Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dorośli dzieciom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dorośli dzieciom. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 maja 2025

Dorośli dzieciom*...

 


* W ostatnim czasie coraz częściej słyszy się o potwornych czynach popełnianych przez młodych ludzi. Zbyt często! Serce pęka. Co się dzieje? Skąd tyle brutalności w ich życiu? Nie sposób się z tym pogodzić. Kto za to odpowiada?!... My, dorośli.

To my powinniśmy podejmować trud mówienia o tym — wszędzie tam, gdzie to możliwe, i tak często, jak tylko się da. Może w ten sposób pomożemy innym zrozumieć, dlaczego do tego dochodzi... Bo nie robiąc nic, w pewnym sensie godzimy się na taki stan rzeczy.


piątek, 30 września 2022

Demokracja po polsku

Polacy lubią rozprawiać o demokracji, o wolności, o prawach, rzadko jednak o obowiązkach z demokracji wynikających. W Internecie szczególnie jest to zauważalne. Z wieloma opiniami się zgadzam, z wieloma nie. Niektóre mnie rażą. Niektóre wręcz brzydzą. Zwłaszcza, kiedy mowa o wolności słowa.

I choćby nie wiem jak, ci chwalący obecną demokrację według PiS głosili swoje racje, to jednak nie zagłuszą ludzi o odmiennym zdaniu. Bo dlaczego akurat teraz, za rządów tej partii, jest tyle nienawiści dookoła, tyle zawiści, tyle chamstwa, tyle arogancji, tyle agresji?

Zauważam też, że wiele jest osób, które ciągle wyrażają swoją tęsknotę za latami 60., 70. i 80. ubiegłego wieku. Czyżby tęsknili za komuną?

Socjolodzy twierdzą, że ta nostalgia bierze się stąd, iż ludzie uwielbiają wspominać swoją młodość i tak naprawdę to tęsknią tylko za młodością, która przypadała akurat na okres komuny. Oczywiście, wiele w tym prawdy. Ale niech mi nikt nie mówi, że ludzie wtedy nie byli lepsi. Byli biedniejsi, to fakt, ale dla siebie mieli szacunek. Na pewno byli też bardziej zdyscyplinowani, mieli wyższe morale... I co tu dużo gadać, byli szczęśliwsi.

Czy to zasługa komuny? Na pewno nie. Tacy po prostu byli wtedy ludzie. Lepsi. Zwłaszcza młodzież była lepsza. Dlaczego? Ano dlatego, że w życie wprowadzana była przez dorosłych dotkniętych piętnem wojny. Wyniszczonych przez wojnę. Brzmi to paradoksalnie, ale to prawda! Dorośli wtedy ponad wszystko pragnęli godnie żyć, przekazywali więc młodym pozytywne wartości, dawali sobą właściwy przykład. Czego efektem było to, że młodzi starszych bardziej szanowali, wielu z nich obdarzali uznaniem, autorytetem. A jak jest dzisiaj? Jaki przykład dają dorośli? Czego młodych uczą?

W dzisiejszych czasach dorośli niestety niewiele dobrego potrafią młodych nauczyć. Albo nie chcą. W wielu przypadkach rodzice, zasłaniając się brakiem czasu, wolą podsuwać swoim dzieciom materialne osiągnięcia współczesnej cywilizacji, jak: telefony komórkowe, komputery, internet, a sami zajmować się sobą... i wyścigami szczurów. Albo, co gorsza, zapijaczeni „leżą odłogiem”, że się tak wyrażę, i za swoje nałogi i niedołęstwo życiowe winią wszystkich innych, byle nie siebie. Często zrzucają je też na karb ubóstwa, za które z kolei obwiniają państwo.

Kto się dzisiaj tak naprawdę młodymi przejmuje? Kto ich dzisiaj wychowuje? Kto ich wspiera? Kto im daje poczucie bezpieczeństwa? W większości ulica... i internet.

Nie ma idealnego ustroju, to fakt, jednak nikt do tej pory lepszego nie wymyślił. Tak po prawdzie, to nie ustrój jest winny temu, kiedy źle się dzieje w narodzie, a człowiek... dorosły człowiek. Dokładniej pisałam o tym przed laty w swoim felietonie pt. „Dorośli dzieciom”. Ciągle jest aktualny. Niestety.

Demokracja, jak na razie, jest najlepszą formą ustrojową, jaką mamy na świecie (ma swój początek w starożytnej Grecji). Co nie znaczy, że nie można mieć do niej zastrzeżeń.  

 

 

Jeśli zaś chodzi o polską demokrację, to myślę, że wtedy dopiero będzie w Polsce lepiej, kiedy już wymrą wszystkie komunistyczne i nawet postkomunistyczne dinozaury. Bo jak na razie, jest ona tak koślawa, że większość ludzi zamiast lepiej się w niej czuć, czuje się gorzej... i ma gorzej. Oprócz nuworyszy oczywiście i wszystkich pisowców u żłobu.

Potrzebna jest przede wszystkim rewolucja kulturowa. Polacy przede wszystkim muszą się wyzbyć chamstwa i nienawiści, i wszystkiego tego, co tymi niechlubnymi odczuciami jest związane. Muszą się nauczyć wewnętrznej dyscypliny. A zewnętrzną po prostu przestrzegać. Bez dyscypliny wolny człowiek podatny jest na demoralizację.

Wolność słowa nie polega na bezkarnym, chamskim, wulgarnym opluwaniu wszystkich i wszystkiego dookoła. W ostatnich latach chamstwo w Polsce rozpleniło się potwornie, i to właśnie w tych latach przypadających na demokrację. Jestem bardzo zniesmaczona wulgarnością, zwłaszcza wśród młodzieży. Niedobrze mi się robi, kiedy przyjdzie mi się z nią zetknąć. Kiedyś młodzież nie była taka impertynencka. Nie w takim wymiarze. I czyja to wina? Dorosłych, tylko i wyłącznie. Wszak to dorośli stworzyli młodym taką rzeczywistość.

Demokracja nie polega na tym, żeby mieć, posiadać, znaczyć wiele. Żeby bez pardonu rozpychać się łokciami w realizacji swoich coraz bardziej zachłannych potrzeb.

Ludzie, którzy nie przywiązują zbytniej wagi do dóbr materialnych, którzy lubią mieć tylko to, co im najbardziej do codziennego życia potrzebne, są szczęśliwsi.

Przyznam, że ja tak mam, więc coś na ten temat wiem. Natomiast na ludziach bardzo się zawiodłam. W młodości całym sercem byłam otwarta na świat, na wszystkich ludzi. Niestety, w wielu przypadkach na dobre mi to nie wyszło.

Obecnie, w tych jakże niebezpiecznych czasach, pełnych nienawiści i agresji, coraz częściej podzielam słowa G.B. Shaw`a: — „Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta”... Bo:  

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w idee i autorytety...
Dziś autorytety jak świece przygasły;
z idei zostały same tylko bzdety.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w prawo i sprawiedliwość...
Dziś niestety dla mnie znaczą tyle,
co bezprawie i... upierdliwość.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w dobro całego świata...
Dziś niestety już nie wierzę,
skoro nadal brat zabija brata.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w przyzwoitych ludzi...
Dziś niestety wielu z nich
lęk i odrazę we mnie budzi.

***

Od kiedy nie jestem już młoda,

dręczy mnie Shaw`a myśl przeklęta:
Im bardziej poznaję ludzi,
tym bardziej kocham zwierzęta”.


wtorek, 7 stycznia 2020

Czym skorupka za młodu... (?)

Jest wiele prawdy w przysłowiu: „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”, bo to właśnie wychowanie wyniesione z domu, z dzieciństwa, wywiera wpływ na całe nasze życie.

Jako baczna obserwatorka ludzi od najmłodszych lat wyrobiłam sobie pewną opinię na temat przysłowiowej „skorupki”. Otóż jestem zdania — i pewnie nie ma w tym nic odkrywczego — że to, jakie są nasze dzieci, zależy w dużej mierze od dorosłych. Przede wszystkim od rodziców.

To oczywiste, że duży wpływ ma na nie również środowisko, w jakim obracają się poza domem. Chodzi o szkołę i o tzw. podwórko. Jednak dzieci, które wynoszą z domu należyte wychowanie, nauczone są podstawowych zasad kindersztuby, nie ulegają tak szybko złym wpływom z zewnątrz. Mają w sobie zakorzenione pewne cechy i zasady, które chronią je przed tymi wpływami.

Potrafią same analizować, co jest dobre, a co złe. Potrafią być kulturalne wszędzie. Ich kultura osobista jest na odpowiednim poziomie. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że wyssały ją z mlekiem matki. Co więcej — że mają ją zakodowaną w genach po przodkach.

Z kolei dzieci, które rażą złym zachowaniem, zapewne niewiele dobrego z domu wyniosły. Czasem jedynie złe wzorce. Oczywiście nie można tych spraw całkowicie uogólniać — jak zresztą wszystkiego w życiu — ponieważ zdarzają się wyjątki… Jednak według mojego skromnego zdania w głównej mierze tak to właśnie funkcjonuje. I później jedne dzieci wyrastają na dobrych ludzi, drugie — na złych.

Może poprę ten swój pogląd przykładem. Otóż czytałam kiedyś o dwudziestoletniej dziewczynie, która zamordowała swojego ojca. Nie był on jej rodzonym ojcem — adoptował ją, gdy była jeszcze bardzo małym dzieckiem.

Wszyscy z ich otoczenia, po tym jej potwornym czynie, byli ogromnie zszokowani, ponieważ uważali, że jej adopcyjny ojciec był wspaniałym człowiekiem i bardzo dobrym ojcem. Zapewnił jej dobre, bezpieczne dzieciństwo, pełne miłości. Dlaczego więc tak postąpiła? No właśnie — dlaczego?

Uważam, że najprawdopodobniej musiała pochodzić z jakiejś patologicznej rodziny i odziedziczyć po swoich przodkach w genach tego rodzaju skłonności. Żadna dorosła osoba, która miała dobrych rodziców, nie dopuściłaby się takiego czynu. No, prawie żadna — bo może się zdarzyć, że gdzieś wcześniej w rodzinie byli skrzywieni moralnie przodkowie.

Oczywiście i w tym przypadku generalizować nie można, bo nikt z nas nie jest w stanie wiedzieć tego na pewno. Nikt. Gdyby bowiem ktokolwiek miał taką pewność, wtedy chociażby resocjalizacja straciłaby sens.

Podam również przykład odwrotny. Mam taki w swojej dalszej rodzinie. Żona mojego kuzyna pochodzi z rodziny patologicznej i ma troje rodzeństwa. Wszyscy oni — oprócz najmłodszego — wyszli, o dziwo (jak mówią wszyscy), na tzw. ludzi. Są osobami bardzo dobrymi, o wysokiej kulturze osobistej.

Zapewne w ich rodzinie, oprócz rodziców, byli też zdrowi moralnie przodkowie i to właśnie po nich odziedziczyli lepsze geny. Życie więc pokazuje, że nigdy do końca nie możemy wiedzieć, kim dane dziecko stanie się w dorosłym życiu.

Oczywiście często da się to rozpoznać po dziecięcym zachowaniu — w większości przypadków. Ale i tu mogą zdarzyć się wyjątki. I chociażby ze względu na każdy taki wyjątek dobrze byłoby, abyśmy my, dorośli, robili wszystko, co w naszej mocy, by zmieniać świat wokół naszych dzieci na lepszy.

Nie przymykajmy oczu na ich złe postępowanie — nieważne, czy są to dzieci nasze, czy obce. Trzeba reagować. Mądrze reagować. Nie myśleć wyłącznie o sobie i swoim świętym spokoju. Im więcej ludzi dobrej woli, tym większa szansa, że z czasem w zachowaniu tych aroganckich, agresywnych dzieci coś drgnie ku lepszemu. Bo nie robiąc nic, dajemy niejako przyzwolenie na szerzenie się chamstwa, brutalności, a często i przestępczości wokół nas samych.

Nie wspomniałam jeszcze o tych, którzy wywodzą się z rodzin o niskim poziomie kultury i wykształcenia, a którzy w dorosłym życiu — jakimś cudem — dochrapali się majątków lub pokończyli studia, by później w przesadny sposób zgrywać wielce mądrych i szlachetnych ludzi, podczas gdy przysłowiowa słoma i tak wyłazi im z butów… Co o nich myślę? Pół żartem, pół serio opowiedziałam w poniższej satyrze:


Pojęcia nie mam, czemu nie wierzycie,

Choć wam powtarzam — piękne jest życie.

Że było ponure, nie zapomniałem,

Lecz je upiększyłem i wam coś dałem.

A dałem wam sobą dobitny przykład,

Jak chaos w swym życiu zamienić w ład.

Co macie robić, by stać się mocnym

I znaleźć w bogactwie efekt owocny.


Kto w porę to pojmie — też przecież może

Zdobywać bogactwa bezkresne morze.

Musi się tylko łokciami rozpychać,

Zamiast do obrazu głupawo wzdychać.

Bo przecież się mówi, że chcieć to móc.

Kto myśli inaczej — ten kiep i buc.

Do swej świetności doszedłem sam.

Bzdurne świętości dziś za nic mam.

Rozpycham się mądrze na lewo i prawo

I prę do dobrobytu ochoczo i żwawo.


Jestem więc teraz bogatym człowiekiem,

To samo nie przyszło ani też z wiekiem.

Dla mnie kultura to chleb powszedni,

Lecz co wy tam wiecie, ludziska biedni?

Wciąż gnuśniejecie w plebejskim folklorze,

Pojęcia nie macie o pańskim honorze.


I co wy na to, ludziska drodzy?

Jesteśmy naprawdę aż tak ubodzy?


Dalibóg — ubodzy? Z pewnością nie!

Choć z portfelem bywa u nas różnie.

Mimo to słuchać nam nie uchodzi

Tego, komu słoma z Ryłków* wychodzi.

Żaden on wielki... Zwykły nuworysz!

Niech zniknie, przepadnie! Kysz!... A kysz!... A kysz!


* Ryłko – jedna z najdroższych marek butów męskich produkowanych w Kalwarii Zebrzydowskiej. Nazwa pochodzi od nazwiska założyciela spółki.



HKCz 15.12.2006


środa, 29 maja 2019

Dzień Dziecka ze słonecznym uśmiechem

W dniu Waszego pięknego święta
Z serca Wam życzę drogie Dzieci,
By każdy dorosły o Was pamiętał
I niech Wam słońce nieustannie świeci.

Niech Wasze dzieciństwo szczęśliwe będzie
W przedszkolu, w szkole i w domu…
Niech radość podąża za Wami wszędzie,
Niech miłości nie zabraknie nikomu.

***


Słoneczko wstało dziś bardzo wcześnie
I w jakże świetnym humorze
Strzela promykami radośnie,
Aż weselej się robi na dworze.

Hejże Dzieci, hejże ha,
Wasze Święto — od poranka trwa!

A o tym słoneczko dobrze wie,
Bo też od zawsze świeci dla dzieci.
Chce by humor miały co się zowie...
Dlatego dziś jeszcze żwawiej świeci.

Hejże Dzieci, hejże ha,
Słoneczny uśmiech — dziś każdy ma!

I my dorośli też pragniemy,
By był to dla Was dzień szczególny.
Marzenia Wasze spełniać chcemy...
Wszak Dzieci — to nasz dar wspólny.

Hejże Dzieci, hejże ha,
Niech Wasze Święto — wciąż trwa i trwa!

***

Największym darem dla naszych dzieci,
Jaki my dorośli dać im możemy,
Jest ponad wszystko — czas nasz...
Czy o tym zawsze pamiętać chcemy?




Wszystkim Dzieciom, jak co roku, życzę pięknego dnia, wiele radości 
i niezapomnianych wrażeń. A przede wszystkim — zainteresowania dorosłych,
i to nie tylko w dniu Waszego Święta, ale i na co dzień.
Buziaczki, Dzieciaczki!

niedziela, 16 grudnia 2018

Stop dopalaczom

Już dawno wypowiedziano wojnę dopalaczom, ale one i tak nieustająco zbierają śmiertelne żniwo. Trudno to zrozumieć. Jednak tak niestety jest. Dopalacze pojawiły się na scenie narkotykowej w Polsce już 10 lat temu, w 2008 roku. Początkowo znane były tylko wąskiej grupie osób zażywających narkotyki i poszukujących nowych doznań narkotycznych. Wtedy to, chemicy (ci bez sumienia) stanęli na wysokości zadania. Zaczęli produkować nowe substancje psychoaktywne na dużą skalę. Nazwę "dopalacze" wymyśliła pierwsza sieć w Polsce, która zajęła się ich rozprowadzaniem w ramach sklepów stacjonarnych i w Internecie.
Od początku istnienia sklepów z dopalaczami były one reklamowane jako "legalna alternatywa dla narkotyków". Czy wtedy to jeszcze nie było wystarczającym sygnałem dla władz samorządowych, że sklepy te trzeba jak najszybciej pozamykać? Czy trzeba było dać się wciągać producentom i sprzedawcom dopalaczy w zabawę w kotka i myszkę? Przecież wiadomym było, że oni co rusz wymyślają nowe sposoby na robienie władz w bambuko.
Jak można było pozwolić na legalne trucie młodzieży, nierzadko i dzieci, mając świadomość perfidnej i cynicznej wręcz kombinacji producentów i sprzedawców dopalaczy? Jak można było dopuścić do tego, aby sklepy z dopalaczami jak grzyby po deszczu powstawały tuż obok szkół?  
Mimo ciągłej walki z nimi, dopalaczowy biznes wciąż kwitnie. Wprawdzie w ostatnich latach większość tego biznesu zeszła do tzw. "podziemia", czyli do brudnych pomieszczeń w ruderach, a nawet do zwykłych stodół, to jednak dopalacze są ciągle dostępne.
W większości krajów Europy dopalaczowy biznes już dawno został rozpoznany i zakazany. W Polsce w pewnym sensie też, ale że „Polak potrafi", szybko znaleziono sposób na obejście prawa i dopalacze dalej są dostępne. Z tym, że na opakowaniach tych „świństw" często widnieje teraz napis, iż jest to artykuł kolekcjonerski i nie nadaje się do spożycia. Cóż za perfidia ze strony rządnych szmalu producentów!
   Nie można powiedzieć, że władze w Polsce przez wszystkie te lata nie robiły nic, aby tego procederu zakazać. Bo robiły. Ale jak widać, ich zakazy były do tej pory mało skuteczne. A przecież ustawy zakazujące produkcję i rozprowadzanie dopalaczy w Polsce i w Niemczech wprowadzono w tym samym czasie. W Niemczech od tamtej pory nie słyszy się, ażeby z tym problemem borykano się na aż tak dużą skalę jak w Polsce. Za to w Polsce słyszy się, że obywatele Niemiec często przyjeżdżają do Polski, ażeby zaopatrzyć się w tę potworną truciznę. Czy taki handel jest dla Polski chwalebny?
   Miejmy jednak nadzieję, że tym razem, tak szeroko zakrojona walka z dopalaczami przyniesie w Polsce oczekiwany skutek. Że władze zrobią wreszcie porządek z całą tą ferajną producentów dopalaczy, zwanych ostatnio przez samą młodzież: „producentami rozwalaczy mózgu".
Często się zastanawiam dokąd zmierza ten świat, skoro coraz więcej młodych ludzi nie potrafi żyć normalnie i poszukuje odmiennych stanów świadomości poprzez sztuczne dopalacze mózgu. Nawet za cenę utraty zdrowia... Ba, nawet za cenę śmierci. Jednego jestem jednak pewna. To dorośli odpowiadają za taki stan rzeczy. To dorośli winni są śmierci tych młodych ludzi. To wreszcie dorośli powinni zrobić w końcu wszystko, zarówno w domu, jak i w szkole, i poza szkołą, aby ten stan rzeczy zmienić.  

poniedziałek, 10 września 2018

Ratunku, na pomoc ginącej normalności!

Dobrze, ale co to takiego, ta — „normalność”? Przez słowo: normalność, każdy rozumie przecież coś innego. Jeżeli skonkretyzuję nieco to określenie, i powiem: normalne życie; normalny świat; normalne uczucia; normalne dzieciństwo… O, to już pomału każdemu się zapali światełko w tunelu. I już będzie wiedział, co powiedzieć na ten temat. A jestem pewna, że w większości będziemy mieli podobne zdania.

Że dzieci są przyszłością świata, to każdy na pewno wie dokładnie. No to idźmy dalej tym tokiem myślenia: Normalne dzieci — przyszłość świata bezpieczna; Nienormalne dzieci — przyszłość świata w niebezpieczeństwie.
A dlaczego nienormalne dzieci? A dlatego, że wszechobecna jest przemoc, brutalność, wulgarność, nienawiść, zawiść, brak uczuć rodzicielskich. Chyba każdy się zgodzi ze mną, w tym miejscu, że to negatywne i destruktywne uczucia. A tymi właśnie negatywnymi uczuciami są dziś zewsząd otoczone nasze dzieci. A to, moi drodzy, to już nasza działka. Nas dorosłych. To my dorośli, naszpikowaliśmy świat tymi niechlubnymi realiami.

To my dorośli jesteśmy odpowiedzialni za przyszłość naszych dzieci. To my dorośli kreujemy ich psychikę, ich podejście do życia. To my dorośli odpowiadamy za to, czy one będą umiały być szczęśliwe na co dzień. Czy posiądą w ogóle tę umiejętność bycia szczęśliwym. To my dorośli piszemy dla nich książki, robimy filmy, wymyślamy gry i zabawy. 
I to właśnie — mnie bulwersuje, bo w każdym dniu spotykam się z wieloma przykładami spuścizny: dorośli — dzieciom. I co to za spuścizna? Nieraz włos mi się jeży na głowie.

A już naprawdę do żywego ruszyła mnie wypowiedź pewnego psychologa (nie wymienię go z nazwiska, bo i tak nie poczuje wstydu), w jednych z wcześniejszych Wiadomościach TV Polonia, w których reż. Roman Polański wypowiadał się na temat swojego filmu „Oliver Twist” (na podstawie powieści Karola Dickensa). Podzielam zdanie reż. Polańskiego, i również uważam, że to nieprawda, iż dzisiejsze dzieci idą na łatwiznę i chcą oglądać tylko filmy rozrywkowe i czytać tego samego typu książki. Uważam też, że tak rozreklamowana (naturalnie — przez dorosłych ludzi z branży) era Harry Potter`a w końcu minie i nie zostawi głębszych doznań u dzieci. Owszem, rozrywka dzieciom jest potrzebna, nawet bardzo, ale nie jako podstawa wychowawcza, lecz obok niej.

Uważam, że dzieci potrzebują więcej realnych przeżyć i uczuć. One w swoim dzieciństwie — błądząc po omacku — szukają takich właśnie uczuć. Chociaż najczęściej są tego nieświadome. Ale to my, dorośli, podrzucamy im swoje, 
wyrafinowane tematy. Świat oszalał. Nastawił się na konsumpcję. I w pogoni za pieniądzem, dorośli potracili prawdziwe wartości.

Wrócę jednak do wypowiedzi wspomnianego wyżej psychologa. Otóż, on uważa, że dzieci odrzucają wszystko to, co ich nie bawi, a już zwłaszcza to, co ma podtekst dydaktyczny. To brednie! Nie zgadzam się z tym. 
To pan, jako psycholog dziecięcy, jest odpowiedzialny m.in. za to, że tak mogą uważać — co niektórzy. Nie wolno panu, ogólnie, wszystkim dzieciom — przyklejać takiej etykiety. To pan, jako psycholog, jest też odpowiedzialny za wychowanie naszych dzieci. Ale o czym tu mowa? Skoro pana własny syn wyśpiewuje (czytaj: wykrzykuje), ohydne wulgaryzmy na estradzie.

Wydaje mi się, że ogólna prawidłowość i normy wychowawcze, względem naszych dzieci, wymknęły się dorosłym spod kontroli.
Co się stanie, jak dzieci, dojrzewające na brutalnych filmach i grach komputerowych — dorosną… i dorwą się do rządzenia światem? Czy obecni możnowładcy tego świata myślą czasem o tym? Czy obchodzi ich tylko tu i teraz, własna kariera i kieszeń?

Może to czas, abyśmy w końcu już przestali oglądać się na tych nieszczęsnych możnowładców i sami, wszyscy — obecnie — dorośli, skrzyknęli się jakimś sposobem i na poważnie zaczęli odmieniać przyszłość naszych dzieci? Globalnie. Bo co jak co, ale to — na pewno warto! Zacznijmy od swojego przysłowiowego „podwórka”.

poniedziałek, 3 września 2018

Dorośli dzieciom

Równie mocno, jak z teraźniejszym zakłamaniem, powinniśmy walczyć o normalne dzieciństwo naszych dzieci. Bo to właśnie one — są przyszłością Narodu. A jak dzieciństwo ich dziś wygląda? Rosną wśród wszechobecnej przemocy, brutalności, wulgarności, nienawiści, zawiści. Jakże często brakuje im uczuć rodzicielskich, autorytetów. Są dziś zewsząd otaczane negatywnymi i destruktywnymi uczuciami. A to przecież dorosłych „działka” za taki stan rzeczy.

Wielu dorosłych jednak nie poczuwa się do odpowiedzialności za ich przyszłość. Tak to wygląda. Bo to przecież dorośli szpikują świat niechlubnymi realiami, godzącymi w ich normalne dzieciństwo. To dorośli kreują ich psychikę, ich podejście do życia. To dorośli odpowiadają za to, czy one będą umiały być szczęśliwe na co dzień i czy w ogóle tę umiejętność bycia szczęśliwym posiądą. Wreszcie, to dorośli piszą dla nich książki, robią filmy, wymyślają gry i zabawy. I to właśnie bulwersuje mnie najbardziej, gdyż w każdym dniu spotykam się z wieloma przykładami niecenzuralnych treści w nich zawartych. Uważam, że w większości to z tego właśnie powodu dzieci stają się bezczelne, zarozumiałe, nonszalanckie, nietolerancyjne, wszak ich świat zewsząd jest bombardowany takimi cechami. Nieraz aż włos mi się na głowie jeży, kiedy słyszę rozmowy dzieci w jakimś przypadkowym z nimi kontakcie.
Dzieciom potrzeba więcej miłości, uwagi, zainteresowania, ciepła, pozytywnych uczuć na co dzień, przeżyć na miarę ich wieku. One w swoim dzieciństwie — błądząc po omacku — szukają takich właśnie uczuć, chociaż najczęściej są tego nieświadome. A co znajdują? Znajdują wariacki świat dorosłych… Tak, świat oszalał. Ludzie nastawili się na konsumpcję i w pogoni za pieniądzem (jedynym środkiem zapewnienia jej sobie), potracili prawdziwe wartości.

Od wielu lat piszę dla dzieci i młodzieży. Wszystkie moje teksty są pogodne, chociaż w niektórych momentach nie brakuje też i treści dramatycznych, ale w przeważającej mierze mają one dobre zakończenie. Zakończenie, które daje dziecku do myślenia, wartościowego myślenia, budującego, a nie destruktywnego. Destrukcji nasze dzieci mają aż nadto: w kinie, w telewizji, w Internecie... A co najgorsze, często też i w domu rodzinnym.

Może mi ktoś zarzuci, że zbyt moralizuję w swoich tekstach dla dzieci, ja jednak myślę, iż morał, jako pouczający, prawidłowy wniosek końcowy — jest dobroczynny. W odróżnieniu od wszechobecnej przemocy, brutalności, wulgaryzmów, a także ogłupiającej fantazji, rozbudzającej niewłaściwe emocje u dzieci. Jak mawiał nasz drogi Melchior Wańkowicz: „Smrodek dydaktyczny nikomu nie szkodzi”. Ja też tak uważam. Mało tego, uważam, że w dzisiejszych czasach ten, tzw. smrodek dydaktyczny, potrzebny jest tym bardziej. Również pedagogiczny i psychologiczny. Zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, iż potrzebny jest potężny smród tegoż właśnie, gdyż ludzie zrobili się jeszcze bardziej pazerni i zachłanni na pieniądze. Jak nigdy dotąd. Mieć, posiadać, znaczyć wiele, za wszelką cenę, rozpychając się po chamsku łokciami, depcząc wszystko, co dobre i wartościowe dla człowieka.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dorośli doskonale wiedzą o tych złych przykładach podawanych dzieciom jakoby na tacy, ale tak naprawdę w większości nie przeciwstawiają się temu. Jedni, bo ciągną profity z zepsucia psychiki i moralności dzieci i młodzieży, inni, bo uważają, że nie są w stanie niczego zmienić w tym bagnie przemocy i pieniądza, a jeszcze inni (a tych jest niewielu), choć się starają i mówią o tym wszem i wobec, to w rezultacie jest to głos wołającego na puszczy.

Uważam, że ogólna prawidłowość i normy wychowawcze względem naszych dzieci, wymykają się spod kontroli. A co będzie, jak te dzieci, dojrzewające na brutalnych filmach i grach komputerowych, dorosną… i w przyszłości dorwą się do rządzenia? Strach pomyśleć!

A co z naszymi biednymi dziećmi, które żyją w ubogich, patologicznych rodzinach? Czy kościół im pomaga? A co z dziećmi w domach dziecka? Wreszcie, co z nową społecznością eurosierot? To jest osobny, bardzo bolesny i ogromny rozdział… Jak i ukłon w stronę polityków.