sobota, 11 stycznia 2020

Internet — dobro, czy zło?


Internet wymyślili mądrzy ludzie. Jednak nie tylko mądrzy z niego korzystają. Stąd na Świecie coraz więcej chamstwa, coraz więcej nienawiści, coraz więcej brutalności, coraz więcej niebezpieczeństw, coraz więcej terroryzmu, coraz więcej wojen... Coraz więcej rozpaczy — na całym — Świecie. 


Obrazek z Internetu.




czwartek, 9 stycznia 2020

Marzenia są po to, by się spełniały

Każdy z nas ma marzenia. Każdy inne. Bo też każdy z nas jest inny. Marzenia odzwierciedlają nasze dążenia, pragnienia, czasami nawet i te nierealne.
Marzenia są wspaniałym antidotum na trudy życia, smutną rzeczywistość. Pozwalają na oczyszczanie się z codziennych stresów i zmartwień. Są czymś, co pozwala choć na chwilkę oderwać się od rzeczywistości, zapomnieć o problemach, wyznaczyć jakąś drogę, którą chcielibyśmy podążać.

Marzenia to niczym nie zmącona rozkosz, a oczekiwanie aż się spełnią to prawdziwe życie” — mawiał Wiktor Hugo. Marzmy więc ochoczo, bo z kolei, jak mówi Paulo Coelho: — „Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie”.
Jakby więc nie patrzeć, wychodzi na to, że marzenia to wielka rzecz, bo: — „Świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia...”

Najlepszą porą roku, w której spełniamy nasze marzenia, jest oczywiście lato. Ale to też wspaniały czas na nowe marzenia. Na łonie natury marzy się najlepiej. Zwłaszcza w pozycji horyzontalnej. Leżąc na plaży, czy na pachnącej łące, czy też w ogrodzie pod gruszą, przymykamy oczy... i z lubością oddajemy się marzeniom. Wtedy chętniej też puszczamy wodze fantazji i wybiegamy myślami w przyszłość. Czasami wręcz, relaksując się rozkosznie, bujamy w obłokach.


Aby odpłynąć w marzenia

Wystarczy się pod drzewem położyć,

złączone ręce pod głowę podłożyć,

zamknąć oczy i mocno się wsłuchać,

o czym szumi drzewo i wietrzyk dmucha:


Szu-szu-szu... szu-szu-szu...

Twoje marzenia Wszechświat już słyszy!

Wnet spręży swą moc, by się spełniły

i twoją duszę uszczęśliwiły.




Warto mieć marzenia i obyśmy je zawsze mieli. Różne, najróżniejsze. Bo marzenia są po to, żeby się spełniały… Jak nie dzisiaj, to może jutro… ale kiedyś spełnią się na pewno. Nie może być inaczej, wszak czuwa nad nimi Wszechświat.





Mama kazała się dzielić...


Jeśli matka swoje dziecko nauczy się dzielić, 
łatwo mu będzie jej naukę w dorosłości powielić.






wtorek, 7 stycznia 2020

Czym skorupka za młodu... (?)

Jest wiele prawdy w przysłowiu: „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”, bo to właśnie wychowanie wyniesione z domu, z dzieciństwa, wywiera wpływ na całe nasze życie.

Jako baczna obserwatorka ludzi od najmłodszych lat wyrobiłam sobie pewną opinię na temat przysłowiowej „skorupki”. Otóż jestem zdania — i pewnie nie ma w tym nic odkrywczego — że to, jakie są nasze dzieci, zależy w dużej mierze od dorosłych. Przede wszystkim od rodziców.

To oczywiste, że duży wpływ ma na nie również środowisko, w jakim obracają się poza domem. Chodzi o szkołę i o tzw. podwórko. Jednak dzieci, które wynoszą z domu należyte wychowanie, nauczone są podstawowych zasad kindersztuby, nie ulegają tak szybko złym wpływom z zewnątrz. Mają w sobie zakorzenione pewne cechy i zasady, które chronią je przed tymi wpływami.

Potrafią same analizować, co jest dobre, a co złe. Potrafią być kulturalne wszędzie. Ich kultura osobista jest na odpowiednim poziomie. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że wyssały ją z mlekiem matki. Co więcej — że mają ją zakodowaną w genach po przodkach.

Z kolei dzieci, które rażą złym zachowaniem, zapewne niewiele dobrego z domu wyniosły. Czasem jedynie złe wzorce. Oczywiście nie można tych spraw całkowicie uogólniać — jak zresztą wszystkiego w życiu — ponieważ zdarzają się wyjątki… Jednak według mojego skromnego zdania w głównej mierze tak to właśnie funkcjonuje. I później jedne dzieci wyrastają na dobrych ludzi, drugie — na złych.

Może poprę ten swój pogląd przykładem. Otóż czytałam kiedyś o dwudziestoletniej dziewczynie, która zamordowała swojego ojca. Nie był on jej rodzonym ojcem — adoptował ją, gdy była jeszcze bardzo małym dzieckiem.

Wszyscy z ich otoczenia, po tym jej potwornym czynie, byli ogromnie zszokowani, ponieważ uważali, że jej adopcyjny ojciec był wspaniałym człowiekiem i bardzo dobrym ojcem. Zapewnił jej dobre, bezpieczne dzieciństwo, pełne miłości. Dlaczego więc tak postąpiła? No właśnie — dlaczego?

Uważam, że najprawdopodobniej musiała pochodzić z jakiejś patologicznej rodziny i odziedziczyć po swoich przodkach w genach tego rodzaju skłonności. Żadna dorosła osoba, która miała dobrych rodziców, nie dopuściłaby się takiego czynu. No, prawie żadna — bo może się zdarzyć, że gdzieś wcześniej w rodzinie byli skrzywieni moralnie przodkowie.

Oczywiście i w tym przypadku generalizować nie można, bo nikt z nas nie jest w stanie wiedzieć tego na pewno. Nikt. Gdyby bowiem ktokolwiek miał taką pewność, wtedy chociażby resocjalizacja straciłaby sens.

Podam również przykład odwrotny. Mam taki w swojej dalszej rodzinie. Żona mojego kuzyna pochodzi z rodziny patologicznej i ma troje rodzeństwa. Wszyscy oni — oprócz najmłodszego — wyszli, o dziwo (jak mówią wszyscy), na tzw. ludzi. Są osobami bardzo dobrymi, o wysokiej kulturze osobistej.

Zapewne w ich rodzinie, oprócz rodziców, byli też zdrowi moralnie przodkowie i to właśnie po nich odziedziczyli lepsze geny. Życie więc pokazuje, że nigdy do końca nie możemy wiedzieć, kim dane dziecko stanie się w dorosłym życiu.

Oczywiście często da się to rozpoznać po dziecięcym zachowaniu — w większości przypadków. Ale i tu mogą zdarzyć się wyjątki. I chociażby ze względu na każdy taki wyjątek dobrze byłoby, abyśmy my, dorośli, robili wszystko, co w naszej mocy, by zmieniać świat wokół naszych dzieci na lepszy.

Nie przymykajmy oczu na ich złe postępowanie — nieważne, czy są to dzieci nasze, czy obce. Trzeba reagować. Mądrze reagować. Nie myśleć wyłącznie o sobie i swoim świętym spokoju. Im więcej ludzi dobrej woli, tym większa szansa, że z czasem w zachowaniu tych aroganckich, agresywnych dzieci coś drgnie ku lepszemu. Bo nie robiąc nic, dajemy niejako przyzwolenie na szerzenie się chamstwa, brutalności, a często i przestępczości wokół nas samych.

Nie wspomniałam jeszcze o tych, którzy wywodzą się z rodzin o niskim poziomie kultury i wykształcenia, a którzy w dorosłym życiu — jakimś cudem — dochrapali się majątków lub pokończyli studia, by później w przesadny sposób zgrywać wielce mądrych i szlachetnych ludzi, podczas gdy przysłowiowa słoma i tak wyłazi im z butów… Co o nich myślę? Pół żartem, pół serio opowiedziałam w poniższej satyrze:


Pojęcia nie mam, czemu nie wierzycie,

Choć wam powtarzam — piękne jest życie.

Że było ponure, nie zapomniałem,

Lecz je upiększyłem i wam coś dałem.

A dałem wam sobą dobitny przykład,

Jak chaos w swym życiu zamienić w ład.

Co macie robić, by stać się mocnym

I znaleźć w bogactwie efekt owocny.


Kto w porę to pojmie — też przecież może

Zdobywać bogactwa bezkresne morze.

Musi się tylko łokciami rozpychać,

Zamiast do obrazu głupawo wzdychać.

Bo przecież się mówi, że chcieć to móc.

Kto myśli inaczej — ten kiep i buc.

Do swej świetności doszedłem sam.

Bzdurne świętości dziś za nic mam.

Rozpycham się mądrze na lewo i prawo

I prę do dobrobytu ochoczo i żwawo.


Jestem więc teraz bogatym człowiekiem,

To samo nie przyszło ani też z wiekiem.

Dla mnie kultura to chleb powszedni,

Lecz co wy tam wiecie, ludziska biedni?

Wciąż gnuśniejecie w plebejskim folklorze,

Pojęcia nie macie o pańskim honorze.


I co wy na to, ludziska drodzy?

Jesteśmy naprawdę aż tak ubodzy?


Dalibóg — ubodzy? Z pewnością nie!

Choć z portfelem bywa u nas różnie.

Mimo to słuchać nam nie uchodzi

Tego, komu słoma z Ryłków* wychodzi.

Żaden on wielki... Zwykły nuworysz!

Niech zniknie, przepadnie! Kysz!... A kysz!... A kysz!


* Ryłko – jedna z najdroższych marek butów męskich produkowanych w Kalwarii Zebrzydowskiej. Nazwa pochodzi od nazwiska założyciela spółki.



HKCz 15.12.2006


Tabula rasa — doświadczenia dziecka


Świat dziecka to tabula rasa — zapisywana przez jego codzienne doświadczenia, za prawidłowość których — odpowiadają dorośli.






niedziela, 5 stycznia 2020

Co zrobić z bożonarodzeniową choinką? Wyrzucić, wywieźć, zutylizować?


Chyba wszyscy lubimy żywe choinki. Bo też tylko żywe swoim leśnym zapachem i strojnym wyglądem potrafią tak wspaniale wprowadzić nas w świąteczny nastrój. Ale niestety, przychodzi w końcu ten czas, kiedy z powodów czysto praktycznych musimy się ich pozbyć.



W Polsce co roku po świętach Bożego Narodzenia powstaje problem z choinkami. W miastach. Bo na wsiach pewnie nie. Na wsiach można je przeznaczyć na opał.
Choinek nie powinno się wyrzucać. Jednak wiele ludzi wynosi je po prostu na śmietnik... i problem z głowy. W krajach zachodnich jest to nie do pomyślenia. Za taki czyn karze się mandatem. W Polsce, i owszem, w wielu miastach namawia się ludzi, aby ze świątecznego drzewka zrobić pożytek i zawieźć je do kompostowni. Jednak mało komu się chce transportować obsypującego się iglaka na jakieś tam odległości. Wyrzucają je więc do śmieci, stawiając koło kontenerów w całości. I po kłopocie. W niektórych miastach służby zabierają choinki tak samo jak i wszystkie inne odpady, nie ma jednak wyznaczonego terminu i każdy wystawia je kiedy chce, „zdobiąc” tym samym śmietniska niemalże przez cały styczeń. W innych zaś miastach firmy wywożące śmieci zwykle żądają za to dodatkowej opłaty. A że Polak potrafi, to pod osłoną nocy wyrzuca swoją choineczkę… i sprawa załatwiona. Bez płacenia. To nic, że administracja osiedlowa piekli się potem. Kto komu udowodni czyja to choinka? Są też niestety i tacy, co porzucają uschnięte drzewka gdzie popadnie.
Z roku na rok w kraju rośnie zainteresowanie ekologicznym wykorzystaniem bożonarodzeniowych drzewek, ale logistyka w tej dziedzinie ciągle bardzo kuleje. Jeszcze długo nie będzie więc można powiedzieć, iż problem z choinkami, z ich zbiórką i recyklingiem, został rozwiązany. Są jednak miasta, które z coraz lepszym skutkiem próbują go rozwiązać, i takie, które już rozwiązały. Na przykład Kraków już od lat może się tym chwalić. Choinki są tam zabierane prosto spod domów mieszkańców i przewożone do utylizacji. Tyle, że ponoć dopiero z końcem stycznia. Termin nieco późny. Ludzie narzekają, że choinki się sypią i do tego czasu trzymać ich w domu nie chcą. I znów problem. Chociaż nie, „problemik” już tylko.

W Niemczech, gdzie mieszkam od wielu lat, nie pamiętam, aby taki problem kiedykolwiek istniał. Rok w rok, zaraz po święcie Trzech Króli, jeżdżą specjalne służby autami z kontenerami i prosto spod domów mieszkańców choinki zabierają. Potem przewożą je do miejsca utylizacji, gdzie przerabiane są na kompost, biopaliwo albo na ściółkę pod kwiaty ogrodowe. Kto się spóźnił z wystawieniem choinki, sam musi ją do takiego miejsca zawieźć. I nie ma zmiłuj! W innym przypadku, jeśli choinkę porzuci gdziekolwiek, czeka go kara pieniężna. Jednak niezmiernie rzadko ktoś dopuszcza się takiego wykroczenia. Tutaj ludzie naprawdę są zdyscyplinowani. W większości, choć to przecież różne nacje. Wysoka kara pieniężna jest najlepszą metodą na zdyscyplinowanie obywateli.

Na świecie na utylizacji choinek robi się biznes. W Polsce zainteresowanie ekologicznym wykorzystaniem świątecznych drzewek jest ciągle niestety nikłe.
W skali kraju również system segregacji odpadów, ich zbiórki, recyklingu i przetwarzania ciągle nie jest rozwiązany do końca. Jest już wprawdzie o wiele lepiej niż przed 20 laty, ale słyszy się, że problemy ciągle są.
Tak sobie myślę, że założenie własnej firmy w Polsce, która zajęłaby się „sprawami śmieciowymi”, to dobry pomysł na biznes. Bo jakby nie patrzeć, to ciągle jeszcze słabo zagospodarowana nisza w polskiej gospodarce. Firma zajmująca się odpadami, podobnie jak np. firma pogrzebowa, z pewnością zawsze będzie miała się dobrze i zawsze będzie zbijać kokosy.

Znam właściciela firmy zajmującej się odpadami i recyklingiem w naszym mieście, i wiem, jaki majątek zbił na śmieciach. I nadal zbija. Nie bez kozery nazywany jest „królem śmieci”.
W Niemczech każdy mieszkaniec co roku dostaje z Urzędu Miasta (Rathaus) kalendarz, w którym są podane terminy odbioru śmieci i odpadów z podziałem na ich rodzaj i na ulice, z których w danym dniu będą odbierane. Na koniec roku opłaca całoroczną usługę (ceny są bardzo różne w zależności od landu)... i problem śmieciowy pokonany.


Świąteczna produkcja śmieci. Produkujesz, segreguj


Gdy czas świętowania dobiegnie kresu,
niektórym się przyda — nauka moresu.