czwartek, 18 listopada 2021

Mgielne majaki stymulują wyobraźnię

Gdy tak spaceruję we mgle, a właściwie maszeruję z kijkami, momentami wydaje mi się, że sama mgłą się staję. Tak lekko się czuję. Bajeczne to uczucie.

Mieszkam w górach toteż mam to szczęście często podziwiać cudowne krajobrazy skąpane we mgle. Mogę również podziwiać jeszcze i inne niezwykłe zjawisko. Niskie chmury — z góry. Niecodzienna to okazja widzieć spływające po stokach chmury. Niezapomniane widoki!… Za każdym razem jestem nimi oczarowana. Za każdym razem, dzięki swojej bogatej wyobraźni, widzę je inaczej, w innych barwach. Tym razem dominuje w nich amarant i purpura.

 







Z cyklu: "Fotofantasmagorie"


Olaboga!... Czemu tak trudno to zrozumieć

 

Im bardziej zawistny, podły człowiek,

tym bardziej fanatyczny katolik.


Im bardziej fanatyczny katolik,

tym bardziej kłamliwy, grzeszny człowiek.


Im bardziej kłamliwy, grzeszny człowiek,

tym głośniej wyraża wiarę w Boga.


Im głośniej wyraża wiarę w Boga,

tym jego wiara bardziej uboga.


Im jego wiara bardziej uboga,

tym częściej wśród innych szuka wroga.


Im częściej wśród innych szuka wroga,

tym częściej go zżera straszna trwoga.


Im częściej go zżera straszna trwoga,

tym częściej szuka w kościele Boga.


Im częściej szuka w kościele Boga,

tym mocniej wierzy, że wieczność jest błoga. 

 

***

Kto o wierze ma wiedzę nader ubogą,

nie wie, że do Boga złą podąża drogą.

Że Bóg Wszechmocny to nieskończona miłość...

a nie fanatyzm, nienawiść, złość i wrogość.


Że po śmierci nie czeka go wieczność błoga,

lecz wieczne potępienie... i kara sroga.


***

Jeśli źli ludzie na łaskę Boga liczą

(jeśli Bóg jest miłością, jak Kościół uczy),

to po swojej śmierci się mocno przeliczą.


Z cyklu: „Przemyślenia z życia wzięte”


niedziela, 14 listopada 2021

W piekielnych kolorach

Z pewnością jest wiele takich osób, które lubią zabawiać się kolorami i tworzyć własne obrazy. Jakie kolory dominują w ich tworzeniu — zależy akurat od dnia i nastroju. Niektórzy mają jednak (albo też) swoje ulubione barwy i to właśnie je biorą najczęściej w swoich pracach na tapet.

Malarką nie jestem, ale podobny trend widzę u mojej córki, która maluje i jest grafikiem z zawodu.

Żeby nie wpaść w chandrę z powodu różnych sytuacji życiowych, zwłaszcza od nas niezależnych, warto zawczasu znaleźć jakiś sposób na siebie. Ja mam ich kilka. Jedną z nich jest właśnie zabawa kolorami.

W ostatnich dniach, aby odreagować emocje związane z marszami faszystów i antysemitów po ulicach polskich miast, a zwłaszcza dramatem ludzi na granicy polsko-białoruskiej — z wielka pasją zabawiam się od kilku już dni. Pomaga.







Wyobraźnia nie zna granic... I bardzo dobrze, bo tym mocniej pomaga oderwać się od codziennych problemów i zachować równowagę psychiczną.


Z cyklu: "Fotofantasmagorie"


Poczytaj nam Miłka (12)

 

Książeczek mam mnóstwo! —

zaprasza dzieci Miłka. —

Siadajcie wokół mnie

przeczytam wam kilka:


O dziadku Walentym

i dzielnej Martynce.

O grubym Maćku

i pewnej Halince.



Dziadek Walenty i jego sentymenty


Pewnego razu dziadek Walenty

Zapragnął wnukom kupić prezenty,

Wyszedł więc z domu o wczesnej porze,

Zanim poranne rozbłysły zorze.


Długa wręcz droga czekała dziadka,

Pieszo ją pokonywał jeno z rzadka.

Zwykle bicyklem jeździł na bazar,

Czasami bryczką wiózł go Baltazar.



Tym razem jednak z wielką ochotą

Na bazar poszedł właśnie piechotą.

Z kapeluszem w ręku, w dobrym humorze,

Szedł, pokonując kolejne rozdroże.


A kiedy na bazar już prawie dochodził,

Nagle nowy pomysł mu w głowie się zrodził:

Ażeby swojego sługę Baltazara

Wysłać nad morze po kubańskie cygara.


Wnuki na prezenty wszak poczekać mogą —

Szepnął do siebie i... w powrotną ruszył drogę.

Szedł raźnym krokiem, pogwizdując wesoło,

Podziwiał przyrodę, zerkając wokoło.


Kiedy niedaleko był już swego domu,

Spostrzegł, że tam się ktoś skrada po kryjomu.

Chybcikiem wydobył kozik zza pazuchy

I krzyknął: — Hola! Stój! Słyszysz?! Czyżeś głuchy?!


Ten ktoś jednak dziadka nie chciał słuchać wcale

I zaczął uciekać, lecz biegł ociężale.

Wystraszył się wtedy staruszek Walenty,

Zaczął głośno krzyczeć... Darł się jak najęty:


A to ci dopiero! Stój! Stój! Dobrodzieju!

Dobrodziej coś ukradł?!… Ty wstrętny złodzieju! —

I puścił się biegiem z kozikiem w dłoni,

Mając nadzieję, że rabusia dogoni.

 


Co tchu gnał i krzyczał poczciwy Walenty,

A złodziej uciekał, milcząc jak zaklęty,

Lecz nagle się stała naprawdę rzecz dziwna,

Coś spadło na ziemię... Jakaś część żeliwna?


Z miejsca się zatrzymał zmęczony Walenty.

Sięgnął do kieszeni po cukierek z mięty,

Gdyż tchu mu zabrakło, ale był ciekawy,

Co rzucił na ziemię ten oprych cherlawy.


Kiedy podszedł bliżej, odgadł co to było.

Aż usiadł na ziemi… Tak go poruszyło.

Gdyż była to przecież od bicykla rama.

Niedawno ją kupił... Czyż to nie dramat?!


Straszliwie zziajany wezwał Baltazara.

Kazał mu wyrzucić do śmieci cygara.

Zamierzał już nigdy nie palić żadnego,

Nawet najmniejszego, nawet… kubańskiego!


Zachwycony sobą, wdzięczny Opatrzności

Za tegoż złodzieja... Wszak nie czuł już złości.

Kozikiem na powrót ramę wnet przykręcił

I od razu dostał na przejażdżkę chęci.


Och jakże szczęśliwy był dziadek Walenty,

Aż znów zapragnął kupić wnukom prezenty.

W mig usiadł na bicykl i ruszył na bazar,

Za nim z dużym koszem podążał Baltazar.


Martynka zuch dziewczynka


Szybko urosła nasza Martynka…

Mała z niej trzpiotka i zuch dziewczynka.

Wszędzie jej pełno, wciąż dokazuje,

Niewielu chłopców jej dorównuje.


Ciągle na buzi uśmiech jej gości,

Czym nam przynosi dużo radości.

Wystarczy tylko na nią popatrzyć,

By w mig zrozumieć, co dla nas znaczy.


Zawsze odważna, nigdy nie płacze.

Śpiewa wesoło, jak ping-pong skacze,

Ale pomagać też lubi w domu.

Krzywdy nie robi nigdy nikomu.


Z dziećmi się zgodnie potrafi bawić.

Trochę coś zepsuć, trochę naprawić.

Nikt jej nie może w kaszę nadmuchać,

Zaraz się wścieka, zła jest jak mucha.


Co brat Marcelek zrobić potrafi,

Musi i ona, bo zaraz się trapi.

Zawsze do niego chce być podobna.

Chociaż jest młodsza, mała i drobna.


Chętnie się uczy — „mówić po polska”,

Bo ją ciekawi — „gdzie mieszka Polska”.

Jak opanuje polskie czytanie,

Babcine bajki też będzie w stanie.

 



O grubym Maćku i jego pragnieniach


Gruby Maciek siedzi pod sosną,

robiąc minę bardzo żałosną.

Zagrać w piłkę chcę z kolegami! —

Krzyknął z nagła, wierzgając nogami.

Dlaczego ze mną grać żaden nie chce?!

Poczekajcie!... Kiedyś ja nie zechcę!

O co im chodzi? Żem za gruby?

Że na meczu nie przyniosę chluby?

Ja… gruby?! Wcale że nie!

Jestem piłkarz — co się zwie!

Kopać piłkę, strzelać gole…

Właśnie to chcę… i to wolę!

A że lubię też i jeść,

Tego niejadki nie mogą znieść.

Jem, bo chcę być bardzo zdrowy

I na wszystko być gotowy.

Jem, bo rosnę — i jeść trzeba:

Dużo mięsa, dużo chleba...

Też nie gardzę słodyczami,

Kiedy mam je przed oczami.

Kto je dużo, szybko rośnie,

Tak na jawie, jak i we śnie,

Więc ja rosnę… oni nie.

Kto z nas lepszy? Ja, co nie?!


Gruby Maciek siedzi pod sosną

Z miną bardziej już radosną.

Zaraz wstanę i im nagadam…

Tylko cukierki powyjadam...

Ojej! Co to? Ciężko wstać!...

Muszę jeszcze próbować.

Ufff, źle ze mną… Kto to wie:

Może jednak za dużo jem?


Może trzeba słodyczy mniej jadać?

Między posiłkami nie podjadać?

Przed TV z chipsów zrezygnować?

Czasem się gimnastykować?

Właśnie tak, tak zrobić muszę,

Bo biegając, aż się duszę.

Brak mi siły, brak mi tchu…

Super pomysł, więc... Juhuuuu!!!


No bo:

— „Jeśli nie chcesz swojej zguby,

mniej podjadać musisz luby”.


No i:

— „Je się po to, aby żyć,

a nie po to, żeby tyć”.

 

Mądre są te maksymy babcine...

Za mą tuszę sam ponoszę winę.

 

Schudnę!!!

 

I nikt już więcej nie nazwie mnie: „Maciora”,

Ani też: „Gruby Macio” nie zawoła.

 


 

Zielona lokomotywa


Stoi przy stacji

lokomotywa.

Piękna, zielona,

nic z niej nie spływa...

Żadna oliwa.


Prawdziwa jest jednak

ta lokomotywa...

I jakże się ładnie

ona nazywa.

Jak? Nikt nie zgadnie...

Ano Halinka.

Prawda, że ładnie?

 

 

Jakby kto Halinkę

okiem tylko zmierzył

i w prawdziwe jej imię

nie bardzo chciał wierzyć,

niechaj do swej ręki

weźmie jakąś lupę

i niech ją zlustruje...

Od przodu po pupę.


Buźkę ma Halinka

jak się patrzy...

Wesołymi oczkami

na przechodniów patrzy.

Nikt chyba nie zaprzeczy,

że jest całkiem do rzeczy?


Stoi Halinka

cichutko pod drzewem...

Dochodzącym z dworca

upaja się śpiewem.

A śpiew dla Halinki

to turkot kół...

Kiedy go usłyszy,

w duchu turkocze wespół.


czwartek, 11 listopada 2021

O rowerze słów kilka

 

Rower to radość w zasięgu reki,

Za to należą się mu podzięki.

Kto jego fanem, wie o czym mowa:

Pedałowanie — rzecz bardzo zdrowa.

Kto dba o zdrowie, rower posiada

I jak najczęściej na nim zasiada.

Jeździ gdzie tylko oczy poniosą,

Ile sił kręcąc, nogi to zniosą.

Wszak częsty trening mistrza z nas czyni,

Każdy to przyzna, nawet kretyni.

 


środa, 10 listopada 2021

Zwierzaki... a przywary ludzkie (8)

 

O Braciszkach Mniejszych przysłów jest wiele

I nie są to żadne trele-morele.

Wszystkie do człowieka się odnoszą,

Jeśliś nie gamoń, pojmiesz o czym głoszą. 

 

***

 


Buzi daj, buzi daj,

Mój ty roztomiły!...

Tak akwariowe rybki

O glonojadzie marzyły.


***



Lama to mądre i bystre zwierzę...

W swoim otoczeniu — w dobrej wierze,

Każdego chama uczy moresu,

Plując mu w twarz — bez żadnego stresu.


***

 


Każdy, kto siebie naprawdę szanuje,

zawsze i wszędzie nad sobą panuje...

I nie ma ambicji stać się też posłem,

by go nie zwano przysłowiowym osłem.


***

 


Ten, kto jest płochliwy, dobrze wie,

Że o wielu ważnych rzeczach nie dowie się.

Nikomu się jednak obłaskawić nie daje,

Woli życie w samotności i własne Himalaje.


***

 


W spróchniałym pieńku drzewa

Wre praca i nikt nie ziewa...

Mrówki pracusie budują mrowisko.

Lepiej nie przeszkadzaj, nie podchodź blisko. 

 

Z cyklu: Zoologia stosowana”