Pokazywanie postów oznaczonych etykietą destrukcyjny wpływ na dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą destrukcyjny wpływ na dzieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 września 2022

Demokracja po polsku

Polacy lubią rozprawiać o demokracji, o wolności, o prawach, rzadko jednak o obowiązkach z demokracji wynikających. W Internecie szczególnie jest to zauważalne. Z wieloma opiniami się zgadzam, z wieloma nie. Niektóre mnie rażą. Niektóre wręcz brzydzą. Zwłaszcza, kiedy mowa o wolności słowa.

I choćby nie wiem jak, ci chwalący obecną demokrację według PiS głosili swoje racje, to jednak nie zagłuszą ludzi o odmiennym zdaniu. Bo dlaczego akurat teraz, za rządów tej partii, jest tyle nienawiści dookoła, tyle zawiści, tyle chamstwa, tyle arogancji, tyle agresji?

Zauważam też, że wiele jest osób, które ciągle wyrażają swoją tęsknotę za latami 60., 70. i 80. ubiegłego wieku. Czyżby tęsknili za komuną?

Socjolodzy twierdzą, że ta nostalgia bierze się stąd, iż ludzie uwielbiają wspominać swoją młodość i tak naprawdę to tęsknią tylko za młodością, która przypadała akurat na okres komuny. Oczywiście, wiele w tym prawdy. Ale niech mi nikt nie mówi, że ludzie wtedy nie byli lepsi. Byli biedniejsi, to fakt, ale dla siebie mieli szacunek. Na pewno byli też bardziej zdyscyplinowani, mieli wyższe morale... I co tu dużo gadać, byli szczęśliwsi.

Czy to zasługa komuny? Na pewno nie. Tacy po prostu byli wtedy ludzie. Lepsi. Zwłaszcza młodzież była lepsza. Dlaczego? Ano dlatego, że w życie wprowadzana była przez dorosłych dotkniętych piętnem wojny. Wyniszczonych przez wojnę. Brzmi to paradoksalnie, ale to prawda! Dorośli wtedy ponad wszystko pragnęli godnie żyć, przekazywali więc młodym pozytywne wartości, dawali sobą właściwy przykład. Czego efektem było to, że młodzi starszych bardziej szanowali, wielu z nich obdarzali uznaniem, autorytetem. A jak jest dzisiaj? Jaki przykład dają dorośli? Czego młodych uczą?

W dzisiejszych czasach dorośli niestety niewiele dobrego potrafią młodych nauczyć. Albo nie chcą. W wielu przypadkach rodzice, zasłaniając się brakiem czasu, wolą podsuwać swoim dzieciom materialne osiągnięcia współczesnej cywilizacji, jak: telefony komórkowe, komputery, internet, a sami zajmować się sobą... i wyścigami szczurów. Albo, co gorsza, zapijaczeni „leżą odłogiem”, że się tak wyrażę, i za swoje nałogi i niedołęstwo życiowe winią wszystkich innych, byle nie siebie. Często zrzucają je też na karb ubóstwa, za które z kolei obwiniają państwo.

Kto się dzisiaj tak naprawdę młodymi przejmuje? Kto ich dzisiaj wychowuje? Kto ich wspiera? Kto im daje poczucie bezpieczeństwa? W większości ulica... i internet.

Nie ma idealnego ustroju, to fakt, jednak nikt do tej pory lepszego nie wymyślił. Tak po prawdzie, to nie ustrój jest winny temu, kiedy źle się dzieje w narodzie, a człowiek... dorosły człowiek. Dokładniej pisałam o tym przed laty w swoim felietonie pt. „Dorośli dzieciom”. Ciągle jest aktualny. Niestety.

Demokracja, jak na razie, jest najlepszą formą ustrojową, jaką mamy na świecie (ma swój początek w starożytnej Grecji). Co nie znaczy, że nie można mieć do niej zastrzeżeń.  

 

 

Jeśli zaś chodzi o polską demokrację, to myślę, że wtedy dopiero będzie w Polsce lepiej, kiedy już wymrą wszystkie komunistyczne i nawet postkomunistyczne dinozaury. Bo jak na razie, jest ona tak koślawa, że większość ludzi zamiast lepiej się w niej czuć, czuje się gorzej... i ma gorzej. Oprócz nuworyszy oczywiście i wszystkich pisowców u żłobu.

Potrzebna jest przede wszystkim rewolucja kulturowa. Polacy przede wszystkim muszą się wyzbyć chamstwa i nienawiści, i wszystkiego tego, co tymi niechlubnymi odczuciami jest związane. Muszą się nauczyć wewnętrznej dyscypliny. A zewnętrzną po prostu przestrzegać. Bez dyscypliny wolny człowiek podatny jest na demoralizację.

Wolność słowa nie polega na bezkarnym, chamskim, wulgarnym opluwaniu wszystkich i wszystkiego dookoła. W ostatnich latach chamstwo w Polsce rozpleniło się potwornie, i to właśnie w tych latach przypadających na demokrację. Jestem bardzo zniesmaczona wulgarnością, zwłaszcza wśród młodzieży. Niedobrze mi się robi, kiedy przyjdzie mi się z nią zetknąć. Kiedyś młodzież nie była taka impertynencka. Nie w takim wymiarze. I czyja to wina? Dorosłych, tylko i wyłącznie. Wszak to dorośli stworzyli młodym taką rzeczywistość.

Demokracja nie polega na tym, żeby mieć, posiadać, znaczyć wiele. Żeby bez pardonu rozpychać się łokciami w realizacji swoich coraz bardziej zachłannych potrzeb.

Ludzie, którzy nie przywiązują zbytniej wagi do dóbr materialnych, którzy lubią mieć tylko to, co im najbardziej do codziennego życia potrzebne, są szczęśliwsi.

Przyznam, że ja tak mam, więc coś na ten temat wiem. Natomiast na ludziach bardzo się zawiodłam. W młodości całym sercem byłam otwarta na świat, na wszystkich ludzi. Niestety, w wielu przypadkach na dobre mi to nie wyszło.

Obecnie, w tych jakże niebezpiecznych czasach, pełnych nienawiści i agresji, coraz częściej podzielam słowa G.B. Shaw`a: — „Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta”... Bo:  

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w idee i autorytety...
Dziś autorytety jak świece przygasły;
z idei zostały same tylko bzdety.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w prawo i sprawiedliwość...
Dziś niestety dla mnie znaczą tyle,
co bezprawie i... upierdliwość.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w dobro całego świata...
Dziś niestety już nie wierzę,
skoro nadal brat zabija brata.

 

Kiedy byłam jeszcze młoda,

wierzyłem w przyzwoitych ludzi...
Dziś niestety wielu z nich
lęk i odrazę we mnie budzi.

***

Od kiedy nie jestem już młoda,

dręczy mnie Shaw`a myśl przeklęta:
Im bardziej poznaję ludzi,
tym bardziej kocham zwierzęta”.


poniedziałek, 10 września 2018

Ratunku, na pomoc ginącej normalności!

Dobrze, ale co to takiego, ta — „normalność”? Przez słowo: normalność, każdy rozumie przecież coś innego. Jeżeli skonkretyzuję nieco to określenie, i powiem: normalne życie; normalny świat; normalne uczucia; normalne dzieciństwo… O, to już pomału każdemu się zapali światełko w tunelu. I już będzie wiedział, co powiedzieć na ten temat. A jestem pewna, że w większości będziemy mieli podobne zdania.

Że dzieci są przyszłością świata, to każdy na pewno wie dokładnie. No to idźmy dalej tym tokiem myślenia: Normalne dzieci — przyszłość świata bezpieczna; Nienormalne dzieci — przyszłość świata w niebezpieczeństwie.
A dlaczego nienormalne dzieci? A dlatego, że wszechobecna jest przemoc, brutalność, wulgarność, nienawiść, zawiść, brak uczuć rodzicielskich. Chyba każdy się zgodzi ze mną, w tym miejscu, że to negatywne i destruktywne uczucia. A tymi właśnie negatywnymi uczuciami są dziś zewsząd otoczone nasze dzieci. A to, moi drodzy, to już nasza działka. Nas dorosłych. To my dorośli, naszpikowaliśmy świat tymi niechlubnymi realiami.

To my dorośli jesteśmy odpowiedzialni za przyszłość naszych dzieci. To my dorośli kreujemy ich psychikę, ich podejście do życia. To my dorośli odpowiadamy za to, czy one będą umiały być szczęśliwe na co dzień. Czy posiądą w ogóle tę umiejętność bycia szczęśliwym. To my dorośli piszemy dla nich książki, robimy filmy, wymyślamy gry i zabawy. 
I to właśnie — mnie bulwersuje, bo w każdym dniu spotykam się z wieloma przykładami spuścizny: dorośli — dzieciom. I co to za spuścizna? Nieraz włos mi się jeży na głowie.

A już naprawdę do żywego ruszyła mnie wypowiedź pewnego psychologa (nie wymienię go z nazwiska, bo i tak nie poczuje wstydu), w jednych z wcześniejszych Wiadomościach TV Polonia, w których reż. Roman Polański wypowiadał się na temat swojego filmu „Oliver Twist” (na podstawie powieści Karola Dickensa). Podzielam zdanie reż. Polańskiego, i również uważam, że to nieprawda, iż dzisiejsze dzieci idą na łatwiznę i chcą oglądać tylko filmy rozrywkowe i czytać tego samego typu książki. Uważam też, że tak rozreklamowana (naturalnie — przez dorosłych ludzi z branży) era Harry Potter`a w końcu minie i nie zostawi głębszych doznań u dzieci. Owszem, rozrywka dzieciom jest potrzebna, nawet bardzo, ale nie jako podstawa wychowawcza, lecz obok niej.

Uważam, że dzieci potrzebują więcej realnych przeżyć i uczuć. One w swoim dzieciństwie — błądząc po omacku — szukają takich właśnie uczuć. Chociaż najczęściej są tego nieświadome. Ale to my, dorośli, podrzucamy im swoje, 
wyrafinowane tematy. Świat oszalał. Nastawił się na konsumpcję. I w pogoni za pieniądzem, dorośli potracili prawdziwe wartości.

Wrócę jednak do wypowiedzi wspomnianego wyżej psychologa. Otóż, on uważa, że dzieci odrzucają wszystko to, co ich nie bawi, a już zwłaszcza to, co ma podtekst dydaktyczny. To brednie! Nie zgadzam się z tym. 
To pan, jako psycholog dziecięcy, jest odpowiedzialny m.in. za to, że tak mogą uważać — co niektórzy. Nie wolno panu, ogólnie, wszystkim dzieciom — przyklejać takiej etykiety. To pan, jako psycholog, jest też odpowiedzialny za wychowanie naszych dzieci. Ale o czym tu mowa? Skoro pana własny syn wyśpiewuje (czytaj: wykrzykuje), ohydne wulgaryzmy na estradzie.

Wydaje mi się, że ogólna prawidłowość i normy wychowawcze, względem naszych dzieci, wymknęły się dorosłym spod kontroli.
Co się stanie, jak dzieci, dojrzewające na brutalnych filmach i grach komputerowych — dorosną… i dorwą się do rządzenia światem? Czy obecni możnowładcy tego świata myślą czasem o tym? Czy obchodzi ich tylko tu i teraz, własna kariera i kieszeń?

Może to czas, abyśmy w końcu już przestali oglądać się na tych nieszczęsnych możnowładców i sami, wszyscy — obecnie — dorośli, skrzyknęli się jakimś sposobem i na poważnie zaczęli odmieniać przyszłość naszych dzieci? Globalnie. Bo co jak co, ale to — na pewno warto! Zacznijmy od swojego przysłowiowego „podwórka”.

poniedziałek, 3 września 2018

Dorośli dzieciom

Równie mocno, jak z teraźniejszym zakłamaniem, powinniśmy walczyć o normalne dzieciństwo naszych dzieci. Bo to właśnie one — są przyszłością Narodu. A jak dzieciństwo ich dziś wygląda? Rosną wśród wszechobecnej przemocy, brutalności, wulgarności, nienawiści, zawiści. Jakże często brakuje im uczuć rodzicielskich, autorytetów. Są dziś zewsząd otaczane negatywnymi i destruktywnymi uczuciami. A to przecież dorosłych „działka” za taki stan rzeczy.

Wielu dorosłych jednak nie poczuwa się do odpowiedzialności za ich przyszłość. Tak to wygląda. Bo to przecież dorośli szpikują świat niechlubnymi realiami, godzącymi w ich normalne dzieciństwo. To dorośli kreują ich psychikę, ich podejście do życia. To dorośli odpowiadają za to, czy one będą umiały być szczęśliwe na co dzień i czy w ogóle tę umiejętność bycia szczęśliwym posiądą. Wreszcie, to dorośli piszą dla nich książki, robią filmy, wymyślają gry i zabawy. I to właśnie bulwersuje mnie najbardziej, gdyż w każdym dniu spotykam się z wieloma przykładami niecenzuralnych treści w nich zawartych. Uważam, że w większości to z tego właśnie powodu dzieci stają się bezczelne, zarozumiałe, nonszalanckie, nietolerancyjne, wszak ich świat zewsząd jest bombardowany takimi cechami. Nieraz aż włos mi się na głowie jeży, kiedy słyszę rozmowy dzieci w jakimś przypadkowym z nimi kontakcie.
Dzieciom potrzeba więcej miłości, uwagi, zainteresowania, ciepła, pozytywnych uczuć na co dzień, przeżyć na miarę ich wieku. One w swoim dzieciństwie — błądząc po omacku — szukają takich właśnie uczuć, chociaż najczęściej są tego nieświadome. A co znajdują? Znajdują wariacki świat dorosłych… Tak, świat oszalał. Ludzie nastawili się na konsumpcję i w pogoni za pieniądzem (jedynym środkiem zapewnienia jej sobie), potracili prawdziwe wartości.

Od wielu lat piszę dla dzieci i młodzieży. Wszystkie moje teksty są pogodne, chociaż w niektórych momentach nie brakuje też i treści dramatycznych, ale w przeważającej mierze mają one dobre zakończenie. Zakończenie, które daje dziecku do myślenia, wartościowego myślenia, budującego, a nie destruktywnego. Destrukcji nasze dzieci mają aż nadto: w kinie, w telewizji, w Internecie... A co najgorsze, często też i w domu rodzinnym.

Może mi ktoś zarzuci, że zbyt moralizuję w swoich tekstach dla dzieci, ja jednak myślę, iż morał, jako pouczający, prawidłowy wniosek końcowy — jest dobroczynny. W odróżnieniu od wszechobecnej przemocy, brutalności, wulgaryzmów, a także ogłupiającej fantazji, rozbudzającej niewłaściwe emocje u dzieci. Jak mawiał nasz drogi Melchior Wańkowicz: „Smrodek dydaktyczny nikomu nie szkodzi”. Ja też tak uważam. Mało tego, uważam, że w dzisiejszych czasach ten, tzw. smrodek dydaktyczny, potrzebny jest tym bardziej. Również pedagogiczny i psychologiczny. Zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, iż potrzebny jest potężny smród tegoż właśnie, gdyż ludzie zrobili się jeszcze bardziej pazerni i zachłanni na pieniądze. Jak nigdy dotąd. Mieć, posiadać, znaczyć wiele, za wszelką cenę, rozpychając się po chamsku łokciami, depcząc wszystko, co dobre i wartościowe dla człowieka.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dorośli doskonale wiedzą o tych złych przykładach podawanych dzieciom jakoby na tacy, ale tak naprawdę w większości nie przeciwstawiają się temu. Jedni, bo ciągną profity z zepsucia psychiki i moralności dzieci i młodzieży, inni, bo uważają, że nie są w stanie niczego zmienić w tym bagnie przemocy i pieniądza, a jeszcze inni (a tych jest niewielu), choć się starają i mówią o tym wszem i wobec, to w rezultacie jest to głos wołającego na puszczy.

Uważam, że ogólna prawidłowość i normy wychowawcze względem naszych dzieci, wymykają się spod kontroli. A co będzie, jak te dzieci, dojrzewające na brutalnych filmach i grach komputerowych, dorosną… i w przyszłości dorwą się do rządzenia? Strach pomyśleć!

A co z naszymi biednymi dziećmi, które żyją w ubogich, patologicznych rodzinach? Czy kościół im pomaga? A co z dziećmi w domach dziecka? Wreszcie, co z nową społecznością eurosierot? To jest osobny, bardzo bolesny i ogromny rozdział… Jak i ukłon w stronę polityków.