Mówi się z pustymi ustami, czy się mylę? Tekst w obrazie.
INNE MOJE BLOGI TO: 1. "Szczęśliwa Kobieta" - Blog na tematy z życia wzięte; 2. "Na cętce źrenicy i w obiektywie" - Blog fotograficzny
W zimowym, białym przebraniu drzewa stają się strażnikami zaczarowanego lasu — dostojne i milczące, jakby czuwały nad snem ziemi. O każdej porze dnia i przy każdej pogodzie emanują spokojną magią, która zatrzymuje wędrowca i każe mu patrzeć dłużej. Wyglądają jak z kart dawnej baśni, gotowe, by ożyć, gdy nikt nie patrzy.
Uśpione pod śnieżnym całunem trwają w bezruchu, strzegąc tajemnic ukrytych głęboko pod korzeniami. Kryształki śniegu skrzą się na gałęziach niczym rozsypane diamenty, a wschodzące słońce — ostrożne i ciche — sączy zza smukłych sylwetek ciepłą, złocistą poświatę. Światło osiada na konarach, jakby chciało objąć drzewa i zatrzymać tę ulotną chwilę na zawsze.
Niech mi tylko ktoś powie, że biała zima w lesie nie jest piękna… To… to… to po prostu nie uwierzę. Bo tam, wśród strażników białego lasu, magia wciąż trwa — a ja właśnie mam ją przed oczami.
------------------------------------------------------------------
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne. Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie, możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💗 Halszka
Trafia cię szlag? Nie wściekaj się — działaj. Na katharsis są pewne sposoby. Jeden z nich opisany w obrazie.
Zima przyszła cicho, choć nikt nie miał wątpliwości, że nadejdzie. Pewnego poranka świat obudził się przykryty białą kołdrą, a powietrze skrzyło się chłodem i ciszą. Jedni narzekali, inni milczeli z zachwytem — bo zima zawsze wybiera sobie serca, które chce zaczarować.
Tego dnia ruszyłam w drogę. Zaśnieżone ulice poprowadziły mnie jak ślady w bajce, aż do lasu, który stał nieruchomo, jakby wstrzymał oddech. Drzewa ubrane w białe płaszcze szeptały między sobą tajemnice, a mróz szczypał policzki, przypominając, że znalazłam się w jego królestwie.
Śnieg skrzypiał pod stopami niczym cicha melodia, a słońce — złote i nieśmiałe — zaglądało spomiędzy gałęzi tylko na chwilę, jakby bało się zakłócić czar. Czas zwolnił. Każdy krok był zaproszeniem, by iść dalej, głębiej, bez pośpiechu.
Gdy wracałam, wiedziałam już, że zima nie przyszła po to, by utrudniać życie. Przyszła, by na moment zatrzymać świat — i tych, którzy potrafią słuchać jej cichej opowieści.
Drżyjcie przed demonem, wy, co niesiecie zło w dłoniach, bo każdy wasz czyn podły odciśnie ślad na skroniach. Tekst w obrazie.
Gdy nadchodzi godzina zmierzchu w zimowym lesie, słońce, gasnąc powoli, rozlewa po nim bajkowo złocistą poświatę. Tekst w obrazie.
Jest coś niezwykle fascynującego w tym, z jaką konsekwencją ludzkość od lat czepia się blondynek. Można by wręcz odnieść wrażenie, że to narodowy sport. Albo międzynarodowy — bo dowcipy o blondynkach nie znają granic. Prawdy również.
Bo przecież według dowcipów blondynka to istota wyjątkowa: głupiutka, naiwna, niezaradna i lekko nieobecna. Ciekawe tylko, dlaczego akurat te cechy przypisano jednemu kolorowi włosów. Czy ktoś kiedyś zrobił na ten temat badania? Ankiety? Analizy statystyczne? Oczywiście nie. Ale dowcip musi się zgadzać.
A przecież, gdyby się tak uprzeć, te same przywary można by z powodzeniem rozparcelować między brunetki, szatynki i rude. Ale nie — blondynka jest wdzięcznym celem. Jasna, widoczna, łatwa do trafienia. Dowcipnisie od siedmiu boleści uwielbiają takie cele.
Pozwolę sobie jednak wtrącić, jako blondynka z urodzenia — z bogatym doświadczeniem życiowym nabytym z wiekiem, że wcale nie czuję się ani wyjątkowo głupia, ani chronicznie naiwna, ani życiowo nieporadna. Nie gubię się codziennie w drodze do domu, potrafię liczyć do dziesięciu bez pomocy kalkulatora i — uwaga — ogarniam rzeczywistość. No dobrze, bywam roztrzepana. Ale roztrzepanie to nie brak rozumu. To nadmiar myśli.
Dlatego apeluję: nie obrażajmy blondynek. Zwłaszcza że blondynki mają w sobie moc bomby. I nie chodzi tu wcale o blond pasemka. Chodzi o tę bombę, która wpada w oko, rani serce, dziurawi kieszeń i wychodzi bokiem. Cicha, skuteczna i absolutnie legalna.
Oczywiście lubię dowcipy o blondynkach. Naprawdę. Pod warunkiem że są choć odrobinę inteligentne i nie opierają się wyłącznie na założeniu, że kolor włosów zastępuje mózg. Lubię się śmiać. Śmiech to zdrowie. Głupie dowcipy — już niekoniecznie.
Zresztą, jak głosi znana zasada: „Nieważne, jak o tobie mówią — ważne, żeby mówili”. Patrząc na liczbę dowcipów o blondynkach, można by wręcz uznać, że świat myśli o nas bez przerwy. O innych jakoś rzadziej. Ale nie będę wymieniać, bo jeszcze ktoś poczuje się pominięty.
A że mężczyźni kochają blondynki? To niemal pewnik. W końcu to oni najczęściej produkują dowcipy na nasz temat. Miłość bywa różnie okazywana.
A tak zupełnie serio — my, blondynki, doskonale wiemy, że „blondynka” w dowcipach nie oznacza koloru włosów. To raczej pewien specyficzny stan umysłu. Tych, którzy je opowiadają.
Na koniec klasyk:
Brunetka, ruda i blondynka założyły się, że przepłyną 20 kilometrów z wyspy na ląd. Brunetka przepłynęła 5 km, straciła siły i utonęła. Ruda przepłynęła 10 km, straciła siły i utonęła. Blondynka przepłynęła 19,5 km, po czym uznała, że nie ma już siły płynąć dalej — więc wróciła na wyspę.
------------------------------------------------------------------
Piszę z potrzeby serca i dzielenia się tym, co ważne. Jeśli moje słowa są Ci bliskie i masz ochotę wesprzeć mnie symbolicznie, możesz to zrobić tutaj:
https://paypal.me/KacikDlaCzytajacych
Samo czytanie już jest dla mnie darem.
Dziękuję 💗 Halszka
Człowiek śpi nocą, a Matka Natura cicho, cierpliwie, z niewidzialną gracją, tworzy swoje dzieła. W mroźny, mglisty poranek las budzi się w srebrzystym blasku – gałęzie przybrane w lód, konary utkane z kryształowego pyłu, każdy zeschy listek lśni jak maleńkie lustro. Mgła wije się między drzewami, tańczy w powietrzu, spotyka mróz i w tej magicznej chwili powstaje szadź. Szadź, która wszystko odmienia, wszystko czyni ciche, wszystko czyni święte.
Aż dech zapiera. Aż serce bije mocniej. Drzewa stają się strażnikami zimy, majestatycznymi, dostojnymi, nieruchomymi, a jednak pełnymi życia. Cisza poranka wypełnia każdy zakamarek lasu, każdy krok wśród szeleszczących liści staje się świętem, staje się modlitwą. Nie sposób przejść obok nich obojętnie – nie sposób nie patrzeć, nie słuchać, nie czuć.
Wyglądają jak z bajki. Wyglądają, jakby ktoś obsypał świat kryształami, jakby ktoś zatrzymał czas. Gałęzie szeptają, mgła szepcze, lód migocze: „Uwiecznij mnie. Uwiecznij mnie, nim zniknę. Uwiecznij mnie, nim magia przeminie”.
I wtedy człowiek, choć śpiący, staje się częścią tej baśni, choć milczy, słyszy, choć nie rusza się, czuje.