czwartek, 26 lutego 2026

A w tym lesie same dziwy

I nic w tym dziwnego, że dzieją się tu same dziwy, skoro Pani Zima już na dobre zwarła się z Panią Wiosną w swoim cichym, upartym sporze. Wystarczy przystanąć, wsłuchać się uważniej — a można niemal zobaczyć, jak jedna ustępuje o krok, by za chwilę odzyskać teren.

Ja widzę to wyraźnie. Zwłaszcza wieczorami, gdy chodzę leśną ścieżką sama, a powietrze ma w sobie jeszcze chłód zimy i ledwie wyczuwalną obietnicę ciepła.

Lubię ten moment przejścia. To napięcie, w którym nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte. Gdy pod stopami skrzypi zmrożona ziemia, a gdzieś obok spod śniegu przebija się pierwsza, nieśmiała zieleń. Wtedy mam wrażenie, że las odsłania przede mną coś więcej niż tylko zmieniające się pory roku.

Bo las — przynajmniej dla mnie — nigdy nie był wyłącznie ostoją przyrody. To miejsce, do którego przychodzę, gdy potrzebuję ciszy, odpowiedzi albo po prostu czyjejś obecności.

Tutaj łatwiej mi usłyszeć własne myśli. Łatwiej zrozumieć to, co we mnie jeszcze zimowe, i to, co już zaczyna się budzić do życia.

Za każdym razem wracam stąd odrobinę inna. Jakbym razem z Wiosną odzyskiwała w sobie coś kruchego, a przecież upartego. I może właśnie dlatego w tym lesie są same dziwy — bo dzieją się nie tylko między drzewami, lecz także we mnie.