Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pobajaj nam Miłka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pobajaj nam Miłka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lutego 2023

Pobajaj nam Miłka (19)


Baju, baju, baju baj,

baje bajki Miłka...

Siądźcie dzieci wokół niej,

będzie ich dziś kilka:


O Wróbelkach z Pcimia

i Miśku Zdzichu.

O Dziku i Kocie

i o Szpaka pechu.


Cicho dzieci, cicho sza!

Miłka zaczyna bajać...

Pierwsza baja o wróbelkach,

po czym kolejne baje:

 




Mistrzostwa Wróbelków w locie z Pcimia do Triestu


Czy już Ćwirku doleciałeś?

Przecież miałeś dać nam znać.

Coś się stało? Zapomniałeś?

Tu wciąż czeka pcimska brać.


Na twój tryumf każdy liczy,

większość jego pewna jest...

Wypatrują wszyscy oczy,

czy nadciąga kurier z Triest.


On miał przynieść nam wiadomość,

prosto z mety i od ciebie.

Już nie mamy cierpliwości.

Ślę telegram... jest na niebie.


Aż tu nagle, coś się dzieje!

Błysk na łące razi w oczy

i do tego ktoś się śmieje...

Och, to Ćwirk z medalem kroczy.



Hurrraaa!!! Ćwirk złoty medal ma!

Ćwir-ćwir! Hura! Ćwir-ćwir! Hura!

(Pcimskie Wróble duma rozpiera).

Aż serce rośnie, aż w duszy gra...

Ćwir-ćwir! Hura! Ćwir-ćwir! Hura!



Misiek Zdziś lubi się bawić


Gdzieś daleko za górami,

Za wartkimi potokami,

Żyje sobie mały miś,

Co się wabi Misiek Zdziś.


Mieszka razem z braciszkami,

Z mamą, tatą i wujkami.

Od wakacji mieszka też

Jego kumpel Bartek Jeż.


Kiedy ciepło jest na dworze, 

Chodzą spać o późnej porze.

W piłkę grają, dokazują,

Tańczą berka, podskakują.


Rano ciężką mają głowę...

Trudno wstać im, jednym słowem.

Barłóg ciepły i mięciutki,

Śpią i śpią mimo pobudki.


A kiedy im Kos zaśpiewa,

Penetrują wzrokiem drzewa,

Po czym przez otwarte okno...

Czmych! Na drzewo migiem pomkną.



Z Kosem sobie poskakali,

Wysokości się nie bali.

Krzyków, pisków było wiele...

Tak się bawią przyjaciele.


Potem zjedli w mig śniadanie,

Posprzątali swe posłanie.

Mamie pomogli w ogrodzie...

Po chwili byli już w wodzie.


Wartki potok obok domu

Bryzga wodą po kryjomu...

W trójkę pacnęli do wody,

Chcieli zażyć ciut ochłody.


Aż tu nagle, co się dzieje?!

Czy pod wodą ktoś się śmieje?

Kto to taki, nie widzieli,

Więc ze strachu oniemieli.


Wnet się jednak wyjaśniło

I z powrotem było miło...

Kiedy Pstrąg wynurzył głowę,

Strosząc swoje płetwy płowe.


Odtąd w czwórkę się bawili,

Nie chcąc tracić ani chwili...

Inne rybki zwoływali,

Do zabawy zapraszali.


***


Kiedy dzieci więcej wkoło,

Wtedy bardziej jest wesoło.


Dzieci zabawy kochają,

Na nich się uczą... i dorastają.


Buta nie popłaca


Pewien butny kocur wybrał się na łowy...

Wypatrzył myszkę, do ataku gotowy.

Natychmiast mu jednak odeszła ochota,

Bo mysz się postawiła i popędziła mu kota.




Bliskie spotkanie z dzikiem


Nie każdy dzik jest zawsze zły,

Nie każdy też ma ostre kły...

Lecz gdy w lesie spotkasz dzika,

W mig na drzewo lepiej zmykaj.





Brak kindersztuby


Baśka do szpaka wpadła z wizytą.

Na przywitanie machnęła kitą...

I bez pardonu i zaproszenia

W mig się zabrała do jego jedzenia.

 


 

sobota, 2 października 2021

Pobajaj nam Miłka (11)


Baju, baju, baju baj
baje bajki Miłka...
Siądźcie dzieci wokół niej,
będzie ich dziś kilka.

Będzie bajka o ogórku,
kocie i szpaku.
Będzie także o Tupliczkach
i dobroczynnych zabawach.

Cicho dzieci, cicho sza!
Miłka zaczyna bajać...
Pierwsza baja o ogórku,
potem kolejne baje:


 

 

Przygoda małego ogórka


Na targu warzywnym wielka była heca...
Mały ogóreczek z hukiem wpadł do pieca.
Niemiła przekupka tak nim wywijała,
Zła na moją mamę, że ta go nie chciała.

Moja mama miała wszak inne życzenie:
Pragnęła dużego, i to w dobrej cenie.
Przekupka ta jednak słuchać jej nie chciała
I małym ogórkiem ciągle wywijała.

Uśmiałem się bardzo, bo było to dziwne...
Wszak życzenie mamy nie było naiwne.
Mimo to je spełnić nie sposób wręcz było,
Skoro tę przekupkę aż tak rozeźliło.

I biedny ogórek, chociaż był niewinny,
Wylądował w piecu, ponieważ był inny.

Leciwy pan piekarz akurat pizzę piekł…
Nagle świst usłyszał i okropnie się zląkł.
W mig jednak zapomniał, że coś się zdarzyło,
Zajęty był pracą... i to się liczyło.

Ogórek zdziwiony: — A cóż tak gorąco?! —
Pizza łyp spod oka, spojrzała nań drwiąco.

Spocony ogórek aż krzyknął zdziwiony:
— A cóż ty tu placku taki wyłożony?!

Pizza się wkurzyła i tak podskoczyła,
Że sobą ogórka niechcący przykryła.

Pan piekarz pomyślał: — Już pizza gotowa.
Muszę już ją wyjąć, aby była zdrowa.

Dobył ją łopatą, na ladzie ułożył...
— A któż to ogórka pod pizzę położył?!!!

Zrobiło się gwarno wokoło piekarza...
— A co, drogi panie, z ogórkiem się nie zdarza?!
— Z kiszonym i owszem, ale z surowym nie! —
Zeźlił się pan piekarz i w kułak mocno dmie.

— Ach, panie piekarzu! — woła moja mama.
— Takiej też pizzy nie jadłam jeszcze sama.
Ciekawa więc jestem jak ona smakuje...
Proszę zapakować! Właśnie ją kupuję!


Kot i szpak



Na podwórku wielka draka…
Kot chciał ukraść jabłko szpaka.
A ten szpak larum zrobił
I skrzydłami kota obił.

Kot sierść zjeżył, prychnął gniewnie,
Lecz się poczuł już niepewnie…
Nagle nogi wziął za pas
I ze strachu pognał w las.

Szpak się patrzy… kota nie ma,
Gwizdnął głośno: — Ależ trema!
Dumny z siebie, zaczął jeść,
Bo głód przecież trudno znieść.


Dobroczynna zabawa Tupliczków


— Tulcia, a ty czemu budzisz się z taką wesołą miną? — spytał Tulcio siostrę, nachylając się nad jej łóżeczkiem. — Dlatego, że dzisiaj jest sobota?

— Dlatego… i jeszcze dlatego, że miałam piękny sen — odpowiedziała Tulcia.

— Aaaa…! To melduj zaraz… jaki sen? — zainteresował się Tulcio.

— Poczekaj no! Muszę sama najpierw pozbierać myśli i dokładnie sobie przypomnieć — odpowiedziała Tulcia i błędnym wzrokiem popatrzyła na brata, ale ciągle się uśmiechając. — Opowiem ci po śniadaniu.

Kiedy już po śniadaniu siedzieli na ławeczce przed domem, Tulcia zaczęła opowiadać:

— Śniła mi się piękna zabawa…

— No, domyślam się… Skoro sen był piękny, to i zabawa musi być piękna… Ale jak piękna? Z wyglądu? Czy może… ze smaku? — przerwał jej zniecierpliwiony Tulcio.

— Piękna… w ogóle… i koniec! A ty mi nie przerywaj, bo nigdy ci nie opowiem! — Tulcia naskoczyła na brata, ale widząc jego proszące spojrzenie postanowiła kontynuować opowiadanie snu. — Do zabawy potrzeba dużo tupliczków. Wszystkie ustawiają się w kole z wyciągniętą do tyłu lewą ręką. Ja podchodzę do każdego i wkładam mu do ręki jeden guziczek. Nikt nie może podglądać jakiego koloru jest ten guzik. A będą one różnego koloru. Tylko jeden będzie czerwony, który wygrywa, i czarny, który przegrywa. Potem tupliczki głośno wypowiadają formułkę gry i guziczki krążą w obrębie koła, ale tylko po jego zewnętrznej stronie, tzn., że tupliczki podają je sobie za plecami. Każdy tupliczek otrzymany wcześniej ode mnie guzik podaje tupliczkowi stojącemu po jego lewej stronie. Natomiast do prawej ręki dostaje guzik od innego tupliczka stojącego po jego prawej stronie. Przekłada go (za plecami oczywiście) do lewej ręki i znów podaje… itd. Przy czym, tupliczki ciągle recytują wyuczoną formułkę i jednocześnie przytupują nogami w miejscu, albo przestępują z nogi na nogę w kierunku ruchu wskazówek zegara, lub na odwrót. Mogą też wykonywać dowolne ruchy. Ważne, by przy tej zabawie trochę się pogimnastykować. Następnie, kiedy tupliczki zgodnie z treścią formułki krzykną: stop, wszystkie się zatrzymują i wyciągają prawą rękę przed siebie i pokazują w jakim kolorze mają guziczek. Ten, kto ma czerwony, wygrywa, i ma prawo wypowiedzieć jedno życzenie. Ten, kto ma czarny, przegrywa, i musi to życzenie spełnić. A potem spisuje się na kartce papieru imię tego co wygrał i treść jego życzenia oraz imię tego co przegrał i życzenie to musi spełnić. Tupliczek, który wygrał, rozpoczyna kolejną zabawę. Zbiera od wszystkich tupliczków guziczki, wrzuca do kubeczka i dokładnie je miesza. Potem rozdaje je tupliczkom ustawionym znów ładnie w kole, wkładając każdemu po jednym, tak samo jak ja, do lewej ręki. Samo wtedy nie bierze udziału w grze. Pilnuje tylko, aby gra przebiegała prawidłowo. I na koniec gry dopisuje do kartki, tak samo, imię wygrywającego, jego życzenie oraz imię przegrywającego. A potem włącza się już do następnego obiegu guziczków, czyli do następnej gry… No i co, fajna zabawa, Tulcio? — Tulcia zakończyła pytaniem swoje opowiadanie.

— Hmm…! Czy ja wiem…? A jakie życzenia tupliczki mogą wypowiadać? — pytaniem na pytanie odpowiedział Tulcio.

— No, realne… do spełnienia. A nie jakieś tam… wydumane — odpowiedziała Tulcia po chwili namysłu.

— No dobra! Niech będzie. Bawimy się. Zwołujemy tupliczki… Ty, zaraz… A guziczki skąd? — zastanowił się nagle Tulcio, hamując przypływ entuzjazmu.

— Spokojna twoja głowa! Już przed śniadaniem poprosiłam o nie mamusię i ona dała mi pełny kubeczek różnokolorowych guziczków.

— Halo, halooo…! Tu-pli-czki…! Chodźcie tu do nas! Mamy dobry pomysł — Tulcio wydzierał się na całe gardło. — Halo! Zbiórka tupliczków!

Zewsząd zaczęły nadciągać tupliczki. Ustawiały się naprzeciw rodzeństwa Tulbunków i z bardzo zaciekawionymi minami spoglądały na nich.

— No, gadajcie, coście wymyślili, bo nudzimy się jak stare mopsy — zagaił najstarszy z tupliczków.

— Poczekajcie… poczekajcie! Tylko was zliczę — zawołała Tulcia i zaczęła szybko liczyć przybyłe dzieci. — No, wspaniale! Czternaścioro dzieci. Z nami szesnaścioro… Guziczków powinno wystarczyć.

Tulcia jeszcze raz zerknęła do maminego guziczkowego kubeczka. A kiedy jego zawartość uspokoiła ją, zaczęła opowiadać tupliczkom o nowej zabawie i jej regułach. Nie przyznała się tylko, że ta zabawa jej się przyśniła. Tego dzieci nie musiały od razu wiedzieć. Gdy skończyła opowiadać, popatrzyła z ciekawością na ich miny. A miny tupliczków były różne. Jedne wyrażały zadowolenie z nowej zabawy, inne tylko zaciekawione, a jeszcze inne, a tych było najwięcej, niewielkie tylko zainteresowanie.

— Na tulpika! Nie róbcie takich min! — zawołał ten sam najstarszy tupliczek. — A co nam szkodzi spróbować? Może akurat będzie tulpikowo?!

— Właśnie! — podchwyciła Tulcia i zaczęła pośpiesznie ustawiać tupliczki w kole i jednocześnie uczyć je słów zabawy.

W końcu wszystko było już przygotowane do zabawy. Tulcia rozdała wszystkim tupliczkom guziczki (oczywiście od tyłu) i zabawa miała już ruszyć, gdy nagle Tulcio opuścił koło i doskoczył do siostry.

— A ty co? Wymyśliła… i nie gra? Nie wywęszyłaś tu dla siebie jakiegoś interesu? — zapytał niepewnym głosem i popatrzył na Tulcię spod oka.

— Gra, gra! Tylko zanim zabawa nabierze rozmachu i tupliczki pokapują o co chodzi, muszę dopilnować jej przebiegu. Nie? — Tulcia skwitowała z lekka nastroszona. — Kto zna najlepiej zasady gry jak nie ja?

— Aaa… a to niezaprzeczalne, że ty. Masz rację — odrzekł Tulcio ze skwaszoną miną i poczłapał do koła.

— Słuchajcie tupliczki ! W tej grze ja nie biorę udziału. Będę czuwać nad jej przebiegiem — głośno zakomunikowała Tulcia. — I jeszcze jedno! W tej grze czerwony guziczek nie będzie krążył, gdyż ja go mam. Myślę, że się ze mną zgodzicie, że ja, jako pierwsza, powinnam go mieć. Nie wywęszyłam tu dla siebie żadnego interesu (tu: wymownie popatrzyła na brata), tylko uważam, że powinnam do końca pokazać wam zasady tej gry, w kwestii wypowiadania życzeń również. No co, zgadzacie się?

— Eee tam…! A niech ci Tulcia będzie! — wrzasnęły tupliczki prawie jednocześnie. — Grajmy już! Grajmy!


No i zabawa ruszyła:

Jesteśmy tupliczki

I gramy w guziczki.

Guziczków mamy wiele,

Więc grajmy przyjaciele!


W lewej ręce guzik masz,

Do prawej ręki mi dasz.

Z prawej do lewej przekładamy

I następnemu tupliczkowi damy.


Gra szesnaścioro tupliczków,

Więc tyle guziczków

Krąży z nami w koło,

A my liczymy wesoło:

Jeden, dwa, trzy, cztery… itd. (w zależności od ilości dzieci można liczyć od 1— … — dowolną

ilość razy).

 

Guziczki różne podajemy,

W jakim kolorze — nie wiemy.

Lecz teraz wołamy: STOP! (obieg guziczków zatrzymuje się).

Prawa ręka — przed siebie — HOP! (dzieci wyciągają prawe rączki do przodu, nie pokazując jednak jeszcze swoich guziczków).


Czerwony wygrywa,

Czarny przegrywa.

Czerwony — ma życzenie,

Czarny — jego spełnienie.


Prawe dłonie otwieramy…

Jakiego koloru guziczki mamy? (dzieci pokazują w jakim kolorze mają guziczki).


Tupliczki były bardzo rozbawione, ale posłusznie otworzyły swoje dłonie i zaczęły ciekawie spoglądać po sobie. Kto też ma czarny guziczek? Kto będzie musiał spełnić Tulci życzenie?

Kiedy ten pierwszy obieg guziczków się zakończył, Tulcia stwierdziła, że zabawa przebiegała prawidłowo. Nie kryła zadowolenia.

— I jak, tupliczki, było wspaniale, prawda? — spytała, a widząc same radosne miny, zaraz dodała drugie pytanie. — Proszę teraz powiedzieć, kto z was ma czarny guziczek?

— No kto…? Ja… Przegrany-Tulcio-Pechowiec! — z niezbyt zadowoloną miną zakomunikował Tulcio. — Nic tu Tulciu nie pokombinowałaś?

— No wiesz! Jak możesz?! — Tulcia się oburzyła. Przecież to niemożliwe. To czysty przypadek.

— Już dobra! Wypowiadaj to swoje życzenie — odparł Tulcio już udobruchany.

— Moim życzeniem jest... abyś dzisiaj przez godzinę robił to samo co ja — jednym tchem wypowiedziała Tulcia swoje życzenie i popatrzyła niepewnie na brata.

— Ale wymyśliła... Ale co mam robić?! — Tulcio zapytał z lekka zaniepokojony.

— Och, Tulcio! Po prostu… to samo co ja. Nic więcej — Tulcia odparowała bratu.

— W porządku już. Godzinę wytrzymam — zgodził się w końcu Tulcio i dodał: — Zapisuj już na tej kartce co trzeba.

Po chwili wszystko już było zapisane i tupliczki znów ustawiły się w kole do następnego obiegu guziczków. Tym razem już Tulcia puściła w obieg czerwony guziczek, na co tupliczki zareagowały bardzo radośnie i z jeszcze większą ochotą przystąpiły do dalszej zabawy. Po każdym zakończonym obiegu guziczków tupliczki z czerwonymi guziczkami w rękach wypowiadały swoje życzenia. A życzenia były przeróżne. Jedne życzyły sobie dostać jakieś łakocie, inne, żeby nazbierać mu koszyczek poziomek, jeszcze inne, żeby ich ponosić na baranach, albo żeby w ich imieniu pokazać język zarozumiałemu koledze, albo zagrać mu na nosie… itp. życzenia.

Tupliczkom tak bardzo przypadła do gustu ta nowa zabawa, a zwłaszcza wypowiadanie życzeń, że nie chciały zabawy przerywać. Ale kiedy guziczki już w szesnastej grze obiegły koło, Tulcia zdecydowała zakończyć zabawę w tym dniu.

— Słuchajcie! Na dzisiaj wystarczy, bo widzę, że kartka życzeń jest już cała zapisana — ogłosiła i dodała: — A i wy jesteście już mocno zasapani tą gimnastyką. Przechodzimy teraz do realizacji życzeń.

— Huraaa! Zaczynamy! — wrzasnęły uradowane tupliczki.

— Tak, zaczynamy spełnianie życzeń. Ale po kolei… ma się rozumieć — szybko dodała Tulcia. — Zaczynamy od pierwszego życzenia spisanego na kartce, a potem następne… i następne… itd. I wszystkie tupliczki będą uczestniczyć w spełnianiu każdego życzenia.

Tupliczki przystąpiły więc do spełniania pierwszego życzenia, a że było to życzenie Tulci, to Tulcia zażyczyła sobie, aby jej brat poszedł za nią tam, gdzie ona idzie. Wszystkie tupliczki miały im oczywiście towarzyszyć. Zaszli całą gromadą pod las, gdzie stała mała chatynka starej babki Tuplimczychy. Babka mieszkała w niej sama. Od zawsze. Wśród wielu tupliczków budziła lęk, bo niektórzy mówili, że ona zajmuje się czarami. Kiedy więc Tulcia powiedziała, że to tu jej brat będzie spełniał jej życzenie, wystraszyły się nie na żarty.

Tulcia też na moment ogarnął wielki niepokój, ale nie chciał się skompromitować przed siostrą, a tym bardziej przed tupliczkami. Pomaszerował więc posłusznie za Tulcią do wnętrza chatynki.

Wszystkie tupliczki zatrzymały się zaś na podwórku. Były bardzo wylęknione, ale też zaciekawione — co będzie dalej.

Stały już tak dobrą chwilę i pomału zaczynały się niecierpliwić, kiedy uszu ich dobiegł głośny śmiech rodzeństwa Tulbunków. Wtedy ciekawość wzięła górę nad strachem. Podeszły bliżej okna chatynki i… oniemiały z wrażenia. Zobaczyły jak Tulcio z dużą miotłą zamiata podłogę, a Tulcia ją myje. Natomiast babka Tuplimczycha siedzi w fotelu i coś im opowiada, a rodzeństwo co rusz bucha gromkim śmiechem. Albo woła: „Ach!”, to znów: „Och!”. "Ojejej!" też się im parę razy wykrzyczeć zdarzyło. Co to ma znaczyć? Pod oknem rozległ się cichy szmer zdumienia.

Wreszcie tupliczki, coraz bardziej zaciekawione, zaczęły się przepychać jeden przez drugiego, aby jak najwięcej zobaczyć, co też tam w środku się dzieje. Po jakiejś chwili zobaczyły jak Tulcia i Tulcio siedzą przy dużym stole w kuchni, a do ich wrażliwych nozdrzy doleciał bajeczny zapach smażonych racuszków. Tego było już za wiele! Wszystkie, jak jeden tupliczek, wparowały do środka i stanęły jak wryte, przestraszone swoją odwagą. Gdy zobaczyły jednak uśmiechniętą twarz babki, strach ich opuścił. Z zaciekawieniem zaczęły się rozglądać po wnętrzu schludnej chatynki.

Babka Tuplimczycha zaprosiła wszystkie dzieci do stołu i z uśmiechem poprosiła, aby częstowały się racuszkami. A tego tylko tupliczkom było trzeba. Uszczęśliwione zasiadły natychmiast do okrągłego kuchennego stołu i zabrały się ochoczo za pałaszowanie pyszności.

Babka w międzyczasie opowiadała im przepiękne stare baśnie i bajki. Opowiedziała im nawet parę śmiesznych dowcipów.

Tupliczki były przeszczęśliwe, że ktoś znalazł dla nich czas i im tak pięknie opowiadał. Na koniec, trzymając się za obolałe brzuchy, zastanawiały się głośno, czy brzuchy bolą ich z powodu łapczywego jedzenia, czy może ze śmiechu. A przy tym głośnym zastanawianiu, śmiały się jeszcze głośniej.

Kiedy po wspaniałej uczcie tupliczki opuściły już chatynkę i maszerowały raźnie wraz z rodzeństwem Tulbunków w stronę Tupliczkowa, jedno przez drugie głośno wyrażały swój zachwyt nad tym wszystkim, co w chatynce babki Tuplimczychy się wydarzyło, co zobaczyły, co usłyszały, co jadły.

— Widzicie, toż to wspaniała starowinka! — przekrzykiwał wszystkich najstarszy z tupliczków. — Co też za brednie ludzie o niej opowiadają? Na jej cześć rezygnuję ze swojego życzenia. Tulcia, skreślaj mnie z kartki!

— Mnie też! Mnie też! — głośno domagały się pozostałe tupliczki.

— Nasze życzenia są niewiele warte — oznajmił jeszcze najstarszy z tupliczków i dodał: — Teraz naszym życzeniem będzie pomagać starszym i potrzebującym. Przynajmniej raz w tygodniu będziemy chodzić do babki Tuplimczychy, aby jej pomagać. A w naszą nową zabawę dalej będziemy się bawić, tyle, że będziemy wypowiadać mądrzejsze życzenia.

— Brawo! Brawooo! Mądrze gada! — krzyczały rozentuzjazmowane tupliczki.

Tulcia, która wraz z Tulciem trzymała się do tej pory trochę na uboczu całej grupy i przysłuchiwała się tupliczkom, z szerokim uśmiechem puściła oczko do brata. Tulcio odpowiedział jej tym samym. Pokazał jej jeszcze podniesiony do góry kciuk na znak dobrej roboty i zaraz dołączył do uradowanych dzieci.

Tulcia była zdumiona, ale przede wszystkim bardzo szczęśliwa, że jej sen się spełnił, i to aż tak. — „Co za sen? Co za piękny sen? A jawa? Jawa jeszcze piękniejsza” — pomyślała i pomaszerowała za całą grupą radosnych tupliczków, drąc po drodze na drobniutkie kawałeczki kartkę z życzeniami.


poniedziałek, 1 czerwca 2020

Pobajaj nam Miłka (6)

Baju, baju, baju baj
baje bajki Miłka...
Siądźcie dzieci wokół niej,
będzie ich dziś kilka.

Będzie bajka o Mruczusi
i parzącej pokrzywie.
Będzie także o jabłuszkach
i myślącej krowie.

Cicho dzieci, cicho sza!
Miłka zaczyna bajać...
Pierwsza baja o Mruczusi,
potem kolejne baje:




Dlaczego Mruczusia
milczy?

Kotka Mruczusia
dziś nie w humorze.
Na swą miseczkę
patrzeć nie może...

Co z tą Mruczusią?
Co jej się stało?
Czyżby whiskasa
było jej mało?

Może biedulka
jest jednak chora?
Może należy
wezwać doktora?

Ejże, Mruczusiu,
co z tobą jest?
Ktoś ciebie skrzywdził,
może zły pies?

Może inne koty
cię obraziły?
Z miski wyjadły?
Może zeźliły?

Lecz ta Mruczusia
nie odpowiada...
Może ktoś inny
do niej zagada?

To jak, dzieciaki,
macie pomysł jakiś?

A może już wcześniej
któreś z was zgadło,
czemu dźwięku żadnego
nie wydaje jej gardło?

(No czemu???)


Przygoda z pokrzywami

Kazik chłopak bardzo żywy,
Jak ta gapa wlazł w pokrzywy.
Podniósł larum: — Ałaaa... parzy!
I do mamy szybko bieży.

Mama synka w mig ratuje,
Bąble octem mu smaruje.
Kazik wrzeszczy coraz głośniej,
Przejmująco i donośnie.

Cóż pokrzywy już tak mają,
Gdy je ruszysz, odwet dają.
Parzą mocno, ale zdrowo!,
I jedynie na surowo.


Zbyt pyszne jabłuszka

Czerwone jabłuszka
Pysznią się na jabłoni,
Wypatrując zewsząd
Delikatnej dłoni:
— Tylko taka właśnie
Może nas dziś zerwać,
Inna niech nie próbuje,
Bo może oberwać!

I tak długo wespół
Się na drzewie pyszniły,
Aż w końcu przyszła zima
I na kość się zmroziły.


O czym myśli krowa?

Dziadek Maliniak z niewielkiej wsi Maków
Przyjmuje u siebie grupę przedszkolaków.
Po swej zagrodzie ochoczo oprowadza,
Tajniki gospodarstwa chętnie im zdradza.

Mówi też o sobie, jakie ma zadanie...
A na koniec zwiedzania, zadaje pytanie:
— Niech mi ktoś z was powie, jeśli tylko wie,
O czym to myśli krowa, gdy ze smakiem je?

— Krowa myśli pewnie o pełnym korycie —
Zawołał mały Krzyś w białym berecie.

— A wcale że nie! — krzyknął rudy Bodzio. —
Krowa myśli o trawie i o zimnej wodzie.

— A gdzież tam! — pyzata Ula wtem zawołała. —
Krowa myśli o mleku, jakie dziś oddała.

— Nieprawda! — piegus Kazek zaśmiał się drwiąco. —
Krowa myśli o tym, by popaść się na łące.

— Wszystko to brednie, o czym mówicie! —
Prychnął chudy Olek, gładząc czarną kicię. —
Krowa nie myśli, bo myśleć nie umie,
Je, bo jeść musi… Po co? Nie rozumie.

Dziadek Maliniak zaśmiał się rubasznie:
— Może tak jest... Niepotrzebne są waśnie.
Lecz musicie wiedzieć, moje drogie dzieci,
Krowa bardzo lubi, gdy czas z wolna leci…

Przeżuwa więc wolno, trudu nie żałuje:
Żuje i żuje...
                   żuje i żuje...
                                      żuje i żuje...
Wtedy jej pasza wyborniej smakuje.


wtorek, 21 kwietnia 2020

Pobajaj nam Miłka (5)

Baju, baju, baju baj
baje bajki Miłka...
Siądźcie dzieci wokół niej,
będzie ich dziś kilka.

Będzie bajka o Jabłuszku
i o piesku Typciu.
Będzie także o Ślimaku
i o Złotej Rybce.

Cicho dzieci, cicho sza!
Miłka zaczyna bajać...
Pierwsza baja o Jabłuszku,
potem kolejne baje:




Pyszne jabłuszko

Czerwone jabłuszko pyszni się na jabłoni,
Wypatrując w oddali wypielęgnowanej dłoni.
— Tylko taka dłoń może mnie zerwać,
Inna niech nie próbuje, bo może oberwać!

Pod jabłoń podeszła babka Nowakowa…
Jabłuszka nie ma, pod liście się chowa.
Przybiegła z sąsiedztwa suczka Kora…
Jabłuszko znika, niczym kamfora.

Podjechał Piotrek na rowerze…
Jabłuszko prycha, za złe mu bierze.
Podszedł gospodarz, przystawił drabinę…
Jabłuszko robi wystraszoną minę.

Z koszykiem podeszła miła gospodyni…
Jabłuszko się nadyma na podobieństwo dyni.
Przyskoczył Jasiek, celuje z procy…
Jabłuszko się gałęzi trzyma z całej mocy.

Podeszła krowa… Jabłuszko znów prycha…
I długo by tak jeszcze rozpierała go pycha,
Lecz w końcu do krowiego trafiło pyska
I nic z niego nie zostało — oprócz ogryzka.



Typciowe nudy

Piesek Typcio w mig wskoczył do budy,
Bo go dopadły okropne nudy…
Z budy wystawił przednie łapki obie
I cicho zaszczekał: — Poleżę sobie.

Leży w budzie i ziewając szeroko,
Przymyka raz jedno, raz drugie oko.
Nagle do budy wpada duża mucha
I bzyka Typciowi prosto do ucha:

— A cóż ty tu leżysz taki znudzony,
Kiedy świat wokoło kwieciem umajony?
A nuże Typciu, wyskakuj z budy,
Teraz nie czas na takie nudy!

Typcio popatrzył na muchę spod oka…
A muchę aż bojaźń przeszyła głęboka.
Dla muchy to przecież obrazek niemiły.
Chciała odfrunąć… Nie miała siły.

— Nie rób mi krzywdy, Typciu kochany —
Bzyknęła przerażona: — O rany! O rany!
Twe oko wygląda jak otchłań jeziora…
Czy to ty Typciu, czy widzę potwora?

— Ejże, mucho, a cóż to ma znaczyć?
Nikt ci nie każe do oka mi patrzyć. —
Zaszczekał Typcio bardzo zaskoczony. —
I skończ opowiadać takie androny!

— Do mojej budy wpadłaś nieproszona,
I bzyczysz mi nad uchem jak nakręcona.
Ja sam wiem najlepiej, co mi potrzeba…
A już sfruwaj stąd, choćby do nieba!

— Sfruwam już, sfruwam! — zabzyczała mucha. —
A nie szczekaj tak głośno, nie jestem głucha.
Chciałam się tylko z tobą pobawić,
Ale skoro nie chcesz, mogę cię zostawić.

— Tak będzie najlepiej, wszak jestem u siebie…
Jak zechcę się pobawić, przyjdę do ciebie. —
Wysapał Typcio do skrzydlatego intruza
I się uśmiechnął… Nie chciał wyjść na łobuza.

Wylękniona mucha siły odzyskała,
Bo widząc uśmiech Typcia, bać się przestała.
Zatrzepotała skrzydełkami ochoczo
I usteczka do uśmiechu złożyła uroczo.

— Już dobrze Typciu! — bzyknęła radośnie,
I odfrunęła prawie bezgłośnie…
A kiedy już była daleko za budą,
Typcio zaczął dumać nad swoją nudą.

— Czemu ja tu leżę i nic mi się nie chce?
A mucha sobie fruwa, gdzie tylko zechce.
Takie to małe, natrętne, hałaśliwe,
A jednak wesołe i bardzo szczęśliwe.

Typcio w zadumie długo już nie trwał.
Na równe nogi się nagle zerwał
I szczekając radośnie, wyskoczył z budy,
Bo nagle pojął: — szczęście nie znosi nudy.



Ślimak sera nie lubi?

Ślimak, ślimak, wystaw rogi,
Dam ci sera na pierogi!
Nie chcesz? Trudno, twoja sprawa...
Nie dla niego taka strawa?

Ślimak zawsze pałaszuje
Tylko to, co mu smakuje.
Wie, co dobre jest dla niego,
Nie zamieni — na ser — tego.



Gdybym była złotą rybką…

Gdybym była złotą rybką,
gdybym złotą rybką była,
to bym wszystkich dobrych ludzi
życzenia spełniła…

Dałabym im dużo zdrowia
i moc wiernej miłości…
Dobrzy ludzie wiele nie pragną,
z natury są uczciwi, szczerzy, prości.

Gdybym była złotą rybką,
gdybym złotą rybką była,
nikomu ze złych ludzi
życzeń bym nie spełniła...

Źli ludzie mają złe życzenia,
myślą o swoim tylko szczęściu.
Gardzą nawet bliskimi,
nie pomogą nikomu w nieszczęściu.

Gdybym była złotą rybką,
gdybym złotą rybką była,
wszystkich złych ludzi
na dobrych bym zamieniła...

Wtedy by na świecie zapanował pokój,
a ludzie staliby się szczęśliwi...
Dbaliby o dobro całego świata,
i dla każdego byliby — wreszcie — mili.


wtorek, 11 lutego 2020

Pobajaj nam Miłka (4)

Baju, baju, baju baj
baje bajki Miłka...
Siądźcie dzieci wokół niej,
będzie ich dziś kilka.

Będzie bajka o Charlocie
i egoiście Chomiku.
Będzie także i o Sroczce
i o siwym Koniku.

Cicho dzieci, cicho sza!
Miłka zaczyna bajać...
Pierwsza baja o Charlocie,
po czym kolejne baje:





Mrówka Charlota

Małej mrówce imieniem Charlota,
Zobaczyć morze przyszła ochota.
Cały już tydzień kufer pakuje,
Okazji na podróż wypatruje.

— Może by tak… samolotem?
Nie. Ten pomysł przemyślę potem.
Wiem! Lepszy będzie autostop.
Auto staje… A ja — hop!
Dobry pomysł, lecz ma wady.
Z ciężkim kufrem wsiąść nie dam rady.
— Och Charlotko! — gniewa się jej mama.
— Takich pomysłów nie miewa dama.

Lecz ta Charlota jest bardzo uparta,
W swoim pomyśle stanowcza i zwarta.
— Ja tylko chcę zobaczyć morze,
Czy nikt zrozumieć tego nie może?!

Wiele pomysłów na podróż już miała,
Żaden nie wypalił, czegoś się bała.
Nikomu się przyznać jednak nie chciała.
— Jestem odważna! — wciąż powtarzała.
I w końcu powzięła postanowienie:
— Wyjeżdżam jutro. Zdania nie zmienię.

I choć wciąż tylko na etapie myślenia,
Ale już widzi jak na do widzenia
Wszystkim chusteczką białą macha
I do pojazdu już wsiąść się nie waha.

Myśli te robią ogromne wrażenie…
— Nie zwlekam dłużej. Spełniam marzenie!
Lecz jaki pojazd? Chyba nie… pociąg?
I znów strach się w nią wwierca niczym korkociąg.

— Och Charlotko! — wzdycha jej mama.
— Co tak obmyślasz tutaj sama?

A Charlota?... Ciągle duma.
Mętlik ma w głowie. Nic nie kuma.
— Wszystkie pomysły są do bani.
— Samą już siebie za nie gani.

Myśli dalej: — Trudna rada…
Dłużej tak myśleć nie wypada.
Stalowe pojazdy zapomnieć muszę,
Inaczej w podróż nigdy nie ruszę.
Bo takie pojazdy to istne potwory,
Lękam się ich jak sennej zmory.
Do kitu te wszystkie moje pomysły…
Zaraz… już wiem! Skoczę do Wisły!

— Tak, to jest pomysł — z radością pomyślała
I sama do siebie się w głos zaśmiała.
— Wisła do morza wpada niezbicie…
Fujara ze mnie, żadne to wszak odkrycie.

— Patyczków parę, źdźbeł trawy kilka,
Zbudować tratwę to tylko chwilka.
Na ster użyję rybiej łuski,
A potem już w rejs, choćby do… Ustki.
Ach, jeszcze żagiel… zrobię go z liścia…
Oj, chyba popłynę. Nie mam już wyjścia!

— Och Charlotko! — martwi się mama.
— Uważaj na siebie, będziesz tam sama.
Na podróż upiekłam ci pyszną szarlotkę...
— I bliska już płaczu, przytuliła Charlotkę.

— No to w drogę! Wypływać już czas…
Do zobaczenia! Żegnam was!

Ostatnie spojrzenie w stronę mrowiska.
Żal się rozstawać. Płaczu jest bliska.
Na tratwę jednak wsiąść się nie waha.
Wszystkim znajomym chusteczką macha.

— Zobaczę morze i... jadę z powrotem.
O mojej podróży opowiem wam potem!



Chomik Egoista

Małemu chomikowi imieniem Egoista,
Najeść się na zapas — to rzecz oczywista.
Mieć pełny brzuszek — to jego wola,
I napchać jedzeniem dwa boczne wola.

Pochłania wszystko co znajdzie na drodze,
Czym inne zwierzątka zasmuca srodze.
W swej zachłanności granice postradał…
Ależ egoista! Tylko sam się najadał.

I chociaż inni jeść też coś muszą…
Jedzenie znika zanim coś ruszą.
— Och, Egoisto, co z ciebie za egoista?!
Trudno żyć z takim — to rzecz oczywista.

Raz chomik poszedł na wycieczkę do lasu...
— Chować jedzenie!!! I to zawczasu!
— W panikę wpadły leśne zwierzątka
I każde co może upycha po kątkach.
Lecz chomik sobie nic z tego nie robił…
Jeść, i mieć co jeść — to jego hobby.
Głośno zawołał: — Spiżarnia moja nie będzie pusta!
— I ruszył jeszcze raźniej ze śpiewem na ustach:

Jestem sobie Egoista,
Żyję sobie sam!
Hej!!!
Niechaj do mnie nikt nie bryka,
Guza będzie miał!
Hej!!!
Tylko siebie kocham
I o siebie dbam.
Czuję się jak w niebie,
Bo wszystko mam… i mam, i mam!

I tak zawodząc na cały las,
Szedł dziarskim krokiem, podskakując co raz.

Aż tu nagle!... Co się dzieje?!
Cały las ożył i głośno się śmieje.
Do śpiewu odeszła mu zrazu ochota,
Bo się zagapił i… wpadł do błota.

Stał tak nieborak w błocie po pas...
Bez pomocy, choć zwierzaków pełen las.
Tylko wiaterek szumiał gdzieś w oddali,
Coś o tym jak to wielcy egoiśśśści sssstają się mali.

A echo to wszystko powtórzyło
I jeszcze od siebie coś dorzuciło:
— Jesteś egoistą? Żyjesz sobie sam?
Twoja wola! Lecz jedną radę ci jednak dam:

— Życie jest piękne, lecz czasem mniej,
Dużo przyjaciół więc lepiej miej…
A żebyś liczyć na nich mógł,
Spłacaj im zawsze przyjaźni dług.


Mama Sroczka

Po starym drzewie Sroczka skakała.
Za swymi dziećmi wszędzie szukała.
Jedno znalazła — policzyła.
Drugie znalazła — policzyła.
Trzecie znalazła — policzyła.
Czwarte znalazła… pewność straciła.
A kiedy i piąte przyuważyła,
Rachubę dzieci całkiem straciła…
Z wrażenia w końcu z kretesem zdębiała,
Gdyż zapomniała ile dzieci miała.


Siwy koń

Hej ty koniu, siwy koniu,
pięknym żeś rumakiem.
Ech pognałabym ja z tobą,
upajając się wiatru smakiem.
Choćby na oklep i bez baczmagów,
byleby z tobą, boś koń na schwał.
I heya! z kopyta galopem,
a w szczerym polu już tylko cwał.

Hej ty koniu, siwy koniu, 
dokąd ty tak gnasz?
Parskasz, prychasz, rwiesz z kopyta,
rozwichrzoną grzywę masz.

Czujesz pewnie zapach wiosny
W południowym wietrze...
Galopujesz po horyzont,
chrapami wciągając powietrze.

Ech ty koniu, siwy koniu,
pięknyś ty ogierek!
Marzysz pewnie o swej klaczy
słodkiej jak cukierek.

Marzenia jak skrzydlaty pegaz
niech cię w przestworza niosą,
a ujrzysz wnet w obłokach klacz,
przystrojoną srebrzystą rosą.

Ech ty koniu, siwy koniu,
gnaj po horyzont, gnaj!
Gdy znów wrócisz do mnie we śnie,
w moim sercu zakwitnie raj!