenzollernów. Pomniki królów Prus i widoki na okolice (3)

Niezaprzeczalną atrakcją zamku Hohenzollernów, górującego majestatycznie nad okolicą Hechingen, są także pomniki królów Prus. Można je oglądać przy południowej części murów obronnych.

Od razu podkreślam, że ja je jedynie fotografuję i o nich czytam. Nie mnie oceniać historię. Ale poznawać… i owszem! Historia jest historią. Nikt nie ma na nią wpływu. Uważam, że warto zgłębiać historię innych krajów, jakakolwiek by ona nie była, ale żyć teraźniejszością i przyszłością, w poszanowaniu innych narodów. Na to wpływ mamy.
Piszę o tym dlatego, ponieważ niektóre komentarze pozostawione pod moim pierwszym tekstem na temat zamku (w innym miejscu) — są wstrętne, dużo w nich chamstwa, jadu nienawiści, ksenofobii. To bardzo przykre, że w dzisiejszym globalnym świecie, w dobie Unii Europejskiej ksenofobia wśród Polaków jest obecna aż w takim wymiarze.

No nic, przejdę już lepiej do zaprezentowania pomników królów pruskich. Przyznam, że bardzo mi się podobają… Zwłaszcza ta patyna czasu (sic!), jaką są pokryte.


Widok na trzy pomniki przedstawiających królów Prus. Od lewej na dole: Friedrich Wilhelm III Król Prus od 1797-1840; Friedrich Wilhelm IV Król Prus od 1840-1861; Kaiser (Cesarz) Wilhelm I Król Prus od 1861-1888.
W prawym górnym rogu jeszcze jeden pomnik Friedricha Wilhelma IV Króla Prus (od 1840-1861) — stoi przy głównym dziedzińcu zamku.

Historia historią, ale mnie najbardziej zafascynowały widoki z zamku. Są bajeczne. Nie mogłam się napatrzeć, takie zrobiły na mnie wrażenie. Przypominam, że zamek stoi na wysokości 855 m.p.p.m., można więc sobie jego piękne okolice obejrzeć dookoła w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, oczywiście przy dobrej pogodzie.


***

Na koniec jeszcze raz nawiążę do komentarzy pozostawionych pod poprzednim moim tekstem o zamku. Komentarze te są jak sami Polacy, jedne mądre i miłe, inne głupie i wręcz wulgarne. No cóż, to o czymś świadczy. O czym? Niech każdy odpowie sobie sam. Zacytuję w tym miejscu tylko jeden z wielu komentarzy:
— „Fantastyczne miejsce. Bardzo mi się podoba. Pozdrawiam rodaków którym też się podoba ale nie wypada im chwalić bo...nie POLSKIE. kurna ale wiocha z was wychodzi. WIWAT POLSKA WIWAT NIEMCY WIWAT FRANCJA.......WIWAT EUROPA:)” Rym.

Przy okazji odniosę się też do zamku w Mosznej, o którym pisałam wcześniej, a o którym niektórzy czytelnicy wspominają w swoich komentarzach, zarzucając mi jednocześnie, że „cudze chwalę, swego nie znam”.
Tak, to piękny zamek, znany jest przede wszystkim dzięki swojej eklektycznej architekturze. Urzeka niezwykłą liczbą pięknych wież i wieżyczek, których jest aż 99. To dzięki nim zamek określany jest często jako „polski Disneyland”. Nadmienię jeszcze tylko, że ten zamek również zbudowali Niemcy…

***



I ja tam byłam…
atmosferę zamczyska poczułam,
pięknem się jego zachwyciłam…
i szczęśliwa do domu wróciłam.

:-)

A potem wiele jeszcze rzeczy na: „łam” zrobiłam.


Piękno pajęczyną przetykane

Takie piękno można podziwiać najczęściej w lesie wczesnym rankiem. Niby to zwykłe pajęczyny, a jednak jest w nich coś niezwykle pięknego. No, może nie dla owadów, na zgubę których (m.in.) pająki je przędą, ale dla oka człowieka i owszem.


Ta cieniutka jedwabna nić to nic innego jak płynne białko wydzielane przez tak zwane kądziołki przędne znajdujące się na końcu odwłoka pająka i krzepnące natychmiast po zetknięciu z powietrzem.


Tu pająki napracować się musiały bardzo. Tak, to też pajęczyny. No może nie takie aż piękne, bo na kupie gnoju, ale zadziwić mogą.





wtorek, 22 września 2020

Zamek Hohenzollernów i jego rycerze (2)

Zamek Hohenzollernów rzeczywiście jest bajecznie piękny i wart obejrzenia. Robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza ten niezwykły widok, jaki roztacza się ze szczytu góry.
Ciekawostką jest to, że jest on jednym z nielicznych tego typu obiektów, które wciąż znajdują się w prywatnych rękach i są przez rodzinę właścicieli utrzymywane.
Nie ma w nim typowego muzeum, ale można w nim podziwiać wiele zabytków i różnych ciekawych przedmiotów zgromadzonych przez rodzinę w ciągu stuleci. W zamkowych komnatach pięknie wyeksponowane są bogate kolekcje obrazów, porcelany, sreber. A w jednej z nich pyszni się korona Króla Prus.

Wycieczka po zamku to całkiem długi spacer ze względu na ogrom budowli. Kolejne atrakcje dla zwiedzających są związane z rycerstwem tamtych czasów, a także z murami obronnymi.
Płaskorzeźba nad głównym wejściem do zamku mówi sama za siebie, rycerzy na zamku było mnóstwo. I aż trzy zwodzone mosty musieli pokonywać, aby dostać się na główny dziedziniec zamku.
Z baszty okolice zamku widoczne były dookoła jak na dłoni… i są nadal. Z murów obronnych częściowo także. A na nich dumnie prezentują się posągi rycerzy.


Na dziedzińcu zamku stoi zaś pięknie zdobiona armata. Arcydzieło sztuki kowalskiej. Jeszcze czuć ją prochem... lecz wystrzelonym tylko na wiwat.
Dziedziniec zamku pewnie nieraz tętnił końskimi kopytami i zgrzytem żelastwa uzbrojonych rycerzy.


Mieliśmy nawet szczególną okazję przywitać się z „prawdziwymi” rycerzami. Zaprezentowali nam też walkę. Ha, okazało się, że uczeń pokonał nauczyciela, wytrącając mu szablę z rąk. A nauczyciel... okazał się być naszym znajomym. Rycerze po miłej pogawędce... znów wzięli się za czuby, to znaczy — za szable.

Wewnątrz zamku, zaraz przy wejściu, wyeksponowana jest pokaźna zbrojownia. Wszędzie jest zakaz fotografowania. To jest jedyne zdjęcie, które udało mi się zrobić.



Żegnaj lato na rok

Niestety, to już ten czas. Musimy się z latem pożegnać. Jakie było? Było wyjątkowo piękne. Słoneczne, ciepłe. Czasami wręcz upalne. Jak na prawdziwe lato przystało. Dziś jednak przenosi swoje piękno do innych krain, ustępując u nas miejsca jesieni. Cóż, taka jest kolej natury...



Ech, ty lato ukochane,
Już pożegnać ciebie czas...
Trudno jest mi w to uwierzyć,
Wszak zielony jest wciąż las.

Kwiatki kwitną wciąż na łąkach,
Ptaszków śpiewy słychać jeszcze,
Słonko grzeje wciąż przyjemnie...
Wieczorami grają świerszcze.

Lato, lato, jesteś jeszcze?!...

Wiem, że płonna to nadzieja,
Bo ty w świat już wyruszyłeś...
Hen swoje piękno poniosłeś,
Miejsca jesieni ustąpiłeś.

Lecz pożegnałeś nas pięknie,
Barwnie, pachnąco, słonecznie.
I my cię żegnamy, kochane.
Żal, że nie możesz trwać wiecznie.

Lato, lato, jesteś jeszcze?!...

Cisza... brak twej odpowiedzi.
Znaczy, nadziei już żadnej!
Odszedłeś stąd na rok cały...
Lecz wrócisz — w szacie paradnej.





niedziela, 20 września 2020

Zamek Hohenzollernów góruje nad okolicą (cz. 1)

Zamek Hohenzollernów w Hechingen (Burg Hohenzollern) zwiedzałam już parokrotnie i za każdym razem jestem nim tak samo zafascynowana. Jest w nim tyle niezwykłości, tyle tajemniczości, tyle do zwiedzania. Już sama wędrówka do niego to wspaniałe przeżycie. Trzeba się też dobrze namęczyć, aby do niego dotrzeć. Zamek leży na wys. 855 m.n.p.m. Ale dotrzeć można także schodami, albo nawet kursującym co chwilę specjalnym busikiem. My, jak przystało na prawdziwych wędrowców, zasuwaliśmy na górę per pedes.

Zamek Hohenzollernów góruje majestatycznie nad miastem i całą okolicą. Widoczny jest z odległości kilkunastu kilometrów. Jest własnością rodziny Hohenzollernów, która przez wieki była jedną z najznamienitszych rodzin w Europie. 

(Tylko to jedno zdjęcie pochodzi z Internetu)

Ostateczny kształt budowla ta przybrała w wieku XIX. Za jej praojca uważa się Burkcharda de Zolorin żyjącego w XI stuleciu. Jego dwaj wnukowie utworzyli dwie główne linie dynastii: frańkońską i szwabską. I to właśnie z linii dynastii szwabskiej w późniejszych latach (XVII w.) powstały dwie linie: Hohenzollern-Sigmaringen oraz Hohenzollern-Hechingen. Obydwie linie w 1623 r. wyniesiono do godności książąt.
Oba miasta: Sigmaringen i Hechingen należą do Badanii-Wirtembergii i leżą w niedużym oddaleniu od siebie — ok. 45 km.
Zamek w Hechingen do dziś dnia należy rodu Hohenzollernów. Jego członkowie mieszkający w Niemczech, a należący do szwabskiej linii rodu, współcześnie noszą nazwisko: Prinz/essin von Hohenzollern.


Widok na zamek o różnej porze roku widziany z odległości kilkunastu
kilometrów z góry Raichberg.


***

Zamek Hohenzollernów w Sigmaringen góruje natomiast nad doliną Dunaju i też jest piękny i ogromny. Pierwsza budowla w tym miejscu powstała już w XI wieku. Pożary i zniszczenia wojenne w następnych wiekach oraz kolejne odbudowy i przebudowy miały wpływ na dzisiejszy kształt zamku. Ostatnia ważna przebudowa miała miejsce w 1895 roku. W swojej długiej historii przechodził wielokrotnie z rąk do rąk. W pewnym okresie, pod koniec II wojny św. był nawet siedzibą rządu Vichy. Dziś ta wspaniała budowla wznosząca się nad cichą naddunajską doliną jest siedzibą dyrekcji grupy przedsiębiorstw Fürst von Hohenzollern. Ale duża jej część jest także dostępna dla zwiedzających muzeum, w którym podziwiać można m.in. największą w Europie prywatną kolekcję dawnego uzbrojenia, a także porcelany.