wtorek, 24 lutego 2026

Czarna róża: między cieniem a światłem

Czarna róża najczęściej przywołuje obrazy smutku i żałoby. Dla mnie jednak niesie inne znaczenie. Widzę w niej elegancję — szlachetną, niemal królewską — i tajemnicę tak głęboką, że zdaje się milczeć własnym językiem.

W dawnych czasach była znakiem namiętnej miłości, ale też nienawiści. I nie ma w tym sprzeczności. Bo przecież od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok — krótki, gwałtowny, czasem nieodwracalny. A droga powrotna bywa równie bliska. Tak bliskie są sobie te uczucia, że ich sąsiedztwo w symbolice wcale nie dziwi.

Dziś czarna róża zyskała nowe znaczenie. Stała się symbolem odwagi — tej cichej, codziennej — szczerości, empatii i dobrego serca. To właśnie ta symbolika jest mi najbliższa, najbardziej prawdziwa w codziennym życiu.

Taką różę otrzymałam od mojej wnuczki. Powstała w kilka minut, wyszła spod jej utalentowanych rąk podczas naszej rozmowy o ulubionych kwiatach i ich ukrytych znaczeniach. Patrzyłam, jak z prostych gestów rodzi się coś więcej niż ozdoba — mały znak uwagi i czułości, subtelna filozofia gestu.




W naturze czarne róże nie istnieją. Nikomu nie udało się wyhodować ich w całkowicie naturalny sposób. Tym mianem określa się jedynie kwiaty o tak ciemnych, bordowych lub purpurowych płatkach, że zdają się pochłaniać światło, zatrzymując je w swojej głębi.

Jest jednak miejsce, gdzie natura igra z naszym postrzeganiem. W niewielkiej tureckiej miejscowości Halfeti róże wiosną przybierają tak ciemny odcień, że wydają się niemal czarne. W tamtejszym klimacie barwa nabiera niezwykłej głębi. Mieszkańcy nazywają je arabską pięknością — i trudno o trafniejsze określenie.

Bo może czarna róża wcale nie jest symbolem końca. Może jest znakiem siły, która potrafi rozkwitnąć w cieniu, milcząco przypominając, że w ciemności kryje się również światło.