sobota, 21 lutego 2026

Między wiarą a neurobiologią (oraz jednym dinozaurem)


Nie zawsze to — co widać — prawdę odsłania,

niektórzy jednak w „to” wierzą — i to bez wachania.




Co przedstawiają powyższe zdjęcia? Na pierwszym – pień drzewa pod blokiem, zwyczajny, niepozorny. A jednak w maju 2023 roku w Parczewie stał się on niemal centrum duchowego poruszenia. W sękach i spękaniach kory niektórzy dostrzegli postać Matki Boskiej. I oto zwykłe drzewo awansowało do rangi znaku z nieba.

Pojawiły się modlitwy, skupienie, Biblia w dłoniach. Natura – jak się okazało – potrafi zaskoczyć nawet samą siebie.

Na drugim zdjęciu również mamy do czynienia z twórczością, ale nie tylko przyrody. Tym razem w lesie coś wystaje, coś się układa, coś intryguje. Dla jednych – zwykłe fragmenty jakiejś maszyny leśników. Dla innych – żebra dinozaura, jakby prehistoria postanowiła zrobić sobie krótki spacer po współczesności. Wypisz wymaluj: park jurajski w wersji leśnej.

Ot, klasyczne przykłady zjawiska pareidolii.

Czymże ona jest? To ta osobliwa skłonność naszego mózgu do dopowiadania świata. Do znajdowania twarzy tam, gdzie są tylko cienie. Postaci tam, gdzie są zacieki. Sensu tam, gdzie natura po prostu… była sobą.

Bo człowiek nie lubi przypadkowości. Woli historię. Woli opowieść. Woli, żeby plama była kimś, a nie tylko plamą.

Co ciekawe, zwykle wiemy, że to tylko gra wyobraźni. Mamy świadomość złudzenia – a jednak obraz działa. Trochę jak teatr, w którym widz zna kulisy, a mimo to daje się porwać spektaklowi.

Źródłem pareidolii bywają też chmury. Ileż to razy na niebie przechadzały się smoki, baranki, profile sąsiadów, a nawet – przy sprzyjającym układzie pary wodnej – sam Pan Bóg. Meteorologia bywa zaskakująco kreatywna.

A jak podchodzi do tego Kościół katolicki? Z rezerwą godną instytucji z dwutysiącletnim doświadczeniem. Entuzjazm wiernych nie zawsze idzie w parze z oficjalnym uznaniem nadprzyrodzoności.

A my? My – ludzie myślący – co mamy z tym zrobić? Śmiać się? Wzruszać ramionami? Zastanawiać się nad mechanizmami umysłu?

Możemy wszystko naraz. Bo pareidolia, choć bywa powodem modlitw lub sensacji, jest przede wszystkim dowodem na to, że nasz mózg kocha wzory, znaczenia i opowieści. Nawet jeśli czasem tworzy je z… kory drzewa.

I może właśnie w tym jest jej urok.