Pokazywanie postów oznaczonych etykietą byle do wiosny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą byle do wiosny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2025

Zima się namyśliła i z dużą mocą powróciła

Przynajmniej tu gdzie mieszkam. Nie, nie mam do niej żalu. Skoro ludziom palma odbija w ostatnich latach i niszczą swoje środowisko, a kilku potworów ludzkość, to czemu Matce Naturze z wyrazami buntu też nie miałoby odbić?

Wprawdzie to ciągle jeszcze jej czas, ale strasznie kapryśna jest i tego roku. Tak długo było już pięknie wiosennie i... No cóż, trzeba to jakoś przeżyć.

Tylko ptaków mi żal, bo nagle zamilkły. A tak cudownie już śpiewały, i to już od wielu dni. Pewnie zmarznięte pochwały się gdzieś na drzewach. Roślinki też już wiosnę czuły, bo jak widzę w ogrodzie, zaczęły już się wynurzać z ziemi... Ech, szkoda słów... Idę odśnieżać. A jest co!


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


środa, 15 marca 2023

Byle do wiosny...

 U nas poranek

niezbyt radosny,

widok za oknem

jest wszak żałosny.

 


Chociaż od wiosny dzieli nas już tylko cztery dni, to jednak zima po długim zawieszeniu dała o sobie znać i całą noc sypała śniegiem jak szalona przy siedmiu stopniach mrozu.

Trzeba mieć jednak nadzieję, że to jej ostatnie podrygi... A z pewnością, wszak już w piątek ma być siedemnaście stopni ciepła. I taka też temperatura ma się utrzymać nawet przez cały kolejny tydzień... No i super! Mocowanie się zimy z wiosną wygra wiosna — 20 marca.

A więc:

Niech każdy dzionek już będzie radosny,

trzymajmy się zdrowo… i byle do wiosny!


Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


piątek, 24 lutego 2023

Mamy przedwiośnie?

Wygląda na to, że tak. Sprawdziłam. Jak? Ano tak, że swoim zwyczajem, jak co roku, w połowie lutego popędziłam nad leśny potoczek i upewniłam się, czy jest zamarznięty, czy płynie wartkim nurtem. Bo z nim jest tak, że jeśli jest zamarznięty, znaczy, że zima jeszcze potrzyma, jeśli zaś płynie wartkim nurtem, oznacza niezbicie, iż właśnie zaczyna się przedwiośnie.

 


Poznaję też po ptaszkach odwiedzających mój ogród. Głośniej śpiewają i już nie potrzebują dokarmiana. W mroźne i śnieżne dni zawsze je dokarmiam. Z moich obserwacji wynika, że najwięcej korzystają z niego kosy i sikorki.

Tym razem miałam też sarenki w ogrodzie. Kiedy leżał śnieg i nawet kiedy się już stopił. Od trzech dni już ich jednak nie widzę. Pewnie poczuły przedwiośnie i wróciły do lasu. Oby! Bo tam ich miejsce... Chociaż je bardzo polubiłam.

Też w samym lesie wyraźnie widać zmiany. Jeszcze parę dni temu trochę śniegu gdzieniegdzie leżało. Zwłaszcza w tych miejscach, gdzie słońce mało operuje. Jednak dzięki dodatniej temperaturze już go nigdzie nie widać.

 

Natomiast w moim ogrodzie przebiśniegi pięknie kwitną już od przeszło dwóch tygodni. Nawet żonkile wypuściły już listki z ziemi. Ba, nawet tulipany... Hmm, tyle tylko, że je sarenki nieco oskubały podczas ostatniej u mnie wizyty. U córki z kolei natknęłam się na piękne, delikatne krokusiki.

No i co?! Ano to, że już śmiało można powiedzieć:

— Mamy przedwiośnie!

 

 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


niedziela, 20 lutego 2022

Zima w zawieszeniu? Można odnieść takie wrażenie

Naprawdę, sądząc po widokach na łonie natury. Ba, wydaje się nawet, że odpuszcza i że już wiosna zbliża się dużymi krokami. Lasy też pachną już jakoś zupełnie inaczej. Niezimowo. Wokoło słychać coraz głośniejsze i radośniejsze ptasie trele.

Zwierząt też już nie trzeba dokarmiać. Wyraźnie widać, że radzą sobie same. Najbliższe dni pokażą, czy to tylko jej chwilowe zawieszenie, czy może poddaje się już rzeczywiście. Zobaczymy.

A może to już przedwiośnie? Do wiosny pozostał miesiąc, to chyba już powoli będziemy mogli witać tę przejściową, acz niosącą wielkie nadzieje porę roku. Wszak ostatnio mamy plusowe temperatury niemalże codziennie, nawet w nocy. A już wyłaniające się z ziemi przebiśniegi tak z nagła są tego dobitnym dowodem.



Kiedy po powrocie z lasu je wypatrzyłam w swoim ogrodzie, całe były jeszcze w porannej rosie. Są przepiękne. Aż serce się raduje, patrząc na nie.

Może i zima zechce jeszcze choć na chwilę dać znać o sobie, ale skoro kwitną już przebiśniegi, jawi się nadzieja, że niebawem ją pożegnamy. W tym roku dała nam się we znaki może nieco mniej, mimo to mogłaby już zacząć zwijać swoje śnieżne i mroźne podwoje. Tęsknić za nią nie będziemy. Tym bardziej, że po niej przychodzi ta najpiękniejsza pora roku.

Wnet bocianów wypatrywać będziemy… i wspaniałej wiosny. Tak, wspaniałej! Zasłużyliśmy sobie na taką, żyjąc — w tym niebezpiecznym świecie wszechobecnej pandemii, uzależnieni do tego od wariackich polityków w kraju i za wschodnią granicą (a niech ich wszystkich... wiosna popieści!).

 

Z cyklu: "Co w przyrodzie piszczy"


środa, 22 grudnia 2021

Ckni mi się za normalnością

Ckni mi się za normalnym życiem, za wszystkim, co było przed marcem 2020 roku. Dość już mam tej psychozy covidowej. Dość już mam widoku ludzi przemykających po ulicach niczym zombies... Rany, kiedy to się skończy?!

Wprawdzie nie mogę aż tak bardzo narzekać, bo moje życie osobiste aż tak drastycznie się nie zmieniło, zwłaszcza moje przyjemności. W większości robię to, co robiłam i przed tą całą wariacją wirusową. Na szczęście nikomu u nas do łba nie strzeliło, żeby lasy pozamykać, jak to było w Polsce. Tak że zasuwałam i nadal zasuwam sobie po górach i lasach do woli. To moja wielka przyjemność i... zdrowie.

Z dziećmi i z wnukami spotykamy się nadal normalnie. No może zeszłej wiosny nie aż tak często, ale potem wróciło już wszystko do normalności i spotykamy się jak dawniej. 

Święta Bożego Narodzenia też będziemy spędzać razem. Jak zwykle. Nowy Rok tym bardziej. Siłą rzeczy, bo mój najmłodszy wnuk miał życzenie zameldować się na świecie właśnie w tym dniu.

Najbardziej mnie wkurzają te maseczki, ba, brzydzą wręcz. W lesie mogą oddychać pełną piersią bez tej „ozdoby” na twarzy, ale w sklepach niestety nie. A że jestem okularnicą, bardzo energiczną okularnicą, bardzo cierpię, bo okulary ciągle mam zaparowane i nic nie widzę. Co rusz muszę je przecierać chusteczką, ale ledwie je przetarte na powrót założę na nos, w sekundzie są znów zaparowane. Ło matko i córko! No szlag mnie trafia! Jak ja tego nie znoszę!

Z powodu tych maseczek ubolewam też bardzo, że nie mogę jak zwykle odwiedzać mojego ulubionego fryzjera Giuseppe.*

Znamy się już blisko trzydzieści lat i bardzo się lubimy. Zawsze mamy sobie tyle do opowiedzenia, tyle do obgadania, tyle do oplotkowania... A teraz? Nic!... Cholerna posucha!

Co prawda w tym chorym czasie odwiedzałam go parę razy, ale to jednak nie to! Bo jak tu prowadzić normalną konwersację z tą szmatką na twarzy? Jak być nią usatysfakcjonowanym, rozmowę mam na myśli, nie widząc swoich uśmiechów, czy też innych mimicznych wyrazów twarzy wynikających z poruszanych akurat tematów? Przecież są bardzo ważne. Taka rozmowa to tak jak lizanie loda przez szybę... Kurka wodna! Dla mnie rozmowa jest tak samo ważna jak zabieg fryzjerski. A może i jeszcze ważniejsza.

Przy ostatniej wizycie w salonie obiecałam Giuseppe, że następnym razem odwiedzę go już bez maseczki. Liczyłam, że nastąpi to wcześniej. Niestety, wymyślili znów kolejną zarazę. Całkiem świeżą, i o bardzo dźwięcznej nazwie w postaci piętnastej litery alfabetu greckiego... A niech to dunder świśnie!



Mam jednak nadzieję, że najpóźniej na wiosnę wszystko wróci do normy. Że to przekleństwo covidove odfandzoli się od nas raz na zawsze... Albo my od niego. I znów będziemy normalnie funkcjonować, i to w każdej sferze naszego życia.

Na pohybel zarazie! Dwóm zarazom... ta druga (typowo polska) w domyśle. ;)


* Giuseppe — o tym wspaniałym człowieku i fryzjerze w jednej osobie oraz  jego salonie pisałam już wcześniej w opowiadaniu pt. „Fryzjer jak spowiednik” i „Moc pozytywnego myślenia”.


Z cyklu: "Opowieści o poważnej i żartobliwej treści"


poniedziałek, 2 marca 2020

W poszukiwaniu pierwszych oznak wiosny

Co roku, gdzieś tak w połowie lutego, zaczynam wyczuwać nadchodzącą wiosnę. I choć za oknem bywa różnie, czasem śnieżno, czasem mroźno, czasem jedno i drugie, to ja i tak ją czuję. Nie tylko nosem, całą sobą. A wyczuwam ją najlepiej oczywiście na łonie natury.  
Miło jest czuć, ale jeszcze milej jest widzieć. Dlatego też w ostatnich dniach szukam w lasach jej pierwszych wizualnych oznak.
Niestety, przyznam szczerze, że do dziś dnia jeszcze ich tam nie znalazłam. Jej rychłe nadejście czuję jednak nadal.

Coś takiego! Pierwszych oznak wiosny szukałam po lasach, a tu u mnie w ogrodzie taka piękna oznaka. Znalazłam ją dzisiaj o 7 rano, kiedy wychodziłam z pieskiem do lasu na „odsiusianie”. Piękne kwiatuszki. Przebiśniegi. Jeszcze całe w porannej rosie. No, to teraz już tylko bocianów wypatrywać… i Pani Wiosny.



Wnet pożegnamy i kalendarzową zimę. Była krótka i trochę dziwaczna, to fakt, ale może już zacząć zwijać swoje podwoje. Tęsknić za nią aż tak bardzo nie będę, ale tylko dlatego, że po niej przychodzi najpiękniejsza pora roku. Moja ulubiona.
Odchodząca zima pozostanie jednak w mojej pamięci i jako piękne tło na wielu zdjęciach.




Póki co:

Niech każdy dzionek będzie radosny,
trzymajmy się zdrowo… i byle do wiosny!