wtorek, 3 lutego 2026

Między skrzypieniem śniegu a ciszą

Zima przyszła cicho, choć nikt nie miał wątpliwości, że nadejdzie. Pewnego poranka świat obudził się przykryty białą kołdrą, a powietrze skrzyło się chłodem i ciszą. Jedni narzekali, inni milczeli z zachwytem — bo zima zawsze wybiera sobie serca, które chce zaczarować.

Tego dnia ruszyłam w drogę. Zaśnieżone ulice poprowadziły mnie jak ślady w bajce, aż do lasu, który stał nieruchomo, jakby wstrzymał oddech. Drzewa ubrane w białe płaszcze szeptały między sobą tajemnice, a mróz szczypał policzki, przypominając, że znalazłam się w jego królestwie.

Śnieg skrzypiał pod stopami niczym cicha melodia, a słońce — złote i nieśmiałe — zaglądało spomiędzy gałęzi tylko na chwilę, jakby bało się zakłócić czar. Czas zwolnił. Każdy krok był zaproszeniem, by iść dalej, głębiej, bez pośpiechu.

Gdy wracałam, wiedziałam już, że zima nie przyszła po to, by utrudniać życie. Przyszła, by na moment zatrzymać świat — i tych, którzy potrafią słuchać jej cichej opowieści.