niedziela, 19 lutego 2023

Wiosna stoi u progu?

Zima w tym roku daje nam w kość. Jest jakaś dziwna i bardziej upierdliwa. Bo albo śnieżna potwornie, albo mroźna niesamowicie, albo znów wiosną pachnąca. Na szczęście czas jej już kończy się powoli. Jeszcze trochę i będzie się zbierać do odwrotu. I dobrze! Zresztą, żadna to łaska. Taki jest porządek świata.

Z wielkim żalem żegnać się z nią chyba nie będziemy, wszak nadchodzi czas na najpiękniejszą porę roku, budzącą do życia przyrodę, i nie tylko, bo i ludzi także.

Póki jednak to nastąpi, póki odwrót zimy stanie się faktem, sprawdzam na dworze, czy natura jest już gotowa na tę zmianę pór. Efekt? Ano taki, że... aż serce się raduje. Otóż od kilku dni w moim ogrodzie kwitną już najcudowniejsze kwiatuszki. Tak, najcudowniejsze, bo niezaprzeczalnie zwiastują one wiosnę.


 

— Wnet cię zimo pożegnamy. Powoli kieruj się już na półkulę południową. Wprawdzie został jeszcze miesiąc twojego u nas panowania, ale przebiśniegi pięknie kwitnące w lutym dają nam nadzieję, że jednak szybciej się z tobą rozstaniemy... I dobrze!


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


Kiedy niebo tonie w odcieniach purpury

Cudowny był u nas wczoraj zachód słońca. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek w aż tak intensywnych kolorach niebo widziałam.

Czytałam niedawno, że nad Europą już od jakiegoś czasu obserwuje się nietypowe zachody słońca — w różnych odcieniach purpury. I że przyczyną tego zjawiska są wulkany, które w czasie erupcji wystrzeliwują w atmosferę setki tysięcy ton dwutlenku siarki, a także drobne pyły. A że aerozole mają zdolność do rozpraszania niebieskiego światła w atmosferze i kiedy wymieszają się z tradycyjną czerwienią zachodu słońca, wtedy właśnie możemy podziwiać tak bajecznie kolorowe niebo.

Miejmy nadzieję, że to tylko wulkany, straszliwie niebezpieczne skądinąd, są tego zjawiska przyczyną.

 

Niebo nad moim ogrodem — wczoraj.


Niebo nad moim ogrodem - cztery lata temu pewnego zimowego wieczora.


A to piękne niebo uwiecznił mój syn dwa lata temu w czasie urlopu we Włoszech. No cóż, do Etny było niedaleko.  


Z cyklu: „A niebo nad nami”


sobota, 18 lutego 2023

Yamka i Moki z wizytą u wuja Kokhi

 

Indiańskie dzieci, Yamka i Moki

wybrały się dziś do wuja Kokhi.

Wujo radośnie dzieci powitał

i do siedzenia im matę podał.


Zmęczone dzieci chętnie usiadły,

po długiej drodze wszak z sił opadły.

Czekając aż wuj gawędę zacznie,

draże ze smakiem chrupały grzecznie.


Dzieci kochają gawędy wuja,

są wiarygodne, wszak wuj nie buja.

Słuchają ich zawsze z zapartym tchem,

otwartą buzią i chłonnym uchem.


Najbardziej lubią te z czasów dawnych,

o dziejach Indian znanych i sławnych.

To ich historie zapamiętują,

wielki szacunek do wszystkich czując.


W końcu czas przyszedł ogień rozpalić.

Yamka i Moki na to czekali...

Ogień to życie, to też zabawa

i spotkań Indian piękna oprawa.




czwartek, 16 lutego 2023

Przepowiednie Irlmaiera*

 

Podłe psychole rujnują nasz świat,

pozostawiają po sobie zgliszcza.

Na nich już nigdy nie urośnie kwiat...

Ziszczają się wizje sławnego wieszcza:


Ludzkość znów czeka czas niepokoju,

wojen tyranów, klęsk żywiołowych,

ataków, gwałtów, morderstw, rozboju,

płaczu, depresji, spuszczania głowy.



Lecz kiedy przyjdzie tyranów koniec,

kiedy Bóg wyprze zło z tego świata,

ludzkość odtańczy pokoju taniec,

znów każdy będzie bratem dla brata.


Ludzie rozpoczną życie od nowa,

tam, gdzie pradziadowie rozpoczynali.

Planeta Ziemia żale swe schowa...

Ludzie już będą o rytm jej dbali.



* Alois Irlmaier (1894 —1959). To słynny bawarski wizjoner, który w swoich wizjach opisuje między innymi III wojnę światową, która ma nadejść. Także katastrofy naturalne oraz wykorzystanie śmiercionośnego pyłu, który zdziesiątkuje ludzkość. Wśród wielu jego wizji znalazła się też inwazja armii rosyjskiej na Słowację i Czechy. Okupacja Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), Polski, Czechosłowacji i Węgier.

Opowiadał też o potężnych siłach rosyjskich wojsk, które zajmą Europę Środkową, przechodząc przez Ukrainę na zachód do Lwowa (ówczesny Leopolis).

Miał także wizje wybuchu wojny domowej w Rosji. Widział dużo zwłok na drogach, aż tyle, że nie można było ich usunąć. I o tym, że wielcy spośród przywódców partii popełniają samobójstwo, a ich krew zmywa wszelkie winy.

Widział również szerzącą się inflację i spadek wartości pieniądza wraz załamaniem się waluty europejskiej.

Miał także pozytywną wizję. Mówił, że po katastrofie zmieni się klimat. Będzie dużo cieplej. Że każdy będzie się mógł osiedlić w dowolnym miejscu na świecie. Że ciężkie czasy ludzkość będzie miała za sobą i na długo nastanie pokój. Ludzie będą musieli jednak rozpocząć życie tam, gdzie rozpoczynali ich pradziadowie.


wtorek, 14 lutego 2023

Niedoszła topielica

Lato jest piękne tego roku. Przed dwoma tygodniami wróciłam z dziećmi i psem znad morza. Byliśmy tam prawie trzy tygodnie. W Międzyzdrojach. Po powrocie do domu wyszykowałam córkę na kolonię do Wisły. Po raz pierwszy wybywała z domu beze mnie. Sama. Bardzo to przeżywałam. Ona z kolei była tym faktem wniebowzięta. Po tygodniu pojechałam wraz młodszym synem ją odwiedzić. Nadal była wniebowzięta. Tak bardzo się jej te kolonie podobały.

Skoro tak, skoro mogę być o nią spokojna, postanowiłam w tym czasie ruszyć z synem w Polskę. Wakacje przecież ciągle trwały. Okazja nadarzyła się całkiem fajna, bo szczęśliwym trafem moje obydwie siostry ze swoimi rodzinkami od tygodnia urlopowały już nad jeziorem Kuźnickim. Z tym że najstarsza siostra na polu namiotowym, a średnia, ze względu na kilkumiesięczną córeczkę i małego syneczka, u teściów w pobliskiej miejscowości.

Siostry nie musiały mnie zbyt długo zachęcać. Spakowałam się natychmiast. Ze szkoły, gdzie pracowałam, wypożyczyłam sobie wygodny namiot… i w drogę! Po paru godzinach zbliżaliśmy się już do celu podróży.

Nad jeziorem Kuźnickim bardzo mi się podobało. Synowi również. A naszej suczce Malwinie dopiero. Na polu namiotowym czuła się w swoim żywiole. Potrafiła mi znikać nawet na godzinę.

Po tygodniu naszego tam pobytu najstarsza siostra miała zaplanowany powrót do domu. Kończył jej się urlop. Ja ze swoją ferajną miałam zamiar urlopować jeszcze kolejny tydzień. Aż do zakończenia kolonii córki.

Z samego rana, kiedy siostra wraz ze swoją rodzinką pakowała już swoje rzeczy do samochodu, postanowiłam przed ich pożegnaniem skoczyć nad jezioro celem porannej toalety. W moim namiocie wszyscy jeszcze spali (mój syn i najstarszy syn średniej siostry), łącznie z Malwiną. Szybko przebrałam się w strój kąpielowy, złapałam za ręcznik i kosmetyczkę i ruszyłam w stronę jeziora. Moja siostra na mój widok zawołała:

A ty gdzie się wybierasz?! My za niedługo będziemy wyjeżdżać.

Ja tylko wymyję zęby i za jakieś dziesięć minut będę z powrotem! — odpowiedziałam i przyśpieszyłam kroku.

Kiedy znalazłam się już nad jeziorem, weszłam do wody i zaczęłam się myć... I tak mi nagle ona zapachniała, że zachciało mi się choć parę minutek popływać. Rzuciłam na brzeg ręcznik i szczoteczkę i na główkę wskoczyłam do wody. Och, jak cudownie się pływało! Woda cieplutka, spokojna, nikogo nigdzie nie widać... Sielanka.

Z myślą o siostrze, postanowiłam płynąć tylko wzdłuż brzegu, by wnet wyjść z wody. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy nagle usłyszałam groźny męski głos dochodzący nie wiadomo skąd:

A pani co se nie myśli! Płoszy nam pani ryby... Cholera jasna!

Wystraszyłam się. Wzrokiem zaczęłam szukać miejsca skąd mógł dochodzić ten głos. Znalazłam. Zobaczyłam trzech facetów stojących w zaroślach z wędkami w rękach.

Przepraszam bardzo! — krzyknęłam w ich kierunku. — Już znikam!

Wrócić tak po prostu tą samą drogą nie mogłam, bo znów bym im ryby wypłoszyła. Zmieniłam więc kierunek i szybko zaczęłam płynąć w głąb jeziora. Chciałam to ich miejsce wędkowania ominąć szerokim łukiem i dopłynąć do pomostu, i stamtąd też brzegiem wrócić po swoje rzeczy.

Płynąc tak i płynąc, ciągle pamiętałam o siostrze czekającej na mnie na polu namiotowym. W końcu odwróciłam głowę i zaglądnęłam do tyłu. Chciałam sprawdzić, czy już wystarczająco daleko jestem od brzegu. Byłam. Zaczęłam się więc kierować w stronę pomostu. Zbliżając się do niego, poczułam nagłe szarpnięcie i tak jakby mnie jakieś macki obłapywały.

Rany! Wodorosty! Tylko nie to! — wrzasnęłam w myślach.

Odruchowo zaczęłam walić nogami i rękoma jak oszalała, żeby mnie całkiem nie omotały. Do pomostu nie było już daleko. Pomyślałam więc, że i głębokość jeziora w tym miejscu musi być niewielka. Chciałam stanąć na dnie i się wyzwolić od tego podwodnego niebezpiecznego zielska. Szok! Nie dotknęłam dna. Poczułam za to, że mnie jeszcze mocniej oplątuje. Woda zaczęła mi się wdzierać do ust.

Nie bardzo pamiętam, jak mi się udało wyrwać z jego śmiertelnego uścisku. Pamiętam tylko, że widziałam śmierć w oczach i zapłakane twarze moich dzieci. Myślę, że to właśnie ich widok dodał mi jakiejś nadprzyrodzonej siły.

Ocknęłam się, dopiero kiedy leżałam już na pomoście. Ciężko mi się oddychało. Gdy po chwili usłyszałam w oddali głosy mojej siostry i dzieci nawołujących mnie, w momencie doszłam do siebie. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Szybko poderwałam się z podłogi i zaczęłam machać rękoma, dając im znać, gdzie jestem. Próbowałam najpierw coś do nich krzyknąć, ale nie mogłam. Z moim głosem było coś nie tak. Uwiązł mi w gardle.

Po chwili dobiegła do mnie siostra. Za nią dzieciaki. Siostra miała wystraszoną minę. Dzieci zaś miały miny roześmiane i szczęśliwe, zwłaszcza mój synuś.

Co się z tobą dzieje?! Gdzie ty byłaś tak długo?! — krzyczała siostra, łapiąc oddech. — Chryste! Już miałam najgorsze myśli.

Co, myślałaś, że się utopiłam, myjąc zęby? — wysapałam, łapiąc mojego synka w objęcia i próbując się zaśmiać.

Po chwili oddech mi się wyrównał. Wtedy i siostrę chwyciłam w objęcia i mocno ją przepraszałam za tę moją niespodziewanie długą toaletę. Okazało się, że od momentu mojego wyjścia nad jezioro minęła godzina. Nie mogłam w to uwierzyć, że aż tyle czasu „zażywałam kąpieli”.

Żeby nie wyjść na nieczułą egoistkę, pokrótce opowiedziałam jej, co mi się przydarzyło. Oczywiście wspomniałam tylko o wędkarzach, o wodorostach nie. Nie chciałam jej straszyć. Ona nie umie pływać i nigdy nawet nie próbowała się nauczyć. Od dziecka ma jakiś dziwny, niepohamowany lęk przed wodą. I wszystko, co z pływaniem jest związane, bardzo ją stresuje. Kiedy ktoś z rodziny pływa, ona lata po brzegu jak kura i nawołuje, żeby za daleko nie odpływać; żeby wychodzić już z wody... Dzisiaj już wiemy, skąd wziął się ten jej lęk przed wodą...

Całą prawdę o mojej przygodzie z wodorostami opowiedziałam jej dopiero po urlopie. Bo pociągnęła mnie za język, twierdząc, że od razu poznała po mnie, że to nie tylko długie pływanie mnie tak wtedy wykończyło.

Dzieciom natomiast jeszcze tego samego dnia opowiedziałam jak bardzo niebezpieczne mogą być wodorosty, pomijając oczywiście szczegóły mojego porannego z nimi doświadczenia. Czułam jednak, że muszę je koniecznie przestrzec, i to właśnie ze względu na moje doświadczenie, które pamiętać będę do końca swoich dni.

 

Trzy siostry z małą tylko cząstką ówczesnych urlopowiczów nad jeziorem Kuźnickim. 
      

niedziela, 12 lutego 2023

Pobajaj nam Miłka (19)


Baju, baju, baju baj,

baje bajki Miłka...

Siądźcie dzieci wokół niej,

będzie ich dziś kilka:


O Wróbelkach z Pcimia

i Miśku Zdzichu.

O Dziku i Kocie

i o Szpaka pechu.


Cicho dzieci, cicho sza!

Miłka zaczyna bajać...

Pierwsza baja o wróbelkach,

po czym kolejne baje:

 




Mistrzostwa Wróbelków w locie z Pcimia do Triestu


Czy już Ćwirku doleciałeś?

Przecież miałeś dać nam znać.

Coś się stało? Zapomniałeś?

Tu wciąż czeka pcimska brać.


Na twój tryumf każdy liczy,

większość jego pewna jest...

Wypatrują wszyscy oczy,

czy nadciąga kurier z Triest.


On miał przynieść nam wiadomość,

prosto z mety i od ciebie.

Już nie mamy cierpliwości.

Ślę telegram... jest na niebie.


Aż tu nagle, coś się dzieje!

Błysk na łące razi w oczy

i do tego ktoś się śmieje...

Och, to Ćwirk z medalem kroczy.



Hurrraaa!!! Ćwirk złoty medal ma!

Ćwir-ćwir! Hura! Ćwir-ćwir! Hura!

(Pcimskie Wróble duma rozpiera).

Aż serce rośnie, aż w duszy gra...

Ćwir-ćwir! Hura! Ćwir-ćwir! Hura!



Misiek Zdziś lubi się bawić


Gdzieś daleko za górami,

Za wartkimi potokami,

Żyje sobie mały miś,

Co się wabi Misiek Zdziś.


Mieszka razem z braciszkami,

Z mamą, tatą i wujkami.

Od wakacji mieszka też

Jego kumpel Bartek Jeż.


Kiedy ciepło jest na dworze, 

Chodzą spać o późnej porze.

W piłkę grają, dokazują,

Tańczą berka, podskakują.


Rano ciężką mają głowę...

Trudno wstać im, jednym słowem.

Barłóg ciepły i mięciutki,

Śpią i śpią mimo pobudki.


A kiedy im Kos zaśpiewa,

Penetrują wzrokiem drzewa,

Po czym przez otwarte okno...

Czmych! Na drzewo migiem pomkną.



Z Kosem sobie poskakali,

Wysokości się nie bali.

Krzyków, pisków było wiele...

Tak się bawią przyjaciele.


Potem zjedli w mig śniadanie,

Posprzątali swe posłanie.

Mamie pomogli w ogrodzie...

Po chwili byli już w wodzie.


Wartki potok obok domu

Bryzga wodą po kryjomu...

W trójkę pacnęli do wody,

Chcieli zażyć ciut ochłody.


Aż tu nagle, co się dzieje?!

Czy pod wodą ktoś się śmieje?

Kto to taki, nie widzieli,

Więc ze strachu oniemieli.


Wnet się jednak wyjaśniło

I z powrotem było miło...

Kiedy Pstrąg wynurzył głowę,

Strosząc swoje płetwy płowe.


Odtąd w czwórkę się bawili,

Nie chcąc tracić ani chwili...

Inne rybki zwoływali,

Do zabawy zapraszali.


***


Kiedy dzieci więcej wkoło,

Wtedy bardziej jest wesoło.


Dzieci zabawy kochają,

Na nich się uczą... i dorastają.


Buta nie popłaca


Pewien butny kocur wybrał się na łowy...

Wypatrzył myszkę, do ataku gotowy.

Natychmiast mu jednak odeszła ochota,

Bo mysz się postawiła i popędziła mu kota.




Bliskie spotkanie z dzikiem


Nie każdy dzik jest zawsze zły,

Nie każdy też ma ostre kły...

Lecz gdy w lesie spotkasz dzika,

W mig na drzewo lepiej zmykaj.





Brak kindersztuby


Baśka do szpaka wpadła z wizytą.

Na przywitanie machnęła kitą...

I bez pardonu i zaproszenia

W mig się zabrała do jego jedzenia.

 


 

sobota, 11 lutego 2023

Braterska Rozmowa (rymowanka dla dorosłych)

W mym kalendarzu mam ważny dziś ślad,

święto ma Karol, kochany mój brat...

Ale że pewnie jeszcze mocno śpi,

budzić go nie będę, bo będzie zły.


Koło południa picked up the phone.

Ze snu go wyrwał alpejski fen...

Tak mi powiedział, rżąc przy tym w głos,

a mi ze strachu zjeżył się włos.


Po małej chwili dodarło do mnie,

co miał na myśli, rżąc tak nieskromnie...

Mnie oczywiście, wszak mieszkam w Alpach,

stąd też Karolek zna fenu zapach.


Moje życzenia go ucieszyły,

choć drżącym głosem składane były.

Cóż jednak robić, dzielą nas mile,

kontakty jednak wciąż mamy miłe.


Nic nie jest trwalsze niż brother`s love,

mimo popełnionych w młodości gaf.

Miłość braterska wszystko wybaczy...

Tak jest u ludzi bez „skazy kaczej”.*


Lubię te nasze długie rozmowy,

braterskie gadki, innymi słowy.

Gadamy szczerze, o nas, o życiu,

o polityce... i jej zepsuciu.


Na tapet bierzemy złych polityków,

naszych rodzimych i z innych bloków.

I rozprawiamy o nich rzecz jasna...

Z nimi nas czeka przyszłość żałosna.


W świecie globalnym gdziekolwiek kto mieszka,

na lepsze życie jednako czeka.

Lecz nim wciąż rządzi paru psycholi,

każdy podobnie nasz los pier...oli.


Myślą o własnych tylko korzyściach

i nie ustają w walkach i knuciach.

Czas wreszcie nasz los wziąć w swoje ręce,

tylko my sami ulżymy swej męce.


Z taką konkluzją z naszej rozmowy

byliśmy wkrótce — do działań gotowi.

Na swym terenie, gdzie tylko może...

Jak Bóg istnieje, to nam pomoże (?).*

 


Widok Alp z odległości około 50 kilometrów.


Bądźmy do działań zawsze gotowi, na swym terenie i gdzie kto może. Od Rzymu po Krym. Od Alp po McKinley... 



* skaza kacza — spotyka się ją u ludzi nienawistnych, chamskich, zaciętych, agresywnych (deklarujących w dużej mierze głęboką wiarę). Określenie pochodzi od nazwiska wodza.

* konkluzja z rozmowy stała się niespodziewanie odezwą do ludzi dobrej woli... i Boga.